Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Tutaj moja ostoja,
Tutaj moje życie.
Drzewo każde to zdroja,
Czego jest pełno i pospolicie.

Puszcza osady miasteczka okala -
Wkomponowaniem idealnie ukryte
Od żywiołu ludzkiego z dala.
Jakiż na starość zachwyt.

Ptaki śpiewają różnymi głosami.
Tęskniąc za tym dwunastoma latami -
Dzisiaj śpiewy ptasie mam takie:

Jeden ptak gwiżdże,
Drugi ptak śpiewa,
Trzeci ptak drożdże,
Ach, jak moja dusza dobrze się miewa.

Majowe wiatry kołyszą sosnami
Przygnane jeszcze przez kwiecień.
Nie dziwo z tym na Podlasiu wiosnami,
Ale nie było tego roku kwiecień - plecień.

Wiatry szumią i hulają w "wierszowym trójkącie",
Z drzew zrzucają przekwit raz po raz
I zamiatają bielą po polbruku,
aż przekwit utknie gdzieś w kącie.
I tak do ustania wiatrów i do braku przekwitu,
gdy przyjdzie czas.

A las wiatrami gra,
Wiatr siebie przed siebie gna...
Jaka szkoda, że czas życie zawsze ogra -
Zanim to się skończy - cieszmy się z życia do cna,
Dopóki mamy jeszcze Naturę Przyrodę.

https://www.youtube.com/watch?v=h7t5jMiw2Ow

Opublikowano

Ładny wiersz o Podlasiu. Dziękuję i serdecznie pozdrawiam z Podlasia.

Mój wiersz nie jest tak wysokiego formatu, niemniej poczytaj, zanim nie znudzi Cię.


JESIENNA WYCIECZKA DO BIAŁOWIEŻY

[ Miłego zwiedzania ]


Piękny jesienno-mglisty sobotni poranek,
To przy złoto-jesiennej ziemi.
Tak dzisiaj dostrzegam spoza firanek,
Aż do wolności dusza rwie się chwilami tymi.


Niebo błękitne bezobłoczne,
Słońce wynurza się spoza bloku,
Promienie ścieląc pokojowi i oku,
Na te chwile zdrowe, ochocze.


Sikorki już przybyły z głębokiej puszczy,
Ubarwiają ruchomo przyodziewając i tak ładne jesienne drzewa.
One z puszczy do miasta.
Ja z Puszczy do drugiej Puszczy, kiedy chęć mnie zagrzewa.


"Mustang" stoi posłuszny i chętny do podróży,
Który nigdy mnie nie zawiódł;
Zawsze, gdzie przemierzam czas, szczęśliwie mnie wiódł -
I tak po dzisiaj bez skazy mi służy.


Więc w drogę wybraną tylko wyruszać do celu,
Trzymając szczęście, jak kamyk zielony w zamkniętej dłoni.
Bo chwil w życiu takich nie ma za wiele,
A czas ciągle ucieka, a nie nas goni.


Barbara stale u mego boku,
Ze mną zawsze nigdy nierozerwalnie.
Syn młodszy, dodatkowo, który lubi mówić: "legalnie",
Towarzysząc z pomocą na każdym kroku.


Los mi zabrał chodzenie po tej Bożej Ziemi,
Ale co prawda, Bóg nie pozwolił zabrać ciepła rodzinnego.
Żyjąc w tym bezcennym rodzinnym szczęściu dekadami trzema,
Nie ma nic wartościowszego, co można byłoby zamienić na coś innego.


Ten kto tego szczęścia nie doświadczył,
Wie, jakim jestem szczęściarzem.
Będąc w życiu nieszczęścia wirażem,
Po dzisiaj nie postradać rozumów i zmysłów, Bóg mi raczył.


Na niebie błękit i słońce,
Na ziemi kolorowo-barwny krajobraz.
W sercu natchnienie gorące
Zwątpienia żadnego ani razu.


Droga, choć którą już znam, jest piękna,
Bo zawsze są na nowo odkrywane wrażenia.
Jak na kobietę, nigdy nie tracąc spojrzenia,
Choć patrząc zawsze z tego samego okna.


Czas przemija, kilometrów ubywa,
W sercu radość, w oczach błękit.
Po wsze czasy niech tak bywa,
Radość życiem moim niech nie znika wykwit.


Puszcza, którą przemierzamy, wiecznie zielona,
W drodze czasu nie mierzę,
Bo w siebie i w "połowicę" wierzę,
Która od Boga dla mnie przeznaczona.


Po obu stronach krajowej drogi,
Wiąz, który do złudzeń leszczynę przypomina -
Ubarwiony jesienią - przyozdabia urokliwego
wdzięku tak, że Boże, mój drogi,
Czemuż to jesień jest co roku, a życie jedyne?


W dodatku nie stąpam po tej uroczej,
Tak pięknej i szczerze dobrej Podlaskiej Ziemi.
Jeszcze gorzej, że już nic się nie odmieni,
Aby kiedykolwiek mogło się stać inaczej.


Kamyk szczęścia w ręku ściskając,
Trzeba zapomnieć, co kiedyś się wydarzyło
I przeszłość potraktować jak szczęście, niczym się nie kając,
Dziękując Bogu, że w ogóle z górniczej tragedii się przeżyło.


Mając za sobą rodzinną puszczę,
Grzech byłby nie przeżegnać się
i nie pokłonić Świętej Wodzie.
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
Tutaj na tym wzgórzu ludzie przebywają z Bogiem w zgodzie -
Zostawiając krzyż - symbol, co już wyszli
z cierpienia, dowodem tutaj goszcząc.
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633

Obok po drugiej stronie,
Nabrawszy "obroku" na drogę "Mustangowi"
Co w nim mechaniczne dźwięczą konie,
Wiezie nas wdzięcznie ku Podlaskiemu urokowi.


Wasilków mijamy w słońcu i w pogodzie,
Nad nim niebo ubrane w ruchome kolory gołębi.
"Mustang", choć droga mu ani nie grzeje, ani ziębi,
Więc może sprostać Jego urodzie.


Za to ja oczy "wybałuszam"*, jakby przybył z kosmosu,
Lub tutaj nie było mnie wiekami.
Kiedy wychodząc spod kamienia górniczego ciosu,
Aż do powrotu tęskniłem ku tej Ziemi dwunastoma latami.


Aż tutaj powróciłem na czas stały - i na wieki,
Będąc żywą cząstką tej Ziemi.
Choć w ruchu wzrokiem sięgam po horyzont Ziemi,
Jestem tylko Jej przemijającym cieniem,
którego nie zgubię w korycie tej rzeki.


Może i marnym jestem poetą,
Ale nie o to chodzi
Jak, co komu wychodzi z sonetą,
Jak co na duszy gra, co w sercu się urodzi.


Narodziłem się jako poeta,
Nie dla salonów i sławy,
Dla tęsknoty, natchnienia i wzruszeń
wrażliwości na czas trwały...
Nie rządzi mną wypita seta.


Rządzi mną k a l e c t w o,
Bo przez nie jestem tym, kim jestem.
W wierszach znajduję mojej tragedii świadectwo,
Ono stało się niejako moim chrztem.


Kiedy Wasilków już za nami,
Niechaj wody Supraśli dalej płyną...
Może kiedyś w niej utonie mój los, który życiu był drwiną,
Odmieniając się na lepsze z dobrymi snami?


Pod górkę "Mustang" mój, drogi,
Piłatuje sześćdziesięcioma milami.
Ja, będąc człowiekiem ubogim,
Dumny z ciebie jestem, chwilami.


Nie spuszczam ręki z gazu,
Aż tablica: Białystok nas przywita.
Rad jestem i jest we mnie zachwyta,
Widząc miasto, ciesząc się jak dziecko, od razu.
[ Chociaż bywałem w Białymstoku już do ...stu razy... ]


Miasto urocze, czyste, może [za]imponować
Nawet temu, kto często w nim bywa.
Rzadkiego przybysza, swym urokiem nawet może zaszokować
Każda ulica z piękna, co przybysz na niej przebywa.


Ulicami, którymi kieruję swoim "Mustangiem",
Dzięki dotacjom unijnym, są odremontowane.
Każdemu, co nimi przejechać jest dane,
Przemierza je jakby melodyjnym tangiem.


Jeszcze ku temu na każdym skrzyżowaniu
Drogowskazu światła zielone -
Płynnie mijając wszędzie, aż są już w pozostaniu,
Bez znaczenia jak za nami zmieniają się w czerwone.


Miasto kolorowe, drzewa jesienno-barwne,
Wszędzie reklamy pięknie wzorowe,
W mieście ludziom życie zdrowe,
Twarze mijające siebie noszą rumienno-barwne.


Z dzisiejszego nieba pogodnego
Słońce to bardziej wszystko wyzłaca.
Usatysfakcjonowanym będąc, nie mając na myśli miasta innego,
Kiedy człowiek już tutaj żyje, a nie tylko do tego miejsca wraca.


Ulica Sienkiewicza nas żegna,
Wita jeszcze dumniejsza Piłsudskiego,
Co wprowadzi nas w ulicę Branickiego,
Szczycąc się swym pięknem, jak warszawski Służewiec.


Lecz nie czas okryć się barwnym z drzew jesiennym cieniem,
Biegnij dalej, mój koniku "Mustangowy"
Do celu, tam w barwny cień się odzieniem,
Gdy powita las sosnowy.


Zanim to się stanie, zanim tam będziemy,
Zabłudowska ma do mnie pytanie:
Mietku, spuść rękę z gazu, dokąd twoje "Mustangiem" takie gnanie?
Nie pędź tak, nie bądź durnym "śledzikiem"*.


Toż i tak uczyniłem, jak znak prędkości tłumaczy,
Obok cmentarz jeszcze świadomości dodał,
Że życie, to nie gra w karty, karcianych graczy,
A wartość nade wszystko, co Bóg z wysiłku swego nam ludziom podał.


Więc skoro tak, to trzeba uszanować wysiłek i prawo Boga,
Mimo to, że poeci żyją wiecznie.
Ale czas nie cofa się wstecznie;
Choć na ziemi jest wiele dróg, lecz życia tylko jedna.


Zatem, miej to na myśli i baczności,
Poza tym, nie jeden żyjesz na tym świecie.
Skup się do sedna, do słuszności,
Skoro drogi masz do celu sto kilometrów, przecie.


Między Białymstokiem, a Zabłudowem
Jest tak jesienno pięknie po obu stronach drogi.
Świat kolorowy, a nie szary i ubogi,
Ścierniska zbożowe w słońcu jarzą się w kolorze, jak złotym stołem.


Droga wręcz płaska nie pagórkowata,
Jak to jest w moim powiecie sokólskim.
Jedynie w podobieństwie jest stojąca każda chata,
To już wszędzie zwyczajem Podlaskim.


Wieź nas dalej, nasz koniku "Mustangowy";
Będziemy po drodze liczyć bocianie gniazda,
choć co prawda, jesienią są puste.
A i spoglądać ku temu niebezpieczna może być nasza jazda,
A cel, gdzie podążamy, jak życie jest wzorowy.


W dodatku tak się złożyło,
Że "TIR" w naszym kierunku podąża.
Z przeciwnej strony ruch, jak w naszą, i było nie było,
Wlecząc się za nim z woli i niejako z przymusu wszystko,
co nas otacza wzrokiem spokojnie sobie okrążymy...


Nerwy na wodzy, bo przecież
Wiozę swoją Miłouczynkę i syna,
Co za nich będąc odpowiedzialnym, a w życiu droga niejedyna,
Zatem z nami i Ty, Boże, co nas ku celu wiedziesz.


Wioski, które podczas drogi nas witają,
Po chwili zarazem żegnają, są cicho-jesienno-senne.
Chociaż wiatry jesienne melodie, które im grają,
Są nad wyraz uroczo imienne.


Obok tych wiosek pola, co je otaczają,
Dodając im kolorytu jesiennego krajobrazom,
Tak, że każdy turysta, który podróżując tędy,
przymili swój wzrok nad tym przemiłym jesiennym obrazem.


Chociaż pola są tak jesienno piękne,
Ale bez ludzi na nich dla wzroku.
Z tego powodu się nie przelęknę,
Skoro z pól ciągle nie pogarsza się krajobraz w oku.


Do tego, gdybym był młodym "szczurkiem"*,
Jeszcze bym ujął, że "Mustang" bzyczy pięknie dla ucha.
Mam życia tyle, że zamiłowanie moje poezji słucha,
Przy której - i nad którą stałem się samoukiem.


"TIR", który przy sposobności był wyprzedzony,
Został w tyle za nami i już zapomniany.
Teraz wita w Herbie "Jeleń Rogaty Czerwony",
Co także jest przez nas powitany.


Na tym kontakt i przyjaźń się kończy,
Skoro mój "Mustang", co prawda benzynę połyka,
Do celu coraz to bardziej droga umyka,
Za jakąś godzinę zupełnie docelowe miejsce przyjaźnią z nami się połączy.


Tym samym, zanim to nadejdzie,
Teraz trzeba skupić więcej wagi,
Zbliżając się do ronda, i w tym względzie,
Trzeba mieć w sobie więcej skupienia, ostrożności, niżby odwagi.


Rondo, którego dwie wiosny temu jeszcze nie było,
Dzisiaj nie sprawia trudności, a pozytywne zadumanie.
Jak tutaj nie doceniać unijnego wypełnienia,
Żeby Polsce lepiej się żyło.


Nawet ci, co byli Unii przeciwni,
Kiedy pobrali dotacje, zamilkły im się buzie.
Jeszcze pięć lat wstecz, mówili: "Polacy, nie bądźcie naiwni,
nie wchodźmy do Unii!"
Myślę, że z Unią jest bardziej na luzie.


Tak myślę - i z tą świadomością
Przejeżdżam rondo w większości z dotacji unijnej.
A że z natury jestem wysoce linijnej,
Życzę temu miasteczku, z nieopodal
którego pochodzi Święty Gabriel, aby obdarzył wielką światłością.


Drogowskaz na Hajnówkę kierunek wcześniej już wskazał,
Rondo było miło przejechać i opuścić.
Od kiedy "paraplegikiem" się stałem, nigdy czas na mnie się nie obrażał,
Więc, wio "Mustangu" w nie za szybkim rytmie, aby wzrok mój
mógł jak najwięcej krajobrazu utrwalić, po czym na papier umieścić.


Tymczasem znak drogowy Hajnówka 62 km. wskazuje,
Nie stosuję zwyczaju: "Komu w drogę, temu czas".
Nie śpieszno mi do ludzkich mas,
Skoro dobre Państwo świadczenie mi realizuje.


Jaki krajobraz dla oka,
Taka prędkość mego konika.
Gdy krajobrazu piękność po horyzont jest szeroka,
Wzrok mój z niego nie znika.


Choć wioski, pola, lasy zdawałoby się jesienią uśpione,
Niemniej wszystko ma swój kolor;
Złoto-barwny Podlaskiej jesieni walor,
Przynajmniej poecie nie jest zagubiony.


Między Zabłudowem, a Narwią
Nagle droga stała się kręta, pagórkowata i leśna.
Na prawo i lewo krajobrazy przyrodą się barwią,
W dodatku wyzłocone krajobrazem września.


Droga, choć nie jest krajowa,
Jak "ósemka", co przecina moje miasteczko.
Za to w podłożu nad wyraz dobra, tylko pędź
mój "Mustangowy" koniku sobotnią wycieczką,
Kiedy w ręku do gazu jest chęć i odwaga bojowa.


W lewo, prawo, z górki, pod górkę,
Taki mamy dla oczu wizerunek drogi,
Do złudzeń z powtórką,
Ale czas na dzisiaj nie jest ubogi.


W oczach od krajobrazu kolorowo,
W sercu zachwyt i radość gra,
Natchnienie nie odpływa, jak przedwiosenna rzeką kra,
Za szybą opór powietrza gwiżdże, pachnie las.


Droga kręta nie kończy się kilometrami,
Pod górkę, z górki huśtawką, jak w kołysce dziecięcej.
Uchodzący lodowiec ukształtował Podlasie takimi walorami.
Dzisiaj już nie pragnę nic więcej.


Przecież droga docelowa jeszcze przed nami,
Tyle wiosek po drodze, aż do Hajnówki.
I choć mój "Mustang" żre złotówki,
To co widzę na jawie, nie spełni się we snach.


Dzisiaj nie napiszę, że: klawo jest, jak cholera,
Skoro dzisiaj mam dumę i powagę.
W niektórych okolicznościach spuszczę gaz aż do zera,
Mijając wsie jedną, drugą, trzecią, trzeba skupić większą uwagę!


Kiedy nadszedł czas znaleźć się w miejscu,
Gdzie naturalna płynie rzeka: Narew,
To nawet zatrzymałbym się na moście, nawet drogowym znakom wbrew,
Aby tylko jesiennym urokiem rzeki nasycić oczy, jak pięknym snem.


Ale nie my jesteśmy jedyni użytkownicy podlaskiej drogi,
Skoro za nami podróżują inne samochody.
Z uroku, czuję, że nawet sam "Mustang" chce powiedzieć:
spuść z gazu, użytkowniku, ty mój drogi,
Ja oddech złapię, a ty wykąp się oczyma w tej rzece dla ochłody.


Narew osada piękna jak inne podlaskie,
Zagubione gdzieś na skraju Ojczyzny.
Kraju, ty mój lasów, rzek i Wysoczyzny,
Uwielbieniem jest większym, niżby teren płaski.


Gdyby nie cel wiódł nas podróży,
To zatrzymałbym się tutaj na dłużej.
Spytałbym tej uroczej rzeki: Czy mi wywróży,
Jakie sny będą sprzyjać w Glorii Chórzej?


Tym bardziej mógłby mi odpowiedzieć
Ten tutaj obok skrzyżowania stojący Czyściec?
Ale dzisiaj, jak bez głowy jeździec,
Właśnie dzisiaj przyszłości swojej nie chcę wiedzieć!


Najwyższy w Niebie, myślę, że mi to wybaczy,
Tym bardziej błogosławiąc, dobrą drogę wskaże?
Skoro poeci nie rodzą się, jak miot sobaczy,
A zwłaszcza tacy, co mają c i e r p i ą c e g o życia bagaże.


Takich, nie tylko kochają Aniołowie,
Ale i szczerze kocha sam Bóg.
Nawet podziwiałby własny ich wróg,
Ale takowych nie ma w ich wierszowej głowie.


Czas mija, droga przemija,
Już witają nas Nowosady.
O dziwo, kark nie boli, nie sztywna szyja,
Zatem miło jest dodawać gazu, gdy "Mustanga"
prowadzić jeszcze dam rady.


"Mustang", to "Bożym Dzieciom" okno na świat,
A nie TV, co ukazuje świat bierny.
Choć przez dwadzieścia lat byłem temu światu wierny,
Tym niemniej na dzisiaj, to poezja jest mego życia kwiat.


Więc dalej i dalej moja poezjo -
Dźwięcz nad życiem wesołymi strunami...
Bo skoro w życiu los stał się herezją -
Nich się ugrzęźnie pod byłymi życia mojego ruinami.


Abym ja nie płakał na jawie,
Tylko żale wywlekał do wiersza;
Czym w tomie treść będzie szersza,
Tym bardziej stanę się wolnym, jak łabędź
w tym Nowosadzie stawie.


Tylko szkoda, że to nie maj,
Nie kwitną sady.
Bylibyśmy wolnym kwieciem, my dwaj,
Jak dwa lata temu, przemierzając te osady.


Ależ przecie, poeta kocha wszystkie roku pory;
Nie tylko wiosnę i jesień,
Nawet w upalne lato, w chłodną zimę, ma wiele uniesień;
Ubierając ją w poetyckie wzory.


Nowosady na pożegnanie pomachały,
Powrotną drogą, my, Im to samo uczynimy,
Do siebie bez żadnych czułości i chwały,
Choć w niczym siebie o nic nie winimy.


Radość przeminie, pamięć zostanie wpisana do wiersza,
Sentyment zginie i uczucia na sercu.
Dzisiaj finał zamieści się w poetyckim kobiercu
Tam, gdzie skończy historia naszego wycieczkowego wiersza.


Teraz Dubiny z uśmiechem goszczą nas,
Aż do przedmieścia Hajnówki.
Więc trzeba z ręki spuścić gaz
Dla bezpieczeństwa bez żadnej wymówki.


Nawierzchnia drogi srogo zdeformowana;
Zdałoby się odnowić nawierzchnię.
Choć Dubiny stykają się z Hajnówki powierzchnią,
Już w mieście ulica Białostocka, jak ta lala odszykowana.


Na skrzyżowaniu sygnalizacja świetlna, nie inaczej,
Miasto zmienia się nie do poznania.
W większości Unii Europejskiej zawdzięczamy, raczej,
Że tak pozytywnie jest zauważalna zmiana.


Kiedy wjechało się w serce miasta;
Pięknie i czysto wszędzie dla oczu.
To że na Podlasiu, i na kraju uboczu,
Nie oznacza, że nie może być bogato, jak za Piasta.


Ulica, która prowadzi do Białowieży -
Wyprowadzając z miasta ze wzbogaconym bagażem wrażeń.
Raptem nakrywając zlitą masą cienia
z gęstych drzew, rześkością odświeży,
Co orzeźwienia wystarczy aż do następnych wydarzeń.


Długo nie kazało na siebie czekać,
Kiedy miasto nas na dobre nie zdążyło odprawić,
Tutaj już Puszcza swoimi jesiennymi kolorytami z nami zaczęła się bawić,
Co wśród niej droga prowadzi kręta jak rzeka.


Otchłań Puszczy połknęła nas jak nicość,
Choć przyciąganie ziemskie sześciokrotnie jest silniejsze, niż księżyca.
To zdaje mi się, jakby unosiło mnie coś,
Jakoby zaczęło w powietrzu mnie więzić, jak lotna okrężnica.


Tak jakobym płynął w powietrzu przed siebie,
Chociaż słyszę warkot swego "Mustanga".
Tutaj przecież świadomości zachowania musi być wysoka ranga,
Skoro za życie, Bóg jest odpowiedzialny w Niebie,
ja na ziemi za Miłouczynkę, syna będącym mi w potrzebie.


Zatem głęboki oddech tlenu Puszczy,
Czas wraca na ziemię.
Dostrzegam na lewo i prawo w nieskończoność las gąszczy,
Co w nim żadne stworzonka nie drzemią.


Pobocze drogi na obie strony
W drzewa liściaste są tak gęste,
Że nawet wiatr nie błądzi, jak biegnąc przez pola puste,
skoro przed wiekami ugrzązł tutaj -
Nie może wyrwać się nad otchłanie Puszczy korony.


Tak nieodczuwalnie nikomu, błądzi po dzisiaj,
Będzie błądził, póki lasu otchłań żyć będzie.
Ja podobnie w podziemiu ugrzązłem wczoraj -
I już, jak ten uwięziony wiatr nigdy nie wyzwolę się
ze szponów w tym względzie.


To też pozostało tylko mnie
Okryć się z tej otchłani leśnej barwą jesienną,
Na jutro i na tę chwilę zmienną,
Póki jeszcze życie daje mi myśleć przytomnie.


Żółto-jesienne ubarwienie jaskrawi się w prześwitach słońca -
Dodając uroku sosnom, które wyrosły nad wszystko.
A droga, która zdawałoby się, że jest bez końca,
To temu, że nie świeci jałową pustką.


Tegoroczny sezon obrodził grzybami,
To sporo w Puszczy i grzybiarzy.
Mnie też po lesie pochodzić się marzy,
Co tylko doświadczam ze snami...


Tu, tam na drogi uboczu stoi samochód,
Bardziej w głębi lasu niejeden pod sosną oparty rower.
Grzybiarze robią po lesie obchód.
Mnie tylko pozostaje na koniec włączyć "Mustangowi" "power".


Jeszcze kilka drogi prostych,
Jeszcze kilka drogi obu zakrętów.
Już oczy dostaną nad wyraz niecodziennych prezentów
W postaci: rysia, wilków, żubrów, jeleni, łosi,
świń dzikich, sarn, tarpanów - koni przypominających.


Droga daleka - i w czasie jakoby niekończąca,
Już wskazuje drewnianą tabliczkę: Rezerwat Żubrów.
Choć dziesiątkami razy była kręta, nie była błądząca,
Skoro radosna na jawie, jakby ze snów.


Wilgoć Puszczy, przebytej podróży nie męczy,
A orzeźwia - dodając otuchy.
Parkingowy, zapewne pomyślał: "Ale zuchy" ?
Skoro obrazek za szybą tęczy.


Już wskazuje miejsce zaparkowania!
Ja mu na to: - Jestem na wózku inwalidzkim!
Czy mogę gdzieś w miejscu bliskim?
Tuż przed bramą przywitania?


Parkingowy na to: - Ma pan kartę unijną?
- Nie! Ale jestem naprawdę na wózku inwalidzkim!
- To niech pan jedzie, aż pod bramę -
i tam gdzieś zaparkuje w miejscu bliskim.
- Dziękuje panu! I pokonuję te ostatnie sto metrów z wesołą miną.


Nad bramą wejściową do ZOO napis: Rezerwat Żubrów,
Po stronie drugiej przyciągające oko zabawkami na straganach.
Sprzedający przyglądający się bez słów
W podpartych łokciach na kolanach.


Cień pod drzewem miły,
Nie gasi zapału, a wręcz dodaje.
W tej chwili, nic się nie zdaje,
Kiedy oczy moje tutaj przybyły.


W psychice tylko jeden problem tkwi,
Trzeba usiąść na wózek.
Ale tylko pot otrę z brwi,
I hopsa, skoro ze mną jest dobry bożek.


Brama z szyldem na górze:
Rezerwat Żubrów do środka zaprasza.
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
Ludzi wchodzących i wychodzących wzrok się rozprasza,
Chociaż wiedzą, gdzie są i o jakiej porze.


50% ulgę dla O N w zakupie biletu
Z chęcią zamieniłbym na czas wsteczny.
Tym bardziej zaprzęgnąłbym się w "rikszę" bez odwetu,
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
Jak azjatycki wół wiózłbym swoją Panią w czas erotyczny.


Bym się nie wstydził za wiek swój.
A ten, kto by mnie za to wyszydził.
Mówiłbym mu: - To ty w życiu z[a]błądził
I nie wiesz, gdzie stoczyć przeciw losu swój bój!


Tablica, która wskazuje rozkład w Parku Zwierząt,
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
Pozwala zorientować się, jakich zwierząt w klatce jest najbardziej żal.
Patrząc, jakoby nie było zewsząd,
A nim w pierwszym rzędzie jest ryś, którego wysoka otacza stal.


Ryś w klatce niewolniczej
Chodzi tam i nazad,
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
Jak więzień w celi, co bez rad,
I tak jakby niczyj.


Żal mi go, ale
Jego więziennictwo akceptuje,
Choć nie jest to humanitarne wcale,
Za to każde dziecko wiedzę pozyskuje.


Sąsiedzi rysia, choć wilki,
Na wolności to niemożliwe,
Mają wybieg - w nim jak w lesie ruchliwe niewątpliwie,
Ale już tutaj chyba na czas wszelki?!
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633


Chociaż wędrują od drzewa do drzewa,
To i tak jakby w ogóle nigdzie.
Skoro człowiek takie pomysły miewa,
To wilki są nigdzie i wszędzie.


Ale i w więzieniu dzikości nie tracą
W watasze dowodzący porządek i zasady ustala.
Człek każdy, choć im nie przygląda się z dala,
Cieszy się, że na siebie dzikości ich uwagę przywraca.


Po drugiej stronie żubry rewir taki mają,
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
Zdaje mi się, że oni sami nawet nie wiedzą,
Że nie po swobodzie leśnej chodzą,
Jakby nie było, za to że żyją, w więzieniu siedzą.


Nagle "zielonym" się stałem, i przecież
Zapomniałem po co tutaj przybyłem.
To dlatego, że od dziecka przyrodę lubiłem,
Po dzisiaj utrwaliło mi się to, jak pacierz.


Zwierzę ma być na wolności,
Tak jak człowiek w domu.
Nie w ogrodzeniu żyjąc w zupełności,
Co obustronnie na dobre nie wychodzi nikomu.


Ależ powtarzam, nigdy nie będę "zielonym",
Skoro cel uświęca środki.
Jeśli po tym z dzieci urosną stokrotki,
Więzić zwierzęta, świat nie będzie zawiedziony?


Na zakręcie jak na polnym skrzyżowaniu,
Żyje dla siebie i ze sobą para jeleni.
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
Oswojone, podchodzą do ludzi w zawołaniu,
W pełni oddając się ludziom, pozując na foto
w blasku słonecznych promieni.


Podążając dalej tropem Rezerwatu Zwierząt -
Napotkaliśmy na parę: "Żubroni".
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
Leżało jedno i drugie bydle, a woń była taka, że Boże broń,
Skoro jak u bydląt, nieczystości nierząd.


Niżej na długiej prostej
Tam, gdzie rogaty łoś ryczy!
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
Tutaj słońce wyzłaca pejzaż w chwili tej,
Co ujmę to na foto dla pamiątkowej zdobyczy.
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633


Krajobraz jesienno wybornie nad śliczny,
Drzewa wysokie i jesienno-barwne.
Nic tutaj nie rośnie na marne,
Chociaż obszar w zwierzęta pusty, choć liczny.


Przy drodze wycieczkowego obchodu, za siatką,
Łosica skulona leży jakoby była chora?
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
Choć ludziom zwiedzającym jest ciekawą gratką,
Sama nie podniosła się i nie odeszła, jakby nakryła ją obora.


Zwierzę nie człowiek, wstydu nie ma,
A chociaż łez miała pełne powiek,
Ciągle jakby obojętny był każdy obecny przy niej człowiek,
Choć foto wykonywał każdy minutami trzema.


Za to jej kochanek, z którym dzieli swój rewir,
Tam po drugiej stronie swego wybiegu,
Wpadłszy jakoby w szaleństwa zwierzęcy złości wir,
Rykiem nawołuje swą bratanicę do siebie do przy biegu.


Łosica leży jakby nic na tym świecie ją nie interesowało,
Nawet samiec po drugiej stronie rewiru dalej ryczący, wcale ją nie wzrusza.
Leży i tylko oczyma "błymka"*, jakby z niej już wychodziła dusza,
Jeśli kiedykolwiek w zwierzęciu coś takiego jak dusza istniało?


Tacy ludzie, jak ja rozumieją nawet zwierzę[ta],
Myślę, że zwierzę wszelkiego rodzaju rozumie mnie?
Bo choć nie jestem zwierzęciem, a człowiek,
to i tak niżej w życiu od człowieka mierzę,
Skoro mam taką naturę na jawie, a nawet i we śnie.


Ten łoś zaraz, albo za godzinę
Wstanie, kiedy ludzi nie będzie.
Ja już, jak upadłem po swoim błędzie
Nie stanąłem, choć podnosiła mnie nie tylko na duchu rodzina.
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633


Aby zapomnieć kim jestem, co mam na sobie,
Co mam z sobą, za sobą i przed sobą?
Trzeba opisać tą pokorną łosicę, co ją wierszem zdobię,
I iść prostą do końca, nie życia, a później w lewo,
gdzie dzik nie jest osobą.


Jak świnią, co nie ma zdania
I wszystko jest jej obojętne,
Aby tylko brzuch nakarmić, z obyczaju świńskiego wzięte,
Żyjąc bez odpowiedzi - skoro nie stawiając pytania.


Świnie leżą sobie w zagrodzie obżarte,
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
Nie myśląc o swojej urodzie.
Ni to są bezczynne, niby uparte
Ludziom, skoro nie chodzą po zagrodzie.


Mnie to ani grzeje, ani ziębi,
Wystarczy że leżą z dala od ogrodzenia.
Przynajmniej odór z nich mniej śmierdzi,
a po foto i tak powiem im: do widzenia,
Choć na życie mam sposób gołębi.


Tutaj na łuku za którym zwiedzania ostatnia prosta,
Jest ławka na której można odpocząć.
Mnie to nie dotyczy, skoro już dawno
w życiu usiadłem, a los tak dalej chłosta.
I co mogę na to począć?


Tylko to, że miło mi jak ludzie usiądą,
A po nich moja Miłouczynka i "źrebak"*,
Któremu zawsze czasu brak,
Skoro młodzieńczo niecierpliwe myśli jego wiodą.


Stąd zaraz na prawo,
Gdzie wybieg dla sarn, stoi korytko,
W nim żółty ptaszek pokarm dziobie śmiało,
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
To co w korytku widać jest wszystko.


Trochę dalej w zaroślach
Ukryty stoi koziołek rogaty!
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
Dzisiaj nie są mu w głowie do sarn swaty,
Skoro jest sam, z myślą zapewne o polach.


Tuż za nim tego problemu
Zapewne nie mają koniki tarpany.
https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633
Skoro żyją w rodzinnym stadku
ze sobą w symbiozie, co los im udany,
Aż koziołek chciałby zapytać: nie żyje ja tak, czemu?


Nie brak im niczego;
Ani pokarmu, ani więzi w symbiozie rodzinnej,
Ani miłości w chwili nagłej i pilnej,
A zatem tylko po życzyć koziołkowi tego samego.


Wśród tych koników tarpanów,
Wzbudzał objawy najmilszej radości
Konik mały, bryka sobie, choć nie zna szpanów,
Bo to przypisuje się tylko ludziom - Jegomości.


Na tej ostatniej prostej obchodu,
Powrócono raz jeszcze do rysia.
Skoro nam najbardziej było go żal samotnisia.
Niech to już utrwali się nam, że to wszystko
do naukowego ludziom dowodu.


Z tym rozumieniem i świadomością
Czas przyszedł końca zwiedzania Rezerwatu Żubrów.
My ludzie miejmy świadomość,
że czynimy to dla zwietrzą z godnością,
Bo to istnieje dla edukacji, nie dla sporów.

https://plus.google.com/photos/10327673 … 2610294633

Objaśnienia: "wybałuszam"* - z etnicznego na poprawny po prostu oczy wytrzeszczam.
"śledzikiem"* - określenie z pochodzenia na białostoczan, którzy będąc
w innym regionie np. jak w moim przypadku było to na Górnym Śląsku w OHP,
przezywano "śledzikiem" czyli "śledzik". A wiązało się to z tym i przez to,
że mieszkańcy tego regionu - dzisiejsze Podlasie, po prostu zaciągali akcentem
mowy mówiąc potocznie. Stąd takie określenie zwłaszcza było popularne w
latach 70-tych ubiegłego stulecia.
"szczurkiem"* - autor miał na myśli nazywanie takim potocznym określeniem
młodych chłopców, którzy lubią zaszaleć z prędkością samochodem.
"błymka"* - w języku etnicznym autora po prostu mruga powiekami.
"źrebak"* - autor miał na myśli syna.

Pisałem jesienią 2010 roku. Podlasie

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Piszę te wersy dla Was
      Każdy jest najlepszy ale paradoks życia sprawia, że tyle samo zła co dobra w nas. 
      Zapamietasz Nas, pokolenie wysłuchało co podświadomości lodowa góra ukryła pod powierzchnią fal morza.
      Zimna pustynia arktyki i podróż w stronę horyzontu, banita opusza stada brać by na samobójczej misji zamienić lód na kosmicznej próżni jeszcze większy chłód i brak gwiazd wokół które życiodajne ciepło chcą nam dać i w kolory ubrać dla Nas świat.
      To dla Was wszystko, to tylko moje litery, ułożone spółgłoskami w słowa, które w szaleństwie nazwanym dnem przyszło mi bezczelnie i niestety Wam podarować, mieć anioła, który brał co diabeł opętany w wersów kilka ubrał i w nieświadomości nawet nie przemyśłał, dziw brał ale uszy zatkał na własne krzyki skrzeczącego głosu z gardła które mu służy chyba jedynie tylko by łykać flaszka i flaszka mocne twarde trunki aż do dna za ostatni hajs, nie zapracowany ze swojego tronu który dostał by złorzeczyczyć temu który na srebrnej tacy podał mu widelec którym najpierw karmił a potem ostry nóż którym zabił brać i braci jakimi ich chciał mieć jak kosz pomarańczy mu podarowanych których na stole nie zauważył w złotym czepku który mu spadł na oczy i zamknął wzrok tak że tylko własny nos tam widział z czubkiem którym się stawał z kolejną flaszką za pieniądz wyżebrany lub ukradziony bo nie ma w nim kołaczy do pracy. Niezrozumiał nic z życia, którym szedł jak w ciemny las z tą czapką którą niewiadomo czemu urodzony Bóg go wybrał na los jak banany są tacy wiecie dziecie które ma lepiej a niewdzięcznie umie tylko być dla siebie bez wdzięczności i pokory wobec chamów którymi ich nazwał a życie mu z górki obaj w miłości dla jego jestejstwa przyszło stworzyć. 
      Ludzie są chorzy niby wszyscy tylko niezdiagnozowani, chcieliby każdego dziś leczyć tabletkami psychiatrzy byśmy byli posłusznie na smyczy w kagańcach posłusznie poddani.
      Nowy porządek świata. Oni mogą samolotami latać dla nas zielony ład i ograniczenie w cenie diesla i benzyny. Bunt zabity przez ich (Ich z dużej litery bo to nazwa własna tych iluminantów winnych nam spokój i miłość raj na ziemi i wymiatanie ludzi tego świata (światu ale wyrzygana mi w mgle licencja poetica pozwala mi przekręcić słowo albo słowa zmyślać (osobowość ksobna może to nie moja osoba zadedykowana tam nie wiem już sam (dziś nic nie wiem) (czwarty nawias liczę tym razem po piątym zamknę choć nie mam pomysłu co w nim wpisać podpowiedź by się przydała ale w samotności sięgam dna jak dna flaszki i dna jak upadam (według demokratycznego osądu ludzkości ale jednak się przydało to szaleństwo czasem nawet jako bandaż (ha mam piąty nawias myślę i się dzielę tym i piszę w szóstym niestety (może koniec tych w nawiasach dygresji) (po siódmym miałem skończyć bo to blisko Boskości w matematycznej interpretacji Biblijnej narracji) (ale skońćze po ósmym który nie wiem jak się interpretuje jak cztery któtre znaczy śmierć jak u Wieszcza cztery i cztery bo dwa razy zabije) (i zabiłem) (wiem dziewięć) (i dziesieść będzie bo jeszcze myślę że interpunkcję miałem w dupie i nie zamykałęm nawiasów otwieranych a może tak się nie robi nie wiem) (grafomani we mnie wiem piszę by pisać wyżyję się na tle białego tła na forum w internetach ściana tekstu żaden ze mnie pisarz żaden dziś poeta po prostu klikam te litery jak małpa i powstają teksty jak ta ściana która przeraża która oznacza szaleństwo, miałem nie robić tego więcej ale skasowany ef be i insta nic nie dał znalazłęm fora jak socjal media gdzie się piszą wiersze z prawdziwego zdarzenia a nie moje rymowane bardziej lub mniej teksty do czego się jutro nie będe chciał sam przed sobą przyznać i wstydem się spalę żem to wysłał w świat) (ale o czym to ja, jaka była główna myśl, trzeba wrócić myśle sobie przed pierwszzy nawias i nie wiem sam czy po tym chyba dwunastym już do zamknięcia chaosu dygresji nie do przełknięcia oczyma przez czytelnika którego wiem że tu ni ma i nie będzie bo skazany na zapomnienie jak w wizji mistycznej na substancji otwirajającej świat na ten niematerialny na codzień schowany gdzie został mi los pokazany grubasa klikającego w klawiaturę przez życie przechodzącego bez ruchu i bez rozejrzenia się by umrzeć w ogniu słońca bez sensu żył i niezauważony znikł samsara go wyrzuca ale to kara a nie nagorda na ciemnej materii zimnej drodze skończy się jego los tam a to ja bo to moja głowa i na własnych oczach to zobaczyłem a wszystko co widzę dotyczy mnie a wszystko co słyszę mnie dotyczy a świat jakim jest jakim się go widzi to tylko ty w tym to tylko ja widzę świat który goni hajs i pogrąża się w dramatach jak widzi smutek i zło, rój szerszeni zauważam w cywilizacjach jak nasza a to w senniku oznacza wroga (chyba) (i chyba był to trzynbasty nawiast a ten jest czternasty wracam do tego co mówił dwunasty a potem czas wrócić na początek gdzie otworzyłem pierwsze nawiasy (pierwszy nawias ale do ryma myśla mi się tak układać przyszła więc ryma żem ja napisał nie w myśl języka którym żem zaczął władać od rodziców nauczon gdziem urodzon jako Polak za co wdzięczni powinni być czytający wierszów wersów przekaz metafor mgłów rozwiewających umięjący poeci i interpretatorzy bo to język najlepszy do skłądania w rymy metaforów i przekazów dla pokoleń zapowiedzianych przez wieszczów bytów podróżnych wbrew linii śmiertelnych niewybranych dla 27 skrzydlatych z armii Boskiej Trójcy dających możliwości wbrew uczynkom ich i ich podłości piękność nad piękności (a za to co uczynił niech szczerznie w bezimmienym grobie no może z tabliczką tu spoczywa pojeb) (i przestałęm liczyć nawiasy i tylko pamiętam że miałęm wrócić z zapowiedzianych słow do tego co przed pierwszym a potem przed dwunastym ale chuj z tym) (niby ludzie inteligentni mają skłonność do używania przekleństw ale mi się wydaje (a tam mi się to może wydawać a to pewno nieprawda ja kłamca najgorszy zły dla Ciebie CIebie i świata byt) że jednak inteligentniejsze jest powstrzymać się od rzucania kurew i chujów pojebanych popierdolców ze słów nawet w przypadkach najgorszych napotkanych przeszkód zazwyczaj z ludzkich słów myśli i czynów wobec nas)))))))))))))) (to za mało nawiasów ale kto wie ile ich było może ktoś policzy ale nie ma tu odbiorców dla moich szaleńćzych słów wieć cóż wracam do tego co na początku)
      To dla Was
      Pamiętając o paradoksie naszego miasta wiedz że mieszka w nas anioł ale na wadze stojąc równoważy go ciężar diabła na szali 
      Wiem to szaleństwo ale tramwaje i autobusy jeżdżą tu jak chaos bez rozkładu jednocześnie przywożąc pasażerów na miejsce na czas i na miejsce (że się powtórze ale obiecuje jednej nawias i wracam do tego co dla Was)
      Spokój w oku cyklony choć w około wszystko lata jak chaos ponad definicję chaosu
      To jest w nas
      Słońce które daje życie, ciepłem promieni osiem minut drogi stąd w największej prędkości znanej w cyfrach ludzkośći na dziś i w odwrotnej drodze by zabrać życie i kolory które pryzmatem rozbitego w granicy atmosfery naszej Planet Ziemi Matki (nie jedynej wbrew przeszłości która dopiero niby ma być dla pewnych, n ie jedynej matki za co wybacz mi która była przy mnie zanim pierwszy oddech przyszedł, karmiącej i trwającej mi spokojem oceanicznej jedności zanim pierwszy krzyk i płacz i męki dla jej poświęcenia która wciąż jest przy mnie co nie jest dla mnie wbrew czynom i braku słowa Kocham którego się boje moim bez znaczenia (kończę nawias i wracam do Was)
      Gai której odległość od gwiazdy w centrum układu siedmiu czy tam ośmiu planet w tej Galaktyce na Drodze Mlekiem (i miodem oby Wam płynącej) usłanej 
      Gai której czas i miejsce we wszechświecie zauważ dało wyjątek wobec tego co wiemy o kosmosie, wyjątek cudem zauważ jest jakim jest człowiek
      Was pozdrawiam ludzie w tym momencie i zachwyciłbym się życiem gdybym nie był kim jestem kto je niszczył strachem i złem

      Anioł na przeciwwadze diabła może zrezygnować i zostawić miejsce dla kogoś kogo nazwiesz osobą jaka jest podła
      Jesteś miastem w którym rządzi paradoks pamiętaj
      Wszystko ma swój początek w jednym miejscu 
      Jak od jednego słowa 
      Jak od jednej liczby 
      Jak jedność która jest w Trzech Osobach która mogła zachwycić się Sobą i na tym pozostać a jednak postanowiła wykorzystać moc i tchnąć wszystko byś się znalazł, byśmy się znaleźli tu i teraz
      Jest jeden punkt wyjścia dla wszystko co na przeciwnych stronach 
      Dobro i zło wyszło z jednego miejsca więc tworzy jedność jak Yin i Yang tylko bardziej bo czerń i biel zanim powstały były jednym kolorem 
      Dla nas niezrozumiałym
      Jak miłość i strach które pozornie są sobie obce tworzyły jedną całość co może być niezrozumiałe jak jest dla mnie
      Jak czas który nie istniał a potem zaczął zmierzać ku granicom nieskończonym
      A musiałobyć coś wcześniej przecież
      I ten byt jest nie do pomyślenia dla nas jak coś może trwać bez początku i końca i jeszcze się rozszerzać
      Wpadnij w zachwyt pod kopułą nieba 
      Pod opieką słońca
      Pod okiem księżyca i odległych gwiazd ułożonych w horoskopy 
      Pod opieką się miej samego siebie
      I miej innych za tych którzy opieką obdarzeni przez Ciebie będzie Ci oddane w szczęściu niepoznanym jeszcze
      O czym ja pieprze
      Bluźnię
      Mieszam Boga z Diabłem
      Chcę by drugie przyjście Syna na świat ten skońćzyło się porozumieniem z piekłem na chwałę ludzkich dusz na chwałę życia 
      By nie było walki Jezusa z Szatanem
      Tylko (potocznie ale wybacz rym to rym rymowanie mi dziś na zgubę przyszło choć nie wyszło) żeby zbili sztamę
      By zapowiedziane ponowne przyjście na świat Syna było ku porozumieniu i zjednoczeniu ponownym piekieł z niebiosem
      szatanie zrozum proszę że i Tobie będzie lepiej że i Ciebie Bóg wysłucha w modlitwie choćby najprostszymi słowami to Ci się dotrzeć uda do Jego czekającego ucha
      Wiem że Bóg może wszystko i chce dla swoich istot i dla swojego stworzenia spokoju i szczęścia
      szatanie wróć do nieba
      Nie graj fałszywej nuty na skrzypkach
      Nie nieś sztucznego światła gdzie zimna lampa nie daje ciepła
      Zgaś czarny płomień ogniska
      I zobacz ogień Ducha który rozpala w Nas gdy na słowa hymnu odpowiada czynem nam


      KONIEC
      BARDZO PROSIŁEM BY TAK SIĘ STAŁO

      BY TEN TEKST PRZESTAŁ SIĘ PISAĆ

      I SIĘ UDAŁO

      POSTAWIŁEM SŁOWO KONIEC I OTO

      BARDZO PROSZĘ JAK KOŃCZĘ TO 

      NA ZGUBĘ ZACZĄŁEM POST TEN

      MOŻE GDY SKOŃĆZĘ TO...

       

      PS

      TO MIAŁO BYĆ DLA WAS A JEDYNIE BYŁO DLA MNIE 
      I TO JEDYNIE W TRAKCIE BO POTEM I MI TO NIE DANE BĘDZIE

      CHCIAŁEM BYĆ WSZĘDZIE

      JESTEM NIGDZIE
      NISZCZĘ I ZNIKNĘ JAK ZAPADNĘ SIĘ SAM W SOBIE

      ZABRANE ŚWIATŁO ODDANE TOBIE

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach

  • Popularne aktualnie



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Piszę te wersy dla Was Każdy jest najlepszy ale paradoks życia sprawia, że tyle samo zła co dobra w nas.  Zapamietasz Nas, pokolenie wysłuchało co podświadomości lodowa góra ukryła pod powierzchnią fal morza. Zimna pustynia arktyki i podróż w stronę horyzontu, banita opusza stada brać by na samobójczej misji zamienić lód na kosmicznej próżni jeszcze większy chłód i brak gwiazd wokół które życiodajne ciepło chcą nam dać i w kolory ubrać dla Nas świat. To dla Was wszystko, to tylko moje litery, ułożone spółgłoskami w słowa, które w szaleństwie nazwanym dnem przyszło mi bezczelnie i niestety Wam podarować, mieć anioła, który brał co diabeł opętany w wersów kilka ubrał i w nieświadomości nawet nie przemyśłał, dziw brał ale uszy zatkał na własne krzyki skrzeczącego głosu z gardła które mu służy chyba jedynie tylko by łykać flaszka i flaszka mocne twarde trunki aż do dna za ostatni hajs, nie zapracowany ze swojego tronu który dostał by złorzeczyczyć temu który na srebrnej tacy podał mu widelec którym najpierw karmił a potem ostry nóż którym zabił brać i braci jakimi ich chciał mieć jak kosz pomarańczy mu podarowanych których na stole nie zauważył w złotym czepku który mu spadł na oczy i zamknął wzrok tak że tylko własny nos tam widział z czubkiem którym się stawał z kolejną flaszką za pieniądz wyżebrany lub ukradziony bo nie ma w nim kołaczy do pracy. Niezrozumiał nic z życia, którym szedł jak w ciemny las z tą czapką którą niewiadomo czemu urodzony Bóg go wybrał na los jak banany są tacy wiecie dziecie które ma lepiej a niewdzięcznie umie tylko być dla siebie bez wdzięczności i pokory wobec chamów którymi ich nazwał a życie mu z górki obaj w miłości dla jego jestejstwa przyszło stworzyć.  Ludzie są chorzy niby wszyscy tylko niezdiagnozowani, chcieliby każdego dziś leczyć tabletkami psychiatrzy byśmy byli posłusznie na smyczy w kagańcach posłusznie poddani. Nowy porządek świata. Oni mogą samolotami latać dla nas zielony ład i ograniczenie w cenie diesla i benzyny. Bunt zabity przez ich (Ich z dużej litery bo to nazwa własna tych iluminantów winnych nam spokój i miłość raj na ziemi i wymiatanie ludzi tego świata (światu ale wyrzygana mi w mgle licencja poetica pozwala mi przekręcić słowo albo słowa zmyślać (osobowość ksobna może to nie moja osoba zadedykowana tam nie wiem już sam (dziś nic nie wiem) (czwarty nawias liczę tym razem po piątym zamknę choć nie mam pomysłu co w nim wpisać podpowiedź by się przydała ale w samotności sięgam dna jak dna flaszki i dna jak upadam (według demokratycznego osądu ludzkości ale jednak się przydało to szaleństwo czasem nawet jako bandaż (ha mam piąty nawias myślę i się dzielę tym i piszę w szóstym niestety (może koniec tych w nawiasach dygresji) (po siódmym miałem skończyć bo to blisko Boskości w matematycznej interpretacji Biblijnej narracji) (ale skońćze po ósmym który nie wiem jak się interpretuje jak cztery któtre znaczy śmierć jak u Wieszcza cztery i cztery bo dwa razy zabije) (i zabiłem) (wiem dziewięć) (i dziesieść będzie bo jeszcze myślę że interpunkcję miałem w dupie i nie zamykałęm nawiasów otwieranych a może tak się nie robi nie wiem) (grafomani we mnie wiem piszę by pisać wyżyję się na tle białego tła na forum w internetach ściana tekstu żaden ze mnie pisarz żaden dziś poeta po prostu klikam te litery jak małpa i powstają teksty jak ta ściana która przeraża która oznacza szaleństwo, miałem nie robić tego więcej ale skasowany ef be i insta nic nie dał znalazłęm fora jak socjal media gdzie się piszą wiersze z prawdziwego zdarzenia a nie moje rymowane bardziej lub mniej teksty do czego się jutro nie będe chciał sam przed sobą przyznać i wstydem się spalę żem to wysłał w świat) (ale o czym to ja, jaka była główna myśl, trzeba wrócić myśle sobie przed pierwszzy nawias i nie wiem sam czy po tym chyba dwunastym już do zamknięcia chaosu dygresji nie do przełknięcia oczyma przez czytelnika którego wiem że tu ni ma i nie będzie bo skazany na zapomnienie jak w wizji mistycznej na substancji otwirajającej świat na ten niematerialny na codzień schowany gdzie został mi los pokazany grubasa klikającego w klawiaturę przez życie przechodzącego bez ruchu i bez rozejrzenia się by umrzeć w ogniu słońca bez sensu żył i niezauważony znikł samsara go wyrzuca ale to kara a nie nagorda na ciemnej materii zimnej drodze skończy się jego los tam a to ja bo to moja głowa i na własnych oczach to zobaczyłem a wszystko co widzę dotyczy mnie a wszystko co słyszę mnie dotyczy a świat jakim jest jakim się go widzi to tylko ty w tym to tylko ja widzę świat który goni hajs i pogrąża się w dramatach jak widzi smutek i zło, rój szerszeni zauważam w cywilizacjach jak nasza a to w senniku oznacza wroga (chyba) (i chyba był to trzynbasty nawiast a ten jest czternasty wracam do tego co mówił dwunasty a potem czas wrócić na początek gdzie otworzyłem pierwsze nawiasy (pierwszy nawias ale do ryma myśla mi się tak układać przyszła więc ryma żem ja napisał nie w myśl języka którym żem zaczął władać od rodziców nauczon gdziem urodzon jako Polak za co wdzięczni powinni być czytający wierszów wersów przekaz metafor mgłów rozwiewających umięjący poeci i interpretatorzy bo to język najlepszy do skłądania w rymy metaforów i przekazów dla pokoleń zapowiedzianych przez wieszczów bytów podróżnych wbrew linii śmiertelnych niewybranych dla 27 skrzydlatych z armii Boskiej Trójcy dających możliwości wbrew uczynkom ich i ich podłości piękność nad piękności (a za to co uczynił niech szczerznie w bezimmienym grobie no może z tabliczką tu spoczywa pojeb) (i przestałęm liczyć nawiasy i tylko pamiętam że miałęm wrócić z zapowiedzianych słow do tego co przed pierwszym a potem przed dwunastym ale chuj z tym) (niby ludzie inteligentni mają skłonność do używania przekleństw ale mi się wydaje (a tam mi się to może wydawać a to pewno nieprawda ja kłamca najgorszy zły dla Ciebie CIebie i świata byt) że jednak inteligentniejsze jest powstrzymać się od rzucania kurew i chujów pojebanych popierdolców ze słów nawet w przypadkach najgorszych napotkanych przeszkód zazwyczaj z ludzkich słów myśli i czynów wobec nas)))))))))))))) (to za mało nawiasów ale kto wie ile ich było może ktoś policzy ale nie ma tu odbiorców dla moich szaleńćzych słów wieć cóż wracam do tego co na początku) To dla Was Pamiętając o paradoksie naszego miasta wiedz że mieszka w nas anioł ale na wadze stojąc równoważy go ciężar diabła na szali  Wiem to szaleństwo ale tramwaje i autobusy jeżdżą tu jak chaos bez rozkładu jednocześnie przywożąc pasażerów na miejsce na czas i na miejsce (że się powtórze ale obiecuje jednej nawias i wracam do tego co dla Was) Spokój w oku cyklony choć w około wszystko lata jak chaos ponad definicję chaosu To jest w nas Słońce które daje życie, ciepłem promieni osiem minut drogi stąd w największej prędkości znanej w cyfrach ludzkośći na dziś i w odwrotnej drodze by zabrać życie i kolory które pryzmatem rozbitego w granicy atmosfery naszej Planet Ziemi Matki (nie jedynej wbrew przeszłości która dopiero niby ma być dla pewnych, n ie jedynej matki za co wybacz mi która była przy mnie zanim pierwszy oddech przyszedł, karmiącej i trwającej mi spokojem oceanicznej jedności zanim pierwszy krzyk i płacz i męki dla jej poświęcenia która wciąż jest przy mnie co nie jest dla mnie wbrew czynom i braku słowa Kocham którego się boje moim bez znaczenia (kończę nawias i wracam do Was) Gai której odległość od gwiazdy w centrum układu siedmiu czy tam ośmiu planet w tej Galaktyce na Drodze Mlekiem (i miodem oby Wam płynącej) usłanej  Gai której czas i miejsce we wszechświecie zauważ dało wyjątek wobec tego co wiemy o kosmosie, wyjątek cudem zauważ jest jakim jest człowiek Was pozdrawiam ludzie w tym momencie i zachwyciłbym się życiem gdybym nie był kim jestem kto je niszczył strachem i złem Anioł na przeciwwadze diabła może zrezygnować i zostawić miejsce dla kogoś kogo nazwiesz osobą jaka jest podła Jesteś miastem w którym rządzi paradoks pamiętaj Wszystko ma swój początek w jednym miejscu  Jak od jednego słowa  Jak od jednej liczby  Jak jedność która jest w Trzech Osobach która mogła zachwycić się Sobą i na tym pozostać a jednak postanowiła wykorzystać moc i tchnąć wszystko byś się znalazł, byśmy się znaleźli tu i teraz Jest jeden punkt wyjścia dla wszystko co na przeciwnych stronach  Dobro i zło wyszło z jednego miejsca więc tworzy jedność jak Yin i Yang tylko bardziej bo czerń i biel zanim powstały były jednym kolorem  Dla nas niezrozumiałym Jak miłość i strach które pozornie są sobie obce tworzyły jedną całość co może być niezrozumiałe jak jest dla mnie Jak czas który nie istniał a potem zaczął zmierzać ku granicom nieskończonym A musiałobyć coś wcześniej przecież I ten byt jest nie do pomyślenia dla nas jak coś może trwać bez początku i końca i jeszcze się rozszerzać Wpadnij w zachwyt pod kopułą nieba  Pod opieką słońca Pod okiem księżyca i odległych gwiazd ułożonych w horoskopy  Pod opieką się miej samego siebie I miej innych za tych którzy opieką obdarzeni przez Ciebie będzie Ci oddane w szczęściu niepoznanym jeszcze O czym ja pieprze Bluźnię Mieszam Boga z Diabłem Chcę by drugie przyjście Syna na świat ten skońćzyło się porozumieniem z piekłem na chwałę ludzkich dusz na chwałę życia  By nie było walki Jezusa z Szatanem Tylko (potocznie ale wybacz rym to rym rymowanie mi dziś na zgubę przyszło choć nie wyszło) żeby zbili sztamę By zapowiedziane ponowne przyjście na świat Syna było ku porozumieniu i zjednoczeniu ponownym piekieł z niebiosem szatanie zrozum proszę że i Tobie będzie lepiej że i Ciebie Bóg wysłucha w modlitwie choćby najprostszymi słowami to Ci się dotrzeć uda do Jego czekającego ucha Wiem że Bóg może wszystko i chce dla swoich istot i dla swojego stworzenia spokoju i szczęścia szatanie wróć do nieba Nie graj fałszywej nuty na skrzypkach Nie nieś sztucznego światła gdzie zimna lampa nie daje ciepła Zgaś czarny płomień ogniska I zobacz ogień Ducha który rozpala w Nas gdy na słowa hymnu odpowiada czynem nam KONIEC BARDZO PROSIŁEM BY TAK SIĘ STAŁO BY TEN TEKST PRZESTAŁ SIĘ PISAĆ I SIĘ UDAŁO POSTAWIŁEM SŁOWO KONIEC I OTO BARDZO PROSZĘ JAK KOŃCZĘ TO  NA ZGUBĘ ZACZĄŁEM POST TEN MOŻE GDY SKOŃĆZĘ TO...   PS TO MIAŁO BYĆ DLA WAS A JEDYNIE BYŁO DLA MNIE  I TO JEDYNIE W TRAKCIE BO POTEM I MI TO NIE DANE BĘDZIE CHCIAŁEM BYĆ WSZĘDZIE JESTEM NIGDZIE NISZCZĘ I ZNIKNĘ JAK ZAPADNĘ SIĘ SAM W SOBIE ZABRANE ŚWIATŁO ODDANE TOBIE
    • świeca która nie boi się nocy... choć przecież czasem drży...  (ale to wina wiatru ;))   spolt - literówka?   Serdeczności     
    • @LessLovemodlę się za pokój, za siebie i za miłość:) pozdrawiam:)
    • @Jacek_Suchowicz pięknie dziekuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Cieple pozdrowienia.
    • @Starzec Przewrotność natury ludzkiej, raczej nie ułomność ale człowieczeństwo. Pzdr
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...