Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

owijam się w analogowe słowotwórstwo
szklanki pękają samoloty latają niżej
skracam się medytując korespondencyjnie
bo mam dość tworzenia historii

kanapę wystawiam na korytarz
gdzie żarówki objadają się nocami
a pająki badają metraż czasem
zbyt blisko podchodząc pod nogi

amnezja jest moim odruchem warunkowym
bo w samotności pamięć jest zbędna
spirale ciągną się do samej ziemi
metal i synchronizacja strefowa

ukrzyżuj sam siebie
między huraganami
ja będę mordował kwiaty

nie wyczuwasz mojego hałasu
i obce ci są uczucia zachowawcze
więc siedź siedź i patrz
jak dojrzewam metafizycznie

jestem wszystkim i wszystko jest mną
od kiedy przyzwyczaiłem się do bezsenności
nie zależy mi na ciekawym widoku z okna
skoro ranki nie są takie ciekawe

jabłka spokojnie gniją
zazdrośnie patrząc
jak dopijam kawę

morfiną przebudzają się synapsy
elementy cyrkulują wstępnie
piramidalnie odwzorowując całość
- ta myśl to już autosugestia

wskazówki nieustannie rywalizują ze sobą
wiatr ostentacyjnie zmienia kierunek
fale zatapiają kontynenty
z romantyczną ścieżką dźwiękową

prowadzę linie horyzontalne by zachować twarz
pod językiem nie mając już nic cennego
spojrzenie woskuję ostatni raz
w kolejce czekając na
opuszczenie budynku

Opublikowano

Może poszłam w złym kierunku, zabierając się do rozłupywania Twego wiersza – chyba wciąż „domu”, z łóżkiem na korytarzu… (trochę juz przyzwyczaiłeś nas do swojego stylu), ale tym razem wzrokowo przyciągnęła uwagę sama wersyfikacja i budowa wiersza. Rozkład wersów jest raczej regularny (z wyjątkiem ostatniej zwrotki, ale ten ostatni wers chyba należy do poprzedniego)
Układ 4+4+4+3+4+4+3+4+4+5(4?) zastanawia.
Cztero-wersowe są względnie tej samej długości, zaś dwie trój-wersowe krótsze… to chyba nie przypadek… i te trójki czyta się inaczej, są intrygujące w treści – jakby wyjrzenie poza świat z innej płaszczyzny. W nich peel „gada” do siebie, jakby przestał tylko „beznamiętnie” relacjonować świat zewnętrzny i konotacje wewnętrzne.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


wyrywa z tymczasowego narracyjnego kontekstu. Rozdwojenie? Jest przecież dialog – ja i ty …

Bo znowu to trój-wersowe wtrącenie właściwie wytrąca odbiorcę z całościowego przemyślenia. Dźwięczy jak przebłysk świadomości peela, że tkwi z czasie i przestrzeni, w fizyczności, niezależnie od tego, co czuje… aż do :

.. jest wciąż nawiązaniem do serii domów ? Pomijając oczywiście to pierwsze skojarzenie, jakie po przeczytaniu wiersza się narzuca. A może to po prostu jest jedno i to samo …
Trzeba byłoby teraz, po rozłupaniu skorupki (ścian?), drążyć dalej. Pozdrawiam Arena
Opublikowano

no ciekawie rozbierasz ten wiersz

nie ma tu żadnego nwiązania do domów - kwestia sprostowania

jak dojdziesz głębiej to napisz - obojętnie co by to było :) jestem ciekaw

tera


Prosimy o uzasadnianie wyrażanych opinii.

Moderator

Opublikowano
Prosimy wyłącznie o komentowanie wierszy i uzasadnianie wyrażanych opinii. Komentarz usunięto ze względu na złamanie regulaminu oraz zasad serwisu.

Moderator
Opublikowano

taki długi wiersz wymaga przyzwyczajenia i długiego wczytywania się - to pewne nowum u Ciebie:)
przemawia do mnie ale mam kilka zastrzeżeń. przede wszytskim słownioctwo. dla mnie ten tekst jest przeładowany wymyślnymi przymiotnikami, czasem mam wrażenie że to określenie na określeniu. myslę że dużo by zyskal gdy się tego po prostu pozbyć. oczywiście określenia są potrzebne, ale nie mogą przeszkadzać w czytaniu i klarowności treści. trochę za bardzo pokombinowałeś, ja czegoś takiego nie lubię, choć tekst ma swój urok.

ja będę mordował kwiaty---paskudka, w ogóle nie pasuje

a teraz wymienię co mi się podoba, oki?:


kanapę wystawiam na korytarz
gdzie żarówki objadają się nocami
a pająki badają metraż czasem
zbyt blisko podchodząc pod nogi


ukrzyżuj sam siebie
między huraganami


jestem wszystkim i wszystko jest mną
od kiedy przyzwyczaiłem się do bezsenności
nie zależy mi na ciekawym widoku z okna
skoro ranki nie są takie ciekawe
--------------tutaj niepotrzebne powtórzenie,reszta super

łka spokojnie gniją
zazdrośnie patrząc
jak dopijam kawę
-------to dobre, podoba mi się, taki inne, choć jabłka już kiedyś były

+ końcówka

reasumując więcej mi się podoba niż nie, myślę że warto nad tym popracować, choc myślę że tego nie lubisz:P

pozdrawiam
Agnes

Opublikowano

jak dawałem ten tekst przekonany byłęm ze bedzie duza krytyka bo same przymiotniki itp. ale to jest tekst napisany w stylu który lubie, który rozumiem, który sam chętnie czyta. takie określenia lubie, tak dobierać słowa, bawić się nimi ale pisać szczerze i konkretnie. wiersz dość długi ale chciałem żeby taki był, z założenia miał zawierać dość obszerną historie.

dzięki za komentarz

pozdrawiam na koniec dnia
tera

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

          "Rozmowa z katem"     Po raz pierwszy się uśmiechnąłeś. Ulżyło mi, bo już myślałam  że rozmawiam z kamiennym golemem  o granitowej, ponurej masce. Zresztą chyba Cię męczę niepotrzebnie, jestem zupełnie nie w Twoim typie. Ta randka jest jak stronniczy wywiad, mający znamiona nachalnego przesłuchania. Nie lubisz gdy ktoś ciągle mówi  i zadaje masę pytań.  Przepraszam. Nałożyła do ust kawałek szarlotki  i z zupełnie zmieszaną miną  skurczyła się jakby na restauracyjnym fotelu.     Poprawiłem mankiety koszuli  o śnieżnobiałej barwie. Sięgnąłem po kieliszek Merlot  i kątem oka złapałem odczyt fluorescencyjnych wskazówek zegarka. Był to idealny moment do ataku. Godzina zero. Przeszyłem ją stalowym wzrokiem, może zbyt srogim i barbarzyńskim ale z pewnością męskim do głębi. Przebiegł przez jej ciało niespokojny dreszcz. Wyczułem go.     W pytaniach nie ma niczego złego  i same w sobie nie wyrządzają również szkody i krzywdy. Nie ma pytań nazbyt łatwych i błahych, nie ma tych niegrzecznych i nie na miejscu. Problem tkwi w szczerości  i bezkompromisowości odpowiedzi. W ich złożoności i tajemnicy, lub przeciwnie w odpowiadaniu  bez strachu o ocenę. Zganienie, śmieszność, niepokój. Chcesz prawdy a nie wiesz  jak daleko mogę się w niej posunąć. Dalej niż w kłamstwie. Kłamstwo jest iluzją percepcji umysłu. Prawda jest stanem faktycznym. Dokonanym. Namacalnym. Kłamstwo można zmyć niczym grzech. Prawdę dźwiga się niczym krzyż. Ciężar, któremu nie sposób zaprzeczyć.     Widziałem, że nie rozumiała ani słowa. Biedne, młode pokolenie  kwantowych umysłów. Myślą za nich procesory  nie pradawny instynkt. Zadałaś mi jakiś czas temu ciekawe pytanie. Odpowiedziałem wtedy,  że są rzeczy, których nie chcemy wiedzieć. Są osoby, których nie chcemy znać. Są czyny za których wykonanie, piekło staje się niebem. A pytanie wydawało się bezmiar błahe. Przytaknęła z zawahaniem, ponętnie blednąc na licu i w okolicach piersi.     No tak, pytałam wtedy  kim chciałbyś zostać w przyszłości? Bo chyba zawód poety  naraża Cię na śmieszność i wzgardę  a nie szacunek i podziw? Lubię żartować ze swej roli robaka  w świecie samolubnych, pięknych motyli. Ale rola motyla zabiła by mnie esencją dobra, dlatego chciałbym być … katem. Dla siebie i innych. Piękna, stara profesja. Jeno niewiele wyżej uiszczona w skali  od zawodu ulicznicy. Wzbudzająca strach. Tak namacalny i miły moim oczom.     Każdy lekarzyk ma swój cmentarzyk. A jakże i kat nie gorszy jest w tym. Bo obok cmentarza ma swą szubienicę a nawet kochankę gilotynę. Piękna jest śmierć z pętlą zaciśniętą u szyi. Te szarpane, wstrząsy ciała, uwieszonego w powietrzu. Rzężenie na łasce konopnej liny. Kiedy kostucha radośnie buja Cię  na huśtawce ze stryczka. Bawi się agonią  ostatnich spazmatycznych oddechów. A potem nagła cisza. I spokojne, stygnące ciało o wybałuszonych oczach  i spuchniętym od zastałej krwi języku.     Jestem katem i nigdy się tego nie wstydziłem. Kocham egzekucję. Dlatego powiesiłem nawet swoje marzenia. Były zbyt dobre.  Ludzkie. Zrozumiałe. Kata nie sposób zrozumieć. Może spowiadać się on jedynie śmierci. Przy kuflu mocnego piwa. Największym pragnieniem kata, jest to by pewnego dnia, przeprowadzić swoją własną egzekucję. Dlatego trzeba wieszać coraz to nowych. By sposobić się w doskonałym theatrum. By idealnie zbawić się żywota. Bez wstydu. Być przygotowanym na wszystko  w rozmowie ze śmiercią. Jak mistrz Polikarp.     Jam jest katem. Czy młodego, czy starego. Zbawię żywota każdego. Jeśli się nie boisz, to porozmawiaj z katem. Gdyby nie była  tak bardzo sparaliżowana strachem, to z pewnością uciekłaby natychmiast  lub chociaż wzywała pomocy. Ona jednak nieśmiało otworzyła usta i zaczęła rozmowę, rychtując sobie tym samym stryczek  na swą młodą, smukłą szyję.        
    • chcąc uciec od codzienności bliźniaczo do siebie podobnych otwórz kluczem fantazji drzwi za którymi jest wyspa bezludna   i z jej dziewiczej dzikiej natury zacznij od nowa budować to co po tamtej stronie zbyt nadto  swym podobieństwem nudziło   na pewno będziesz szczęśliwszy rozniecając ognisko patykiem a potem zaczniesz pisać nim o minionym dniu na piasku
    • @Berenika97 Na to ukaranie nigdy bym nie wpadł, ale po zastanowieniu, to jest przecież strzał w dziesiątkę, czyli najlepsza interpretacja.  Powiedz mamie, że jestem pod wrażeniem jej przenikliwości:}. 
    • @Poet Ka   Na podstawie Twojego wiersza, tych dziewięciu wersów można by napisać solidną pracę naukową. :) Wzięłaś na warsztat Biblię a więc sacrum i brutalnie zderzyłaś je z kolokwializmem czyli profanum. Bawisz się nazwą miasta Ur -poprzez dopisanie brakującej litery (i urwanie jej w połowie) tworzysz sugestię przekleństwa. Wyjście z Ur „zerwaniem” ze starym światem. Natomiast Cham w tradycji to ten „zły”, który wyśmiał ojca. Ale pojawia się teza - „bez Chama ludzkość cofa się”. Czyli ludzkość, tracąc swój pazur (swojego „Chama”), traci też zdolność do ewolucji.  Świetna zabawa etymologią. Wygląda na to, że bez odrobiny "chama" w duszy, nigdy nie wyjdziemy poza własne podwórko.    Pozdrawiam. :) 
    • @Berenika97   Nika.   Twój wiersz czytam jako bardzo przejmującą opowiesć o człowieku, który coraz bardziej istnieje na zewnątrz niż w sobie. między istotą a fasadą. między obecnoscią a wizerunkiem . to, co najboleśniejsze , dzieje się tu nie w wielkim dramacie, lecz w zwyczajnoś ci,   bo właśnie ona odsłania skalę przemiany.   człowiek nie znika nagle.   najpierw tylko uczy się być tym, co da się pokazać.   tym, co dobrze odbija się w szybie.   tym, co nie pęka pod cudzym spojrzeniem. i nagle okazuje się że prawdziwe "ja” zostaje gdzie indziej.   w domu.   pośrod drobiazgów.   pośród rzeczy małych, nieefektownych, ale własnych . do świata wychodzi już nie osoba, lecz jej społecznie utwardzona wersja. dlatego ten tekst jest dla mnie czymś więcej niż zapisem chłodu między dwojgiem ludzi.   bo to miniatura o współczesnym istnieniu, w którym bliskośc  coraz częściej styka się tylko z powierzchnią .   widzimy twarz, gest, formę, gotowość do wyjścia  ale nie docieramy do wnętrza, bo wnętrze stało się czymś ukrytym, może nawet porzuconym. finał z biurowcami jest znakomity, bo niesie myśl niemal ontologiczną. a mianowicie można stać naprzeciw siebie i pozostać niepoznawalnym.   można błyszczeć odbiciem, a zarazem nie przepuszczać niczego z własnego środka.   i może właśnie to jest najgłębszym smutkiem tego wiersza  że człowiek, żyjąc zbyt długo wśrod fasad, sam zaczyna mówić ich językiem.   piekny, gęsty filozoficznie obraz świata, w   którym forma nie tylko zasłania prawdę, ale z czasem zaczyna ją zastępować .   i na koniec.   wiersz aż się prosi o spojrzenie "przez"  gombrowicza .   o jego formę, która z wolna zaczyna zastępować człowieka.   ale to już bardziej do rozmyślań po lekturze :)   bo byś Nika wzięła w końcu na mnie miotłę :)   najlepszego:)    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...