Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

 No i co ja zrobię jak mnie razi tak odmieniona metafora dopełniaczowa, jednak nie musisz się przejmować moim pomysłem, mówiąc betonom, miałam na myśli liczbę mnogą zabetonowanych mamoną ludzi

Biały nieregularny nie epatuje infantylizmem, a rymowany tak?

 

Wszystko zależy od starań autora, pozdrawiam :)

 

 

Edytowane przez Alicja_Wysocka (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Nie rozumiem dalej twojego toku myślenia? Przecież jak nie użyłem tej metafory dopełniaczowej w liczbie mnogiej, nie ma w moim wierszu [komu czemu -dopełniacz]: "betonom mamony", użyłem istotnie tej metafory w liczbie pojedynczej czyli [komu czemu]: " betonu mamonie", bo wiersz nie ma na celu zwulgaryzowania samego człowieka?, nie człowieka nazywam betonem, to uwłaczałoby ludzkości?, betonu mamona jest stanem w którym utkwił człowiek i człowiek jest tutaj ofiarą a nie tytułowym betonem. Zrozum proszę co autor miał na myśli.

 

 

Nie mogę odpowiedzieć jednoznacznie tak czy nie. To kwestia gustu. W moim odczuciu tak. Bo tak lirycznie ewoluowałem, ktoś inny może nie mieć takiego zdania. Nic nie poradzę, że taką akurat mam wrażliwość, ukształtowała się niezależnie. Więc skomentowałem jak to u mnie było. Nie mogę natomiast sobie zarzucić , że jestem laikiem w sprawie rymu. Bo śmiało ponad pięćset takich rymowanych wierszy napisałem. Przeczytaj łaskawie, [jeżeli oczywiście masz chwilkę czasu] poprzedni mój wiersz, przedostatni pt. "Na branie czwartego wymiaru", czy traci na jakości bo jest bez rymu?, moim zdaniem nie. Uważam, że rym ogranicza dokładny przekaz, ponieważ nadrzędność brzmieniowa spłyca słowo, i nie jest ono dokładnie wycelowane. Nie ma innej możliwości. Natomiast, faktem jest że najbardziej znane i lubiane wiersze są klasycznymi rymowankami. Konkludując każdy posiada osobistą wrażliwość.

 

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Gdzieś ktoś kiedyś powiedział, że lepiej mówić źle o sobie, bo jak się chwalisz i tak nikt nie słucha.

A dlaczego odsyłasz mnie do swoich wierszy, może lepiej poczytaj moje? Ładnie to tak, skromnie?

Rym nie ogranicza przekazu, trzeba się tylko, albo aż - mocno napracować, wysilić, żeby wiersz nie był rymowanką jak mówisz,

bo rymowanką nazwałabym wiersz dla dzieci. One zgadują rymy zanim przeczytasz, dlaczego? Ponieważ są łatwe.

Jeśli natomiast pracujesz nad rymem - żeby nie był dokładny, częstochowski, gramatyczny, raczej asonansowy, żeby zgadzała się ilość sylab, żeby miał średniówkę, środki artystyczne i stylistyczne, prawidłowo ustawione stopy akcentowe, rytm, melodię, puentę jak gwóźdź i przy tym wszystkim sens. To jest to.

Sorry, a ja lubię jak mnie coś ogranicza, jak kogoś ogranicza, doceniam starania, sztukę, kunszt i takie wiersze cenię wysoko.

 

Do proponowanej zmiany nie wracam, to Twój wiersz.

Tymczasem :)

 

 

 

Edytowane przez Alicja_Wysocka (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Skąd nagle ta agresja? Przecież ja tylko odpowiadam na sugestie? To mam pominąć twoje komentarze, przysłonić zasłoną milczenia. Wytłumaczyłem tobie dlaczego użyłem formy: "betonu mamonie" - me - ry - to - ry - cznie. bardziej łopatologicznie nie potrafię, skoro drążysz temat, to logicznym jest że kontynuowałem. W dobrym stylu jest odpowiedzieć na każdy komentarz? 

Co piszesz? Nie chwalę się? Odpowiadam na twoje komentarze. Skąd ten zarzut? Zachowałaś się teraz jak tytułowa Zosia samosia z rymowanki Tuwima. Takie absurdalne zarzuty uwłaczają zasadom rozsądnego komentowania i nie mają nic wspólnego z dyskusją. Popatrz, ubolewasz nad faktem że ja rzekomo się przechwalam i że odsyłam ciebie do innego wiersza (bo nie wierszy- precyzji!) i w tym samym zdaniu zapraszasz mnie do swoich utworów; LOL :) (papugujesz mnie?) hehs. Dobrze to świadczy o tobie?, pomyśl zanim coś napiszesz, bo uwłaczasz własnej wiarygodności. Dobrze, zajrzę na twój profil. Jestem tu od niedawna (kilka dni), trudno bym dotarł do każdego wartościowego autora w tak krótkim czasie. Zaprosiłem ciebie do innego mojego wiersza (nierymowanego) tylko w kontekście porównawczym. Cóż w tym zdrożnego? 

Moja skromność właśnie wynika z faktu że bardzo sumiennie odpowiadam na każdy komentarz, a to o skromności świadczy dokładnie. (szkoda że nie zauważyłaś) Gdybym był butnym człowiekiem trywializowałbym odpowiedzi oraz komentujących - i czekał tylko na uśmiechnięte emotikony, a nie angażował w merytoryczne analizy. 

 

 

Kolejny bon mot. W mojej wypowiedzi poprzedniej napisałem czarno na białym, że różne są wrażliwości w tworzeniu i odbiorze poezji, oraz że nie odpowiem na pytanie - poezja z rymem czy też bez rymu. Pisałem wyraźnie o własnej wrażliwości i jej ukształtowaniu. Nie o twoich preferencjach w poezji. Czy to czasami nie na odwrót,  czy czasem to nie ty ograniczasz mnie? Bo skoro upierasz się by wyperswadować mi swój punkt widzenia? Twierdzisz dalej cytuję:

 

 

Dla ciebie może [to jest to], ja takich wierszy (z rymem) już setki napisałem (jeden tutaj ma nawet pięćdziesiąt zwrotek z rymem ABAB) i poszukuję innych stanów poetyckiej ekspresji, (wolno mi?), a ty narzucasz swój punk widzenia. Bo skoro napisałem wyżej że są różne preferencje, jedni lubią Tuwima (z rymem), inni późnego Miłosza (i on porzucił rymy na rzecz białego wiersza), to o co ci chodzi? Więc to ty raczej próbujesz ograniczać mnie a nie ja ciebie. Gdzie tu logika? A skoro lubisz ograniczenia, to ograniczaj siebie, a nie innych autorów i ich preferencji.

 

 

Ach dziękuję bardzo za prawo łaski. Czyli zostawiam po swojemu. Ufff :) 

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

O widzę uaktualniłeś nieco ten swój komentarz? , tzn. uzupełniłeś. Piszesz że wiesz OCB (o co biega) z mamutem, ale doprecyzuję.

Ten wiersz jest utworem rymowanym. Mamut'ach głównie wpasowałem ze względu na rym. Bo wchodzi w interakcje z wcześniejszym butach, słowa się rymują. Aczkolwiek nie byłoby sensu, gdyby metafora ludzie całkiem mali z betonu w mamutach, nie miała logicznego uzasadnienia. Otóż, mamut symbolizuje tu wieżowiec, czy duży blok (w sensie wysoki - wielopiętrowy), mamuty były wielkimi zwierzętami (wysokimi), więc teoretycznie mogą reprezentować symbolicznie wysoki budynek. Ludzie w tych swoich betonowych domach tracą lata życia, starzeją, umierają, po woli stajemy się niszową cywilizacją ludzi urzeczowionych, których cechuje powszechny materializm. Taka cywilizacja jest bez przyszłości, i może podobnie jak mamuty wyginąć w swojej metaforycznej epoce lodowcowej - czyli w zimnych materialistycznych relacjach - to kolejny powód zastosowania - mamuta. W końcu mamut to prawzór słonia, cechą charakterystyczną obu gatunków są kości słoniowe. To ciosy, siekacze trąbowców. Z kolei kość słoniowa immanentnie kojarzy się z przemytem i kłusownictwem. Jest symbolem zła, chęci wzbogacenia się za wszelką cenę, nawet życia zwierząt. Wieża z kości słoniowej oznacza miejsce odosobnienia intelektualnego, kryjówkę przed światem zewnętrznym. Więc owe zimne relacje międzyludzkie. Rzeczywiście może i chrzęści w wierszu ten mamut, mógłby być inny symbol. Masz prawo do własnej analizy, jest uzasadniona, ale prawo rymu czasem spłyca przekaz.

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

A Ty nie narzucasz Tomaszu?

A kto zadziornie nazywa rymowane wiersze rymowankami, dodając infantylne? Nie wyśmiewasz się tymi słowami z poezji rymowanej, to nie jest agresja? Skoro wytaczasz takie "działa" mogę chyba bronić tego, co kocham.

Zjadliwie.

Napisałeś i obstajesz przy:

Ufa bezgranicznie betonu mamonie

zaproponowałam:

Ufa bezgranicznie betonom, mamonie

 

nie stosujesz interpunkcji, ok.

W domyśle postawiłam przecinek. Wiadomo, skoro nie ma nigdzie interpunkcji, nie można go tam postawić.

 

Komu, czemu? to celownik dla ścisłości

 

Mateuszu, szkoda czasu i nerwów. Napisałam co myślę, jestem raczej pokojowo nastawiona i nade wszystko cenię święty spokój,

zatem łapka na zgodę może być?

:)

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Literówka...

 

Gdzie jest jakaś adnotacja odnośnie polityki w moim krótkim( okazuję się, że zbyt krótkim) komentarzu?

Chodziło mi o wielokrotne powtarzanie wiadomego słowa.

A kto powtarza w kółko to samo słowo to ma na jego punkcie jakąś obsesję, ewentualnie ma ubogi język, albo ograniczoną wyobraźnię.

I o to mi chodziło.

Pozdrawia apolitycznie Wojtek

Edytowane przez W.M.Gordon (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Ty masz coś z psychiką może, bo wiesz, już w tejże chwili zaczynam mieć wątpliwości?

O jakiej agresji w moim wydaniu ty piszesz? Ochłoń. Kpisz sobie ze mnie czy co? Jakie ja "działa" wytaczam i przeciwko komu? Wskaż tego kogoś lub coś? Pisałem o SWOICH PREFERENCJACH, tylko swoich -nie TWOICH? Tłumaczę ci jak wołu u karety - że każdy lubi co chce, ja też szanuję poezję z rymami, ba, napisałem wiele rymowanych utworów, natomiast obecnie bardziej preferuję biały wiersz. Może to się zmieni, nie wiem?, to co mam kłamać bo mrugasz oczami w awatarze i udajesz salonową poetessę? Ileż razy MAM TO JESZCZE NAPISAĆ? Tobie nie zabraniam czytania wierszy z rymem, mnie daj spokój. Komunę nową zakładasz czy jak? Mnie chcesz zmusić żebym polubił to co ty? Za twarz to siebie trzymaj, nie mnie. 

 

Co do wierszy rymowanych -pytam (retorycznie, bo z tobą nie można wymieniać rzeczowych argumentów skoro po sumiennej odpowiedzi na komentarz zamiast podziękować wyzywasz od chwalipięt, i nakazujesz skromność - ja jestem pod twoim postem, czy ty pod moim wydziwiasz?) czy wiersz z rymami to nie rymowanka? Rymować - rymowanka, wycinać - wycinanka, pisać - pisanka (wielkanocna), czytać - czytanka, kochać - kochanka, lepić - lepianka, skakać - skakanka. Mało ci przykładów? Zabraniasz nazwać zrymowanego wiersza rymowanką, bo upatrujesz w tym agresji?, LOL, paskudne skrzywienie rzeczywistości. Czego ty chcesz ode mnie?

 

 

To w domyśle postaw - wyobraź sobie przecinek w tym tekście, a ja go tam wstawię na niby . Zrobimy przypis pod wierszem - tam wyjaśnię, że trzeba sobie go wyobrazić, w tych didaskaliach poinformuję, że jesteś współautorem, -  tego przecinka. LOL :) 

 

Proszę Pani? Halo? Nie tłumaczyłem już przypadkiem, że nie może być betonom, bo ewidentnie nie mam zamiaru uwłaczać ludziom od betonów? Człowiek jest tutaj ofiarą życia pod płytą z betonu, a nie betonem, może jeszcze partyjnym napisz.

Mam wątpliwości czy ty w ogóle rozumiesz przesłanie tego wiersza, skoro brniesz w zaparte ze swoimi propozycjami w moim tekście.

 

 

Zgadza się, widzisz tutaj przyznaję rację. Nie jestem więc jakimś fanatykiem, który ma patent na nieomylność. I w przeciwieństwie do ciebie potrafię się bez względnych ceregieli do tego przyznać. Natomiast już tłumaczę dlaczego napisałem niefortunnie o dopełniaczu, powinno być CELOWNIK. Spójrz jeszcze raz na ten komentarz w całości. Zdanie wcześniej była mowa o metaforze dopełniaczowej w istocie to nasz punkt sporu: formuła  betonu mamonie to metafora dopełniaczowa. Bo mamonie [kogo, czego] betonu, i tym po prostu zasugerowałem się niepotrzebnie, i tyle. Potem śpiesząc się z odpowiedzią błędnie użyłem do pytania [komu, czemu?] dopełniacza a nie celownika.  No ale pytanie  [komu, czemu?] w kontekście całego zdania w wierszu jest prawidłowe, bo:

 

Człowiek swoje czyste piękne serce rani

Ufa bezgranicznie [komu, czemu?] betonu mamonie 

 

więc w czym problem? Bo omyłkowo w komentarzu sugerując się twoją metaforą dopełniaczową, podprogowo do celownikowego pytania przypisałem dopełniacz? Pytanie jest prawidłowe, nie wierzę, że nie zauważyłaś, ale oczywiście można przy okazji wbić interlokutorowi przysłowiową szpilę, choć samemu nie zauważa się nawet że beton w tym wierszu to beton, a nie człowiek.

 

 

Nie wiem o jakiego Mateusza znowu ci chodzi, bo takiego komentatora nie ma pod tym moim wierszem, (chyba że coś przeoczyłem), ale jak ktoś ciebie nawiedza, to go ślicznie pozdrawiam :) Cześć, i skończmy z tą szopką, w końcu to mój wiersz i mi wystawiasz laurki, ja pod twoimi tekstami nie uprawiam tragifarsy.

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Spoko. Literówki się zdarzają, mnie też i to często. Napisałem w konwencji żartobliwej, miało rozbawić, a jak czytam zezłościło, nie miało zezłościć - miało rozbawić :) 

 

Jeśli chodzi o słowo (wiadomo jakie, LOL;) to informuję ciebie (tak zupełnie bez emocji i złośliwości), że takie powtarzające się słowa (zwroty) w poezji nazywają się EPIFORĄ. To powtórzenia tego samego słowa lub zwrotu na końcu kolejnych segmentów wypowiedzi. Albo ANAFORA - powtórzenia na początku.

 

Ewentualnie można też uznać że beton to echolalia - środek stylistyczny polegający na powtarzaniu jednakowych lub podobnych zespołów głoskowych jedynie dla podkreślenia rytmiczności melodyjności tekstu, wykorzystywany jako celowy chwyt poetycki. 

 

Więc proszę, skoryguj wrażenia. Bo uwierz, budowa wiersza nie ma nic wspólnego ani z sugerowanym ubogim językiem, tym bardziej z brakiem wyobraźni. 

 

No faktycznie ten pierwszy twój komentarz był ciut za krótki. Napisałeś:

 

Za dużo "betonu".

To staje się obsesją.   

 

Mur urzeczywistnienia???   __ (wersja poprawiona, bez literówki)

 

Sądziłem skoro "betonu" napisane w cudzysłowie, to może chodzi o jakiś synonim tego wyrazu?

No nie dziw się mnie, że skojarzenie (jak się okazuje błędnie) zaprowadziło mnie do politycznej konotacji. Mówi się często beton partyjny. Tym bardziej, że zaraz po "betonie" i obsesji przechodzisz do jakichś autoprzemyśleń (sugestii?), piszesz o murze urzeczywistnienia, którego w moim tekście nie ma? W moim tekście jest mur urzeczowienia? Więc co? Beton staje się obsesją (niby czyją autora - czyli moją?) ... i się urzeczywistnia? W jakim kontekście? Idzie do betoniarki?, sam się miesza?, nie no chyba jednak twój komentarz miał jednak głębszy podtekst, liczę na to :) A jeżeli nawet  nie, to wielu czytelników po twoim komentarzu mogłoby przyjąć taki punkt widzenia (polityczny), dlatego musiałem zareagować, a uczyniłem to w sposób najbardziej bezbolesny, bo obróciłem w żart. No to teraz mam, oskarżasz mnie o ograniczoną wyobraźnię, LOL :) Ciekawe jak na to zareagowałaby Wisława Szymborska, która stosowała chętnie anafory, chociażby w "Monologu do Kasandry", albo Danuta Wawilow, w wierszu "Szybko", ewentualnie Jan Andrzej Morsztyn pisząc o bieli swojej ukochanej - "wybielał ją anaforycznie".

 

 

 

 

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Tomku za słowem powinien płynąć dzwięk,  żartobliwie pytałam. Cóż wielką płytę widuję ale jest z dala.  Mieszkam w starej części miasta, która poza płytami chodnikowymi ma niewiele wspólnego z betonem. Uniformizacja skojarzyła mi się z " Mundurkiem Mao " bez podtekstów politycznych jedynie wizualnych. Nie przypuszczałam nawet że można tak się wtopić w kamień. 

 

Czy nie widzisz tu żartobliwie zadanego pytania i zaraz potem mówię że wolę kolor. Nie pomyślałam nigdy źe nowe osiedla mogą wywołać takie odczucia. Postaram się pilnować i nie żartować  z treści.

Pozdrawiam Baja jaga

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Słoneczko (czy wolno w ten sposób?) ja odpowiadam merytorycznie na komentarze. Nie zauważyłem w twoim poście żadnego emotikonu, chociażby takiego --> :), czyli tradycyjnego uśmieszku. Aż się postarałem i przeczytałem go jeszcze raz przed chwilką, odnoszę cały czas takie samo wrażenie, że komentarz ma charakter stricte "orzekający", ale Ty jesteś autorem i Ty wiesz w jakiej specyfice się wypowiadałaś. Więc skoro komentowałaś w charakterze żartobliwym, to przyjmuję do wiadomości, jest ok. 

 

Ja mieszkam w prywatnym domu, na obrzeżach miasta. Jest plener, duży ogród, szpaler drzew iglastych, wielka brzoza, w pobliżu mały lasek, u sąsiada, mnóstwo trawy. A z okien widzę zalew. 300 - 400 metrów dalej. Poważnie. Ale w moim mieście są i osiedla i życie w betonowej płycie. Tam żyją ludzie. I oni są właśnie wtłoczeni w kamień, metaforycznie oczywiście.

 

O nich jest ten wiersz. O ludziach młodych (blokersach), o ludziach w średnim wieku (stojących w klatkach, albo szwendających po osiedlach, lub zmierzających do swoich betonowych mieszkań), o starych ludziach, wyglądających przez okna z betonowych domów. O dzieciach bawiących się na betonowych osiedlach. Obrazy możesz mnożyć, a wszystko zależne tylko od percepcji czytelnika. 

 

Nie musisz pilnować się treści, w zasadzie nic nie musisz. Interpretacja jest immanentnym prawem czytającego. Obrazy i wrażenia są Twoje, i tylko Twoje. No niestety nie tylko są nowe osiedla. Te nowe raczej nie wywołują. Ale mogą. Problem dotyczy jednak bardziej mentalności, a w zasadzie szarości życia ludzi żyjących wedle ustalonych schematów, i traktujących się wzajemnie przedmiotowo, budujących między sobą mur urzeczowienia. A cały entourage osiedlowy vel. betonowy temu sprzyja. 

 

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Iwo, gamety myte magowi   Aga maca ryby, raca maga
    • Moja Tania, Kaina Tajom!
    • @Berenika97

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Popatrzył w okół siebie. Cztery ściany pokoju, zadymionego pomieszczenia z pożółkłymi firanami, za kurtyną zasłon, ciężkich, nietransparentych, zasuniętych przez cały czas by oddzielić go od dnia ze swoimi promieniami słońca, by nie okazywać mu nocnego nieba pełnego gwiazd, z tym całym ziemskim satelitą, który znów kojarzy się ze słońcem. Słońcem na które nie zasługiwał, ze swoją życiodajną mocą, z umiejętnością nadawania barw, koloru światu, który winien być szarym i zadymionym miejscem. Miejscem jak ten pokój. Poszarzałe ściany, dym pod sufitem, przez który ledwo przebijało się światło żarówki zawieszonej bez żadnego żyrandola, bez jakiegokolwiek abażura, dekoracja zbędna jako wyraz pożądania, chęci nadania piękna. Piękna, którego nie cierpiał bo nie rozumiał czemu miałby nadawać estetyki tam gdzie nie zasługuje się na przedmioty warte podziwiania. Zawiesił się wzrokiem w pustce, gdzieś za ścianą było coś co powinien dostrzec a czego nie dane mu było zobaczyć. Gdyby się zamyślił w tym momencie to pewnie odkopał by jakieś swoje wady ukrywane jak w labiryncie w skrzyniach, których klucze powyrzucał. Ale to było tępe spojrzenie. Mówią, że jak nie możesz oderwać tak wzroku to wpatrujesz się w zagubioną duszę. Ducha osoby, która nie dotarła do zaświatów i włóczy się po ziemi głodna bo nie może się nakarmić, zziębnięta bo nie może się ogrzać. Daleko mu było do rozmyślania w tym momencie. Bezmyślnie więc sięgnął do leżącej na stole przy którym siedział paczki tanich papierosów. Pomietę opakowanie z ostatnim już szlugiem, po wyciągnięciu go poleciało w róg pokoju gdzie stał śmietnik. Nietrafiony rzut, którym się nie przejął, na ziemi i tak stały i leżały puste butelki, zaschnięte talerze, klejące się szklanki i wiele zapisanych niechlujnym pismem a pogniecionych kartek i kurz, kłęby kurzu tu i gdzieniegdzie.  Rozejrzał się za zapalniczką. Na stole jej nie było. na szafce pod ścianą nie leżała. Więc automatycznie sięgnął do kieszeni marynarki zawieszonej na krześle na którym przesiadywał. Nie ma tam zapalniczki stwierdza i rezygnuje z poszukiwań wiedząc że w zabałqanionych szufladach komody znajdzie paczkę zapałek.  Wstał ociężale i musi się przytrzymać krzesła bo nim kiwnęło. Komoda i jej szuflady skrywają kolejny bałagan, powciskane ubrania, dokumenty ułożone bez ładu i składu, listy nigdy nie otwarte z urzędowymi pieczątkami, i zeszyty zapisane niechlujnym pismem. Gdzieś tam są zapałki trzeba się przekopać co trwa chwilę i jest irytujące dla głodnego dymu tytoniowego palacza. Potrwało to chwilę ale wśród burdelu upchanego w otchłaniach mebla znajduje pudełko z zapałkami. Potrzasnietę zdradza, że niewiele w nim zapałek a paski do odpalania po bokach sugerują już zużycie ponad miarę. Kłopot polega na tym, że trzęsące ręce mają trudność w utrzymaniu płomienia. Ale udaje się za pierwszym razem. Wraca na swoje krzesło i strzepuje popiół po pierwszym, przeciągniętym z zachłannością machu do popielniczki. I wtedy zauważa coś. Coś co przestaje mu od tej chwili pasować. Obrus na stole. To zbędna ozdoba.  Choć nikt tego obrusu nie nazwałaby ozdobą. Pożółkły, pełen plam, dziur przypalonych papierosami i rozszarpanych pociętym szkłem czy to ze zbitych kieliszków czy z roztrzaskanych butelek po tanich wysokpolrocentowtch alkoholach.  Ten obrus był niegdyś biały. Jeszcze w czasach gdy ściany miały ciepły kolor gdy zasłony porozsuwane wpuszczały światło dnia do mieszkania i pozwalały by podziwiać czy choćby dostrzegać świat na zewnątrz.  Przypomniał sobie jak ten obrus pierwszy raz zasilił ten stół. Wtedy, z nią razem rozciągnęli go by spożyć wspólnie posiłek.  Z nią. Wtedy. Ona. Kim była i dlaczego tak się zmieniło jego życie jak ten obrus. Z bieli do kawałka zabrudzonej szmaty, pełnej dziur.  Nie ma nadziei są papierosy, alkohol i wstręt do siebie. Za to jak potraktował obrus.  Wściekł się i szybkim ruchem zrywa go ze stołu ciskając za siebie w miejsce gdzie nie będzie mu przypominał swoim widokiem do czego doprowadził swoje życie.  Wypalił papierosa i schylił się po zrzuconą w napadzie furii wraz z obrusem popielniczce by ugasić kiepa. Nie przejął się rozsypanymi niedopałkami i popiołem na ziemi. Postawił na nagim stole szklane naczynie i wcisnął w nie zgniatając filtr. Papieros zgasł i przyszła refleksja. Znów musiał wstać i znów ociężałe wstał, chwiejnie ale ustał i podniósł obrus.  Niech leży,  niech mu przypomina jaki jest wstrętny.  Po chwili wyrwał kartkę z zeszytu i ołówkiem skreślił na niej pare słów niechlujnym pismem.  Wszystko chuj pomyślał i zgniata zapisany kawałek papieru by rzucić nim w stronę kosza oczywiście nie trafia ale ta kolejna kartka nie zmienia wnętrza zabrudzonego, pełnego śmieci.  Trzeba będzie iść po papierosy, trzeba będzie kupić butelkę wódki lub whiskey z najniższej półki albo na promocji.  Wyjść i przejść to wyprawa wśród ludzi. Ludzi, którzy go mijają bez wiedzy o pogardzie jaka mu się należy. Sprzedawca w sklepie pozdrawia go słowem jak dobry wieczór co go mierzi. Bo to nie dobry wieczór gdy jest się nim.  ‘Co za mruk' - myśli sprzedawca za ladą gdy jego pozdrowienie pozostaje bez odpowiedzi.  Tą litrową pokazuje palcem na butelkę wódki i wymienia nazwę swoich tanich mocnych papierosów bez słowa proszę prosi o dwie paczki.  Okno nieotwarte nie wpuszcza świeżości powietrza co sprawia że w pomieszczeniu panuje bezruch z dymem zawieszonym niczym gęsta deszczowa szara chmura pod sufitem. Kieliszek nie pamięta by był myty od niepamiętnych czasów ale nie przeszkadza to by wlać w niego trunek, szybko łyknąć bez grymasu i uzupełnić po raz drugi by jak.najszybciej i jak najmocniej uderzył w myśli.  Bierze zeszyt i wyrywa z niego kartkę.  Zakładając mu przez ramię można przeczytać co pisze  Myśli nieczyste Brudny kieliszek Dym z papierosów wypełnia ciszę  Macha głową i zgniata zapisany papier by cisnąć nim za siebie.  Dwa kolejne kieliszki i papieros.  Wyrwana kartka i ołówek zapisuje: Pod kolorami skrywa się szarość  Stworzona z czerni i bieli  Wypływa na powierzchnię Kartka ląduje zgnieciona na podłodze  Dni mijają ale on nie mija gdy już sam się pominął. 
    • Zapraszam do posłuchania piosenki:   Melodia jesieni cicha, spokojna W powietrzu ostatnie lata podrygi Zakochani i ich miłość dostojna Ze światem rozmawia na migi   Uśmiech - błyszczą korale białe Lśnią oczy – wesołe, figlarne Jej dłonie delikatne i małe Jego włosy krótkie i czarne   Szemrzą liście, wiatr strąca niektóre Spadają świdrem, jak myśli kołują Do ziemi lgną żółte i bure Zakochanym do ciszy wtórują   Opadają lekkie, beztrosko wesołe Głowę pogłaszczą, przytulą do skóry Policzki, aż po uszy czerwone Niebem płyną dwie białe chmury   Dziecko rączkę wyciąga z orzechem Kitka wiewiórki jak wąż się wije Stuk dzięcioła rozbija się echem Jesień dojrzewa, lato wciąż żyje
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...