Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Dzwon kościelny dwanaście uderzeń wykonał! -
[ melodię zagłuszył przejeżdżający "TIR" ]
Zaznaczając Wiarę i Dumę Nieśmiertelności Kościoła.
Czas, który już na zawsze spłonął,
Nie odrodzi go nawet pasożytnia jemioła.

Ptaki w lesie wieloma głosami śpiewają...
Dzięcioł, który nie śpiewa -
W sosny złotą korę dziobem uderza, dźwięki grają,
Aż kołyszą się drzewa.

Ziąb kwietniowy duszę orzeźwia,
Wiaterek sosnową żywicą powiewa.
W życiu każda godzina trzeźwa -
Świadomie w głowie wszystko dojrzewa.

Pogoda zmienna jak w kalejdoskopie,
Co nie służy zwyrodnionym kościom.
W dodatku lat zbliża się przeżytych w kopie -
Świadczy już to o nabytych dolegliwościach.

Rodzinę i ciepły dom mieć
To tak, jakby dotknąć Boga.
Choć w życiu konieczna jest "miedź"*,
Ważniejsza wybrana droga.

Objaśnienie: "miedź"* - autor na myśli miał pieniądze.

Opublikowano

Mietko, nie tylko masz potencjał ale i pogodę :)
Tak poza tym ujął mnie:

Rodzinę i ciepły dom mieć
To tak, jakoby dotknąć Boga.
W życiu ważna jest "miedź"*,
Ale jeszcze ważniejsza jest wybrana droga


Też tak uważam :)
Pozdrawiam.

Opublikowano

@Mieczysław_Borys
Mietko, a jakbyś tak popracował nad równością sylab w wersach?

Np.

Rodzinę i ciepły dom mieć - 8
To tak, jakby dotknąć Boga. - 8
Choć w życiu konieczna jest "miedź"*, 8
Ważniejsza wybrana droga. -8

I tak oto masz 8- zgłoskowiec :) Oczywiście to tylko moja sugestia.

Pozdrawiam serdecznie :)
Krysia

Opublikowano

@teresa943 - Krzysia, przyjmuję Twoją poprawkę i według tego poprawię w wierszu. Teraz ja też tak myślę, że z sensem wyrzuciłaś niekonieczne słowa.
Wierzę w poprawkę na 8 - zgłoskowiec. Gdy piszę, tak nie myślę, mniej jestem inteligentny i z skromniejszą wiedzą.
Ale to nie przeszkadza, żeby Tobie podziękować, miło i serdecznie pozdrowić. Mietko.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Alicja_Wysocka tak  :)   Moje opowiadania mają to do siebie, że szybko się kończą. Myślę, że to głównie przez nieufność do zakończeń z puentą i duszę miniaturzysty :^⁠)   Dziękuję za czytanie!  
    • @MIROSŁAW C. Witam na starociach i dziękuję za odwiedziny :)
    • Nasz dom był po prostu ruiną. Ale nie taką, której gruzy porasta roślinność i która niesie jeszcze echo dostojeństwa. Nie, to była ruina nie dająca się zdmuchnąć, ruina, której żadna cegła nawet nie skruszała. Stała w pobliżu bagna, rzeki i łąki — gdzie niebo tak zwalało się człowiekowi na głowę, że musiał je podtrzymywać. A jak się wówczas prężyły muskuły, jak łzy kapały z oczu! Kiedy niebo nareszcie odpoczęło, człowiek kładł się na trawę i raz jeszcze płakał ze śmiechu.    Pewnego dnia zapomniałem, że chcę iść na łąkę. Zupełnie wyleciało mi to z głowy.                                               * * *        — Wyrósł jak na drożdżach.      — Imponujące.     — Kiedy tak wyrósł?    — Musiało to być przedwczoraj?     Obszedłem dom dokoła i raz jeszcze spojrzałem na jegomościa w kraciastej kamizelce i okularach na bulwiastym nosie.    — Nie, nie przedwczoraj — rzekłem. — Przed godziną ten dom był ru... Był, cóż, zwyczajnych rozmiarów.    — Nie może być!    — Kim pan jest, jeśli mogę wiedzieć...?    — Architektem.    — Ach.    — Pańska mamusia jest w domu. — Poklepał mnie po plecach i lekko pchnął ku drzwiom.    Wnętrze domu również było odmienione.  Wszędzie walały się — rzecz jasna — śmieci, ale spomiędzy tych smrodliwych stert wystawał gdzie niegdzie rożek aksamitnej sofy albo odbijała światło srebrna papierośnica.    Matka leżała na szezlongu przy szafie grającej, wyciągnięta jak rzęsa. Na jej wychudłej twarzy majaczył uśmiech.    — A kiedy to mamusia się tak urządziła?    Otworzyła oczy tak nagle, że aż się wystraszyłem.    — O! jesteś. Każ Eulali przynieść mi kawę.    — Zatrudnia mamusia służbę...?    Łypnęła na mnie, podniosła się i zniknęła w progu. Delikatnie wziąłem w palce dwa eklerki z tacy przy szezlongu i wróciłem na zewnątrz.    Architekt nie stał już przed domem, zapatrzony w któreś z okien; teraz mierzył cyrklem okrągłe zielone kamyki w dolnej części fasady. Na mój widok okręcił cyrkiel i schował go do kieszonki kamizelki.     Poczęstowałem go eklerkiem.    — Co powiedziała? — zagaił, puszczając mi oko.    Zacytowałem matkę słowo w słowo.   — No tak — pokiwał głową architekt. — Wyśmienite są te eklerki. Gdzie takie robią? — zastanawiał się z cyrklem w ręku.                
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...