Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Ułożę się w spokój

 

W szafach zrobię porządek,

ubranka dziecka poprzeglądam

ułożyę w kosteczkę

zamknę w walizce z przeszłością,

nie żegnając się jednak

z miłością, radością.

 

Fakt może i będą one

smutkiem doprawione,

ale tylko troszeczkę

na małą chwileczkę.

 

Poczekam.

 

Później poleżę spokojnie,

wypocznę.

Łzami się nie zaleję,

bo po co?

 

Są już tylko wspomnieniem

chwil nasączonych

smutkiem, rozrzewnieniem.

 

Uśmiech jeszcze wyjdzie z ukrycia,

z marzeń

dawno zagubionych,

teraz odnalezionych.

 

Justyna Adamczewska

 

Edytowane przez Justyna Adamczewska (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Masz pomysł, zaczynasz dobrze, a potem  wpadasz w utarte ścieżki kiczu.

 

łzy 

wspomnienia

smutek

uśmiech

marzenia

 

ileż razy to już było?

Trywialny szablon sentymentalizmu.

 

....Ułożyć się w spokoj

schować się w kłębek wełny

poplamionej malinami

kiedy dziecko je ssało niczym mleko

schować w walizce matczyną miłość 

tą pierwszą po przecięciu pępowiny

 

itp itd

 

 

 

 

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Justynko, bardzo uczuciowy, emocjonalny wiersz, piękne wyznanie, jednak zauważyłam że piszesz często  bezosobowo, stosując dużo bezokoliczników, jak dla mnie taki zabieg zubaża wiersz, nie rozumiem z czego to wynika, przecież podmiot literacki/liryczny to nie autor, 

a jeszcze jedno: tytuł jest piękny, mówi do mnie, że już teraz można ułożyć się w spokój, niekoniecznie po śmierci

pozdrawiam serdecznie :)

Edytowane przez MaksMara (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Justynko,

czytam Twój wiersz nie pierwszy raz, przyznając trochę racji W.M.Gordonowi

(tylko nie złość się na mnie :))

Aż w końcu sam coś pokombinowałem, oczywiście na swój użytek.

Zobacz czy daleko odbiegłem od Twojego zamysłu.

Pozdrawiam :)

 

Ułożę się w spokój

 

W szafach zrobię porządek,

ubranka dziecka poprzeglądam

ułożę w kosteczkę

zamknę w przeszłości,

nie żegnając się  

z błogostanem.

 

Może i będzie

smutkiem doprawiony,

jak czysta przestrzeń

przelotną małą chmurką.

   

Później poleżę spokojnie,

odpocznę od rozrzewnienia,

poczekam.

   

Aż pogoda wyjdzie z ukrycia,

z marzeń dalekich,

znów przytulonych.

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Wiktorze, ja się nie złoszczę ani na Ciebie, ani na W.M. 

Wiem, że to prosty wiersz, taki wierszyczek, ale na ten moment, jakoś nie mogę inaczej. Myślę jednak nad powyższym. 

Myślę, a to już dla mnie dużo. 

 

Jestem Ci wdzięczna za napisanie wiersza - pomoc. 

Wojtek też pomógł, tylko ja troszku właśnie "złośnicowo" potraktowałam Jego radę. 

 

W.M. jeśli to przeczytasz - to:

przyjmij przeprosiny od Justyny,

która wzięła do serca swego radę,

(oj i właśnie tak rzeknę) :

- Poety przyjaciela. 

 

Pozdrawiam Wiktorze, dziękuję. 

Opublikowano

"Ułożyć się w spokój", naprawdę fajny tytuł. Jeżeli chodzi o treść, Justyno, podzielę zdanie poprzedników,  tekst faktycznie jakby na kolanie/na chybcika pisany. Zdecydowanie za dużo bezokoliczników, co bardzo psuje odbiór.
Ładne.. chwil nasączonych smutkiem.. Marzeń nie wolno gubić... ;) ale czytam,  że peelka odnalazła je.. teraz.. co może dobrze wróżyć.
Serdecznie pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Ithiel, wiesz, smuci mnie to, ze taki inteligentny człowiek, jak Ty, taki miłośnik greki, łaciny, pięknych dzieł literackich, używa określeń - w komentarzu do mnie, typu: 

lub:

 

 Skąd to wiesz? Może to praca od wielu lat? 

 

 

Nie generalizuj, Ithiel. Nikt - to b. ogólnikowe określenie. 

 

Ostatnie Twoje słowa świadczą, że występuje u Ciebie brak szacunku dla autora. 

 

Jeszcze jedno, Ithiel, Komentarz Twój nie dotyczy tylko tego jednego mojego wiersza, napisałeś w nim o wielu utworach, brak szacunku, czy lenistwo? Nie chce Ci się napisać pod każdym z nich paru słów? No, może i nie chce, masz prawo do wygody, ale proszę, pohamuj napastliwość. Może pomyśl Ty, zanim coś napiszesz?   Justyna. 

A i nie traktuj moich wierszy jako worka treningowego. Dziękuję. 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...