Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Akurat piję kawę i muszę pędzić. Rozpocznij kolejne, bo się robi nudne, wrzuć coś interesującego, na pewno masz.

ps. I nie naciskaj tak często, tego sreca po prawej, bo nie zasługuję, a moje notowania rosną niepotrzebnie. :)))))

Edytowane przez MaksMara (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Siedzi Janek przy komputerze

co obejrzeć, może dwie wieże

 

skwitować przyjaźni przymierze chce

ale się zbiera... ale się bierze...

 

Miejscowości nazwę w treści linii pierwszej

zasady gry zmienić mu się marzy

ale wpierw pamięta o swej twarzy

 

czy to satyryczna jest liryka

czy też próba z warsztaciku

leje z dzbana do zeszyciku

co trzecie zdanie w wykrzykniku

 

miniatura mu pasuje

bo definicji żadnej nie psuje

 

duże elo jak to w rapach

ali akcza, na mnie zamach

Opublikowano

chłopie!!! - ta strona do czegoś innego służy, niż publikacji swoich mniej lub bardziej udanych przemyśleń.

Bardzo ciebie proszę o dostosowanie się do zasad. Jestem rozczarowany tym, że akurat ciebie tutaj zaprosiłem.

Opublikowano

no to już mi poszło w pięty

trochę jestem spięty

ale się obędzie bez rymowanej puenty

 

"będzie nawiązywał ale nim nie jest"

czego nie rozumiesz, skoro to nie jest limeryk

a metrum.. dej swobody chłopkowki

nie zawsze jest dowcipnie

 

Poeta na zagonie pod Darłowem

chce w nos prztyczka słowem

mucha w koło nosa jemu lata

mina jego przypomina kata

jaka szkoda, że ma zamkniętą głowę

 

ups... :)

 

Kat cherlawy z serca Warszawy

skupiony mocno na sednie sprawy

kobyła mu ucieka

nie chce dać nawet mleka

toporoek był zrobiony z trawy

 

Poprawiłem się? ;PPP

Opublikowano

Już teraz rozumiem - jesteś tutaj po to, by innym odebrać ochotę na uczestnictwo w zabawie. Po prostu celowo nie chcesz przestrzegać zasad zapisanych w pierwszej części, by Mateusz usunął całość. Jesteś żałosnym przykładem nieudacznika.

Opublikowano

Nie, nie rozumiesz po co tutaj jestem, a jeśli wydaje Ci się, że rozumiesz, to jesteś w błędzie.

 

Chcę wyrazić się jasno. Szanuję innych użytkowników, Ty jesteś policjantem, i to w dodatku bardzo niemiłym.

 

Nie biorę dłużej udziału w tym temacie.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...