Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

gorące myśli ubierasz w słowa
podkreśla klimat subtelny rytm
jak metafory dyskretny powab
ozłoci ciepłem jesienny liść

zostawisz pisząc tycią cząsteczkę
rozterek smutków własnego ja
przepleciesz wstążką marzeń i westchnień
spakujesz w wersy by innym dać

tu cię pogłaszczą gdzie indziej zganią
wywołasz burzę z rynsztoka słów
poezjo moja bądźże mi panią
subtelnym szeptem i myślą mów

Opublikowano

@Jacek_Suchowicz
Splotłeś akcent paroksytoniczny z oksytonicznym,
regularnie w równych odstępach sylabicznych jak warkocz.
Powiem, że ze znawstwem, (bo jeśli przy splataniu włosów, podzielisz je na nierówne części, wyjdzie koślawiec i krzywulec)
U Ciebie jest równiutko, naprzemiennie, bo wiesz już od dawna jak ma być :)
Wiedza plus talent, równa się sukces.

A wiersz, cóż, wybrzmiewa jak modlitwa do poezji, zatem wypada mi tylko
powiedzieć amen - co się tłumaczy na 'niech się tak stanie'

Słonecznej niedzieli :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ale Ty mnie pompujesz, już zrobiłaś mnie w balona i się unosze pod sufitem:))
a to ciekawe, co piszesz bo ja jeszcze bym wniósł poprawki
nie wiem czy akcenty w drugiej strofie nie wrzeszczą

ale póki co - dzięki spod sufitu
Opublikowano

To, o czym napisała Ala, to materiał do ewentualnego "przestudiowania", znów dodam, kiedyś.
Ja "biorę" rymowane na słuch... ale Twoje "życzenie" na czasie, na teraz i na potem, bo prawdą jest,
że na rymowane patrzy się trochę z góry. Ja zawsze je lubiłam i ten przeczytałam z przyjemnością.
Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...