Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano



W dzielnicy od najmłodszych lat wołali na mnie Uszal. Ksywę zawdzięczałem niedużym, ale za to mocno odstającym uszom. Były zauważane najpierw, jako moja naturalna wizytówka. W szkole trochę w nie pstrykali, później jednak wypracowałem sobie w miarę znośny szacunek w towarzystwie i złośliwości ustały. Czasem jeszcze któryś ze starszych kolegów pacnął mnie przyjacielsko w ucho lub bawił się nim podczas siedzenia na ławce czy przy ognisku. Bawienie się polegało na tym, iż brało ucho między dwa palce i delikatnie pocierało. Gustowali w tym zwłaszcza chłopaki po domu dziecka i poprawczaku. Był to gest starszego wobec młodszego, którego się lubiło.
W ten sposób bawił się moim uchem Darek Blacha, kiedy całą grupką mieliśmy zapalić pierwszego w życiu papierosa. Tyle się o tym mówiło, że palenie zdawało się być naturalną częścią życia. W dzielnicy palili prawie wszyscy, a kto nie palił był pogardzany, niczym ostatni patafian. Uroczysta chwila nastąpiła w gołębniku Darka, na strychu jego domu przy ulicy Celnej. Dużo starsi Darek i Kazek Herma mieli być naszymi nauczycielami. Tomek, Ślepy i ja liczyliśmy razem jakieś 24 lata, ale tęgie miny dodawały nam wieku. Darek i Kazek podobno nieźle kradną. Ostatnio wpadli i chyba będą musieli iść do poprawczaka. Nie wiedziałem za bardzo, co to znaczy, jasne było tylko to, że nie są z tego powodu zachwyceni. Może dlatego, że tam będą im kazać się poprawić.
Gołębie ohydnie śmierdziały. Gdyby nie fakt, że będzie można spróbować papierosa, dawno byśmy dali stamtąd nogę. Darek z namaszczeniem wyciągnął paczkę Giewontów bez filtra, za którą wodziliśmy spojrzeniami, jak zahipnotyzowani. Poczęstował według wzrostu - Kazka, Tomka, mnie i Ślepego. Ślepy był tylko rok młodszy, a wyglądał jak przedszkolak. To wrażenie potęgował dziecięcy kombinezon, w który go wbijała co dnia troskliwa mama. Miał przy tym jasne włosy i niewinną buzię, więc wszyscy wokół poczuwali się do opieki nad nim, uznając siebie za starszego brata. Ślepy właściwie powinien mieć ksywę Kulawy, bo utykał na jedną nogę po tym, jak spadł kiedyś z dachu na metalowe kubły na śmieci i przetrącił sobie biodro. Poskładali go do kupy, lecz ostatecznie jedną nogę już na zawsze miał mieć krótszą.
Wziąłem wysuszonego peta i przyjrzałem mu się z ciekawością. Nie widziałem w nim niczego nadzwyczajnego: trochę szarej bibułki wypchanej tytoniem i tyle. Ukradkiem podpatrywałem chłopaków, jak tarmoszą papierosy w rękach i wkładają do ust. Naśladowałem ich ruchy, wykruszając i zmiękczając swój cenny przydział. Całej naszej trójce zaczęły błyszczeć oczy. Podpalona zapałka zaczęła wędrować od papierosa do papierosa, wszyscy wciągnęli dym i spojrzeli na siebie. Gryzło w gardle, jak diabli i paliło w język, jednak nic poza tym specjalnego się nie działo.
- Nie tak - tłumaczył Darek, pokazując nam jak się zaciągać.
Zniechęcony pierwszym wrażeniem spróbowałem pierwszy. Większość chłopaków z dzielnicy widziałem z papierosami, więc wydawało mi się, że to musi być wielkie coś. Nabrałem w usta mnóstwo dymu, zatrzymałem go, wreszcie połknąłem w płuca. Od razu zacząłem krztusić się spazmatycznie i kaszleć. Łzy poleciały mi, jak przy krojeniu cebuli. Gryzienie w gardle stało się naprawdę przykre. Pożałowałem, że w ogóle się za to wziąłem, zwłaszcza, że kumple pokładali się ze śmiechu. Z drugiej strony, chciałem pokazać im, że nie taki znów ze mnie mięczak. Paliłem więc stoicko dalej, choć wstrętne uczucie wcale nie ustawało. Na dodatek zaczęło mi się porządnie kręcić w głowie i zbierać na wymioty. Mimo to, nie zrezygnowałem. Chłopaki, widząc, że nie pękam, poszli w moje ślady i też kaszleli jak opętani. Ślepy odpuścił od razu. Splunął gryzącym w język tytoniem i cisnął peta na ziemię.
- Te, fajek się nie marnuje - trącił go łokciem Darek – Żyjesz, Rufek?
Czerwony jak burak Tomek tylko kiwnął głową. Jeszcze przez parę chwil nie był w stanie wydusić z siebie słowa. Kazek w milczeniu ćmił swojego Giewonta. Kiedy wciągał dym, jego twarz robiła się jeszcze bardziej nieprzyjemna. W ogóle mało mówił. Zwykle trzymałem się od niego z daleka, bo miałem wrażenie, że coś sobie myśli niedobrego na mój temat. A może był po prostu wredny? W pewnej chwili jego ręka zbliżyła się do dziecięcego kombinezonu Ślepego, a pet wypalił w nim ogromną dziurę. Widząc to, Tomek ochoczo przystąpił do gry i też ukradkiem zostawił spory ślad. Jak wszyscy, to wszyscy – pomyślałem złośliwie, postępując dokładnie tak samo. Zabawa trwała kilka minut, a Ślepy nie zdawał sobie z niczego sprawy. Poczerniona działaniem wysokiej temperatury watolina wyłaziła, niczym krew z ran. Kombinezon wyglądał okropnie.
- Spadamy – mruknął w końcu Tomek.
Zeszliśmy schodami, zataczając się od ściany do ściany. Teraz działanie nikotyny było dużo przyjemniejsze. Włóczyliśmy się z Tomkiem po Rynku, niczym dwa zabłąkane cienie. Działanie używki trzymało bardzo długo. Nawet nie zauważyliśmy, że Ślepy gdzieś znikł i po jakimś czasie pojawił się znowu.
- Wy gnoje!!! - szlochał - Dostałem wpierdol kablem od żelazka! Przez was, skurwysyny!!!
- Nie łam się, Ślepy – Tomek klepnął malca w ramię i przygarnął go do
siebie – Ja wiem co to porządny wpierdol. Mama kupi ci nowy kombinezon, zobaczysz.
Ślepy wydzierał się przez parę minut, po czym zabrał się z nami do Adiego. Adi mieszkał na Słowackiego, fajnej ulicy, pełnej zakamarków, podwórek i ogrodów. Biegła od Rynku aż gdzieś hen po Stare Bielsko, a poprzeczna do niej ulica Zenona Laski wiodła od placu Chrobrego, zwanego Pigallem do kościoła ewangelickiego przy szkołach „2” i „4”. Na rogu Słowackiego i Laski stał dom Adiego, w którego suterenach była winiarnia Zamkowa, gdzie zawsze się coś działo. Poza Rynkiem to właśnie na podwórkach u Adiego spotykaliśmy się najczęściej.
Tego dnia żadnego z chłopaków nie było. Pojawił się tylko Rysiu, lekko stuknięty koleś, który zawsze chodził z wypchaną starymi gazetami teczką w ręce. Kiedy się na niego wołało, wił się z nieśmiałości i głupawo uśmiechał. Strasznie bełkotał, więc nikt nie wiedział, co mówi, lecz zawsze wyglądał na zachwyconego.
- Rysiu, waliłeś dzisiaj konia? – zapytał Tomek.
- Uhu... hu....hu...
- I co? Fajnie było?
- He... hrrr... noooo...
- Kiedy se zarwiesz jakąś laskę?
Konsternacja na twarzy Rysia była tak ogromna, że wybuchnęliśmy śmiechem. On jednak śmiał się najgłośniej, chociaż pewnie sam nie wiedział z czego. Otumanienie nikotyną powoli ustawało. Przeszliśmy smętnie podwórkami i od strony ulicy Żeromskiego wstąpiliśmy na Pigalle. Nie było co robić. Tomek skręcił w Mickiewicza, Ślepy w Laski, a ja opłukałem twarz w fontannie otoczonej rzeźbami amorków i powlokłem się wzdłuż murów zamku w stronę domu. Nie chciało mi się wracać tak szybko. Za dwa tygodnie miałem jechać na kolonię do Jastrzębiej Góry i bardzo długo nie widzieć kumpli. Żaden z nich nie był nad morzem, więc tylko perspektywa pochwalenia się tym niezwykłym przeżyciem podtrzymywała mnie na duchu.





Mama robiła pranie w naszej nibyłazience. Stara Frania buczała cicho, a bura woda kotłowała się, co jakiś czas ukazując inny fragment odzieży. Chciałem przemknąć ukradkiem za placami Mamy, ale mnie usłyszała i odwróciła się z krzykiem.
- Jezu, ale mnie wystraszyłeś!
- Przepraszam – bąknąłem z niewinną miną.
- Na piecu są racuchy. Weź sobie.
- Dobrze.
Nie czułem jeszcze głodu, choć od obiadu minęło dobre pięć godzin. Umyłem tylko starannie ręce, które strasznie śmierdziały nikotyną i zniknąłem w rupieciarni przejściowego pokoju. Wspiąłem się na szafę i zacząłem majstrować wśród gratów, które tam leżały. Z druta od parasola mogła być szpada, stara miska olejowa mogła służyć za granat, a metrowa linijka za karabin. Przygotowałem się do pojedynku z wyimaginowanym przeciwnikiem, by potem skoczyć na stojącą pod szafą kanapę. To była wielka frajda, ale rzadko skakałem, bo trudno mi się wspinało z powrotem. Byłem pewien, że jak podrosnę, będę fikał bez przerwy.
Kiedy nagle rozległ się szczęk klucza w zamku, spokój tego leniwego popołudnia uległ gwałtownej przemianie. Do kuchni wkroczył Stary. Musiało piekielnie wionąć od niego wińskiem, bo Mama zareagowała natychmiast.
- Gdzie byłeś? - jej głos drżał; nigdy nie potrafiła nad nim panować.
- Szukałem pracy...
- I częstowali winem?
- Nie bądź złośliwa. Wstąpiłem...
Nigdy nie rozumiałem, po co starzy się tak ciągle kłócą. Wydawało mi się, że nasze życie wygląda normalnie i każdy się zajmuje swoimi sprawami. A Mamie ciągle coś nie pasowało. Chyba ze starym nie było tak do końca w porządku. Zerkając z szafy, jak stoją niby para bokserów, gotowych do wymiany ciosów, czekałem co z tego wyniknie.
- A pieniędzy na dom nie masz...
- Chwilowo nie.
Mama cisnęła wyżętą poszewką o podłogę i zrobiła krok w jego kierunku.
- Jak sobie pomyślę, że jeszcze niedawno byłeś dyrektorem szkoły, to mnie szlag trafia! – wykrzyczała mu w twarz, lecz prawie nie mrugnął powieką.
Do kuchni weszła chwiejnym krokiem Babi, siostra mojej nieżyjącej babci. Miała już bardzo dużo lat, ale na wojnę ze Starym była gotowa zawsze. Podpierając się laską, a drugą ręką odgarniając siwe loki, opadające jej na oczy, ruszyła na pomoc. We dwie miały względną przewagę. Stary jakby się skurczył. Babi była dla niego, niczym bicz. Chłostała słowami ile weszło, potem on się obrażał i wracał święty spokój. Ona była głównym lokatorem, Stary tylko współ. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
- Dlaczego zepsułeś telewizor? - zaatakowała Babi od progu.
- Ja? - zrobił zdziwioną minę, lecz widziałem w oczach złośliwe zadowolenie.
- Ty świętoszkowaty aniołku! Więcej nie będziesz oglądał telewizji!
- Daj mi spokój! - Stary cofnął się nieznacznie i w tej samej chwili uniósł swoją słynną dumą - Niedługo sobie kupię telewizor i nikomu nie pozwolę się do niego zbliżyć.
- Już to widzę...
Babi i Mama zaśmiały się głośno. Tym razem nie doszło do zwyczajowej awantury. Obrażony Stary odwrócił się na pięcie i wyszedł z domu. Gdyby były agresywne, skończyłoby się na wielkim krzyku i wygrażaniu. A tak, spławiły go elegancko, dając przy okazji do zrozumienia, kto tu rządzi.
Uradowany stanąłem na brzegu szafy. Coś mnie nakłaniało do wykonania fantastycznego skoku. Byłem jak z gumy. Na zajęciach sportowych robiłem wszystko z taką łatwością, że ciągle mnie gdzieś ciągali – a to na judo, a to na akrobatykę sportową. Trener powiedział mamie, że widzi we mnie przyszłego mistrza, ale mi się nie chciało. Wolałem się włóczyć z chłopakami, niż wykonywać codziennie głupie ćwiczenia. W sporcie podobno jest ważna powtarzalność, czyli cecha kompletnie mi obca. Naprężyłem się i zrobiłem pół-salto, spadając plecami na miękką kanapę.

Opublikowano

Czyta się wyśmienicie ! Więcej – połknęłam jednym haustem. Kilka drobiazgów mnie osobiście wzruszyło –np. legendarna Frania, pierwszy papieros, te Giewonty…
Podobają mi się wędrówki przez nazwy ulic -wchodzimy w to miasto i ten, kto nie zna tego miejsca, jak ja, ma niemal ochotę nakreślić plan, aby się nie zgubić... super !
Świetny, z przymrużeniem oka, autoportret (powiem więcej: z dużą dozą skromności) ! Tekst bardzo dynamiczny, nawet bez dialogów. Zazdroszczę talentu … i chętnie poczytam c.d. Życzę miłych świąt. Pozdrawiam Arena

Opublikowano

ohydnie śmierdziały. Aż dech zapierało = no Ty chyba nie możesz, od kiedy od czegoś przykrego dech zapiera? odbiera - ok, zabiera- też ok, ale zapiera?

Podpalona zapałka zaczęła wędrować od papierosa do papierosa = jedna zapałka? góra dwa papierosy by im zapaliła, chyba że to jakaś specjalna

połknąłem w płuca. Od razu zaparło mi dech = a to może Ty po prostu lubisz ten zwrot? tu powiedzmy, że pasuje

Łzy poleciały mi z oczu = ooo, a mogły skądinąd?

Jak wszyscy, to wszyscy – pomyślałem złośliwie, postępując dokładnie tak samo. = a tu się popłakałam, ale być może taki mam dzisiaj humor

Biegła od Rynku aż gdzieś hen po Stare Bielsko, a poprzeczna do niej ulica Zenona Laski wiodła od placu Chrobrego, zwanego Pigallem do kościoła ewangelickiego przy szkołach „2” i „4”. = po co to?

Nie chciało mu się wracać tak szybko = mu, mi?
.........................................................................

dobrze napisane, ale w sumie mało co się stało, czekam ciągu dalszego

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Julia z Kurlandii   Kim jestem? Śladem po mnie w pospiesznie rzuconej mikrohistorii, w starym śpiewniku ewangelickim, w filmie o kimś podobnym do mnie, w tajemniczych literach, w czyimś allelu, w chemicznym znaczniku. W strasznej historii o czyimś odejściu i w trychterze do karmienia na siłę niejadków.   W słowie grynszpan, sepia. W starych aktach narodzin i śmierci. W cytacie biblijnym „Ich bin das Brot des Lebens” na świętym obrazku zagubionym między stronami.   To ja. Przypominam o sobie we wspomnieniu wnuka o ojcu i jego matce – samobójczyni lub ofierze. W Weronalu kupionym w starej aptece na Chmielnej.   Przypominam o sobie w starym śpiewniku i w słowach dokumentu: młoda kobieta w wieku dziewiętnastu lat przyniosła swoje dziecko do chrztu. Ojciec nieznany. Później zastygam w milczeniu syna. Wstydliwym i bolesnym milczeniu. Co potrafiłam? Nakrywać stół potrafiłam, zarządzać domem swoim.   Wyszłam za mąż. Syn dostał nowe nazwisko. Żyliśmy sobie w Alejach. Dwoje małych nam umarło – córka, której imienia nie pamiętam, i syn Zygmunt. Odeszli.   Rozwód zasądził sąd kościelny. Nie dałam rady. Józio poszedł do szkoły. Wrócił, a mnie już nie było. To był jeden z mroźnych dni lutego 1909 roku. Weronal, włamanie, nienapalone w piecu… Nie wiem. Nie pamiętam.  
    • @.KOBIETA.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      A gdybym, mimo woli, kiedyś Ci dopiekł - pomyśl: "rodziny" się nie wybiera
    • Zamknąłem oczy na chwilę i chyba przysnąłem. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła więc zerwałem się z fotela w którym uciąłem drzemkę by sprawdzić przyczynę hałasu ale tak szybko jak wstałem pojąłem co się stało. Że to był sen w którym zbiłem lustro, pięścią z całej siły, i byłem kobietą w tym śnie to dziwne i był ten obleśny nieznany mi mężczyzna po którego wyjściu za drzwi uwolniłem swoje emocję rozbijając lustro. A więc moja wyobraźnia zbiła lustro? Zażartowałbym pytaniem czy to się wlicza do lat nieszczęścia ale bardzo ciężkie negatywne emocje które towarzyszyły sennym wizjom, które przeżyłem w śnie jakoś nie opuściły mnie wraz z otwarciem oczu. Czuję się fatalnie, jak czarna nicość, jak coś najgorszego i to z powodu kilku krótkich scen we śnie. Dzwoni telefon który wyciszam bez sprawdzania kto to, nie mam ochoty na ludzi, gaszę światło, zasuwam firany. Siedzę tak w ciszy i ciemności a wgłowie krzyczy mi płacze żali się wypomina. Nie zaznam spokoju wiele godzin aż wstanie dzień i pójdę sobie zrobić kawę. Dziś nie jem śniadania żołądek mam ściśnięty tym zdarzeniem ze snu jakby wydarzyło się naprawdę, nie mam apetytu i choć nieraz zmuszam się zdroworozsądkowo do odżywiania wiedząc że to dobre dla mojego organizmu tym razem dusza wygrywa nad ciałem i tylko wypalam dwa papierosy do mojej kawy. Pójdę do pracy i mi przejdzie- myślę bo wiem że tam myśli zajmą się czymś innym a jednak wbrew sobie poddaje się chyba swojej podświadomości i wybieram numer do firmy informując przez sekretariat że dziś mnie nie będzie. Zasłaniam szczelnie okna stawiam popielniczkę możliwie blisko wyciszam się w ciemnościach. Medytacja nie przynosi skutku. Niepokoi mnie ta wizja ze snu. Nie tylko zbite lustro ale cały klimat tej sceny. NIe umiem nazwać ani emocji, ani uczuć jednak wiem że są złe, niedobre. To bardzo ciężkie i przytłaczające myśli choć niesformułowane niepokoją mnie jak krajobraz oceanu nocą. Szybko kończą mi się papierosy, musiałem wypalać jednego po drugim niezuważenie gdzieś goniąc myślami po zakamarkach tego czego doświadczam by to poznać. Nie poznałem i nie mam papierosów. Kim jestem bez tych szlugów? Chyba sam siebie bym nie rozpoznał mijając się na ulicy gdybym nie trzymał papierosa między palcami w ustach. Jakby tego było mało że w moim wieku nie wiem kim jestem to jedyna moja tożsamość jakiej jestem pewien w tej chwili niknie. Albo będę kłębkiem nerwów tu zamknięty w ciemnym pokoju mojego mieszkania i z każdą chwilą będę obserwował rosnące objawy napięcia i głodu nikotynowego jak drżące ręce i nerwowe oddechy albo będę kłębkiem nerwów w drodze do sklepu, po ulicy, do ludzi i w śród ludzi. Już dawno zrozumiałem że nie nikotyna mnie uzależniła a poczucie zasłony jaką tworzę tym papierosem, dymu którym odgradzam się od innych, skupienia na sobie które zapewnia mi palenie. Nawet nie musiałbym wciągać tego dymu wystarczy sama świadomość że ćmi mi się w dłoniach ten mój przyjaciel jak maska, jak dystans od świata. Minie czas i pójdę jak na skazanie po kolejną paczkę tymczasem uciekam się do wszystkiego by odwlec tą chwilę do jak najdalej od teraz. Do wszystkiego w moim stanie oznacza rozpadnięcie się w fotelu i wbicie wzroku w sufit i coraz wolniejszym miarowym zamykaniem powiek. Medytacja? Nie sądze medytacja oczyszcza myśli i rozjaśnia moje stają się coraz bardziej brudne i zabarwione na czarno, czuję coraz większy niepokój, mam wrażenie że słyszę szum krwi w sercu. Toksycznej nieczystej krwi, zamkniętę oczy podsuwają mi widok jak na tym samym fotelu ktoś taki jak ja siedzi patrząc w sufit a z otworów ciała oczu uszu nosa sączy się krew i kapie po dłoniach, palcach na podłogę w coraz większą kałużę. Przeciągam palcami po spodzie dłoni które są mokre przerażony otwieram oczy i patrzę na uniesione na wysokość twarzy swoje ręce. Są tylko spocone, albo aż spocone bo nigdy nie pociły mi się ręce. Muszę iść po papierosy myślę i wstaję by ruszyć do drzwi w korytarzu mijam lustro iprzyspieszam wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem nie chce widzieć ani swojego w nim odbicia ani lustra jako przedmiotu. To nie jest rzecz z dobrą karmą podpowiadają mi myśli jest w nim wiele zła uwięzione. Chciałbym tego nie wiedzieć i nie rozumiem skąd w mojej głowie takie myśli, wyrażane z taką pewnością jak oczywistość. Nie dyskutuje wtedy tylko słucham i mam wrażenie że ktoś kto je tam wkłada czerpie satsfakcję im bardziej przerażony żyję tą wiedzą. Przed drzwiami domu uderza mnie słoneczne światło upał ptaki liście na drzewach chcę się wycofać ale zdołałem już zamknąć drzwi na klucz zresztą potrzeba ucieczki w papierosa jest już nie do zniesienia więc zaciągam kaptur grubej bluzy jak najniżej na oczy a wzrok wbijam w chodnik. Kolejne kroki, byleby nikogo nie minąć byle nie zagadał byle nie spojrzeć w oczy byle uniknąć kontaktu choćby o kilkadziesiąt centymetrów. Sklep jest udręką. Niesamoobsługowy duży obiekt i jedna niskoopłacana kasjerka która z wyraźną niechęcią spełnia kolejne prośby z listy zakupu klienta który mówi by mu podać to i to ona idzie, wlecze się stękając i wzdychając bierze towar z półki przynosi na ladę nabija na kasę a klient że jeszcze to i to. Kolejka na kilka osób za długa dla mnie o wszystkie z kilku osób ale nie mam wyboru czekam i pocę się coraz bardziej płynę przerażony ogromem ludzi i ich bliskością. Niech nikt mnie tu nie zauważa proszę to w co wierzę w swoich myślach niech jestem niewidzialny, niech się nie oprze, nie przesunie obok niech nie trafi torbą z zakupami. Sekundy jak z gumy rozciągają się lepiąc każdy brud tego miejsca do mojego ciała. Zwymiotuje smrodem który nie jest zapachem a odorem myśli i sumień tych ludzi obok. Umiem oddychać ich moralnością. Zazwyczaj to okropny odór nie do wytrzymania smród z brudnych myśli, owrzodzonych czynów. Kto jest bez winy ten pewnie pachnie jak wata cukrowa, albo jak polna łąka. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać osoby przy której poczułem się dobrze i czysto. Zbiera mi się na wymioty ale nauczyłem się nad tym panować. Początek kolejki jest coraz bliżej, spokojnie znoszę niechęć sprzzedawczyni zza lady i nawet trochę jestem jej wdzięczny za tą szczerość z jaką traktuje klientów. Bo nie o to chodzi byśmy kogoś udawali albo coś przed kimś choć ktoś powie że lepiej być fałszywie miło potraktowanym mi jednak taka swoboda na jaką pozwala sobie ekspedientka pozwala na swobodniejsze oddechy, atmosfera choć ciężka i brudna jest jakby bardziej przejrzysta. Biorę kilka paczek i butelek wina i whiskey. Po tym doświadczeniu wiem że nie zbiorę się przez kilka dobrych dni do opuszczenia mieszkania, więcej nie odsłonie zasłon by przypadkiem nie dostrzec jakichś ludzi spacerujących po ulicach. Wracam do domu jak tylko szybko można chodzić z wzrokiem wbitym w chodnik. Kilkadziesiąt kroków i w prawo i już moją ulicą kolejnych kilkadziesiąt kroków, bramka podwórko zakręt kilka schodków nerwowo szarpie się z kluczem w zamku naciskam klamkę w pośpiechu od progu odkladam siatki z zakupami i rygluje czym prędziej drzwi. Odłączam dzwonek. Nie ma mnie dla nikogo. Niestety sam dla siebie tu będę choć wolałbym nie. Dla siebie i dla tego absolutu który pcha mnie przez tą wiedzę o nieczystościach, o brudzie, który wpycha mi w głowe te myśli śmierdzące rozkładającymi się trupami. To umiera ludzkość, gnije od wewnątrz już a zacznie gnić skóra niebawem jak mówi kolejne przeczucie. Uciec? Nie da się uciec wiem to. Mógłbyś powiedzieć że śmierć jest ucieczką jednak ja wiem że nie jest a potem jest jeszcze gorzej bo wrzucą cię w kolejne od nowa życie. Kurwa czemu ja tak sobie wierzę, czemu jestem pewien moich myśli, czemu one pojawiają się jako zdania twierdzące czemu nie jako przypuszczenia czy hipotezy tylko od razu z nastawieniem że tak jest właśnie. Czemu to moja wina a wiem że to moja wina. Myślę o pomocy jaką mógłbym otrzymać i wzdrygam się na samą myśl że obcej osobie miałbym przedstawić moje lęki, obawy, że miałbym jej opowiedzieć to wszystko o sobie. I co ktoś taki zrobiłby z taką wiedza? Napewno nie uwierzył. Akurat nie potrzebuje kolejnego nie dowiarka. Leki z apteki terapie może oddział zamknięty w związku z tym pewnie by zaordynował dla mnie. Więc nie pójdę i się nie przyznam bo i po co bo i tak ktoś uzna to za łgarstwo i zmyślone historię bo uwierzy sobie i wierzy w leczenie. To nie jest uleczalne to też wiem. Siadam w fotelu kieliszek wina dym z papierosa ciemność kilka chwil później usypiam.
    • @_M_arianna_W... Dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...