Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jest sonet pusty, aż wargi się same
prężą w manierze próżnej kakofonii;
w chaszczach spółgłosek plączą się dyftongi,
sens w echo krtani nie uderza wcale.

Jest cień sonetu: wystukany fantom
błądzi z rozpaczy zmarniałych zamiarów.
Zamysł stracony w enigmie bezmiaru
wciszowstępuje bezwonnie i blado.

Jest brak sonetu; brak temu brakowi
tchu w nieutkaniu niedotchnionych natchnień;
z bytu wyzbyta pauza się pustoszy.

Jest sonet braku - jak klamra tęsknoty;
wersom amfibrach dodaje oddaleń;
łkają inkaustem rozłąki klamoty.



utwór przeniesiono do działu poezji współczesnej (dział Z)

[u]MODERATOR[/u]

  • Odpowiedzi 43
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Panie Witoldzie Marku, warsztat u Pana jest naprawdę na wysokim poziomie. Kilka wyrażeń jest naprawdę świetnych ("z bytu wyzbyta" - mniodzio!) ale i przy tym wiersz jest mocno pogmatwany. Nie czuję go podświadomie, czytając go odniosłem wrażenie, że jego celem jest właśnie to, aby rozkładać go na czynniki pierwsze i analizować. I w tym utwór sprawdziłby się idealnie! Ale poza tym, pomimo lekkiego uczucia sztuki dla sztuki, podoba mi się pańska poezja. Na plus, jak dla mnie.
Pozdrawiam serdecznie, Jędrzej

Opublikowano

Pięknie.

Przeczytać coś takiego z rana:

Jest sonet braku - jak klamra tęsknoty;
wersom amfibrach dodaje oddaleń;
łkają inkaustem rozłąki klamoty.


- i ruszać w bój światowy ;)
pzdr. b

ps. Moderatornia śpi jeszcze po Świętach?

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Aby tekst ocenić - trzeba go przeczytać i zrozumieć. Liczenie tzw. "dopełnień" (to części zdania, a nie nazwy tropów poetyckich) bez przemyślenia ich funkcji (a więc: sensu) jest bezużyteczne: dla autora, czytelnika - dla Absolutu również.
Zatem kontemplujmy dobrą poezję w spokoju ducha.
Ten wiersz jest bardzo dobry.
pzdr. b
ps. Opinię uzasadnię w wolnym czasie (długo, szeroko i rzeczowo)

Komentarz zmodyfikowano ze względu na naruszenie pkt. 5f regulaminu serwisu

MODERATOR
Opublikowano

Kto tu jest teraz moderatorem? Karygodną się ta osoba wykazuje opieszałością lub karygodnym niezdecydowaniem.
Pan Witold Marek też zachowuje się w sposób godny nagany umieszczając w tym dziale utwór kompletnie nieprzystający doń poziomem. "Sonet..." woła o przeniesienie do "Z" !

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Panie Oyey
poezja nie składa się tylko z tego co można policzyć, wymienić, wyliczyć i nazwać
jeśli wiersz mnie porusza i zostawia ślad w moich myślach (pozytywnie)
to mam prawo przypuszczać, że do najgorszych się nie zalicza

pozdrawiam
Opublikowano

Niech w końcu ktoś powie konkretnie dlaczego ten wiersz jest cudowny. Moim zdaniem skrojony w odpowiedni sposób dla osiągnięcia zachwytu u czytelników. Bo o czym właściwie jest? O sobie samym? Jakimi rewelacyjnymi środkami artystycznymi posługuje się autor? Jakie nowatorskie tropy odnaleźć w nim można?
Ciężko sie czyta i nawet nie brzmi dobrze przy czytaniu na głos. Poezja współczesna? Współczesna komu? Ja się w tej współczesności nie odnajduję. Mnie tam nie ma.

Opublikowano

Rzadko zaglądam do działu poezji, nic mnie tu nigdy nie zachwyciło a nawet mało który wiersz byłam w stanie doczytać do końca. Ale "sonet" przeczytałam już z pięc razy i pewnie jeszcze nie raz powtórzę lekturę:)
Najpierw pytanie: co to są "klamoty"? Po śląsku oznacza to "stare graty" ale nie sądzę, żeby te właśnie definicję autor miał na myśli;)
Poza tym nareszcie dobra, zapadająca w ucho forma i ciekawa treść. Dla mnie jest to wiersz barokowy,a nawet manierystyczny, ale bynajmniej nie staroświecki! Już sama forma klasycznego sonetu przywodzi na myśl barok, poza tym świadczą o tym wyszukane tropy stylistyczne, jakby "nadmiar" metafor, neologizmy (świetny "wciszowstępuje"), onomatopeje dzięki którym cały utwór ma brzmienie, da się zapamiętać. Ale posiada także ślady nowoczesności ("wystukany" fantom). Treść też mi przypomina np. Anioła Ślązaka, tematem całego wiersza jest przecież milczenie, cisza, nieobecność. Ślązak pisał o nieobecności Boga, o tym, że On przejawia się tylko poprzez ciszę, pauzę, brak. Marek pisze o nieobecności wiersza, o niewyrażalności "zamysłu", o ułomności języka. Bóg jest niewyrażalny za pomocą języka, nie ma definicji, więc poeta barokowy pisze o nim tylko w sposób negatywny, podobnie Marek pisze o swoim przekazie. Bo w momencie przetrasformowania do języka przekaz ginie albo się zmienia, nie jest już tym samym. Zostaje cisza, pustka, brak słow, "echo krtani" - może jakies nieartykułowane dźwięki. Pierwotny sens jest nie do wyrażenia, zostaje tylko cień sonetu, a więc poczucie braku, niespełnienia, tęsknoty. Witold Marek pisze właściwie o naturze poezji, "co-autor-miał-naprawdę-na-myśli" nigdy nie znajdzie się w pełni na papierze. Poezja jest tym, na co nam łaskawie pozwoli język, jest cieniem pierwotnego zamiaru, dlatego ta najprawdziwsza godzi się z tym, że najwięcej prawdy jest w milczeniu. Prawda (moja prawda, prawda Witolda Marka) okazuje się być szczeliną w "bycie", negatywem bytu, nie-bytem. i paradoksalnie własnie o tym może powstać wiersz, tak dobry jak ten.
Czy tyle wystarczy jako uzasadnienie mojego "podoba mi się"? ;)) Wiersz ma wielki potencjał, na pewno to nie jest jedyna interpretacja, ale przede wszytkim: jest tu co interpretować! Gratulacje!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


"wszystko jest poezją"
tak mi ktoś kiedyś powiedział :P
a jeśli ktoś inny umie to wszystko przeinterpretować, wypełnić niebytem jak lustrzanym odbiciem bytu?
a jeśli ktoś potrafi soptworzyć neologizmy dorównujące nieomal Leśmianowi (w moim mniemaniu) to może mi się podobać: "niedotchnionych", "wciszowstępuje"?
a personifikacje, mogą mnie zachwycić: "prężą się dyftongi", "amfibrach dodaje", "łkają klamoty" ?
jedyne, co mogę zarzucić - to podwójne prężenie w pierwszej zwrotce

pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



owszem mój komentarz jest bardzo wyszukaną formą współczesnej poezji
a te pytania retoryczne?

może się nie znam, ale ów rym częstochowskim nie jest
ponadto mam pytanie
jaki rym według Pana jest rymem współczesnym?

czy "wyszukanie" jest znakiem rozpoznawczym poezji współczesnej?
a gdzie miejsce na prostotę?

czy powiedziane jest, że poezja współczesna nie może korzystać ze "wzorów" poezji klasycznej, bo tym samym się uniewspółcześnia?

pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


hahaha
czy moje pytania nie są dostateczną odpowiedzią?

mam odwrotne zdanie niż Pan
szanuję pańskie poglądy
ale moje są zupełnie inne
i tyle

wyłuszczyłam je chyba dostatecznie?

ponadto w korzystaniu z "dobrych wzorów" nie ma niczego złego
ani żadnego uwsteczniania, ważne jest by forma pasowała do treści
tutaj tak jest

i dlaczego akurat "wyszukanie" ma stanowić o współczesności poezji, bo jakoś tej części nie zrozumiałam - mam wrażenie, że próbuje Pan tworzyć własne zasady, którymi powinna kierować się poezja współczesna

przypominam iż "klasyczne" - nigdy nie oznaczało "przestarzałe" lub "niewspółczesne"

pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.





No to się dowiedziałam, co to jest "poezja współczesna". A pan Oyey wygląda mi na zamaskowanego futurystę, "precz z tradycją", to już było, nie?
A poza tym co to jest "wyszukanie"? Ten sonet akurat miał bardzo wyszukane słownictwo, z czego zrobił pan zarzut.
Jasne, ze nie powinno się powielać bez myślenia starych wzorów, ale ich twórcze wykorzystanie, dialog z tradycją - to przeciez jest też jakiś aspekt "poezji współczesnej". Dobre wiersze nie biorą się z niczego, tylko z pewnej świadomości literatury, także tej starszej (czemu nie?). Ten wiersz jest twórczym wykorzystaniem starej formy. Na pewno nie jest genialny ale na tle tego forum bardzo przyjemnie odstaje.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


"wszystko jest poezją"
tak mi ktoś kiedyś powiedział :P
a jeśli ktoś inny umie to wszystko przeinterpretować, wypełnić niebytem jak lustrzanym odbiciem bytu?
pozdrawiam
Czytała Pani dokładnie to, co napisałem, czy tylko tak "po łebkach"? Proszę wskazać w mojej opinii fragment, który mówi, że to nie jest poezja.


Gdzie?
Nie czuję tam bytu ani niebytu. Może dlatego, że to nie "moja" poezja. Mam nadzieję, że nikt nie pozbawi mnie prawa do osobistych upodobań i do wyrażenia opinii, że ten wiersz nie jest tym, co chciałbym czytać codziennie.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


"wszystko jest poezją"
tak mi ktoś kiedyś powiedział :P
a jeśli ktoś inny umie to wszystko przeinterpretować, wypełnić niebytem jak lustrzanym odbiciem bytu?
pozdrawiam
Czytała Pani dokładnie to, co napisałem, czy tylko tak "po łebkach"? Proszę wskazać w mojej opinii fragment, który mówi, że to nie jest poezja.


Gdzie?
Nie czuję tam bytu ani niebytu. Może dlatego, że to nie "moja" poezja. Mam nadzieję, że nikt nie pozbawi mnie prawa do osobistych upodobań i do wyrażenia opinii, że ten wiersz nie jest tym, co chciałbym czytać codziennie.
oczywiście, że nie mam zamiaru niczego Pana pozbawiać
to była żartobliwa polemika
i tyle

pozdrawiam
Opublikowano

Pan Ojej napisał:
"proszę pana: dopełnienia w rozumieniu takich sztucznych połączeń jak:
- maniera kakofonii
- chaszcze spółgłosek
itp. itd.
Tego jest za dużo. A autor uczynił z tego nie "dopełnianie" wiersza ale niemal szkielet, schemat tworzenia środków artystycznych.

cud rymów pominę"

Już raz Panu zwracałem uwagę, że to są metafory. Dziwię się, że tak trudno zapamiętać. Metaforę należy zrozumieć - to podstawa wzruszenia, które wywołuje. Wymaga to pewnej pracy umysłu. Ten rodzaj metafory nie jest "dopełnianiem" - odwołuje się do czegoś, co nie istnieje (w takim nazwaniu). Porusza wyobraźnię i uczucia.
"Schemat tworzenia środków" - życzyłbym i sobie, i Panu, i wielu - takiej palety środków POETYCKICH, jakie się w wierszu pojawiły: metafory łącznie z ożywieniem i personifikacją, epitety "wprost" i - Pańskie ulubione przecież ;) - oparte na przeczeniu ("w nieutkaniu niedotchnionych"); jest porównanie, są elementy słowotwórcze.
"cud rymów"? - a do czego Pan porównuje? Co Pan wie o rymach (to chyba podstawowe pytanie, które należy sobie zadać przed wygłaszaniem ocen)? Rymów nie dzielimy niestety na współczesne i nie, "wyszukane" (jak Pan napisał) - tak.
Przejdźmy zatem do kwesti współczesności.

Pan Ojej napisał:
"1. wyszukanie powinno być znakiem rozpoznawczym poezji współczesnej
2. poezja "współczesna", która korzysta ze wzorów poezji klasycznej, ucieka od współczesności, i tym samym skazuje się na nieprzynależenie do prawdziwej poezji współczesnej. Prawdziwa poezja współczesna powinna tworzyć nowe wzorce, o czym wie każde dziecko. "

Chcę z całą odpowiedzialnością napisać, że te dwie tezy są prymitywną demagogią. (Proszę zauważyć: piszę jedynie o zapisanych w komentarzu pogladach!).
Korzystanie z form "klasycznych" nie ma nic wspólnego z tym, czy poezja jest nowoczesna. To odwieczny spór, przerabiany wielokrotnie i uczą o tym nawet w szkole.
Jeżeli Pan nie wie o tym, że korzysta np. z tercyny (uproszczonej, bo bez rymów czy też ich odpowiedniego układu) - to Pańska strata, to znaczy, że korzysta Pan z klasycznych wzorów w sposób nie do końca świadomy. Zatem wzorce, które Pan "wynajduje" są po prostu niepełną kalką.
jak twórczo korzystać z form klasycznych - pokazuje choćby ten wiersz. Jeśli ktoś nie lubi takiego "ożywiania" - może zajrzeć np. do Brodskiego, Rymkiewicza i wielu innych.
Teza o "wyszukaniu" brzmi jak wieszczenie Pytii.

Pan Ojej napisał:
"Z tego co mnie uczyli na lekcjach polskiego, to w baroku (przy czym moja wiedza nie jest aż tak szeroka, by stwierdzać, czy sonety wymyślili akurat w baroku) raczej forma treść przerastała."
Czy przerost formy nad treścią nie bywa właśnie jednym z elementów "wyszukania"?
----------------------
Cieszę się, że jednak ktoś czyta to Forum z uwagą i zrozumieniem.
Nie wszystkim ten wiersz musi odpowiadać, bo nie jest "cudowny". Jest bardzo dobry: dobrze napisany, a przede wszystkim mówi o czymś istotnym: o tajemnicy, której nie widać (nawet przez okulary ;)

pzdr. b

Opublikowano

Panie Oyey: doskonale i po wielokroć zintepretował Pan p i e r w s z e d w a w e r s y tekstu. Wokół tegoż rozwinął też Pan całą przebogatą argumentację (czy było warto?). W takim razie zachęcam, żeby włączyć do zrozumienia także resztę utworu - jeśli znajdzie Pan odrobinę czasu. Acha: co Pan w ogóle z tymi dopełnieniami ciągle? To jakaś moda jak zbieranie zdrapek?...

Podmiotami tekstu są środki literackie, a wiodącym tematem pustka, powiedzymy, "treściowa"... Trochę to dziwne przeczytać, że wytyka się mu coś, co wytyka on niejako "sam sobie". Ale lektura komentarzy pouczająca jak rzadko kiedy :)

Pan Serocki ma Pan świetnego "nosa" analitycznego, tylko zdumiało mnie, że przyłożył narzędzie do zupełnie nieodpowiedniego poziomu epistemologicznego. Nowoczesność - cóż, nie każdy rozumie przez to echa Przybosia (który brzmi dziś w moim odczuciu anachroniczniej niż Kochanowski).

Z kolei co do "działu zaawansowania" - to już nie jest problem. Sam umieściłem tekst w dziale kształtujących się, a nie już ukształtowanych. Gdyby Moderacja przywróciła go na właściwe miejsce, niebo poezji współczesnej pozostanie nietknięte.

Zarzutu nieklarowności zamysłu nie postawię sobie jednak, bo nie pozwala mi na to tych kilka opinii, które świadczą o zrozumieniu. Środkami literackimi żonglować warto, nie zestarzały się aż tak w mocy wyrazu.

Dziękuję za wszystkie opinie i pozdrawiam!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Benjamin Artur Ciekawe odniesienie do najwyższej góry, walka z sumieniem- sędzią moralnym takim indywidualnym. Te powtórzenia robią robotę
    • II. Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!) Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach, Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie! Rama mnie bach, spodnie w piach, Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził! Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB, Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg… — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub. A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób! Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha! Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha), kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub! Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić! Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić! — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny! Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny! Wujku Wołodia, d dokręć śruby! Wujku Wołodia, d, dokręć śruby! Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud, Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi! Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub! Wujku Wołodia, kręć aż po sam.... Grób! III. [...] „To minie, jak nad Moskwą majowa burza” Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy, Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach! Jak korytarze ponure Łubianki, Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr, Jak niesforna sfora federalnych majorów, Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz, Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu... To na pewno minie, Minie jak zły sen! Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb, Ślady na dłoni rażonej paralizatorem, Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb, Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora! W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los? Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb... Uwierz mi, to też minie! Jak swastyka Ruskiego Mira, I dym pożarów niesiony przez wiatr, Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera, I policyjna suka nabita dziećmi po dach! I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow, Paragraf 228 i kocioł o piątej, I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący, Gazując kobiety, chłopców i brzdące... To wszystko minie jak inne miesiące: Jak grudzień, styczeń, luty, maj… Minie, bez wątpienia minie! Na razie w to im graj Ale to ich już ostatnie pląsy! Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb, Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora, Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb, Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora! Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz! Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę; Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp, A dziś milczy jak grób: Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup ! Wszystko kiedyś minie! I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram, A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu, Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak, I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg… W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los? Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd! Uwierz mi, to też minie! To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie, Za godzinę, za chwilę… To wszystko minie! IV. Hm                                            H7 Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:             Em                                  F♯7 Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,            Hm                  A7               G Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…             Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat. Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu, Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu, Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad. Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść: Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu... Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest: Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu – Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu? I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu? ─── I. Moskwa – Odessa Który już raz lecę z Moskwy do Odessy – I znów złapali mnie w nie w linii lot! Ale oto nadlatuje księżniczka-błękitka stewardesa messy, Niezawodna niby Wołga wszystkich flot. Nad Murmańskiem ni chmurki – rejs mych snów, I mógłbym teraz być już w Aszchabadzie, albo w Trieście... Otwarty Kijów, Charków, Kiszyniów, Lwów, Wszystkie otwarte, lecz ja chcę być w Odessie wreszcie... Mówili mi: „Nie licz na te adresy, Na żaden z niebios komunizmu dar”. A tu mi znów opóźniają mój lot do Odessy – Teraz jest oblodzony pas na start! A w Leningradzie z dachu woda kapie, Więc może mi pisane lecieć do Leningradu? Tbilisi to jedyny jasny punkt na tej podniebnej mapie, Tam herbata rośnie w sadzie, lecz ja Tbilisi mam w głębokim rozkładzie! Słyszałem, że Rostowianie idą w kurs! A mnie głupiemu wciąż chce się do Odessy, Ale mnie trzeba tam, gdzie od trzech dni nie honorują promesy, I dlatego opóźnili ludzkiej surówki spust! Ja muszę lecieć tam, gdzie chłód i lód, Gdzie jutro zapowiadają taaaki śnieg, Choć wszędzie indziej nieba czystego w bród, To miło, ale nie po to wrzuciłem piąty bieg! Nie wypuszczają mnie tu i nie wpuszczają tam, Niesprawiedliwe to, ale nie poradzę nic – Stewardesa, cudnie złudna, siódme niebo obiecuje nam, A z góry na nas patrzy tej całej floty widz! Otwarty najsłodszych smakołyków wielki tort, Lecz, by tam lecieć najsłodsze słodycze mnie nie skuszą. Otwarty nawet Władywostoku zamknięty port! I Paryż jest otwarty, ale tam jechać nie muszę. No, wreszcie! Pogoda, jak drut, dobry wiatr sprzyja skrzydłom, Samolot się napręża, śmigła w ruch, pełny bak, Lecz już nie wierzę, bo – mnie i tak tam nie przyjmą! Znajdą powody nawet, gdy powodów brak... Ja muszę lecieć tam, gdzie zamieć i mgła, Gdzie jutro gradobicie zapowiadają. Londyn, Delhi, Magadan przede mną się otwierają, Wszystkie stoją otworem, ale nie dla mnie ta w ciuciubabkę gra! Masz rację – śmiej się albo płacz: jestem znów na starych adresach, I masz: znowu spóźnienie, niedostępny lot – I smukła jak TU-104 stewardesa – panna Odessa, Tak przystępna, jak ten cały fłot, Znów mnie przestawia na ósmą zero dźwięk, A towarzysze pasażerowie posłusznie zasypiają w krąg, Mam tego dość już, psia kość, I lecę tam, gdzie mi pozwalają! Mam tego dość, już mnie całkiem zżarła złość, I lecę tam, gdzie mi otwierają! II. Polowanie na wilki Biegnę z całych sił, szarpię każdym ścięgnem, Ale dziś – jest jak jutro, i wczoraj, i potem Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem Rozwścieczają mnie do szpiku mej wilczej istoty. Dwururki schowały się w cień jódł Tam myśliwi skryli się swą sforą podłą; Wilki tarzają się w śniegu, co stopił się i zmókł Wystawiając się na łatwy strzał tych ogrów, Refren: Polowanie na wilki trwa, trwa polowanie! Na szare samce, matki i szczenięta. Gończy krzyczą, psy szczekają, a przynęta -. To na śniegu krew i plamy krwawych flag. W tej walce wilka z łowcami nie ma żadnych praw, Strzelającym nie zadrży ręka, Ogrodzili naszą wolność krwawych szmat strzępami, Biją bez litości, a ich kula celu sięga. Wilk nie może złamać tradycji czasem uświęconej; Widzisz te ślepe szczenięta? Ledwo od sutka matki odstawione Wyssały z jej mlekiem, czy to wilk czy ptak Prawdę jedyną: „Strzeż się ludzkich flag!” Refren Łapy u nas i szczęki wytrwałe. Dlaczego, wodzu, proszę powiedz mi, Gonimy za szczeniakami i ubijamy je jednym strzałem, Łamiąc zakaz, że nie wolno ich bić! Wilk nie może inaczej. Sucho, to takie wilcze prawo. A moje dni już są policzone. Myśliwy już broń ujął w rękę prawą Z uśmiechem, i kulą, dla mnie przeznaczoną. Refren Wyszedłem ze świętego kręgu krwawych flag — Chęć życia jest we mnie silniejsza! I usłyszałem za sobą westchnienia, wrzask I krzyk myśliwych. Ich zdobycz będzie dziś mniejsza. Szarpię się z całych sił, gnam każdym strzępem ścięgna, Ale dziś – widzę jutro niż wczoraj jaśniejsze. Otoczyli mnie, otoczyli w krwawych kręgach, Ale gończym nic nie zostanie w rękach! Refren III. Polowanie z helikopterów Jak brzytwa, świt przeciął nam oczy, I otwarła się brama hangaru, A my przecieramy szlak, przez śnieg nasz tłum się toczy Most chrzęsci pod naszym ciężarem. A oni trzepotali skrzydłami tuż nad tajgą, A śnieg wolno spada z gałęzi świerków. A na naszym szlaku, nad tą krwawą bajką, Śmigłowca huk był jak psa warkot. Refren: Jest polowanie z helikoptera, hej na łów!! Na wilki szare, uparte i gniewne Ci, co usiedli u karabinów sterów - jest ich dwóch, Już zapomnieli o litości pewnie— A kule koszą wsio stworzenie. Biegnę i wdycham te mroźne opary, Lecz nie zdołam uciec już przed przeznaczeniem. Mechaniczne potwory nade mną krążą jak janczary. A ja biorę oddech jeszcze jeden w wilczy pysk, Lecz łopaty wyją coraz bliżej, wyraźniej, A ziemia pod mymi łapami aż kwiczy ziemi bryzg Śmieją się z kokpitu: „Dawaj! Raźniej!” I spuszczają mi na zad ołowiu deszcz. Refren Leżę pod drzewem złamanym, w mchu schroniłem się; Gdzieś przegapiłem ten zjazd na tyłku. I niech ci na górze próżno szukają mnie – Zostanę na dole; wpadłeś w zasadzkę, wilku! A ten piekielny huk rozpłynął się, znikł wtem; Znów śnieg na bagnach wolno pada; Wstałem, strząsnąłem silnika ryku mgłę, Żyję! Nie zabijecie mnie nigdy, gady! ───   Gdyby sam [Włodzimierz Wysocki](https://www.google.com/search?q=w%C5%82odzimierz+wysocki&kgmid=/m/0252s_#sv=CBwSjAQKzwMSzAMKjANBTW4zLXlUanVOclVlYWdGWEJtVUhBVU9weFVkZHVOYlAyQV91dmNiME1pRnJlbkljT3VGd3BLNHZUeVpOSkZKTUZZTE5ING9NRmJLdDAxTjdvM2R0UG85V1VmT0pveE81WHVQeVpUbUhQUkVSMHAxUGhvUWtuQWRBZEdXTUxXV0trN3JEZllyUkpmalpFMFc0bWxvVTJ0SmtRYUIzVXFnMEx6c0g4VEFrbldhTXUzNUVpb3RPM2hKckIyR1RHSzg4NDhnUTdLMk9iU190UnJDSVRFclpaMk9QeFNQUUFsdHRkU2N0Z2VmRlV1WDhfOHBtYWl6cXF0bXpHTHc3RUpTcV9uZkQwR2UydUQwNjhkUkFmbnRHcHA5MTR1VmlrZ0EtYXFFeUVmQ0dzNFU5ajdnTWoxUmdvalVReVRGUHM1WERJR2szdmZnOUFqcTRuRkhlYlI4bWViWnpkNm52dHRlYXFYbm5fQlhPd1RLU1hEdHYyOVUtNnZ0QkI2ME5SMzFzTHdxS0JoN3ZlcHYSF2N3WWxhdVh1Skx5eDVOb1AwdGF3Z1FRGiJBSktMRm1MWTJlTmx1R2lGVVV4YjBIR3prQlZaX3EzLTN3EgQ3ODU0GgEzIhkKAXESFHfFgm9kemltaWVyeiB3eXNvY2tpIhIKBWtnbWlkEgkvbS8wMjUyc18oABhFIKj_xMsB) stał na scenie – wymięty, z papierosem w kącie ust i nienastrojoną siedmiostrunową gitarą, charkocząc w mikrofon przed Waszym wieloczęściowym poematem – jego zapowiedź (wstęp) brzmiałaby dokładnie tak: ------------------------------ ## Wstęp (Mówi Włodzimierz Wysocki) (Szarpnięcie basowej struny, głęboki, chropowaty kaszel, chwila ciszy na dostrojenie) Wiecie... Napisałem kiedyś taką pieśń, „Moskwa – Odessa”. O tym, jak człowiek siedzi na lotnisku, patrzy w niebo, a tam lód, chmury, i nigdzie go nie puszczają. Człowiek chce do Odessy, a jemu mówią: leć do Paryża, leć do Władywostoku, wszystko otwarte! A ty, jak ten idiota, uparłeś się na jedno miejsce, bo tam akurat jest mgła, zamieć i lód. Bo tam cię najbardziej nie chcą... Myślałem wtedy, że najgorsze, co może spotkać człowieka, to pas startowy pokryty lodem i uśmiechnięta stewardesa, która przesuwa rejs o kolejną godzinę. Jakże byłem młody. Jakże byłem naiwny. Dziś ten pas startowy to cała nasza ziemia. A loty odwołano na zawsze. Popatrzcie na to, co dla Was przygotowaliśmy. To nie są ładne wierszyki do poduszki. To meldunek z frontu, który przebiega przez nasze własne podwórka. Kiedyś Bułat śpiewał o papierowym żołnierzyku, co chciał ratować świat i spłonął w ogniu. Piękna, smutna bajka. Ale dzisiaj ten żołnierzyk nie jest zrobiony z czystego papieru i marzeń. On jest zrobiony z wezwań na przesłuchania, z wyroków, z raportów policyjnych. Stał się żołnierzem biurowym. I śruby... Kiedyś dokręcało się je w motocyklu, w rowerze, żeby maszyna szła do przodu. A teraz? Teraz przyszedł wujek Wołodia. Wielki mechanik. I dokręca te śruby tak, że nam wszystkim zaraz pękną ramy, pękną kości, a krew zacznie tryskać z uszu. I wiecie co jest najstraszniejsze? Że ludzie stoją w kolejce i proszą: „Wujku, dokręć jeszcze trochę! Mocniej kręć, aż po sam grób!” Ale ja wam powiem jedno. Przeżyłem swoje, biegałem z wilkami, omijałem czerwone flagi. I wiem, że każda, nawet najbardziej wściekła sfora majorów, w końcu się zmęczy. Każdy dyktator, który dziś trzyma imperium u swoich stóp, jutro będzie tylko zimnym, sinym trupem w kostnicy. Słuchajcie tego. Słuchajcie uważnie, dopóki struny nie pękną, a w gardle nie zabraknie tchu. Bo to minie. Jak nad Moskwą majowa burza. Musi minąć. (Potężne, agresywne uderzenie w akord Hm... I płynne przejście w Część I: „Który już raz lecę z Moskwy do Odessy...”) ------------------------------ Jak podoba Ci się ten wstęp? Czy idealnie buduje napięcie przed Twoim tekstem, czy chciałbyś dodać do wypowiedzi Wysockiego konkretny szczegół (np. o wilkach lub o paralizatorach)?    
    • @jan_komułzykant Janko, Ty też jesteś figlarz, pozdrawiam :)
    • ~~ Wokanda sądowa w Zakopanem. Sprawa pomiędzy Panią a Panem. Pani przed sądem zeznaje, że jej mężowi nie staje. Żąda rozwodu. Woli z kapłanem. ~~
    • @violetta zapętlone odczucia budzą skojarzenia. Dziękuję
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...