Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

codziennie zbieram świtem
życie płynące ciepłym zimnem
walczę o dobro skąpane w trudzie

nie oddam od trach
zbiorę cenne by trwać
oddam przeszłości złe

dzięki misterium jestem
co dalej pokaże czas
ciężary dźwignę nierówne

od rąk ciepłych jak kocyk
wtulona spokojnie zasnę
w marzeniach po brzask

Opublikowano

@M_Patriota
o trafna opinia Mietku! Hania przeżywa literacko drugą młodość że tak zażartuję :) Mam nadzieję że to odbicie pozytywnych splotów w realnym życiu ! Wszystkiego naj Haniu w tym roku. ZDROWIA! Nie wyobrażam sobie forum bez Ciebie ...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ukośniki zdecydowanie do pominięcia, cztery "co" w całości, Haniu, za dużo.
Spodobał mi się tytuł, bo naprawdę tylko chwile, te dobre, trzeba chwytać, zło
warto oddać kotu.. ;)
Całość można dopieścić.
Dobrego roku życzę.!
Opublikowano

@Nata_Kruk
Natko , dziękuję ,że zechciałaś poczytać i odnieść się do mojego przemyślenia!
To w ukośnikach ważne(dla mnie). bo to ja , ten kopciuszek, staram się od rana (a czasem po świt )o dobro,,,!
Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku!
Hania

Opublikowano

@M_Patriota
Dziękuję Mietku ,że poczytałeś moje przemyślenie!
Mam nadzieje, że nadchodzący rok będzie lepszy , już jest cieplejszy , ale jaki to znak?!

Serdecznie!
Hania

Opublikowano

@cezary_dacyszyn
Czarku!
Dziękuję , że po długim czasie zajrzałeś do mojego skrobania!
A to "...ciepłym zimnem "...to oksymoron- składa się z dwóch wyrazow
np;-ognista woda!

Serdeczności w Nowym Roku!

Hania

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...