Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Bajki dla potłuczonych. Dziady.


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Upiór

Na początku wierszykiem: wieczór żywych trupów,
wstaje upiorek z grobu, lecz nie dla zakupów:
chce pan Nieboszczyk dziewkę w swoje łapska dostać,
więc idzie na spotkanie, co trzeciego stopnia.
Trochę po drodze jęczy i troszeczkę wzdycha,
słyszy go zakrystyjan, trochę znad kielicha.
Spotkanie zaś burzliwe, harda jest dziewczyna,
więc trup jest okrwawiony. Streściłem. Kurtyna!

Część II

Biba jest u guślarza: mleko jest, owoce,
jagody, starzec, chórek i piekielne moce.
Na imprezkę wpadają: dziewica prorocka
ptaszki, widmo, aniołek i ciocia z Wąchocka.
Nikt długo nie zostaje: nie dziwne, bo z wioski,
skoczne rytmy dochodza, gra Rysio Rynkowski.
Tymczasem na prywatkę wpada widmo białe,
nie chce zniknąć, więc znika. Głupie jakieś. Amen.

Część IV

Gustaw do swego księdza wpada w odwiedziny
i dzieli owe na trzy, dośc długie, godziny.
W pierwszej z nich o miłości rzewna historyja,
tłucze ją Gustaw równa, a krzakiem wywija;
W drugiej jest o cierpieniu, co Gustawa domem,
więc się Gustaw zabija, choć tylko na moment.
W trzeciej zaś są Wartości i szczypta przesłania,
więc marudzi nam chłopczyk. Za moment Przemiana!

Część III

Teraz, dzieci, bajeczka: był sobie Gustawik,
Car na niego się wnerwił, do kozy go wsadził.
By carat okpić Gustaw robi nam roszadę:
troszkę tam w sobie zmienia i zwie się Konradem.
Nowy całkiem ma image, chce to wykorzystać,
więc na scenę wychodzi i odwala freestyle.
Występ, wcale udany, odbija się echem,
echo słyszy Senator i ma stąd pociechę.
Nie wszystko jednak łapie, przesłanie go gnębi,
więc plwa na ową skorupę i zstąpia do głębi,
a w głębi, jak to w głębi, kipi sobie lawa,
co w dotyku gorąca, a z wierzchu plugawa.
Kontent jest pan Senator i za to w nagrodę
jedzie Konrad na Sybir. Senator swój człowiek!

Ustęp

A na koniec reklama: Petersburg zaprasza,
z lewej stoi Ermitaż i składzik kałasza,
z prawej zaś rzeka Newa i pomnik cesarza,
co się nam przez lat trzysta cokolwiek postarzał.
W bok od cesarza czołgi, co z gwiazda czerwoną,
Lenin, Trocki, Dzierżyński, Gagarin astronom
(jak poleciał był w kosmos, to mu brata potem
w TV pokazywali, że wrócił z powrotem),
Breżniew, Jelcyn i Putin, zaś na końcu drogi
Gorbaczow polskim trampom sprzedaje hot-dogi.
W jego skromnym sklepiku, brak jednak niestety
jest miejsca na do Polski powrotne bilety
i sprowadzić je także nie da się tu rady,
więc nici z repatriacji. Tu kończą się "Dziady".

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Berenika97 Podoba mi się bardzo, bo pozwala na jego różne interpretacje. Od relacji z Bogiem po erotyk. O relacji absolutnej. Pozbawionej przemocy, ale dominującej. Bardzo ciekawe.     To nieuchronność. Jak strzała, co już leci. Nie mrugaj nawet.   Dotyk od środka. Najgłębsza z wszystkich ran. Nie zagoi się.   Pozdrawiam
    • A kto tam ar uprawia i war pura - ma, to tka.    
    • @vioara stelelor ... a ja ja chcialbym stać na cokole wychwalać nie tylko imię twoje chciałbym do uczuć być powodem uśmiechem dzielić się z narodem do szczęścia być powodem  ... Nie piszę do rymu,ale trochę się  wysiliłem do Twojego mądrego wiersza.    Pozdrawiam serdecznie  Miłego dnia 
    • @vioara stelelor

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Nic dodać nic ująć :)   Chwała to kłamstwo. Karmiła nas w nocy, by rano zabić.   Gdzie ich potęga? W moich brudnych dłoniach. Zaraz ją upuszczę.  
    • "Akwatyczne aspiracje" W gęstej trzcinie, zapomniany, nieopodal gniazd żurawich, w połowie wodą zalany – gniciem mu dno się dziurawi. Z dziesięć lat już tutaj drzemie, niewidoczny pośród flory, w ciszy znosi swoje brzemię – już skończyły mu się fory. A pozycję miał wspaniałą, zawsze pierwszy wybierany, bo wyporność miał niemałą i za kolor był lubiany. Mógłby dalej sobie pływać, wciąż przodować pośród innych, lustro wody lekko kiwać, bez swych aspiracji dziwnych. Lecz on marzył – być tankowcem, by przewozić ton miliony, lub olbrzymim wycieczkowcem, by turystów brać ukłony. Słyszał co dzień komplementy: że sterowny, elegancki, piękny, niczym z bajki wzięty, istny szef, i to szarmancki! W kadłub mu to uderzyło, więc wyruszył w stronę rzeki, w to, co mu się zamarzyło – nie chciał tkwić tu poprzez wieki. Szybkie ułożył więc plany: „Stąd do rzeki – całkiem blisko, potem morza, oceany i tam będę miał już wszystko!”. Ludzi z wiosłami pogubił, w bystry nurt rzeki wpływając, lecz tam szybko się zagubił, sterowność swą utracając. Nurt go rzucał w prawo, lewo, w końcu w trzcinie wylądował, jak spróchniałe, stare drzewo w gąszczu flory zakoczował. Niewidoczny z żadnej strony, stracił dawnej sławy wdzięki, z dala od swojej przystani, cierpiał samotności męki. Dziś wybrali już innego – nikt nie jest niezastąpiony. Warto trzymać się jest tego, do czego się jest stworzonym. Motyl nie jest w stawie rakiem, każdy ma swoje przesłanie; skoro żeś „dwójką-kajakiem”, Titanikiem nie zostaniesz. -Leszek Piotr Laskowski
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...