Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jest to początek opowiadania, które napisałem już dość dawno. Mam nadzieje że się spodoba, życzę miłej lektóry.
Fabuła może się trochę nie trzymać kupy... jest to w końcu tylko początek.

* * *

Wpatrując się w szare niebo, zerkając na szybko wędrujące, deszczowe chmury, dało się czuć niepokój. Mimo wiatru, na pustkowiach panowała idealna cisza. Idealna. Żaden dźwięk nie dotarł do uszu słuchaczy, którzy stali na spłowiałej, wyschniętej ziemi. Nie było tu trawy, nie było roślin, nie było tutaj nic, co żyło, oddychało. Bo cale te, ogromne legiony, stojące na zboczach krateru... nie płynęła w nich krew. Umarli. Ponure, szare szaty potargane jak ich życie i te oczy, przepełnione nienawiścią. Ogień czerwieni, żar który ogrzewał ich, przygotowywał do walki. Czuli gniew. Ich ręce, zakończone szponami, ich twarze bez wyrazu... ich oczy.
Nie było tutaj księżyca ani słońca. Nie było życia, a śmierć była tutaj nawet nazbyt widoczna. Wiatr przemierzał tą krainę niezwykle nienaturalnie, nawet nie poruszając szat udręczonych dusz. Czasami tylko piasek wznosił się z szarej ziemi i wirował w powietrzu. Legion ruszył. Powolne kroki zaczęły dudnić przerywając niesamowitą ciszę.
Na samym środku krateru, wśród rozsypujących się kości stała jedyna żywa istota. Anioł, którego pióra wypadły, a skrzydła wydawały się być tylko kośćmi. Postać stojąca w czarnym płaszczu, o włosach ciemniejszych niż skrzydła kruka. Jego oczy, niczym dwa błyszczące szmaragdy, wpatrywały się w nadchodzące dusze. Podniósł miecz o czarnym ostrzu i ruszył do boju. Sam przeciwko tysiącom.


„Pamiętam tamte czasy, wtedy kiedy jeszcze nie dosięgałem do pasa mojemu ojcu. Ten pogodny świat milionów uśmiechów i kwiatów. Moje dzieciństwo było wesołe i beztroskie. Niesamowite. Kolejne dni mijały mi na zabawach i słuchaniu opowieści mego ojca. Historie o smokach, bohaterach i skarbach. Moje oczy błyszczały, kiedy wyobrażałem sobie, że to wszystko dzieje się naprawdę, a ja jestem członkiem tych opowieści, a muszę sobie przyznać, że zawsze miałem wybujałą fantazję...
Stałem, odziany w błyszczącą zbroję na cielsku ogromnego smoka. Dzierżyłem wielki, większy ode mnie miecz i szczerzyłem zęby... oczywiście czyste, na błysk. Byłem bohaterem, do mnie należały skarby, sława i dziewice. Wyobrażałem sobie, jak kolejnymi czynami, zdobywałem kolejne, symboliczne pół królestwa i rękę księżniczki. Taaak... to były czasy. Potrafiłem marzeniami zastąpić rzeczywistość, jednak nie byłem z tych, którzy żyją wyobraźnią. Zamiast tego, wolałem to urzeczywistnić. Stać się postacią z prawdziwych opowieści.
Chociaż, wtedy, nie sądziłem że moja wioska zostanie wyrżnięta, a ja będę jedynym z ocalałych. Nie sądziłem, że duży oddział zbrojnych przyjedzie do tej zapadniętej dziury, tylko po to, by zabić wszystkich, a mnie wywieść. Pamiętam jeszcze te szydercze uśmiechy i słowa... „Gdzie jest ten dzieciak o szmaragdowych oczach?” Nie sądziłem wtedy, że moja matka zostanie zgwałcona, a ojciec pocięty mieczem i zmiażdżony przez konnych. Czemu ja się nie przejmowałem? Patrzyłem na to z obojętnością, nie przeżywałem tego nawet jak jedna z najgorszych opowieści. Pamiętam nawet, że ziewnąłem.”

Rycerz ziewnął. Oderwał na chwile zmęczone oczy od kartki papieru, a odrobina tuszu, ściekła mu z pióra i zrobiła duży kleks. Postać zamknęła swoje duże, szmaragdowe oczy i wciągnął odrobinę powietrza. Wóz na którym siedział, jechał dość spokojnie, mimo to, trząsł się niemiłosiernie. Zwykły wieśniak, który poganiał batem konie, przeżuwał kawałek słomki, pogwizdując przy tym dość niemelodyjne. Kearvin spojrzał ukradkiem na swój dziennik, po czym schował go do plecaka. Nie chciało mu się pisać. Był zmęczony długą podróżą i miał nadzieje że jak najszybciej dotrze na miejsce.
- Daleko jeszcze, woźnico? - zapytał stanowczo, swoim rozdrażnionym głosem.
- Ależ panie, pezeciem mówił, że jeszcze pół dnia drogi. Dotrzemy panie, dopiero pod wieczór.
Rycerz popatrzył się nieprzyjemnie na chłopa, który nawet nie raczył obrócić głowy. W końcu, znużony i zrezygnowany, położył się na worku wypełnionym pszenicą. Spoglądał na słońce, które było wysoko, ogrzewając zarośnięte lica Kearvina.
Minęło już kilka dni, odkąd zaczął wędrować na południe. Na początku mijał niewielkie wzniesienia, potem, równina zastąpiła ich miejsce. Na całym horyzoncie było widać tylko pola, porośnięte głównie pszenicą i żytem. Mijali też wioski, głównie małe osady gdzie stało zaledwie parę budynków, a przejeżdżający wóz był dla tutejszych dzieci nie lada atrakcją. Leżąc tak, pozwolił oddać się wspomnieniom.

Kucnął na niewielkim wzgórzu. Delikatny szelest trawy i jej zapach, uspokajał go. Wiatr był tu silny, a słońce, przygotowując się do snu, zabarwiło niebo czerwienią. Rozglądał się po pobliskich wzniesieniach, oddychając ciężko po ostatnim biegu. W ręce trzymał kuszę z założonym bełtem, gotową do strzału. Jego długie, czarne włosy falowały spokojnie, jednak nie przeszkadzały mu. Stał pod wiatr. Uśmiechał się do siebie. Wiedział, że przyjdą. Nie zdziwił się, słysząc w oddali rozmowę. Czekał. Jego oddech uspokoił się. Jeszcze tylko chwila, pomyślał, powoli klękając na prawe kolano i celując z broni. Potem strzelił.
Osoba, która wychyliła się zza sąsiedniego wzgórza, padła od razu. Nie zdążyła nawet domyśleć się, że umiera. Pocisk przeszył jej czaszkę, a krew poplamiła stojącą za nim kobietę. Najpierw nastała cisza, która przerwała się dopiero wtedy, kiedy mężczyzna padł na zieloną trawę, nie wydając z siebie nawet jęku. Dziewczyna patrzyła z obłędem w oczach. Krzyknęła. Przeraźliwie i głośno. Potem padła na ziemię, klękając przy martwym, szybko wyciągając sztylet. Wiedziała, że zaraz przyjdzie, bała się. Słyszała głośne bicie swojego serca, a jej dłonie ledwo mogły utrzymać broń. Zerknęła na mężczyznę, którego kochała. Zginął na miejscu. Jego oczy zakryły się mgłą, jednak jego twarz nie była maską umierającej osoby. Nie wiedział, że umarł... nie wiedział...
Kearvin nie zwrócił uwagi na to, że płacze. Nie usłyszał jej łkania i powtarzanej modlitwy. Było mu wszystko jedno. Kucnął nad martwą postacią. Był to mężczyzna w średnim wieku, o jasnych, krótkich włosach. Całkowicie bez emocji, zaczął go przeszukiwać i uśmiechnął się na widok pękatej sakiewki. Wiedział że tutaj będzie. Wiedział, że będzie miał ze sobą pieniądze. Zielonooki chłopak był z siebie dumny. Nie wiedział jednak, że będzie on z kobietą.
Dziewczyna bała się. Trzymała tuż przy sobie sztylet, starając się pokazać, że ma się czym bronić. Piekły ją oczy, kiedy kolejne łzy spływały jej po policzkach. Spoglądała na mordercę, który zabił jej ukochanego. Był to kilkunastoletni chłopak o włosach czarnych, jak smoła. Jego duże, szmaragdowe oczy patrzyły się na nią natrętnie. Poczuła jak przeszedł ją dreszcz strachu. Zamknęła oczy. Bała się. Potwornie. Kolejne dreszcze przechodziły przez jej ciało. Oddychała szybko, a jej serce dudniło. Zaczęła liczyć, by się uspokoić. Raz... Dwa... Trzy...
Poczuła, jak wyrwał jej sztylet i uderzył ją mocno. Bolało. Potem zapłakała głośniej, kiedy zrywał z niej suknie. Bała się ruszyć... bała się krzyczeć... Liczyła tylko w myślach. Raz... Dwa... Trzy...

Rycerz otworzył oczy. Wspominał. Piękna, młoda dziewczyna, dała mu sporo rozkoszy. Pamiętał potem, że uniósł miecz, by ją zabić, jednak tego nie zrobił. Nie wiedział dlaczego. Nie wiedział czemu obrócił się tylko na piętach i zapinając spodnie ruszył przed siebie. Teraz tego żałował. Nie tego, ze to zrobił, lecz że zostawił ją przy życiu.
Teraz jechał na cholerną północ. Musiał ją dogonić i zabić. Nie przewidział bowiem, że ta dziewczyna, może być córką samego białego maga z Tellaven. Wiedział co go czeka, jeśli czarodziej dowie się o losie swojej córki.

„Kim ja właściwie jestem? Płomieniem czy może świecą? Czy ja zapaliłem tańczący ognik, czy zostałem zapalony? Miliony pytań tli się w mojej głowie. Jestem obojętny na zło które czynie. Nie czerpie z niego przyjemności, jednak nie odczuwam spokoju sumienia, kiedy czynię dobrze. Nie czuje się złym, mimo że tak o mnie mówią. Morduje, jednak nie myślę o tym. Nigdy nie okradłem kogoś, chyba że wcześniej go zabiłem. Wierzę, że dałem im odkupienie i zabrałem ich z tego świata. Zastanawiam się tylko, jaki będzie werdykt, kiedy to ja stanę przed bogami.
Czasami unoszę miecz i kończę to, co zacząłem. Słyszałem już wiele imion, jakie mi nadano. Mówią o mnie złoczyńca, parszywiec, rycerz ciemności, żywa śmierć, morderca, skurwysyn, miecz końca, niegodziwiec... raz, usłyszałem jak osoba, na którą podniosłem miecz o czarnym ostrzu, nazwała mnie zbawcą. Powiedziała, że będę aniołem bez skrzydeł. Że zbawię cały świat. To śmieszne. I niemożliwe. Bo czy zbawcą może być ktoś taki jak ja? Ktoś kto zostawia trupy na swojej drodze, niczym cień? Chyba, że śmierć, ma być zbawieniem. Mimo to, obojętnie czy był to mędrzec, czy głupiec... jego krzyk nie różnił się niczym od innych.
To mój pamiętnik. Oto słowa napisane moją ręką. Rozkoszuj się moją historią. Historią anioła bez skrzydeł. Tego co kreśląc delikatne kreski na mieczu, licząc zabitych, zniszczył wiele ostrzy. Podpisuje... Kearvin o’Learten, dziecię chłopa, ojciec jednego z najsilniejszych rodów.”


Odnalazł i ukazał światu
Nirian Samalai Feireniz zwany Czarną Różą

Opublikowano

życzę miłej lektóry = przeraziłeś mnie tym...

nie przeżywałem tego nawet jak jedna z najgorszych opowieści = coś mi tu nie pasi...

nadzieje że jak = nadzieję, że

Rycerz popatrzył się =? popatrzył się? spojrzał chyba..

Pocisk przeszył = no zaraz, jesteśmy przy kuszy, a tu pocisk? to jakaś automatyczna kusza? na naboje?

Wiedział że tutaj będzie. Wiedział, że = troszkę konsekwencji, przed "że" jednak stawiamy przecinki

z niej suknie = suknię

Nie tego, ze to zrobił, lecz że zostawił ją przy życiu = że, i przecinek

Nie czuje się złym = czuję, dalej "morduję"
.................

powiem, że nawet bardzo ciekawe, czekam rozwinięcia, obym się nie zawiodła, bo narobiłeś smaku

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Je i z drabem Adam. I zarazi madame bardziej     I ma bardzo wielki pejs As. Je pikle Iwo z drabami
    • Wór. A kot u autokarów   Keramzyty z Marek?
    • @Charismafilos Bracie, niby ludzie rozumieją, że peel i autor to nie te same podmioty, ale pokusa jest zbyt potężna. Nie jestem też pewien czy 'ukrywanie się za peelem' nie jest uproszczeniem. Przecież wiadomo, że peel przemawia przez Twój aparat psychiczny. Ale interpretować wiersz twardo mówiąc 'tytakiowaki' - to jednak przegięcie. Dam przykład - zamieściłem wierszyk Black Jack. Kolega odpisał w komentarzu tymi słowy: "Ładnie o sobie". I co ja mam z nim począć jak to jest przetworzenie doświadczeń sprzed 20 lat i tamtego człowieka już nie ma? Tłumaczyć? Trudno, niech mu będzie, że dzień w dzień siedzę w kasynie czy cokolwiek tam sobie o mnie wydumał.   @Atlas Sorry, że żeglujemy już obok wiersza.    
    • Po zimnym ulewnym deszczu, Gdy spowił okolicę dotkliwy chłód, Ucichł plusk wody w rynsztoku, Zastygać począł ulicznych kałuży brud,   W starego kościoła cieniu, Przystanął bezszelestnie smutny duch, Oblicze jego cienisty krył kaptur, A zamyślił się pogrążony w smutku.   Tyleż posępny co tajemniczy, Choć wicher przeszył go mroźny, W milczeniu stał niewzruszony Starym murom nie mówiąc nic,   Samemu przybywając z przeszłości, Dziwiąc się czasom współczesnym, Choć pozostając niewidzialnym, Skrycie łzy gorzkie uronił.   Niewidzialne jego łzy, Pochmurnemu niebu się skarżyły, A przeraźliwy straszny ich krzyk, Niósł się ludzkim uchem niesłyszalny,   A ich żałosna skarga, Niesłyszalna choć głośna, Zdolna poruszyć każdego anioła, W takie oto ubrana była słowa:   ,,Każda jedna wojna... Tonie we mgle fałszu i kłamstw, Niczym zburzonego kościoła wieża, W opustoszałej wsi zapomnianej przez czas,   Przemilczane, zapomniane bitwy, Niewygodne dla rozdmuchanej propagandy Niekiedy więcej kryją o niej prawdy, Niż historycznych opracowań opasłe tomy…   W cieniu każdej wojny, Wyrastają nowe, niekiedy bezimienne groby, Posępne wdowy w czerni, Pośród szlochów wypłakują swe oczy,   Niezliczone starcia i potyczki Których nie znajdziemy w podręcznikach historii Kryją swoje wielkie sekrety, Strzeżone przez duchy żołnierzy poległych…   W cieniu każdej wojny... Politycy i biznesmeni z czystymi dłońmi, W garniturach nienagannie skrojonych, Brylują w blasku fleszy,   Gdy tymczasem w okopach, Pośród wszechobecnego cuchnącego błota, Każdy kęs chleba i każda konserwa, Na wagę są srebra i złota…   W cieniu każdej wojny, Biznesowi magnaci majątek chcą zbić, Nie licząc się z cierpieniem maluczkich, Milionów matek nie obchodzą ich łzy,   I choć poorana wybuchami ziemia, Nasiąka krwią niczym stara gąbka, Oni liczą zyski w siedmiocyfrowych sumach, Zatajając przed światem prawdziwy ich bilans…”   Gdy spomiędzy gęstej jak mleko mgły, Uliczne latarnie z wolna zaświeciły, A blask ich z początku nikły, Przez szarugę z wolna się przebił,   Duch poległego przed laty  partyzanta, Tonąc w niewidzialnych swych łzach, Nieśpiesznie począł się rozpływać, Zakryła go zmierzchu kurtyna…   Gdy przeminą kolejne wojny, Kolejne poległych żołnierzy duchy, Pochmurnemu niebu wykrzyczą swe skargi, Niesłyszalne uchem ludzkim.   I przez nikogo niezauważone, Rozpłyną się z wolna we mgle, Najcichszym nie zdradzą się szelestem, Czasem gorzką pozostawią łzę…        
    • ______________________________________________________     Puszko! Zbawczynio moja! Ty byłaś i będziesz Zawsze patronem Pio w bogactwie, jak w biedzie Wspominać mi. Zapachem już ulotnych z pomum Adami, by! Wykrzyknąć brokat liter w centrum.   Świętej straży, co dziecku chciała Częstochowa Historią na gałęzi sekrety odchować Przeznaczeniem poznania sahary przez Ojca Po upadku z trzech metrów przy straganach akcją.   Był dotyk papieskiego przepisu w jego chleb Lepiejem pierogów z gwiazd, by powstały z gleby Czas miał na poskładanie po wyparowaniu Element układanki skryty w wykładaniu.   Dzisiaj świadomy w pełni wiedzy od Zbawczyni, Każdą cześć luksu czerpie, co sybilant głębin, Łącząc dzień i noc wyrwą po efekcie chinki, Spojrzał ponownie w życie dzięki polom innym.   Bilokacją z wielu miejsc, mając wpływ na zator, Lekiem żywicy drzewa chciałby zwrócić kolor. W żyły każdym gałęziom oszukanym przez los, Niechciane bóle zniszczy fałsz oddychający las. Zanim spłowieje ziemia, jeszcze ślepym powie: To dopiero początek — więzi w melaninie!   _____________________________________________________   Spis treści: ***Organiczny intranet ***Gdy młodziwo staje się siarką do draski atawizmu ***Kiedy dyada wraca na swoje miejsce ***Gniazdo ***Z cieśniny ***Jest ich więcej ***Jak cię piszą — nie myśl, że tak samo widzą po dziewięciu godzinach lucydności ***Praktyczny oniryzm — metonimia ***W najprostszy sposób wytłumaczę ***Nad morzem w Rockanje ***Z wyjścia na wejście ***Komplet uświęcony środkami — dzięki wiedzy MTJ ***Wasz tajny współpracownik wciąż działa w ukryciu ***Korektą rzeczywistości ***Jest twoja moczarka kanadyjska ***Z rejonów ***Złączcie kolory jednym oddechem i tą samą krwią
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...