Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

1. W tym kraju jest tylko jeden Bóg, Bóg katolicki, którego można wyśmiewać. Wyśmiewanie innych Bogów to nietolerancja i faszyzm.

2. Nie będziesz krytykował żadnego Boga (oprócz katolickiego), ponieważ jesteśmy krajem wolnym i otwartym.

3. Pamiętaj, abyś szanował każdy tekst święty (pomijając Biblię), szczególnie ten ze Wschodu, bo tutaj krytyka może się źle dla ciebie skończyć

4. Czcij każdego, kto wyznaje wolną miłość i Che Guevare. Każdy, kto się temu sprzeciwia, to naziol i szowinista. Tego nie czcij. Zabijaj.

5. Nie zabijaj zwierząt. Tych, co polują na foki i jedzą mięso można spalić, bo to już nie ludzie.

6. Nie przeciwstawiaj się temu, co uważasz za zboczenie. Nie wolno, bo tolerancja zabrania.

7. Nie kradnij i nie wnikaj tym, co już nakradli. To największy grzech!

8. Nie szukaj prawdy w przeszłości bliźniego swego. To, że był mordercą, katem, donosicielem nie zmienia tego, że to godny człowiek. Szczególnie dotyczy to komunizmu. Na pociechę zostawiamy nazistów. Tym to można.

9. Nie pożądaj żadnej żony. Żony są już niemodne i nie trendy. Nie pożądaj partnera partnera swego lub partnerki swojej partnerki.

10. Nie pożądaj żadnej rzeczy bliźniego swego, ponieważ wszyscy jesteśmy równi i też możesz takie rzeczy mieć. Zamiast pożądać, zatrudnij się w hipermarkecie, ewentualnie w telemarketingu. Można też rozdawać ulotki. Praca na umowę o dzieło, 5 pln/h. Wymagamy znajomości angielskiego i prawa jazdy. CV wraz ze zdjęciem proszę wysyłać na meil

  • Odpowiedzi 47
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Dekalog współczesny z Polski. Bo raczej nie polski.

Normy przewrócone. Naj nr 9, chociaż wszystkie "trafne" jak dla mnie.

Opublikowano

Coś w tym musi być, bo nawet przychodzą mi sms-y od obrażonej lewicy :)
Ciekawe, czy lewica wysyła takie esemesy swej gwiazdce uważającej Jaruzelskiego za wybawcę Polski, a AK-owców za zdrajców Ojczyzny. Pewnie nie, bo się wspólnie fotografują.

PS - "wnikaj" to takie uliczne "nie wytykaj".

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Gwiazdce smsów nie wysyła, tylko wódkę stawia i po plecach poklepuje zapewne.
Dzięki za wyjaśnienie, nie znałam tego znaczenia. Dobrego dnia (mimo smsów od obrażonych) :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Gwiazdce smsów nie wysyła, tylko wódkę stawia i po plecach poklepuje zapewne.
Dzięki za wyjaśnienie, nie znałam tego znaczenia. Dobrego dnia (mimo smsów od obrażonych) :)


Środowisko lewicowe ma bardzo poważne problemy z tolerancją dla każdego, kto głosi inne hasła niż oni. A wsadzanie kogoś do wora z nazizmem, to choroba, bo nazizm to taka sama patologia jak komunizm, tyle, że komunizm się wybiela.
Tak więc póki żyjemy w kraju cenzury i braku wolności wypowiedzi, będzie się walczyć.
A, tworzenie z kibiców patriotów to trochę przesada, ba żaden patriota nie zabija innego Polaka. Patriotyzm polega zupełnie na czymś innym. Jednak lewicy wygodnie jest utożsamiać patriotyzm z bandytyzmem, bo wtedy ma używanie.

A dla ciekawych polecam pewną relacje z pochodu równości z Warszawy, gdzie 10-ciu typa z antify bije jednego gościa bo ma polską flagę. Przypominam, że kilkanaście lat temu też nas naziści bili w przedziale 10 na jednego.
Opublikowano

Nie wnikając w "słuszność" dekalogu, trudno nie zauważyć, że to literacka tandeta. Na portalu poetyckim, tekst może być jedynie przyczynkiem do dyskusji o "języku barykad". Komu jednak chciałoby się dyskutować, kiedy można pokrzyczeć... ;)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jeżeli taka tandeta wzbudza takie reakcje, to znaczy, że tekst jako tekst spełnia swoją rolę. A jako, że wyżyny poetyckie są już zarezerwowane przez wybitne arcydzieła, stąd nie widzę potrzeby pchania się z wazeliną i obcałowywania się. A życie to potem zweryfikuje.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jeżeli taka tandeta wzbudza takie reakcje, to znaczy, że tekst jako tekst spełnia swoją rolę. A jako, że wyżyny poetyckie są już zarezerwowane przez wybitne arcydzieła, stąd nie widzę potrzeby pchania się z wazeliną i obcałowywania się. A życie to potem zweryfikuje.

Tekst i reakcje na niego, to dowód, że nie taka straszna ta nasza "współczesna" Sodoma i Gomora, skoro sprawiedliwych legion...
:)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jeżeli taka tandeta wzbudza takie reakcje, to znaczy, że tekst jako tekst spełnia swoją rolę. A jako, że wyżyny poetyckie są już zarezerwowane przez wybitne arcydzieła, stąd nie widzę potrzeby pchania się z wazeliną i obcałowywania się. A życie to potem zweryfikuje.

Tekst i reakcje na niego, to dowód, że nie taka straszna ta nasza "współczesna" Sodoma i Gomora, skoro sprawiedliwych legion...
:)


No to jest właśnie specyfika patrzenia, bo"legionu sprawiedliwych"jakoś nie widzę, za to widzę charakterystyczną cechę opozycji, która nawet nie wie, co pisze (vide: "ksenofobia"). Dlatego to jest takie zabawne.


Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Coś Pan taki sprawiedliwy... z legionu...?
Literackiej tandety tutaj w bród w dół i w górę. Przynajmniej ten "dekalog" zostanie na jakiś czas zapamiętany.
Mi się bardzo podoba jak na tutejsze warunki.
:)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Coś Pan taki sprawiedliwy... z legionu...?
Literackiej tandety tutaj w bród w dół i w górę. Przynajmniej ten "dekalog" zostanie na jakiś czas zapamiętany.
Mi się bardzo podoba jak na tutejsze warunki.
:)

W rzeczywistości to jest "legion" 3 czytelników, którzy są za do 2 czytelników, którzy są przeciw (plus esemesowi). W tVN, jakby miała miejsce analogiczna sytuacja, by zrobili 30 000 ksenofobów "za" do 0 przeciwnych bitych i mordowanych "przeciw".. Stąd ten "legion" :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jeżeli taka tandeta wzbudza takie reakcje, to znaczy, że tekst jako tekst spełnia swoją rolę. A jako, że wyżyny poetyckie są już zarezerwowane przez wybitne arcydzieła, stąd nie widzę potrzeby pchania się z wazeliną i obcałowywania się. A życie to potem zweryfikuje.

Tekst i reakcje na niego, to dowód, że nie taka straszna ta nasza "współczesna" Sodoma i Gomora, skoro sprawiedliwych legion...
:)


No to jest właśnie specyfika patrzenia, bo"legionu sprawiedliwych"jakoś nie widzę, za to widzę charakterystyczną cechę opozycji, która nawet nie wie, co pisze (vide: "ksenofobia"). Dlatego to jest takie zabawne.




Zabawne jest to, że ja piszę o "słowie", a pan o "sprawie"...
:)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Coś Pan taki sprawiedliwy... z legionu...?
Literackiej tandety tutaj w bród w dół i w górę. Przynajmniej ten "dekalog" zostanie na jakiś czas zapamiętany.
Mi się bardzo podoba jak na tutejsze warunki.
:)

A mi się nie podoba, bo nie gustuję w oracjach polityków, zwłaszcza tych straszących, dzielących i "jedynie słusznych"...
Opublikowano

Poeta może, a śmiem twierdzić że powinien być zaangażowany. W przeciwieństwie np. do dziennikarza nie musi być obiektywny tylko może przedstawiać swoje myśli. Myśli to też poglądy. Brak poglądów to często brak myślenia. Chowanie ich dla siebie często jest oznaką konformizmu lub tchórzostwa. Nie każdy musi ale każdy może o nich napisać. jakoś nie spotkałem się tu nigdy ze "świętym oburzeniem" gdy wiersze krytycznie odnosiły się do religii czy księży ( o jaki wdzięczny temat ). Większość gazet to opłacana klaka i rynsztok oszczerstw i nie mówię, że z jednej strony. W poezji jest miejsce na emocje, takie też. Gratuluję wiersza i jak widać także odwagi. Pozdrawiam MM.

Opublikowano

andrzej barycz - o jakiej "sprawie" ja piszę? O Żadnej. Ale za to rozumiem tok myślenia, swego czasu w Partii istniał podobny tok rozumowania - rzeczywistość jest taka, jaką opisuje Partia, a nie taka, jaka w rzeczywistości ta rzeczywistość jest. Podobnie jest z doktrynerami - przemilczają pewne rzeczy, bo obawiają się, że a nuż kryje się w nich prawda.

marek miros - co do odwagi, to zaprzeczam. Tutaj nie ma tak naprawdę nic, co jest w jakiś sposób kontrowersyjne. Jest ot jakiś fragment obserwacji pewnych rzeczy, które mają miejsce w naszej kulturze i tyle. To, że kogoś to może zaboleć, cieszy, bo jak widzę ekologa, który za przejechanie psa chce zabić kierowcę z całą jego rodziną, to troszeczkę mnie to zastanawia. Zabawy z klonowaniem, sztucznym zapłodnieniem, aborcją, rodzinami homoseksualnymi zniszczą ten świat, ale horyzont myślowy ogranicza się do wycharkania wyuczonego słowa "ksenofobia". (czepiam się tego, ale to jest symbol, jak ktoś uważający się za poetę wpisuje słowa, których nie rozumie).

Opublikowano

przeczytałam tu jeden ważny wątek, ale został zaraz zamknięty przez "szczebel wyższy", jak widać dziś ciężko zejść ze stołka... na szczęście są tacy co są ponad...

Michał dużo prawdy w tym dekalogu... nie wiem czy to jest dobre miejsce... ale zapewne masz swoje racje -nie mam nic przeciw.

pozdrawiam serdecznie :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Mamuty 

       

      Miasto w śnie pogrążone, ciszą przykład daje, 

      Bryza morska co chwila puka w stare okna, 

      Ciepła zaś, nie tak mroźna, gwizdem tylko podła, 

      Rano tam takie słońce, człowiek z chęcią wstaje, 

       

      Tej nocy, na werandzie, siedział stary Klimient, 

      W gwiazdy wpatrzony, tęsknie, przeżywał dawne chwile, 

      I w ciszy by przeżywał, nasz ten Klim, ten dzielny, 

      Bo wtem, ktoś bliski, pewien, usiadł przy marszałku. 

       

      Katia: 

      Czemuś jeszcze nie zasnął, mój Klimie kochany, 

      Gwiazdy co są dalekie, nie znają przyszłości 

      Patrzysz w nie tak uparcie, jakbyś szukał drogi, 

      Może świt, co nadejdzie, troski twe rozproszy, 

      Wierzę, że słońce rano lęk w sercu uciszy, 

      Pójdź już spocząć mój miły, nic już nie wymyślisz. 

       

      Klim:  

      Pozwól mi tutaj zostać, żono, moja miła 

      Tu, na starym fotelu, czas jakby się wstrzymał, 

      Wstać on mi nie pozwala, a sam nie chcę odejść, 

      Czy pamiętasz ten wieczór, gdyśmy się poznali? 

      A może zaś dzień to był, ja już nie pamiętam, 

      Suknię, jakże przepiękną, miałaś tam niebieską. 

       

      Katia: 

      Pamiętam suknię moją, błękit nieba skradła, 

      Lecz czy to był dzień, nie mam już pojęcia 

      Zbyt wiele zim przebrzmiało, zbyt wiele jesieni, 

      By czas jakkolwiek jasny oraz nam zostawił 

      Wszystko, co było wtedy, dziś to mgłą się staje 

      Co oczy nam przesłania, a serce wciąż mami. 

       

      Klim: 

      Leczy czyż to nie jest lepsze niż pusta nadzieja? 

      Choć te dni tak odległe, wciąż w nich przebywam 

      Wiem dobrze, że ta pamięć, duszę mą zatruwa, 

      Zaś tylko tej truciźnie życie swe przedłużam. 

      Dziś słońce mnie nie grzeje, tylko w oczy razi, 

      A jutro jest jak obraz, co barw nie posiada. 

       

      Katia: 

      Ta trucizna, co mówisz, powoli cię niszczy, 

      Co kradnie siły twe, co w tobie pozostały, 

      Dla duchów tylko żyjesz, sam duchem się stajesz, 

      I tracisz rządy nad tym, co nadal prawdziwe, 

      Dzień następny ominiesz, jak przeszkodę wielką, 

      Chcąc chyba? Przecież życia nigdy nie ominiesz. 

       

      Klim: 

      Nie omijam ja życia, lecz patrzę nań z góry, 

      Gdy świat ten uśpił swe małe, jak ważne pragnienia, 

      W tych domach, co jak groby, śnią teraz o jutrze, 

      Zaś każde jutro w niebyt poprzedni dzień spycha 

      Po co tak żyć, gdy wiesz, że wszystko zapomnisz 

      Co wczoraj kochałaś, dziś obcym jest to dla nich. 

       

      Każdy swe własne ciało jak relikwię niesie 

      Umysłem, wyobraźnią, gonią dzień następny. 

      Bo gdyby myśl swą chcieli trzymać tuż za sobą, 

      Ujrzeliby tych wszystkich, co im drogę kładli 

      Których już porzucili w tej mrocznej otchłani, 

      Może właśnie dlatego zmarłych ludzi wolę? 

       

      Katia: 

      Więc cóż obserwatorze! Choć o nas wspominasz 

      Patrzysz z góry na innych, co dziś żyją jutrem. 

      Za długo w tym fotelu w gwiazdy wzrok swój wbijasz 

      I myślisz, żeś jest jedną, co na świat tak patrzy 

      Daj spokój tymże ludziom - przecież pamiętają 

      A jak nie – to są młodzi. Cóż o nich wiesz, Klimie? 

       

      Gdy tęsknota cię brała, tak mi się zdawało, 

      Że chcesz tylko wspominać, że ulżę ci żalem, 

      Lecz tyś wpadł w jakąś pętlę, na nic to nie baczysz  

      Zamiast o nas – o ludziach i czasie coś mówisz. 

      Powiedz, Klimie mój drogi czy czas ludzi zmienia? 

      Czy to ludzie czas psują, to w mroku się gubiąc? 

       

      Mówisz, że zmarłych wolisz? Ciekawe to, Klimie, 

      Wszak ja, Twoja żona, to z grobem nie pogadasz, 

      Gdy zaś życie ich gasło, pewnie dobrze znali 

      Ile spraw niezałatwień na świecie zostawią. 

      Więc każdy z nich by oddał, wszystkie twoje myśli, 

      Za jedną chwilę życia, którą teraz trwonisz. 

       

      Klim: 

      Młodość jest tylko maską, co skrywa niepamięć, 

      Biegną, nie wiedząc jeszcze, że droga jest kołem, 

      Czas nikogo nie zmienia, on tylko obnaża, 

      To, co w człowieku gniło, gdy był jeszcze dzieckiem. 

      Ludzie psują czas, Katio, to chcą g oszukać, 

      Kradnąc mu każdą chwilę, jakby była łupem. 

       

      Czymże jest owa chwila, o której coś mówisz, 

      Błyskiem, co ledwo błyśnie, już w mroku się topi. 

      Zmarli, których tu bronisz, niczego nie pragną, 

      To ty pragniesz ich głosem moją ciszę zburzyć. 

      Wolę trwać przy tym trupie, co był kiedyś słońcem, 

      Niż gonić za motylem, co żyje dzień jeden. 

       

      Masz rację, moja Katio, marnie ten czas trwonię, 

      Lecz spójrz na moje nogi, spójrz na moje dłonie, 

      One już nie chcą służyć jutrzejszym porankom, 

      Są jak ta stara woda w zapomnianym dzbanku. 

      Nie szukaj we mnie ognia, co świat te odmieni, 

      Jam jest tylko tym cieniem, co trzyma się ziemi. 

       

      Katia:  

      Młodość to tylko głód, co prawdy nie zna jeszcze, 

      Więc bierze, co napotka, by nasycić chwilę. 

      Ja też czuję ten ciężar, w moich starych dłoniach, 

      Lecz woda w tym dzbanku, wciąż smakuje tak samo. 

      Więc wypij ją mój kochany, póki jeszcze możesz, 

      Wszakże ten dom jest dla nas, nie dla dawnych duchów. 

       

      Pędzą w dzień to następny, śmiało gonią jutro, 

      Nie znają zaś ciężaru, więc nie jest im smutno, 

      Bo błędy omijają, więc żalu nie znają 

      I często na cud Boży, liczą i czekają, 

      Zatem czego wymagasz, by służyli idei? 

      Jak to strach - przyszłość, w celi dusznej więzi 

       

      My żyjemy, dla świata, nie dla własnej woli, 

      Choć ta okrutna prawda, tak bardzo nas boli 

      Musimy drogę wskazać, by pewniej ruszyli 

      Lecz w tej walce odwiecznej, wszyscyśmy zbłądzili, 

      Oni giną bez celu, my - w sędziów przebrani, 

      Zamiast dłoń im podać, trwamy wciąż niechciani. 

       

      Klim:  

      Nie kładź dłoni pod stopy, niech kamień porani, 

      Dom z piasku beztroski przy stałym wietrze runie. 

      Bez smaku swej porażki - jak zwycięstwo poznać? 

      Zostaną tylko cieniem, ślepi blaskiem klęski 

      Niegotowi być szańcem, innych panów przyszłych. 

      Świata krwi i zmęczenia, jaką mądrość zmieni? 

       

      Katia: 

      Już ja rady nie daje, mężu mój kochany! 

      Ależ tak pięknie mówisz, jakbyś dzieło tworzył, 

      Dużo słów wokół krąży, a mało polotu. 

      Bo przecież wilk młode, uczy na swą modłę, 

      A tygrys po tygrysie, królem tajgi będzie, 

      A więc człowiek człowieka? Wrogiem pozostanie. 

       

      Już sama jak Ty teraz, dziwną mową mówię, 

      Proste to lekcje głoszę, starzy mnie nauczali. 

      Co noga się potknie, nie łam jej zawczasu, 

      Bo wczoraj jakiś wypadek, dziś ciebie napotka. 

      A te miasta największe? Jakby walczyć musieli, 

      Zamiast miast, nory małe, jak myszki ukryci. 

       

      Sama siebie pytam i ciebie zaś pytam: 

      Na cóż te filozofie, nad prostą tak prawdę? 

       

      Klim: 

      Próżno im ścieżkę mościć, gdy łakną bezdroży, 

      Bo za carów nas mają, do buntu zmuszeni. 

      Nasza opieka jest jak łańcuchy najsroższe, 

      Co zerwać je potrzeba, by poczuć, że żyjesz. 

      Często zaś kiedy pomoc, nieść każdemu chcemy, 

      Sprawdzić należy wtedy, kto chce, kto potrzebuje. 

       

      Zaś filozof – my wszyscy, co łóżka ścielają, 

      Bo spróbuj nie pościelić - cynikiem okrzykną. 

       

      Więc czy mnie kara spotka, gdy odrzucę syna 

      Marnotrawnego, zbłądził przecież na życzenie. 

      Językiem przemawiam takim, bo stać chce najwyżej, 

      Chociaż bym bardzo chciał, mowa nadal prosta. 

      Prawdę mówisz - rację - tobie ją oddaję, 

      Lecz co mi po prawdzie, duszy nie raduje. 

       

      Katia: 

      Końca pragniesz rozmowy, młodych już zostawić. 

      Bo przecież tęskno ci tam, na twe dawne czasy, 

      Na rękach miłość nosić, siłą mnie zachwycać. 

      Teraz, gdy ciągle stoję, tutaj - tuż przed tobą, 

      Silę swą wciąż posiadam, choć silna już byłam. 

      Powiedz, mój ukochany, czemu szczerze tęsknisz? 

       

      Klim: 

      Tęsknię za świtem, co budził dzień piękny 

      I wstawać musiałem, bo życie choć czekało 

      Gotowe już przynieść mi, szalone przygody. 

      Tęsknie za machorkami, zapachem młodości, 

      Choć teraz papierosy – bez wódki mi szkodzą, 

      A że wszyscy odeszli – fajki nie zapalę. 

       

      Tęsknię za przyjaciółką, ogniska wzniecała, 

      Cudowna była chwila, gdy zbierali się 

      Ludzie, moi kochani, by krzyczeć miłości 

      Wyznania, do miłości, co już - już pomarła! 

      A reszta mych przyjaciół - kochani są oni, 

      Bo starość mi przyjemną - przyjemną sprawiają. 

       

      Wczoraj moim jest zegarem,  

      Starość - mym wspomnienia darem, 

      Oni mury mi stawiają, 

      Mnie w swej ciszy układają. 

      Nie chcę jutra, nie chcę chwili, 

      Byle oni wciąż tu byli! 

       

      Gubię się w tym, to prawda – to moja kroplówka! 

      Żyć mi wciąż, wciąż pomaga, dla ciebie kochana! 

      Za tobą tęsknię przecież, najbardziej na świecie. 

      Zaś wesoło ja śpiewam, swe milutkie wtem nuty: 

       

      Co było za potem - dziś izbą nam rządzi 

      I jutro i dzisiaj - w tych kątach się błądzi, 

      To czas nas pilnuje – jak jeńców w zagrodzie, 

      W kominie mróz siedzi - w wychłodłej gospodzie 

      Te lata minęły - w gdzieś w lasy dalekie, 

      Bo co raz zginęło - zaginie na wieki! 

       

      I bardzo tęsknie za tym, by móc tak coś śpiewać 

      Coś co głosem pobudzi, duszę dziecka, moją 

      Moją duszę, co dzieckiem nie jest i nie będzie. 

       

      Katia 

      Klimie! Mój Ty kochany – tak ból wielki nosisz. 

      Cały przeszły Boży świat, cierpi teraz z nami, 

      Bo ja też ból odczuwam, to bardziej Ty żywy, 

      Wśród i pieśni, i ognia, a za mną to wcale. 

      Zmarły już Ty, Ty jesteś - Kochany, cóż mówić. 

      To powiem, bo to lek mam, gotowy dla ciebie.   

       

      Co takiego? 

       

      Myszki, koniki czy wilki, w stronę wody biegną, 

      Widzą wodę, widzą coś - coś co w myk wypiją! 

      Doda siły, zmysł zaś też - poprawi im również. 

      Wszakże i ja skorzystam, z daru Bożej wody 

      A w dzbanku, tu przy tobie, całkiem jest jej dużo. 

      Taka woda zdrowia... doda! 

      ---------------

      Leje wodę prosto w oczy, 

      Zimna struga po nim broczy 

      Zmyła duchy, zmyła plany, 

      Siedzi Klimient pokonany 

      Woda ścieka na gazety, 

      Finał bzdury i tandety! 

      Ona stoi, dzbanek trzyma, 

      Wzrokiem tnie jak ostra zima. 

      -------------------

      Klim: 

      Dlaczego? Czym ja? Czym ja? Sobie zasłużyłem? 

      Prawdę mówię, co czuję, a Ty mnie tak ranisz! 

      Woda, co ci to dało? Zimno, Boże, mokro! 

      Ciepło trochę, ale Boże! Trzeba ci to było? 

      Jak ja teraz spać pójdę, mokry przez – przez ciebie! 

      Ten świat, litości nie ma, człowiekowi cierpieć 

      Nie da! 

       

      Katia: 

      Mężu, mężu Ty żyjesz! Już myślałam szczerze,  

      Że te duchy złe, przeszłe ode mnie zabrały 

      Męża mojego, męża, co Boże zobacz 

      Za zmarłego już miałam, a on teraz żyje, 

      A czy ci nie mówiłam, że lek ja mam dobry? 

      Żonę taką masz miłą, że w nocy pomoże. 

       

      Więc gdy cię tak słuchałam, pomóc chciałam jakoś 

      Słowem - nie umiałam, bo dziwny bardzo jesteś. 

      W myślach dużo widziałaś, przeszły lęk, zapachy 

      I za mną tęsknisz, choć ja, nadal twoja żona 

      Taka sama byłam, bo odkąd ciebie kocham 

      Męża nie mogę poznać, takie brednie mówisz! 

       

      Klim: 

      I powiem, że rację masz, dobrze więc zrobiłaś 

      Żyw, bo żywy jestem, teraz żywo widzę 

      Ciebie! Żeś mnie oblała! Nie sposób już myśleć 

      O czymkolwiek, bo żona przerwać tą rozmowę 

      Musiała! Choć rozumiem, przynajmniej próbuje 

      Jeszcze cierpliwie siedzieć, bo mnie – mnie pouczasz 

       

      Więc racja, żono moja, nas spotkać coś musi, 

      Spójrz na mnie, jestem mokry, Ty mi to wypomnisz, 

      Uśmiech mi swój pokażesz - piękny jak to zawsze, 

      Ja – ze wstydu się spale! I śmiechem odpowiem, 

      Bo czyż nie po to jednak gorycz człowiek czuje, 

      Żeby zawsze pamiętał - żyje i żyć będzie? 

       

      I myślę - wyleczyłaś - męża wnet swojego 

      Chociaż strasznie cierpiałem, to ból był, ale płytki. 

      Płytki to on być musiał, skoro twoja woda, 

      Szybciutko już podsuwa, takie przemyślenia, 

       

      Katia: 

      Więc teraz lepiej patrzeć, na ciebie, mój miły, 

      Bo dużo już rozumiesz, takie mam wrażenie. 

      Choć o wszystkim pamiętasz, o jednym nie myślisz, 

      Wszystko miałeś - straciłeś, a co zaś posiadasz? 

      Myślę, że masz, chociaż Ty ślepy i niewdzięczny, 

      Gniewam się, Klimie drogi, o mnie zapomniałeś. 

       

      Klim: 

      Co? Żono, szczęście moje! Ty wiedzieć to musisz, 

      Że ja naprawdę, ale na -  

      --------

      Katia wyszła, drzwi zamknęła 

      Klim na fotelu sam zostaje 

      Próżne słowa, próżne żale 

      Koniec baśni, koniec bajki! 

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...