Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

każdy ma swojego trolla
rośnie przez lata gdzieś w środku

pewnie nie wiesz dlaczego
jestem smutna kiedy nie piszę

mówisz że jestem brzydka
mam się tym martwić
bo to taki rodzaj brzydoty której nie leczą

to świadczy o tobie
nie potrzebuję zgody na szczęście

żeby chronić dzieci udawałam że złość nie istnieje
wyrzucona na zewnątrz

niestety
uśmiechnięte kobiety często ranią
a moja matka uważa że jest idealna

teraz krzyczę
możemy być szczęśliwi

codzienną miłością tworzy się rodzinę

Opublikowano

@Penelope_Coal
Tłumienie złych emocji jest wypieraniem prawdy o rzeczywistości. Wcześniej czy później miara się przebierze, zabraknie miejsca w środku i buchnie bulgocząca lawa z wulkanu. Każdy człowiek potrzebuje "wykrzyczeć" ból, aby zrobić miejsce na próbę rzeczowego dialogu.

Podoba mi się puenta z iskierką nadziei.

Serdecznie pozdrawiam :)

Opublikowano

@Zbyszek_Dwa
Ponieważ obiektywnie rzecz biorąc, dzieciństwo miałam nielekkie, staram się teraz cieszyć każdym dniem, a jednak - stłumione, wyparte kiedyś emocje, po latach powracają. Ja swoją rodzinę buduję przy pomocy dwóch rodzajów emocji: dobrych i złych. I nie zachęcałabym nikogo do tłumienia ich w sobie.
Pozdrawiam:)

Opublikowano

@Penelope_Coal
Dobry temat na wiersz. Utwór posiada głębię w znaczeniu psychologicznym.
Emocje odzwierciedlają stosunk człowieka do rzeczywistości.
Posiadamy ich całą paletę z rożnymi odcieniami.
Są emocje, których nie powinno się tłumić i są takie, których nie dajemy rady tłumić.
PozdrawiaM.

Opublikowano

@Marlett
Bardzo słusznie, Marlett. Są też takie uczucia, które trzeba szybko wypluć i przysypać ziemią. To te, które z niezrozumiałych względów powodują u innych wzgardę graniczącą z agresją. Cieszy mnie twoja pozytywna recenzja. Pozdrawiam:)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Alicja_Wysocka tak  :)   Moje opowiadania mają to do siebie, że szybko się kończą. Myślę, że to głównie przez nieufność do zakończeń z puentą i duszę miniaturzysty :^⁠)   Dziękuję za czytanie!  
    • @MIROSŁAW C. Witam na starociach i dziękuję za odwiedziny :)
    • Nasz dom był po prostu ruiną. Ale nie taką, której gruzy porasta roślinność i która niesie jeszcze echo dostojeństwa. Nie, to była ruina nie dająca się zdmuchnąć, ruina, której żadna cegła nawet nie skruszała. Stała w pobliżu bagna, rzeki i łąki — gdzie niebo tak zwalało się człowiekowi na głowę, że musiał je podtrzymywać. A jak się wówczas prężyły muskuły, jak łzy kapały z oczu! Kiedy niebo nareszcie odpoczęło, człowiek kładł się na trawę i raz jeszcze płakał ze śmiechu.    Pewnego dnia zapomniałem, że chcę iść na łąkę. Zupełnie wyleciało mi to z głowy.                                               * * *        — Wyrósł jak na drożdżach.      — Imponujące.     — Kiedy tak wyrósł?    — Musiało to być przedwczoraj?     Obszedłem dom dokoła i raz jeszcze spojrzałem na jegomościa w kraciastej kamizelce i okularach na bulwiastym nosie.    — Nie, nie przedwczoraj — rzekłem. — Przed godziną ten dom był ru... Był, cóż, zwyczajnych rozmiarów.    — Nie może być!    — Kim pan jest, jeśli mogę wiedzieć...?    — Architektem.    — Ach.    — Pańska mamusia jest w domu. — Poklepał mnie po plecach i lekko pchnął ku drzwiom.    Wnętrze domu również było odmienione.  Wszędzie walały się — rzecz jasna — śmieci, ale spomiędzy tych smrodliwych stert wystawał gdzie niegdzie rożek aksamitnej sofy albo odbijała światło srebrna papierośnica.    Matka leżała na szezlongu przy szafie grającej, wyciągnięta jak rzęsa. Na jej wychudłej twarzy majaczył uśmiech.    — A kiedy to mamusia się tak urządziła?    Otworzyła oczy tak nagle, że aż się wystraszyłem.    — O! jesteś. Każ Eulali przynieść mi kawę.    — Zatrudnia mamusia służbę...?    Łypnęła na mnie, podniosła się i zniknęła w progu. Delikatnie wziąłem w palce dwa eklerki z tacy przy szezlongu i wróciłem na zewnątrz.    Architekt nie stał już przed domem, zapatrzony w któreś z okien; teraz mierzył cyrklem okrągłe zielone kamyki w dolnej części fasady. Na mój widok okręcił cyrkiel i schował go do kieszonki kamizelki.     Poczęstowałem go eklerkiem.    — Co powiedziała? — zagaił, puszczając mi oko.    Zacytowałem matkę słowo w słowo.   — No tak — pokiwał głową architekt. — Wyśmienite są te eklerki. Gdzie takie robią? — zastanawiał się z cyrklem w ręku.                
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...