Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

czekając na znak
wyciągam ramiona

daj coś, proszę
co pokaże
którędy iść
co omijać
wszystkie odpowiedzi daj Ty
który wiesz

i Prawda przychodzi
ta sama
do znudzenia
że sama wiem najlepiej
że nikt inny nie powie
i znowu muszę odróżniać
gdzie prawda gdzie fałsz
z własnego wnętrza
wybierać czyste odpowiedzi
nieskalane
rozumem

taki kopciuszek z Bożej łaski

Opublikowano

Nie miałabym odwagi, żeby zwracać sie do Tego, który wszystko wie.. daj..
Dalej jest w treści.. "że sama wiem najlepiej".. nie ma na ziemi takiego, który wie najlepiej,
wszyscy brniemy przez życie w labiryncie... tak ogólnie.
Pozdrawiam.

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

@Katarzyna_Zaremba
Nata ma rację :)
przyznaję, że to nie modlitwa, a raczej żądanie.
peelka jest egoistką twierdząc, że sama wie najlepiej...

jeśli pisałaś pod wpływem emocji potrafię zrozumieć, ten teks musi dojrzeć...

wskaż którędy, ale nie daj!

to taki mój bełkot, przyda się, wykorzystasz, jesteś sprytna!

pozdrawiam :)

Opublikowano

Bardzo dziękuję za komentarze :)

Eh, ale to nie krytyka utworu, tu poruszacie kwestie światopoglądowe; albo boskopoglądowe ;)

Wiecie jak modlą się np. Maorysi (lub ich potomkowie)? Krzyczą do Boga, negocjują, mogą tupać i złościć się, ale w tym wszystkim jest ogromny szacunek i poważanie. Nie ma uległości, jest partnerstwo ;) Mi się ta opcja podoba ;)

A co do tego, że egoistycznie twierdzę, że wiem najlepiej?
Coś w tym, jest; wierzę (wiem), że wszystkie odpowiedzi, których potrzebujemy są w nas. I tylko my możemy je odkryć, chociaż czasem potrzebujemy do tego pomocy.

Pozdrawiam serdecznie ;)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...