Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

wyciągam  ręce

lecz nie chcę więcej

prócz twoich spojrzeń

 

biegnę daleko

do tchu ubycia

lecz nie chcę przekroczyć

mej linii życia

 

gardzę nadzieją litość odpycham

gardzę kwiatami mokrego lata

lecz nie chcę wzgardzić

całego świata

 

 

Edytowane przez MaksMara (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

MaksMaro...  już w pierwszym czytaniu miałam stop, w ..do tchu ubycia.. i ..nie chcę wzgardzić całego świata..

poprawnie chyba powinno być, całym światem. Wiem, ucieknie rym. Nie podpowiem nic, nie mam pomysłu.
Jeżeli zależy Ci na rymach, może co nieco przebudować...(?)
Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Zostanę przy swoim. Wyrażenie: cały świat - podlega deklinacji, czy tak, czy siak to sens taki sam. Bardzo dziękuję za wnikliwe czytanie.

pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Wiersz i pomysł dobry, tylko rzeczywiście ta puenta trochę jakby kulała ale może tak ma być ja bym napisał np:                                       "jednak nie nie wzgardzę całością świata" Ale to tylko moje przemyślenia.

Z pozdrowieniem:))

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Też nie chcę więcej

 

                                                                                                                                 Pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

To jest miękkie podbrzusze Twojego utworu, w bardzo pokrętny sposób próbujesz tutaj coś opowiedzieć i oczywiście finał - to co też zarzuciła Nata w komentarzu - zła odmiana(powinien być tutaj narzędnik zamiast dopełniacza). Całość daje wrażenie pisania na siłę. Nie staraj się kończyć utworu jeśli nie wychodzi. Porzuć, odłóż na później. Myślę, że każdy ma takie momenty. Sorry

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...