...to z niego powstał porządek świata
lubię to sobie powtarzać
wtedy wybaczam sobie
okruchy pełne skruchy
drobinki kurzu niezmiecione
stare błędy w mym zabalaganionym zyciu
czy lubię wtedy mój rozgardiasz?
nie wiem
jestem w stanie myśleć
dopiero gdy posprzątam
inny tytuł i okładka,
a w zakładce —
„wszystko, co już pomyślane,
to zostało zapisane”.
jaki sens nadawać kolor morzu,
skoro samo wzięło odcień nieba?
jaki sens budować góry,
kiedy same rosną wielkie?
jaki sens w szukaniu sensu,
który wszystko zmienia?
pytający już zadali wszystkie,
usłyszeli wszystkie odpowiedzi,
ale świat nie stanął.
my — styrani jak papugi —
powtarzamy błędy,
tak jak lustra — wciąż, bez przerwy.
nie ma głupich, bo już każdy mądry;
są ci, którzy brakujące piszą strony,
są ci, którzy piją wprost ze studni.
diabli wzięli
kompas.
moja książka — bez tytułu, bez okładki —
ma zakładkę, a w niej
drobne datki z wczorajszego dnia.
jestem, byłem — a następne
porzuciłem jak otwartą stronę.
bo kto weźmie niekończącą się historię,
gdy wydaję książkę z biblioteki, która pęka w szwach
perspektywa
człowiek nie widzi dobrze ani w dal, ani z bliska
bez perspektyw na przyszłość z perspektywą, że jest i ma ją
mikroskop i luneta
i wie, skąd dalsza się wzięła
„Fantazyjna lekkość”
Najlepiej jest mi wysoko, wśród chmur,
gdzie wiatr moje skrzydła unosi co dnia.
Tam cisza układa najpiękniejszy wtór,
a świat ma łagodność i jaśniejszy blask.
Czuję tę lekkość jak piórko na wietrze,
gdy wolność otwiera ramiona bez słów.
Tam czas nie przemija w szarej poniewierce,
bo każda chwila płynie pośród snów.
To jest schronienie dla dusz niespokojnych,
dla ludzi, co częściej patrzą ku gwiazdom.
Dobrze mi jest wśród serc tak podobnych,
co zamiast po ziemi — wędrują wyobraźnią.
Lecz każdy powrót sprowadza mnie niżej
i skrzydła powoli opadają w cień.
Codzienność dotyka chłodem coraz ciszej,
rozsypując marzenia na zwyczajny dzień.
Jednak tam powracam przy każdej sposobności,
choćby na moment, na oddech, na znak.
Bo coś mnie przyciąga z tamtej lekkości,
co każe mi wierzyć, że można żyć tak.
I nawet gdy życie przywoła mnie znowu,
a szary mus spłynie po szybach jak deszcz,
ja jestem wciąż w cieple zielonego domu,
gdzie myśli jak ptaki odlatują hen.
Bo nie każde skrzydła są dane dla ciała,
nie każdy lot widać w błękicie nieba.
Czasem dusza sama nauczy się latać,
choć stoi w milczeniu pośród zwykłych spraw.
Są ludzie stworzeni do życia na ziemi
i tacy, co zawsze ku obłokom lgną —
bo nawet gdy wrócą do swych obowiązków,
sercem nadal wysoko nad światem tkwią.
Leszek Piotr Laskowski.
„Ten wiersz dedykuję powiększającej się grupie moich przyjaciół z naszego zielonego polskiego portalu literackiego.
Dobrze, że jesteście.
Dziękuję Wam ❤.”
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się