Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

marna wizja przyszłości

w oczach niemowlęcia pełnych nadziei

na lepsze jutro

 

absurdalny krzyk 

globalnej świadomości

Darwin

Oni 

Dźwięki ratunkiem

 

 

absurdalny krzyk języka zaginionego plemienia Kaukazu

 

znaki 

 

niewerbalny język 

radości 

 

 

natchniony diler słowa pisanego

w trójcy dwużeńskiej leonidasa

nie odchodź Leonidasie 

uratuj mnie przed klęską gorzkiej czekolady

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @LessLove piękny i smutny wiersz. Tak sobie pomyślałam, że czasami trzeba pozostawić to co było we wspomnieniach, bo młodzieńcza miłość zawsze taką jest idylliczna, romantyczna bo dziewicza. I niech taką będzie. Człowiek się zmienia, ludzie się zmieniają, i lepiej zostawić te pierwsze piękne wrażenia w sercu
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @P.Mgieł Ciekawe porównanie czarnego kota do spalonego sumienia. Pozdr.
    • @Kiedy Jest Dzisiaj  dlaczego, dlaczego, dlaczego, dużo tych dlaczego. Żyjesz więc istniejesz- zapełniasz nicość. Emocje, uczucia przynależne każdemu człowiekowi- śmiech ból, radość, strach, miłość i łzy. cogito ergo sum
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @Berenika97 Fajnie, na wesoło! Uśmiecham się!  :)))
    • Noc sączyła atrament w gardziel starych ulic, a księżyc — jak rozpustnik w srebrzystych mankietach — dotykał mokrych dachów z leniwą pogardą, gdy szedłem sam, odziany w zapach dawnych grzechów. Miasto oddychało zgniłym winem portowym, sutereny mruczały pacierze pijaków, a prostytutki, blade niby święte z ołtarzy, nosiły w oczach błękit cmentarnych robaków. W zaułku spał kot czarny jak spalone sumienie. Nad nim wiatr rozwieszał kir z fabrycznego dymu. I wtedy ujrzałem twarz — piękną aż do bólu — w oknie pełnym świec, luster i zwiędłego jaśminu. Byłaś tam. Jak cesarzowa zarazy. Twe dłonie pachniały chłodem marmurowych kaplic, a szyja miała blask topora przed egzekucją. Mówiłaś cicho, lecz każde słowo spadało na moje serce ciężkie jak złota trucizna. Piłem cię wzrokiem. Jak piją umarli deszcz. I nagle całe miasto zakwitło rozkładem: rynsztoki stały się organami katedr, szczury — chórem aniołów o skrzydłach z popiołu, a noc rozwarła nad nami purpurowe wnętrzności. Caowałem twoje usta gorzkie od tytoniu i czułem pod językiem smak końca stulecia. W oddali biły dzwony, jakby sam Bóg pijany zataczał się po niebie w kałużach wszechświata. Lecz świt jest zawsze rzeźnikiem. Rozpruł brzuch ciemności. Uciekłaś bez imienia. Został jedynie zapach perfum i wilgoci, oraz mój cień — przybity do bruku jak wyrok — który do dziś modli się do twojej nieobecności.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...