Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@Henryk_Jakowiec

Szafy sen musiałam ziścić
I przybliżyć sie do planu
Który w mojej głowie
Nie daje mi spokoju

Więc dzwoniłam do kolegi
Plan mój skromnie przedstawiłam
On też lubi tworzyć
Tego, czego jeszcze nie ma

Razem połączymy siły
On deseczki mi poskleja
Ja ustawie w dobrym miejscu
On przymierzy,sprawdzi teraz
Ja postawie deskę jedną
On przybije mi to drewno

Obraz jeszcze,jeszcze obraz
Piękna skóra dzika
Wyszukuje odpowiedniej
By w sypialni lasu brzmiała symbolika
I etyka musi zostać
Po w sypialni ma pozostać
tematyka lasu

Tutaj w nocy moje sny
Będą rządzić niczym głodny wilk
Który po marzeniach stąpa
Na mięciutkim mchu
Szukając pożywienia
Po ciemku,w zakamarkach lasu
Nie czyniąc najmniejszego hałasu
By nie zbudzić sarny
Która, też sie w lesie chowa
Sowa mądra głowa
Nie obudzi jej
Bo tak łańcuch pokarmowy
Nakazuje
Kto jest głodny,kto wywalczy
Niech sie naje
A ten słabszy
W swej naturze
Naje się po śmierci

Lecz to tylko sen w mej sypialni
On z mej szafy wyszedł
Z lasu pachnie
Rano wyjmę z niej swą bluzkę
czystą, bez krwi
I bez żalu, bo w naturze mojej
Czuć się ubierając
czysto i tęczowo


  • Odpowiedzi 64
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dwa światy wplątały się w jedność
ten nocnych polowań na jadło
i drugi, co wstaje wraz z brzaskiem
bo tak mu to z marszu wypadło

i nie da się temu zapobiec
bo prawa natury niezmienne
przecedzą, odrzucą odpady
a to, co zostaje bezcenne

bierzemy dla siebie jak własne
bo z naszych przemyśleń powstały
i z tego tworzymy ten klimat
nasz własny, jedyny, wspaniały.


HJ
Opublikowano

@Henryk_Jakowiec

Być sobą i tylko
Sobą być
Temperamentem swym
świat kredką malować
Bo wtedy świat tęczą się ubiera
Rozprzestrzenia kolory na niebie
A czyż nie tęcza powoduje
Że uśmiech zamiast deszczu
na twarzy ląduje?

Najlepiej się człowiek
we własnym ubraniu czuje
Wstydzić się nie trzeba
Bo nagi nie stoi
I niczym nie zdobi swojej osoby

W temperamencie
wysoka temperatura człowieka
Jeśli kolor ubrania jest brudny
To nagi bezwstydny
Wyraz twarzy wychodzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jakoś nigdy nie ciągnęło
mnie aktorstwo i mimika
zawsze jestem tylko sobą
bo i nawet polemika,

którą nieraz przyjdzie stoczyć
z mojej strony jest łagodna,
wyważona i przyjazna
atmosfera zaś pogodna

bowiem klimat wokół siebie
jak zwierciadło da odbicie
i poświadczy, że z uśmiechem
jakoś łatwiej iść przez życie.

HJ
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jakoś nigdy nie ciągnęło
mnie aktorstwo i mimika
zawsze jestem tylko sobą
bo i nawet polemika,

którą nieraz przyjdzie stoczyć
z mojej strony jest łagodna,
wyważona i przyjazna
atmosfera zaś pogodna

bowiem klimat wokół siebie
jak zwierciadło da odbicie
i poświadczy, że z uśmiechem
jakoś łatwiej iść przez życie.

HJ
Opublikowano

@Henryk_Jakowiec

I z kim sie zadajesz
takim sie stajesz
Nie ma sensu wcale
dla mnie to stwierdzenie
Bo gdy soba jestes
To z tym co bywałes
A źle wpływa w atmosferze
Nie zostaniesz dlugo
Nie powierzysz mu na słowo
Kiedy mówi o problemach tylko
Jakie w głowie
W jego głowie, ciągle źle smakują
Bo gdy problem nie problemem
dla Ciebie
Ile razy możesz mówić
I powtarzać-
Bądź ty sobą, nie rozpaczaj.
A ten dalej o problemie
Ktorego wcale nie ma
i nie widac
To sie nie chce dalej siedzieć
Rozgrzebywać,rozpamiętywać

Tyle ludzi jest na świecie
Lecz gdy wnet
połaczy siłe jeden z drugim
Problem z panią problemową
To ten problem dla problemu
Jest nie problem

Więc ja szukam
Nie, nie szukam
Swojej duszy,swego skarbu
Co mi problem zdradzi raz
A ja powiem to nie problem

On:
Masz kochanie racje teraz
Wiec chodźmy na spacer...

Ja:
Tak kochanie, chodźmy!
Też lubię, tak jak Ty
Ciepło wiosny

I tylko my


Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jedni mówią, że to chemia
połączyła dwie osoby
jeszcze inni, że to miłość
lecz, miej ważne są sposoby

choć jest faktem, że być musi
na początek zaiskrzenie
pewna zgodność charakterów
dane sobie przyrzeczenie

potem chęć dalszego życia
i dzielenia trosk pospołu
wspólna troska jak zapewnić
podstawowy wikt by stołu

nie upiększał tylko obrus
lecz by na nim było jadło
no a potem dyskutować
czy już czas założyć stadło.

HJ
Opublikowano

@Henryk_Jakowiec

Czy to chemia?
Czy to gusta?
Jest ta iskra,są motyle
W takim stanie chcemy zostać
Choć, to tylko chwile
To pryzmaty świata różowego
Te początki nasze piękne
Lecz gdy ściągnie życie nam je z nosa
I okaze sie najgorsze
Ze to nie dla Ciebie bajka
Ze to nie dla Ciebie książe
pozostaje wspomnienie
wspomnienie
Ono tylko poprzeczke podnosi
Gdyz przed zycie mozna isc za rekę
Nie z kimś, komu w różu dobrze
A i w siwym kolorze
Tez sie odnajduje
I przy tym do Ciebie pasuje
Siwy ten kolor, zakryty tylko na chwile
Chodz z różem pasuje mi doskonale
Drogi wspólne w koncu staną sie rozmyte
Bo trzeba czuć się w swoim kolorze


Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Nikt nie wynalazł recepty
na wszystkie bolączki świata
bo nie ma takiego lekarza
a także i biurokrata

nie ponanosi na plany
nie wpisze to w okólniki,
że na to i na to potrzeba
recepty, ponieważ wyniki

i słupki poparcia dla partii
spadają na łeb i na szyje
a ludzie im leją na głowy
fekalia i brudne pomyje

najbliżej do celu poecie
bo buja w przestworzy gęstwinie
i często, choć tego nie musi
to pisze, co mu się nawinie.

HJ
Opublikowano

@Henryk_Jakowiec

Polityka nudna, obłudna
Chuda w ludzi mocnych
Wariaci i frustraci
Którzy nie panują

Nie potrafie pojąć
Czemu rządzi pieniądz
Gdzie są głowy świata?
ciekawość wsadzę w polityke
tylko, kiedy wsadzić kule będzie czas
Kiedy świat o pomoc mnie poprosi
Bo z tą głową, co na szyji
Państwa
Kościoły bogate, samochody drogie,
Bieda, biedniej jeszcze biedniej
I bogato bardzo.
A gdzie my? Społeczeństwo?
Daleko...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Tak to już niestety bywa
kiedy rządzi komitywa
dba o swoich i o siebie
inni to jak trzoda w chlewie

dla nich wszystko to, co gorsze
dla nich wszystko z niższej półki
dla nich kit, co spada z okien
albo stare czerstwe bułki.

Ten, kto kasy ma jak lodu
jeszcze bardziej ja pomnaża
gdy z posagiem trafi pannę
to ją ciągnie do ołtarza

a gdy z forsy ją wydoi
szybko dąży do rozwodu
albo nagle bez pożegnań
drań gdzieś w Polskę daje chodu.

HJ
Opublikowano

@Henryk_Jakowiec

W waszym świecie polityka...
Aż sie przewróciłam,
pomyślałam ze poczytam
no i z krzesła spadłam
Jakieś posty
BANKI KRADNĄ ZMARŁYM KASE
zmarły też sie poprzeracał,
ale polityka, ma tu cos do powiedzenia,
jak mozecie Banki drogie...
Nie zgłosili sie najblizsi?
nie ma pana tej mamony?
To niech pójda na organizacje...
w nasze strony bank czy PO
to weźnie wreszczcie?

Nie wiecie komu te pieniądze dać?
nie mnie, nie, bo nie jestem rzydem jak wy rządem...
w mieście banku w waszych stronach,
dziecko w domu bez rodziców płacze
nad talerzem zupy,łzami soli.
Was nie boli? Bo mnie boli!
I chodz dziecku, domu ciepła kupic sie nie da,
To wesprzyj w ten sposób...
bo te dzieci bez domowego chleba,
też mają przyszłość,
nie przekreślaj ich,
daj na kredki niech malują tęcze!

Nie mnie, nie bo nie jestem rzydem
jak wy rządem...
Wstyd mi polsko za Ciebie
Gdzieś tam walczą światy
zołnierz dumny,
a ty polsko masz problem
oj masz problem
wstyd mi za Ciebie.

Tu mam swoją polityke- usmiech
nie pieniądze,
za nic go nie kupie,
za darmo go oddam.
Serce trzeba dawać,
właśnie nie swiadomie,
nie zamieni sie w mamone a złoto!
Oddajcie te pieniądze,
oddajcie te pieniądze bieednym!


Ile chcecie! Ile złota ja sie pytam,
ile jeszcze ukradniecie biednym,
Pomylił Wam sie Robin Hood
I pomieszał w głowie złotem!
Problem goni problem...
no to proste z nieba spadnie samolot!
Nowe rządze a niech będą!
Z Macgyvera
niby tutaj troche?
Co popsuje to naprawie?
Chyba tylko celem...
Bo nieee umiecie w państwie.
Chodź Królowo weź w obroty ten samolot!
Bo sie kręci w głowie,
nieee nie czytam więcej...
Tu sobie posiedze,
na mej wyspie,
Twojej wyspie!
Tu mi dobrze...


Tu mam swoja polityke - usmiech nie pieniądze...

Takie moje zdanie polityko

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Wszystko mi się pogmatwało
ginę w gąszczu polityki
proponuję zmienić temat
politykom od krytyki

rosną w górę lub maleją
tylko sondażowe słupki
a nam wciąż się tylko wmawia
zagłosujcie na nas głupki

i człek drepcze to tej urny
jak automat wrzuca losy
piszę losy, bowiem nie wiem
komu przypną moje głosy.

HJ
Opublikowano

@Henryk_Jakowiec

Więc odbiegam
Nie mój temat
Jak widać zresztą
Aż się wersy tworzyć nie chcą

Jak to u Was z wiosną?
Przyszła wreszcie?

U nas dzisiaj tak ponuro
Chmura z chmurą
Konsultują
Czy w południe Deszcz zaprosić
Niby Słońce, też chcą prosić,
Żeby wpadło z promieniem,
na chwilę
ale co z tego wyjdzie,
ja nie wiem...

wiatr tak patrzy na nie,
co to będzie z tej rozmowy,
trochę podpowiada nawet-
nie ma co,
liczyć dziś na Słoneczko
zachorowały mu promienie,
musi ogrzać je troszeczkę
w poniedziałek idą do szkoły...

ja z Wami pogadam!
o Pani Burzy wam
poopowiadam chmury

Wiatr im przewiał wątpliwości-
Wpadnij poźniej, wyżej do nas,
o Pani Burzy możemy pożartować.





Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wenę trzeba trzymać krótko
lecz nie można z niej dworować,
z weny nie należy szydzić
lecz jak bóstwo ją traktować

wtedy nam odpłaci dobrym
stylem, formą i warsztatem
więc do weny nigdy z pięścią
jeśli już to raczej z kwiatem

bowiem wena jak kobieta
miewa stresy i migreny
i potrzeba lat praktyki
żeby zgłębić duszę weny.


HJ
Opublikowano

@Henryk_Jakowiec

Wena wróci
Jak te smutki,
A ja nie chcę pisać smutno
Więc swą wene
Włożę w kieszeń
Poczekam
Może jutro?

Jestem tylko kobietą
kobietą
czasem słabą
Nie mam ramion,
By w tej chwili
Wyściskały moje lęki

Zapędziłam się
Oddałam uśmiech za darmo
Tym co go potrzebowali
A teraz pusto na mej twarzy
Nie mam drobnych na parking


Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Wiosna idzie, coraz bliżej
z każdym dniem jest obok ciebie
a gdy przyjdzie to wzajemnie
wspomagając także siebie

razem z weną, czyli w trójkę
przekujecie siły w czyny
czego wam serdecznie życzę
choćby tylko z tej przyczyny

że, ja zawsze dla kobiety
mam szacunek, poważanie
więc i wam serdecznie życzę
całej trójce, miłe panie

wenie, wiośnie i Monice
werwy, siły i zapału
drążcie temat perfekcyjnie
zbliżcie go do ideału.


HJ
  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

@Henryk_Jakowiec

Przyszła jest cudowna i taka prawdziwa...

Piękne jest to uczucie wchodzenia w faze przyjazni z myślą , że miłość Ci tego nie zabierze!

Świadomość śpi spokojnie,powietrze nie zionie strachem w pustocie uczuć bez pamięci.

Nie trwoni się uśmiech na głuchej twarzy...
Nie sinieja oczy, pod okręgiem słów w ciemnej burzy z deszczem.

Wiertarka nie wierci w uszach, co jedyne w mózgu dziurę, by wylać niepotrzebny sen.

A każde słodkie kłamstwo pokona kłamstwo,
rozłoży w słodycz

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Jacek_Suchowicz ... mimo że słońce nad wszystkimi każdy ma  swoje winy  ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
    • Rusałka   I przeczytała wiersz. O sukience szytej z wody. Kiedy ją oglądano, była już widmem. Kiedy o niej czytano, była widmem widma. Dlaczego widmo cieszy?   I przeczytała wiersz. O sukience szytej z ognia. Kiedy ją oglądano, właścicielka  krzyczała przez wiek. Kiedy o niej czytano, sama była już widmem. Dlaczego widmo nie cieszy?   I przeczytała wiersz. O sukience szytej  z powietrza. Kiedy oglądano, wszyscy ją nosili. Kiedy o niej czytano, była już widmem. Dlaczego to nie cieszy kolejnych widm?   I przeczytała wiersz. O sukience uszytej z wojny. Kiedy ją oglądano, była cała w ranach. Kiedy o niej czytano, była już widmem. Dlaczego widmo ciągle ma rany i krzyczy?
    • jesteśmy a jakby  nas w pełni nie było    każda  bliskość uśmiecha się  obiecuje  czuć jej oddech    jest jak ulubiony deser  chcielibyśmy ...   nie zawsze daje  to o czym ...  oboje myślimy    ciepło rąk  jest takie miłe    6.2026 andrew   
    • JAK ŚPIEWAĆ WAŚĆ MAĆ: 1. Część pierwsza: Klasyczny,punk / cold wave psychodeliczny Zwrotki o „Przygodzie” i „Przybłędzie” (aż Do słów „...a dla Uszatka, w tramwaju tłok”) Mają idealny, parzysty rytm. Jak śpiewASZ: Wokal powinien być monotonny, chłodny (jak mrok) 1. Część druga:   Nagłe tąpnięcie i destrukcja (Glitch / Noise) Moment, w którym wklejasz interfejs (sino voice) Cyfrowy („Strona główna Szukaj więcej...”), to muzyczny punkt zwro... 1. Część trzecia:   Melorecytacja / Teatr Dramatyczny. Końcówka od słów „W Zagłębieniach ulic...” traci piosenkowy (geriatr -Yczny) rytm i staje się wierszem w [SYSTEM ERROR: 0x0000001F] Proces "DOROSŁOŚĆ. EXE" napotkał nieoczekiwany błąd Pamięci. Bufor tożsamośc I został przepełniony (Stack Overflow). Lokalizacja błędu: między Naszym ratuszem a naszym kościołem, w zagłębieni A wszystkie, bez ciemnia ląku. Stan urządzenia: [X] Pysk sprany (Klamka_v2 [X] Gardło obmyłje (Denaturat_Premi Um) [X] Kształty zbadane (Prze Dszkolanka_Dżin) Próba odzy   Skania danych... Niepowod zenie.Resztę znam: Przemija, p RzemiNęŁoliśmyŁA! Naciśnij dowol Ny klawisz, aby odwrócić się i od Wrócić się znów. Naciśnij [RE SET], aby nałożyć ręce w go   Dzinie złej.......... [Dźwięk: Trza Sk bezpiecznika. Głośny, kró tki pisk cyfrowego sprzęż Enia.][Wizua Lizacja: Ekran miga na nie Biesko, po czym gaśnie ca łkowicie.][CISZ A.] ─── Teraz twoja kolej, daj się porwać Przygodzie Jacques'a Brela Bo całe jego życie było cudowną  Burzliwą przygodą. Przybłęda: Jego przygoda (zaczyna się...) MAM NA TO ŚWIT... Przygoda, przygoda Przygoda zaczyna się o poranku Przygoda wstaje skoro świt Ona zaczyna się w rannym słonku Przychodzi, by nam rączki myć Przybłęda, przybłęda, Przybłęda warczy na poranki Przybłęda w nocy idzie w karty grać Woli kolegów niż koleżanki, Przychodzi, z klamką , by nam pysk sprać " Pankracy to przybłęda, sam się przypętał Zaczyna pić już o poranku..." Przygoda zaczyna się o świcie A świt prowadzi nas przez drogę na szlak Przygoda naszym skarbem życia Który odkrywamy w ranka błask Przybłęda zaczyna chlać o świcie Bo w świt Przybłędę trafia szlag Przybłędzie wóda wchodzi znakomicie Bynajmniej ranka błask mu nie w smak (Właściwie: "łapką / klamkę tknąć", W zależności od wersji zwrotki obficie Najpopularniejsza to: "A Pankracy to równy gość.") Dla Martina to żelazo na kowadle Dla Cezara, wino, co go wprawia w śpiew Dla Yvona - morze, kto jego dal odgadnie? To ten, co właśnie wschodzi, dzień... Dla Pankracego to świeże mięso w imadle Dla Reksia, kość, co go pije w krok Dla Kolargola, biała Śmierć w spirali, na dnie A dla Uszatka, w tramwaju tłok... To pszenica, którą wspólnie młócimy Robota zaczyna wcześnie się O świcie każdym wciąż walczymy Wcześnie zaczyna się karat ten... Bo, kasa co ją młóci Pankracy Sama nie zarobi się W tym świecie o który walczymy Dniem Pracy Czy jak tam nazywa się bardak ten.. Niech światło obmyje nasze ręce Wszystko, czego szukamy, aby odkryć ją i dać Kwitnie każdego dnia w tydzień, czy odświętnie Wielka przygoda musi zostać, trwać Niech tylko denaturatęm obmyłję gardło spragnione Wszystko, czego nam trzeba, to kwestia Być czy Mać? Szybciej nalewaj bo ledwię widzę swój kóniec Wielka Bezbłędna wiecznie musi ma, mieć, trwać Między naszym ratuszem a naszym kościołem Między bramą dziadka Dey Strona główna Szukaj więcej Twoja biblioteka Premium Kopiuj Wklej Koperta dla mera, dwie dla wikariera Kwiatki dla babki, że Hey! Sterta główna Szukaj więc! Twoja biblioteka czeka Premium wóda gotuj klej Szukaj Zaznacz wszystko O świcie każdego poranka Wtedy zaczyna dorosłość się Niech nasze kształty zbada przedszkolanka... Nie szukej znasz wszystko O świcie! Giń! Wtedy zaczynia się taki Dżin.,. Niech kształt O! Tej Flaszy nie doczeka poranka Ci co nas naprawdę kochają nałożą na nas ręce w godzinie złej Ci kochają dać se w dłoń szable doń! W zagłębieniach ulic, w cieniach łąk Na końcu drogi, pośrodku pól Stojąc na wietrze, siejąc swąd Pochylając się ku ziemi, nie wychodząc z ról W zagłębienia wszystkie, bez ciemnia ląku Lej, w końcu drogi, choć pól Trwa... Jąc w wierze, czuję swąd dźwięków Ujchylam się ku ziem, wchodze w to, z góry na dół! Siedząc obok starców, tkając wiklinę Leżąc w słońcu, chłonąc światło-cień Resztę znam: Nie przeminie! Leżem se wtem korcu, żułjąc strychninę Leżąc w słońcu, chołnąc światło- w sień... Resztę znam: Przemija, przeminęłoliśmyŁA! Który świetło zgaś ... ─── KRAM SZRAM DLA DAM DAM WAM

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      W mieście Amsterdam jest taki port Jest czarci zaułek ten Są żeglarze, co idą w tan jak w sport I sny, co na zawsze kradną sen U wrót, gdzie Amsterdamu port. W porcie Amsterdam pociąg kończy bieg Jak żeglarze, którzy tu sen swój śnią O sztandarach, co wciąż jeszcze lśnią A za rogiem czeka już świtu brzeg. Tam, gdzie czai się portu Amsterdam cień Są żeglarze, pijani w sztok od absyntu i złych snów, Co stoją wciąż, lecz umierają dzień w dzień O świcie, tam u portu Amsterdam wrót. Lecz w porcie Amsterdam jest nie tylko mord: Są też żeglarze, co dzień w dzień rodzą się W ciężkim upale i nie lżejszej mgle Co pianą płoną, gdzie Amsterdam ma port. ─── W porcie Amsterdam zawsze jesteś sam, Jak żeglarze ci, co wciąż. chcą jeść Na obrusach białych jak ich życia treść Co ociekają od ryb – ten port nie dla dam! I pokazują ci zęby, zgniłe tak, Że życia ci odbierają chęć Chęć by wgryźć się w jablka Fortuny smak Aby księżyc żałował, że całuny chcą żreć, I pachnie dorszem ich żołądka treść... Po samo jądro frytki, którą chcą brać Jak kurwę w swą wielką dłoń, Potem, wstają, gotowi do bitki ... idą srać I wracają, z rozporkiem rozpiętym, niosąc moczu woń. W porcie Amsterdam zawsze tak już jest: Tańczą marynarze nim pójdą w rejs Pocierają brzuchy, jak w rui pies, O brzuchy kobiet co nawiną się Ich tępy ryk jestjak do księżyca wycie psa Wzrok jak przeżuty słońca blask Rozdarty akordeon ich życie wyplute gra Jak krew z żyły przekłutej wypływa czas. Grubych uszu nadstawiają, by słyszeć swój ciężki śmiech, Aż akordeon gaśnie, bo przyszedł świt Wtedy poważnie, dumnie, jak gdyby to był grzech Wyciągają swych bękartów znów w świata wir I piszą testament w synaptycznego atramentu szept. W mieście Amsterdam szyki plącze nam Ten port Amsterdam wiecznie ten sam I żeglarze, co w drogę weszli wam, I na zawsze skradli sen tysiącu dam U wybrzeży portu Amsterdam. W mieście Amsterdam Jest port wieczny tak, Jak żeglarze, co pół miastu pół-dam Całkiem obrzydzili pozycję na wznak Zastrzeżoną dla złych pań z portu Amsterdam. W mieście Amsterdam Jest port odwieczny tak, Jak ten zawód, co z półświatka dram Miastu Amsterdam tyle dam szram, Co o brzeg świtu rozbiły się tam. Uczyń Krzyża znak... ─── ŁÓDŹ K... ŚLISKA Jest ich chyba ze stu lecz Widzę tylko dwoje: ich Przykuł ich do siebie deszcz I jedno tylko w drugim jest Chyba więcej niż tysiąc was jest Lecz ja widzę tylko ich Wiem są tacy, co powierdzą, że Musi "Kocham cię" powiedzieć jej A ona odpowiedzieć: "Ja też" Myślę, że w chwili tej Nie obiecują sobie nic Są wychudzeni zbyt By z ich ust kłamstwo mogło wyjść Jest ich chyba z tysiące dwa Lecz ja widzę tylko ich I nagle on wpada w płacz Toczy jak złota grudki łzy A wokół widzowie, jak ja Pracujący po siódmy pot I pełni nadziei zjadający chleb Wskazuje na nich wasz nos Ale te połówki rozdarte na dwie Przepiękne, całe w żal Rzucone psom Weź osądź jego i ją [Powstrzymaj się] A teraz oboje w łzach To znaczy i ona i on Bo wcześniej to on łkal Tak powiedziałem, czy co? Wszyscy są w pułapce, że są Nie słyszą już nic Tylko drugiego szloch A potem to A potem to nieskończenie to Jak dwa ciała modlące się Nieskończenie powolny marsz To rozdzielenie dwóch ciał A poprzez oddzielenie to Te dwa rozrywają się na ciał strzęp I przysięgam, że krzyczą jak... A potem ogarniają się Zgarniają się w jedność ciał Przygarniają ognia żar A potem znów rozgarniają się w strzęp Za oczy trzymają się A potem cofają się wstecz Jak morza fal pływ On rozstanie połyka jak małż Wyślinia kilka słów W mdłym falowaniu rąk I wycofuje się jak zbieg Zacofuje się na pozycje bez... I znika w dali, choć Schody nim krztuszą się [Proszę powstrzymaj się] Życie to nie darmowy lunch Na Boga, to smutne tak: Wielki Piątek, na stacji Łódź Nawet, gdy gra Żak I znika w dali, choć Schody nim dławią się A ona, ona zostaje, gdzie był Serce na krzyż, głód ust Bez krzyku, bez słów Zna swoją śmierć Jest na skrzyżowaniu jej dróg Patrzcie, odwraca się I odwraca się znów Ramiona do ziemi ma To już, ma tysiąc lat Jej los zderzył się z drzwiami nos w nos To już, światła brak Zwraca się ku swemu ja I teraz już wie, że Zawsze będzie obracać się Odchodzili od niej przedtem już Lecz teraz odchodzi miłość, a Miłość powiedziała jej „Znowu jestes po nic” Będzie żyła z planów na Co będą czekać wciąż To już, jest "Ostrożnie, szkło!" Zanim będzie "Dobrą cenę dam" Jestem tu, jestem tu-i-tam Nic jej nie mogę dać Niech częstuje się tłum Jej brzoskwinią klasy B. Niech częstują się, jeśli chcą Jej dziewictwem en solde. Jej cnotą z wyprzedaży w budzie tej ZDESPEROWANE TEKSTY Za rękę trzymają się Lecz mają ciche dni W wymarłych miastach tych, Gdzie jak w kieleckim... dżdży Dzwonią tylko kroki ich, gdy Krok po kroczku nucą, lecz Ciszy trzymają się Zrozpaczeni po.... Ten deszcz... Skrzydła ogień strawił im Gałęzie wyrwał wiatr Tyle razy im statek rozbił się, Że śmierć ma odcień brudna biel Każdy z miłości bilet w jedną stronę ma Obudzili się tu, i tak.. Mają cichy rok Zrozpaczeni po.... Ten pusty krok... A ja ich drogę znam Bo też szedłem nią Już razy więcej niż sto Sto to więcej niż pół Tego, jak starzy, półmartwi są Przejdą ją, jak Pawłowa pies Mają cichości sto lat Zrozpaczeni po.... Miłości kres Powoli płynie spod tych przęsł Woda miękka i głęboka tak, Jak hostessa Aerofłot "Jaka piękna katastrofa znów"... Wypłakują imiona swe Jak nowo nowożeńcy, i Topnieją w ciszy tysiąca lat Zrozpaczeni po.... Psa cienia ślad Niech podniesie dłoń, Kto rzuca w nich głaz Niech wie o miłości to, Że na moście tym "kochać się" Waży mniej jeszcze niż nic Nawet ta kielecka mgła... Przechodzimy w ciszy nad losem tych Co nadzieję śmieli mieć. ŁACINA  (WERSJA KINDER KIRCHE KUCHE) To najstarsze świata tango, to ton, Który śpiewa główka w kolorze blond. Wciąż i w krąg, łaciny ucząc się. To tango naszych szkół, Co marzenia łapie w pół. Z tanga kwadratów i kół Wręcz wstyd bez szwanku wyjść. To tango ojców wprawia w szok, Gdy ich surowy wzrok Śledzi Stasia i Nel, którzy już za rok Kraju przejmą ster. Rosa rosa rosam rosae Rosae rosae rosarum rosis roSIS! Tango jest tego, co wszystkie rozumy zjadł, Co miał dokładnie zero pał. Który trądzik zżarł, lico przeorał jego ślad, Który otula swe zimne serce w gruby szal. To tango tego, co żaden mistrz, Który odmienia wciąż nic, I będzie jak życia widz, Bo życie Papa, to też nie był szał ciał... To czas, gdy byłem ostatni leń, W tym tangu podmieniałem smak Rosé I w cioci Rózi bujałem się... Rosa rosa rosam, Rosae Rosae Rosarum rosAE... To tango spacerów przez noc, W parku dwoje: zer razy sto, Pod okiem wron i mera, co Zabraniał pytać o „przed” i „po”. To tango to na boisku ciągle deszcz, Ta smętna kałuża, w której odbicie me Pewnego pięknego dnia mi wyznało, że Na Einsteina to raczej nie mam kart. Lecz to tango to też jutrzenki blask, Czas, gdy w czwartek zatrzymał się czas, Gdy na nieśmiały głask, Na polanie, gdzie kołysał nas las, Cioci Róży rumieńcem spłonął kark. Rosa rosa rosam Rosae rosae rosa Rosae rosae rosas Rosarum rosis rosAS... To tango czasów zer. Miałem ich tyle, co dziur ser, A nogi miały niespokojne, jak kler, Przed oczyma tańczyły jak Fred Astaire, Jak tiara ta, co ją na głowie Franciszek ma... To tango na awans szans dla tych, co wejdą w ten trans, Tych, co za małego nauczyli się nie robić ans, Tylko zasuwać jak w Le Mans, Choć przecież nie pójdą w lans, ten makabryczny danse... Ale to tango, którego mi żal, Gdy już mam z jedwabiu szal, Lecz czuję, że wszystko uleciało w dal, Że babcia Róża kolce ma, Że się już skończył bal... Ale to tango, którego wsio-taki żał, Gdy już nas stać na to, by kupić ostatni szał, Lecz nagle widzimy, że nieważne, ile zgromadziliśmy ciał, Że Różewicz rację miał... Rosa rosa rosam Rosae rosae rosa Rosae rosae rosas Rosarum rosis, Styks ciał...     ŁÓDŹ K... ŚLISKA Jest was chyba ze stu lecz Widzę tylko dwoje: ich Przykuł ich do siebie deszcz I jedno tylko w drugim jest Chyba więcej niż tysiąc was jest Lecz ja widzę tylko ich Wiem są tacy, co powierdzą, że Musi "Kocham cię" powiedzieć jej A ona odpowiedzieć: "Ja też" Myślę, że w chwili tej Nie obiecują sobie nic Są wychudzeni zbyt By z ich ust kłamstwo mogło wyjść Jest was chyba z tysiące dwa Lecz ja widzę tylko ich I nagle on wpada w płacz Toczy jak złota grudki łzy A wokół widzowie, jak ja Pracujący po siódmy pot I pełni nadziei zjadający chleb Wskazuje na nich wasz nos Ale te połówki rozdarte na dwie Przepiękne, całe w żal Rzucone psom Weź osądź jego i ją [Powstrzymaj się] A teraz oboje w łzach To znaczy i ona i on Bo wcześniej to on łkal Tak powiedziałem, czy co? Wszyscy są w pułapce, że są Nie słyszą już nic Tylko drugiego szloch A potem to A potem to nieskończenie to Jak dwa ciała modlące się Nieskończenie powolny marsz To rozdzielenie dwóch ciał A poprzez oddzielenie to Te dwa rozrywają się na ciał strzęp I przysięgam, że krzyczą jak... A potem ogarniają się Zgarniają się w jedność ciał Przygarniają ognia żar A potem znów rozgarniają się w strzęp Za oczy trzymają się A potem cofają się wstecz Jak morza fal pływ On rozstanie połyka jak małż Wyślinia kilka słów W mdłym falowaniu rąk I wycofuje się jak zbieg Zacofuje się na pozycje bez... I znika w dali, choć Schody nim krztuszą się [Proszę powstrzymaj się] Życie to nie darmowy lunch Na Boga, to smutne tak: Wielki Piątek, na stacji Łódź Nawet, gdy gra Żak I znika w dali, choć Schody nim dławią się A ona, ona zostaje, gdzie on był Serce na krzyż, głód ust Bez krzyku, bez słów Zna swoją śmierć Jest na skrzyżowaniu jej dróg Patrzcie, odwraca się I odwraca się znów Ramiona do ziemi ma To już, ma tysiąc lat Jej los zderzył się z drzwiami nos w nos To już, światła brak Zwraca się ku swemu ja I teraz już wie, że Zawsze będzie obracać się... Odchodzili od niej przedtem już Lecz teraz odchodzi miłość, a Miłość powiedziała jej „Znowu jestes po nic” Będzie żyła z planów na Co będą czekać wciąż.. To już, jest "Ostrożnie, szkło!" Zanim będzie "Dobrą cenę dam"... Jestem tu, jestem tu-i-tam Nic jej nie mogę dać Niech częstuje się tłum Jej brzoskwinią klasy B. Niech częstują się, jeśli chcą Jej dziewictwem en solde. Jej cnotą z wyprzedaży w budzie tej ZDESPEROWANE TEKSTY Za rękę trzymają się Lecz mają ciche dni W wymarłych miastach tych, Gdzie jak w kieleckim... dżdży Dzwonią tylko kroki ich, gdy Krok po kroczku nucą, lecz Ciszy trzymają się Zrozpaczeni po.... Ten deszcz Skrzydła ogień strawił im Gałęzie wyrwał wiatr Tyle razy im statek rozbił się, Że śmierć ma odcień brudna biel Każdy z miłości bilet w jedną stronę ma Obudzili się tu, i tak.. Mają cichy rok Zrozpaczeni po.... Ten pusty krok A ja ich drogę znam Bo też szedłem nią Już razy więcej niż sto Sto to więcej niż pół Tego, jak starzy, półmartwi są Przejdą ją, jak Pawłowa pies Mają cichości sto lat Zrozpaczeni po.... Miłości kres Powoli płynie spod tych przęsł Woda miękka i głęboka tak, Jak hostessa Aerofłot "Jaka piękna katastrofa znów" Wypłakują imiona swe Jak nowo nowożeńcy , i Topnieją w ciszy tysiąca lat Zrozpaczeni po.... Psa cienia ślad Niech podniesie dłoń, Kto rzuca w nich głaz Niech wie o miłości to, Że na moście tym "kochać się" Waży mniej jeszcze niż nic Nawet ta kielecka mgła.. Przechodzimy w ciszy nad losem tych Co nadzieję śmieli mieć ─── W BRUGGES JUŻ, GANDAW SŁAWĘ SŁAW... Ay Marieke Marieke Je t'aimais tant Entre les tours De Bruges et Gand Ay Marieke Marieke Il y a longtemps Entre les tours De Bruges et Gand Aj Marieke, Marieke, Kochałem cię tak Wśród wież, gdzie Gandawy szlak. [3, 4] Aj Marieke, dawno już, Złudnie tak wciąż, Wśród wież, co nikną co rusz W Brugii i Gandaw gąszcz. [2] Bez miłości cudnej twej, Wiatr Brugii niesie żal. Bez pełnej miłości tej, Łka morza dal... [4, 5] Gdy ciebie brak, smutek wrze Światło zmienia w cień, A piasek ziemię trze, Mą ziemię, mój flamandzki sen. Aj Marieke, Marieke, Farba flandryjskich nieb, Barw wież, co jak nikt Schodzą w Gandawy żleb. [3, 4] Aj Marieke, Marieke, Niebo powierzam ci. Wsłysz się w mój krzyk, Który z Gandawy przyniosłaś mi. [3] Bez cudnej miłości tej, Wciąż od morza wiatr. Bez miłości pięknej twej, Morze łka, kończy się świat. [4, 6] Ach, gdzie cudna miłość twa? Światło cierpieniem weszło w cień, A niebo rani ziemia ta... Co skryła mój o Flandrii sen. [4] Aj Marieke, tyś mój mit, Flamandzkie niebo nieb. Czy był twardy zbyt Gandawy chleb? Aj Marieke, Marieke, Czar twych dwudziestu lat Jak cień gdzieś znikł, Do Brugii wciąż drogi szmat. [3, 4] Gdy twej miłości cudnej brak, Czarny czort nam śmieje się w twarz. Bez tej miłości ginie życia smak I płonie serca związek nasz. Daj mi znów cudną miłość swą, Lato umiera, płacze czas. Piasek pożera ziemię mą, Płaską ziemię mą, Flandrię w nas. [1, 4, 6] Ach, daj mi znów tę miłość, co Wróci lata dni, zawróci czas I wiatr, co głaszcze ziemię mą, Flandrię mą, ten Brugii głaz. [1, 4] Aj Marieke, już w nas Wracać czas, Odwrócić czas, Gandawy czas wciąż żyje w nas. Aj Marieke, Marieke, Niech wróci czas, Gdy w czasu wierzyłaś szyk, Z Brugią wraz. [3] . Aj, Marieke, smutków chór W ten wieczór sam, Entre les tours De Bruges à Gand. [1, 7] Aj, Marieke, teraz nam Każda myśl, każda chęć Otwiera wrota nieba bram. Aj, Marieke, przeminął żal W poranek ten, Ijn het Dal Jouw Kloof tussen Brugge en Gent Aj, Marieke, teraz nam Każda myśl, każdy wtręt Otwiera wrota piekła bram. Van Brugge naar Gent Van Brugge naar Gent Zonder liefde warme liefde Waait de wind de stomme wind Zonder liefde warme liefde Weent de zee de grijze zee Want in de liefde, harde liefde, Waait de wind een woeste storm, Maar zonder liefde, tedere liefde, Huilt de zee haar grijze traan. Bo w miłości, twardej miłości Wiatru wieje szalony sztorm Lecz bez czułości, czułej miłości Morze wypłakuje swą szarą toń [SINGIEL NO.1] A. Śnić sen niewyobrażony B. Nosić żal po tym, który znikł  C. Płonąć wciąż żarem gorączkowym D. Odejść tam, gdzie nie odchodzi nikt 1. Kochać tak, by się stargać niepokojem  2. Kochać, nawet za bardzo, choćby źle  3. Starać się, choć sił brak i  zbroi 4. Sięgnąć niedosięgłej Gwiazdy tej ... Takie zadanie mam:  • Iść za Gwiazdą. • Nie liczyć ile szans mi dano.  • Nie mierzyć czasu ani rozpaczy. • Tylko bić się wciąż, i ciągle walczyć.  • Nie stawać, by wejść w pytań tłum. • Duszę postradać, by zobaczyć, • Usłyszeć choć ułomek z Twych słów... Czy będzien mi dane być herosem? Jeśli tak, me serce jest spokojne  A miasto te zrosi błękitu deszcz Bo nowy nieszczęśnik płonie Snem Choć wszystko już mój ogień strawił Choć nazbyt znów, nawet nie tak  Idę sięgnąć szczeliny w otchłani Dotrzeć do najbardziej niedostępnej z gwiazd 3. Kocham  tak, że się przeistoczę 2. Kocham nawet za bardzo, może źle 1. Staram się, choć sił brak mi, krwią broczę 0. Sięgnąć niedosiegłej gwiazdy Twej...        
    • "Pieluszkowy glob"   Jesteś jak groszek maleńki, namiastką życia zaledwie, w ogromie nieskończoności, gdzieś zagubioną bezwiednie.   Gdzieś – ale gdzie? Nie wiesz sama, nie posiadasz takiej mocy, by czarne przejrzeć zakątki kosmosu tej wiecznej nocy.   A wydaje ci się częstokroć, że wszechświata jesteś pępkiem, w bajkach o bogach w niebiosach, a nie ledwie jego strzępkiem.   Bo wciąż ty w pieluchach jeszcze, a już przyszłość swoją niszczysz i zamiast wpierw wydorośleć, narzekasz, klniesz oraz pyszczysz.   Masz jeszcze drogę daleką w nauce i zrozumieniu, by ruszyć w dobrym kierunku, a nie ku samozniszczeniu!   I pamiętaj, mały groszku, pośród gwiazd i ich bezmiaru, mądrość nie rodzi się z pychy, lecz z pokory i morałów.   Leszek Piotr Laskowski
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...