Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Doktor Skwarek poróżnił się z logiką
chociaż od wielu lat był z nią na ty
był pewnym siebie gatunkowym samcem
niestety wyszło na to że nie jest mężczyzną ten
co kocha wulgarnie kobiety
zresztą i tak za niedługo nakazane zostaną rozwody
żeby publicznie nie obnosić się z innością
całowanie się w parku z dziewczyną
obraża uczucia i burzy równość wolność tolerancje

Doktor Skwarek poprosił o zwolnienie
jednak i tutaj napotkał problemy
ponieważ nie donosił na kolegów
tylko koledzy donosili na niego
przez co stali się ofiarami systemu
kiedyś to było łatwiej teraz biedni ludzie
muszą po nocach śledzić wpisy podrzędnych użytkowników
a ktoś musi na nich zarabiać
nie da się o tak umrzeć bez wypracowania setki lat

Doktor Skwarek zawstydził się
sumienie go boli bo nigdy nie donosił
to znaczy donosił ale broszury antykomunistyczne
przez co w tym momencie stał się prześladowcą i katem
w dodatku uszkodził mienie państwowe
bo jak tłukli go pałą to pała się popsuła
i jeszcze trzeba zwrócić za szkody moralne zomowca
który z założenia był dobrym człowiekiem

i jeszcze śmiał zanegować to że tam-tam
przewyższa całą kulturę europejską
a to czyni z niego faszystę
w dodatku bezczelnie napisał że ludzie w Afryce mają inny kolor skóry
co niebezpiecznie zbliża go do fanatyzmu i nazizmu

Doktor Skwarek wstał nałożył kapelusz
splunął i wyszedł
postanowił pogodzić się z logiką
zapuścił piersi i zaczął pisać wiersze
o róży która kwitła w ogrodzie
buzie wysmarował gównem i stał się taki jak wszyscy inni

Opublikowano

Pisał hymny dla Ub, bo pewnie tatuś był Ubekiem, to nie jego wina, ten 9-letni chłopak myslał, że w słuszenej sprawie działa..
Tak samo jak "zmuszają" do przyjęcia pierwszej komunii świętej, podczas gdy w tym wieku jest się jeszcze umysłowym impotentem..
Pranie mózgu od najmłodszych lat, ale kto inteligentny rozkmini "to i owo" bardzo szybko..
A co do "tamtych czasów" to pamiętam je jak przez mgłę, komunę w pieluchach przeżyłem (rocznik 85') więc ciężko mi się "odnaleźć" w twoim wierszu, choć historie tamtych czasów znam doskonale,
To jednak nie to samo....Książki, opowieści Ojca, czy tez Twój utwór nigdy w pełni nie pozwolą mi "poczuć" i "zrozumieć" tamtych czasów...
A swoja droga Doktor Skwarek musiał być twardy jak skała, skoro pały się tłukły na nim:)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ja się zgadzam, jak najbardziej, z jednym "ale" - że nie ma czegoś takiego jak fałszowanie i zakłamanie, a to niestety dzieje się od roku tzw. "wyzwolenia". I jedni przechodzą obojętnie, bo w sumie to ich nie dotyczy (ale mają podstawową wiedzę, że faszyzm i wojna jest fe, ale nie wiedzą, że socjalizm i faszyzm na początku powstawania nie różniły się praktycznie niczym, mało kto wie, że Marks głosił segregacje rasową, a Bernard Shaw był autorem pomysłu "gazu humanitarnego"), drudzy jednak wnikają, bo jakaś tam prawda musi jeszcze istnieć. Ale ci są stawiani pod pręgierz, bo wiele mam, tatusiów, cioć, babć, było/jest umoczonych po uszy i to nie jest fajne, jak się okazuje, że kochany dziadziuś walił pałą ile wlezie ludzi, a ciocia donosiła na swoją koleżankę na UB.
Zresztą, jakby nie spojrzeć, prawica teraz zeszła do podziemia i to jest najciekawsze w tym wszystkim.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ja się zgadzam, jak najbardziej, z jednym "ale" - że nie ma czegoś takiego jak fałszowanie i zakłamanie, a to niestety dzieje się od roku tzw. "wyzwolenia". I jedni przechodzą obojętnie, bo w sumie to ich nie dotyczy (ale mają podstawową wiedzę, że faszyzm i wojna jest fe, ale nie wiedzą, że socjalizm i faszyzm na początku powstawania nie różniły się praktycznie niczym, mało kto wie, że Marks głosił segregacje rasową, a Bernard Shaw był autorem pomysłu "gazu humanitarnego"), drudzy jednak wnikają, bo jakaś tam prawda musi jeszcze istnieć. Ale ci są stawiani pod pręgierz, bo wiele mam, tatusiów, cioć, babć, było/jest umoczonych po uszy i to nie jest fajne, jak się okazuje, że kochany dziadziuś walił pałą ile wlezie ludzi, a ciocia donosiła na swoją koleżankę na UB.
Zresztą, jakby nie spojrzeć, prawica teraz zeszła do podziemia i to jest najciekawsze w tym wszystkim.

Bernard jest przekot;
Człowiek rozsądny dostosowuje się do świata. Człowiek nierozsądny usiłuje dostosować świat do siebie. Dlatego wielki postęp dokonuje się dzięki ludziom nierozsądnym.
A co do wypowiedzi - zgadzam sie z tręścią..
Opublikowano

Michał, siedzę już trochę na tym forum, no, może trochę krócej od Ciebie, ale wystarczająco długo (tak mniej więcej od 'pestek w zębach', albo 'Chucka Norrisa' jeśli wiesz o czym piszę), żeby zaobserwować pewne metamorfozy Twojej twórczości i, chyba, idącą wraz z nimi, transformację poglądów Autora. tak mi się chociaż wydaje.
W moim odczuciu, to jest bardzo dobry wiersz. i, jak to czasami piszesz, powinien być w innym dziale ;).
pamiętam jak około roku osiemdziesiątego piątego ub.w. odważniejsi ode mnie zaczęli w szkole wieszać krzyże (sam wiesz, że znak wówczas zakazany w instytucjach publicznych) - działo się to wówczas chyba na terenie całego kraju. taki rodzaj cichego buntu młodzieży przeciwko ówczesnej rzeczywistości. bałem się strasznie, że profesor, który nakazywał przypadkowym uczniom je zdejmować, każe mi to zrobić. na szczęście padło na kogoś innego, bo do dziś nie wiem jak bym się zachował. chyba mniejsze emocje przeżywali ci, którzy je wieszali, niż ja w sytuacji, w której mogłem być zmuszony do ich zdejmowania. a teraz czuję jakby historia zatoczyła krąg i znów jesteśmy w bardzo podobnym miejscu, lub raczej czasie.
co do faszyzmu, to ciekawe jak wielu ludzi błędnie utożsamia go z ideologią prawicową, co moim zdaniem wynika z celowych przekłamań i indoktrynacji społeczeństwa, podczas gdy, tak jak napisałeś, był on, a może trzeba napisać, jest nurtem jak najbardziej lewicowym, bo tzw. skrajny socjalizm narodowy ciągle tli się w poglądach niektórych grup społecznych. w 1939 zostaliśmy rozszarpani przez dwa totalitarne systemy lewicowe! jeden antychrześcijański, ateistyczny, drugi antychrześcijański, okultystyczny. pomiędzy nimi leżała demokratyczna, prawicowa, bo katolicka Polska, przeszkadzająca w bratnim połączeniu.
napisałeś świetny wiersz i świetny komentarz pod nim. to co się teraz dzieje doprowadza mnie po prostu do szału, a biorąc pod uwagę rosnące poczucie bezsilności, powoduje frustrację. czasami, rozmawiając z ludźmi, zastanawiam się, czy jest możliwy bunt w krainie lemingów. myślę, że gdy nastąpi przekroczenie pewnej granicy, to tak. a ta granica chyba jest już dość blisko. tylko, że ani sobie, ani nikomu nie życzyłbym powtórek z historii, które w podobnych okolicznościach zwykły się wydarzać... ech.
no nic.
pozdrawiam i do poczytania :)

Opublikowano

Sylwester Lasota - postaram się odpowiedzieć obiektywnie, bo bardzo mnie ucieszył ten wpis. Co do metamorfozy poglądów, muszę napisać doświadczenia z mojego podwórka, lat gniewnej młodości. Jak wszem i wobec wiadomo, istniał kiedyś ruch punkowy, który w latach 80-tych, 90-tych był głęboko antykomunistyczny, co w obrazie lat 80-89 czyni z tego ruchu paradoksalnie ludzi walczących z systemem. Czytając książki tych, którzy całowali się z Urbanem przy wódce, praktycznie nic o tym nie ma, a nie ma, bo jest to bardzo niewygodne dla wszelkich działaczy, którzy "zburzyli system socjalistyczny". Zburzenie tego systemu polegało na deklaracjach "miłosierdzia", czyli całkowitemu nie wnikaniu w przeszłość byłych katów, donosicieli i próby jakiegokolwiek wyjawienia prawdy kończyły się wyzwiskami w stronę ludzi, którzy starali się wyjawić kto jest kim (nawet tutaj na orgu była lista byłych współpracowników UB, pojawiło się kilka nazwisk ludzi, którzy do tej pory działają w kulturze, prowadzą grupy, uczą młodzież, wydają książki, prowadzą wieczory poetyckie). W ten sposób wytworzyła się dość dziwna sytuacja, bo lewica, której nie powinno oficjalnie być, dalej jest i ma się dobrze. Oczywiście jest kolejna analogia, bo tak jak całe zło wojny zrzucono na Hitlera, lewica zrzuciła wszystko na Stalina i jest dobrze, znowu wszyscy są czyści i niewinni. Ruchom niezależnym wtłoczono hasła "tolerancji, równości i miłości", która jest ich karykaturą, bo nagle okazuje się, że tolerancja działa tylko w jedną stronę, równość polega na tym, że wszyscy są równiejsi niż ja we własnym domu, a miłość polega na tym, że jak nie podoba mi się, że goli faceci latają po rynku i wyrażam swoje zdanie, to nagle jestem homofobem, faszystą i rasistą. I to jest dzisiejsza wolność wypowiedzi, że muszę kilka razy zastanowić się przed wydaniem tekstu, czy przypadkiem nikogo nie obrażę.
W kwestii Kościoła też mam własne zdanie, aczkolwiek pamiętam wczesne lata 90-te, gdzie rzeczywiście Kościół w jakiś sposób ingerował w nasze życie, co nie przeszkadzało temu, że lata te były pełne wódki, wolności, szaleństwa i kto wtedy hulał, ten wie, że na dobrą sprawę nie było aż takiej cenzury jak teraz. Piło się publicznie, zbierało się full osób, z maczetami nikt nie biegał. A teraz mimo zakazów, nakazów, strażników miejskich polujących na jamniki bez kagańców noże i maczety hulają, wyjść z domu się nie da, stada biegają po osiedlach i patrzą, komu by tutaj wpierdzielić. Ale bzdurą jest,że to młodzież jest zła. To frustracja, brak zajęć i brak jakiś wartości, za którymi można iść. Bo wszelkie ugrupowania z koszulkami Lao Che to jakiś kiepski symbol tego, jak można doprowadzić do sytuacji, gdzie ludobójcy, sadyści i mordercy są bohaterami "myślącej młodzieży".
Rozpisałem się, a już mnie poganiają (co może być powodem chaosu w zdaniach). Reasumując, poezja nie jest tylko oderwaną częścią człowieka, jak sobie to wymyślili marksistowscy profesorowie i krytycy, żeby tak nie daj losie nie wyszło na jaw, jacy to oni są dobrzy i mili. Poezja to nie tylko dyrdymały o drzewie, które rośnie, a pod nim są róże i już kumple i kumpelki dorabiają ideologię taką, że czasem sam autor nie wie, o co chodzi pytającemu. Na razie dopóki urządza się festiwale byłym stalinistom, nie jest to dobry znak dla poezji.

A na koniec, ciekawostka - zastępca gestapo przy Szucha, dostał dożywocie zamiast kary śmierci, ponieważ robił przysługi dla UB - ci przynosili mu karteczkę z nazwiskiem akowca do umoczenia, on pisał informacje, że ten człowiek współpracował z gestapo. Ot, sprawiedliwość. Dla równowagi napiszę, że w czasie wojny nikt nie ma czystych rąk, bo zdarzało się, że jednak Żydzi ginęli z rąk AK (dzieci jadące do sanatorium do Zakopanego), aczkolwiek w czasie wojny nikt rąk czystych do końca nie ma i lepiej do takich wojen nie dopuszczać. A, i jeszcze jedna ciekawostka, jak już są takie przykłady. To zagadka - które grupy żydowskie chciały współpracować z Hitlerem w 42 roku? Które grupy chciały po wojnie zabić 6 milionów Niemców w imię sprawiedliwości?
Reasumując, wojna nie jest dobra.

Opublikowano

to jeszcze jedna ciekawostka. ostatnio przeżyłem mały szok, gdy dowiedziałem się, że trzech na czterech członków zarządu naszego powiatu ma esbeckie epizody w kartotekach IPN-u. można to sprawdzić na stronach tej instytucji. sprawdziłem - prawda.
o Żydach chcących współpracować w 42 z Hitlerem nie słyszałem, ale wcale bym się nie zdziwił, gdyby taka grupa istniała. w końcu to naród interesu. później to sprawdzę, bo teraz też mnie czas goni.
co do chęci odwetu na Niemcach, czytałem o spisku grupy Żydów chcących zatruć chleb i wodę pitną w Niemczech. udało im się przeniknąć do piekarni, ale efektem ich działań była jedynie biegunka, chyba niespecjalnie dużej liczby Niemców, bodajże wojskowych. o ile się nie mylę, to zatrucie wody w ogóle się nie powiodło i zamach został udaremniony.
w tej chwili nie kojarzę tych działań z żadną opcją bądź grupą społeczną, ale myślę, że takie informacje powinno się znaleźć w sieci.
później poszukam, teraz muszę uciekać.
do poczytania :)

Opublikowano

Wiersz długi, to co pod.. jeszcze dłuższe.. poczytałam, częściowo powspominałam.
Skwarek wrócił do łask... w typowej dla Ciebie narracji.
W wielu z nas, piętrzą się sprawy/sprawki, które w jakiś sposób wiercą dziury, bo jedna to za mało, tylko ci "szarzy",
tak naprawdę niewiele mogą, do czasu, aż któregoś dnia coś się zacznie... "cisza szczerzy kły", wg mnie.
Pozbyłabym się końcowego słowa "wszyscy".. wystarczyłoby, jak inni, bo przecież ci inni (źli), to na szczęście nie.. wszyscy.
Pozdrawiam.

Opublikowano

W 1941 roku Izraelscy Bojownicy Wolności, którymi dowodził poeta Abraham Stern, chcieli nawiązać współpracę z Hitlerem przeciwko Brytyjczykom. Głównie chodziło im o zdobycie brytyjskich kolonii. Walka o ziemię doprowadziła do masakry w wiosce Deir Yassin, w 1951 wysadzono Ikwit i zbombardowano Biram. Incydenty te próbowano zafałszować. Z winnych dokonywanych masakr, jak Baruch Goldstein( masakra w Hebronie), tworzono męczenników. Typowym przejawem nazizmu była nauka o tym, że Arab to nie człowiek. W 1982 trwała okupacja Libanu.

Tyle do pytania pierwszego.

Pytanie drugie jak najbardziej. Co ciekawsze, szykowano się do wojny z Niemcami, ale ważniejsza okazała się kwestia odszkodowań.

Opublikowano

o tym z 1941 nie słyszałem, jednak w kontekście tego co w pierwszym linku, to wcale nie dziwi.
mówiąc szczerze, myślę, że próba podziału na białe i czarne nie jest wcale zdrowa, a szukanie na siłę zła po stronie żydowskiej może doprowadzić do kolejnych wypaczeń poglądów na tamte zdarzenia. (jednak potrzebna jest jakaś równowaga, fałszowanie prawdy tak naprawdę nikomu nie służy, zapowiada raczej coś niepokojącego). jak napisałeś, to była wojna, a w czasie wojny z ludzi wyłażą różne demony, częściej diabły niż anioły. nie czarujmy się, taka jest nasza natura. wystarczy ją spuścić z łańcucha i zdjąć kaganiec, a na pewno poleje się krew.
mówimy o wielkiej historii, ale są też małe historie.
pochodzę z bardzo małej wioski (zaledwie kilkanaście numerów). obok jest miasteczko, prawie tak jak teraz, wtedy liczyło ok. sześciu tysięcy mieszkańców. połowę z nich stanowili Żydzi. w sąsiedniej niewiele większej wsi mieszkała rodzina żydowska. opierając się na wspomnieniach mojej rodziny, wydaje mi się, że z asymilacją niektórych Żydów nie musiało być tak źle, jak podaje to artykuł z pierwszego linka. mój, żyjący jeszcze, 86 letni wujo niedawno opowiadał mi, o tym, jak młody Żyd, chłopak z tej rodziny z sąsiedniej wsi, idąc z polską młodzieżą na zabawę prosił żeby dziewuchom nie mówić, że jest Żydkiem, bo nie będą chciały się z nim bawić, a że był przystojny, to miał spore wzięcie. Żydówka ponoć chętnie odwiedzała sąsiadki i była życzliwie przez nie przyjmowana, a jej mąż współpracował z miejscowymi gdy razem łowili ryby w pobliskim jeziorze i rzece. niestety zdarzały się ponoć przypadki dokuczania tej rodzinie. pewnego razu kilku młodzieńców, podczas gdy żydówka nastawiła obiad i wybiegła na chwilę do sąsiadki, wlazło po strzesze do komina z pniakiem i ustawiło go na nim, co spowodowało, że z kuchni zaczęły wydobywać się tumany dymu jakby palił się dom. młodzi ludzie mieli ubaw, ale Żydówce nie było do śmiechu.
ludzie z okolicy utrzymywali się ze sprzedaży ryb i baraniny Żydom, a mój pradziad przyjmował na letnisko bogatą Żydowską rodzinę. To byli kulturalni i wykształceni ludzie. mieli drukarnię, wydawnictwo i księgarnie. później przez całą wojnę ukrywał się w jego domu jeden członków tej rodziny. przeżył, chociaż moja rodzina omal tego nie przepłaciła życiem.
myślę, że takie historie też trzeba starać się zachować, chociażby dla wspomnianej już równowagi.
jest takie powiedzenie: nie ma dobrych i złych narodów tylko dobrzy i źli ludzie. nie wiem kto to ukuł, ale pierwszy raz spotkałem się z nim w reportażu o Bułacie Okudżawie i od tej pory jemu je przypisywałem.
osobiście ująłbym, to jeszcze nieco inaczej: nie ma dobrych i złych narodów, są ludzie, którzy dobrze bądź źle postępują. dodam jeszcze tylko, że, moim zdaniem, ludzka, często bardzo subiektywna, ocena dobra i zła może prowadzić na manowce, a tam, niestety, czają się największe niebezpieczeństwa.
chyba trochę odbiegliśmy od tematu przewodniego, ale fajnie było popisać :)
i dzięki za garść ciekawych informacji.
pozdrawiam :)

Opublikowano

Michał, ale z tym Sternem, to znowu ''nasza'' wina:

'Niektórzy członkowie Lehi w latach 1938-1939 przeszli szkolenie militarne prowadzone przez instruktorów Wojska Polskiego, w Zofiówce na Wołyniu, Podębinie pod Łodzią i w lasach nieopodal Andrychowa. Jak wspomina jeden z uczniów, ''Polacy potraktowali kurs terroryzmu jako dyscyplinę naukową, poznaliśmy matematyczne formuły na demolowanie konstrukcji z cementu, żelaza, drewna, cegieł i ziemi''. W tym samym czasie potajemnie otrzymali pomoc od władz Polski, w postaci ponad 20 tysięcy sztuk broni'

źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Lehi

to już wiem dlaczego zginął Sikorski.
kurcze, nie dajmy się zwariować ;)

serdecznie :)

Opublikowano

Sylwester Lasota - ano właśnie, przez kilka dygresji możemy spokojnie wrócić do początku wątku - nie powinno istnieć coś takiego, jak przekłamanie. Jak widać, wszyscy w mniejszym lub większym stopniu mają brudne łapska i wg mnie wystarczyłoby się do tego przyznać. Po prostu. A takie zamazywanie przeszłości, wymazywanie życiorysów, palenie akt to żenada.
Ja w dodatku ostatnio odnoszę dość nieprzyjemne wrażenie nagonki. Wystarczy zauważyć, że wszelcy "animatorzy" kultury światowej starają się wbić w nas łatkę faszystów, degeneratów (dwa mega kretyńskie filmy: " Nasze Matki nasi ojcowie" i "a na morzu spokój"). Oczywiście szperacz znajdzie kilka niechlubnych wydarzeń, ale skala naszych "hańb" jest minimalna. Do tego należy dodać kilka głośnych incydentów, które sprokurowało NKWD. To, że Polacy nie chcieli ukrywać Żydów, czy wydawali ich, było wydarzeniami pod presją okupacji, kar, tortur, nie każdy miał na tyle odwagi, żeby ryzykować. Ale w tym samym czasie cały naród Niemiecki popierał Hitlera, korzystał z pracy więźniów, z kradzionego złota, a po wojnie nagle stał się niewinny, bo nikt nic nie wiedział (co za bzdura). To jest po prostu żenada.
Stąd wysuwa się wniosek, Polski trzeba bronić, skoro wlepia się nam etykiety chamów, homofobów i faszystów z chwilą, gdy kulturą przewyższamy wielu naszych zachodnich braci, (odwagą zresztą też), homofobie wywołali sami zainteresowani tematem, bo dopóki partyjniacy nie zaczęli urządzać pisków feministów i feministek nie było, że tak powiem, skrajnych aktów nienawiści, a z faszyzmem wygląda to tak, że system sowiecki przez 50 lat używał tego zwrotu (zamiast nazizmu) jako określenie tego, co się działo w czasie II wojny światowej.
Aczkolwiek, zanim spadną gromy byłych ubeków,dla mnie nie jest ważne czy człowiek to "murzyn, żyd, pedał, lesbijka, ciota", tylko to, co sobą reprezentuje. Jak jest w porządku, to niech tam sobie będzie kim chce. Głównie chodzi o to, żeby pozbyć się tępej i bezdusznej przemocy, promowanej przez nasz obecny rząd, żeby nie było widać, jak znowu są równi i równiejsi.
Amen.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @violetta ... tak jest zawsze    pamiętam  założyłas różową sukienkę  a la Merlin Monroe  i zatańczylaś  wśród kolorwych liści    ja ciągle czułem  tą słodycz  ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
    • @Nata_Kruk ... ONA i ON    nie tylko uśmiechem  potrafią upiększyć życie dodać mu kolorów  nie zawsze swoich  ale zawsze są …   szarość ich nie bawi  ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
    • @EsKalisia Problemy prawdziwych kobiet... a my... my ...   Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
    • @iwonaroma Poeta zna poetykę, a tu po prostu człowiek ma styczność ze zwykłą prozą i łamaniem wierszy, żeby "wierszem" się to dzieło nazywało. Zgroza.
    • "Historyjka grzeczności" Witam Panią, Pani Gieniu – rzecze Jasiu już od proga, w niskim Pani ukłonieniu i w chwaleniu Pana Boga. Znaną z gościnnej hojności, Pani Gienia Jasia wita, uśmiechnięta i z radością, czy nie głodny – w drzwiach już pyta. Jaś, całując w rękę Panią, w szlachetnym, zgiętym pokłonie, z elegancją patrząc na nią, wręcza jej piękne piwonie. – Ależ piękne! – krzyczy Gienia, Jasia w policzek całując, zarumieniona z wrażenia, w oczy Jasia się wpatrując. Jasiu, dumny z adoracji, rzecze z drżącym głosem w krtani: – Zostać mogę do kolacji, jeśli mnie tu zechcesz, Pani? Gienia wzrokiem opuszczonym mówi w dumie kobiecości: – Czuj się gościem zaproszonym w mojej skromnej posiadłości. Nie będąc impertynentem, przyjmuję Twoją gościnę – odpowiada Jaś z akcentem, uniżoną robiąc minę. Gienia z uśmieszkiem nęcącym do stołu go zaprosiła, niewiasty wzrokiem płonącym głęboko się pochyliła. Jasiowi oczy wypadły, poniesione tym widokiem, w środek jej dekoltu wpadły przekrwionym żyłkami wzrokiem. Pani Gienia to widziała i w panieńskiej kokieterii umyślnie prowokowała w zamierzonej swej pruderii. Mruknął Jasiu samczą mocą, dając tym do zrozumienia, że pomruczeć mógłby nocą, gdy dostanie przyzwolenia. Bez słów Gienia zrozumiała pomruki Jasia zalotne i szybko odpowiedziała, puszczając mu oczko psotne. W Jasiu krew się zgotowała, budząc instynktu instrument, wulkanicznie napełniała jego męskości postument. Zaczerwienił się po twarzy, oddech odebrał mu mowę, o Gieni w łożu zamarzył, nie prosząc o to jej słowem. W jego oczach to widziała, myślą waląc wszelkie płoty, w udach już się rozjeżdżała w zgodzie na jego ochoty. Odchodząc w szczęścia nadmiarze szykować wieczerzy jadło, dziękując za bieg wydarzeń – szczęścia, które na nią spadło. Jasiu szuka komplementów, w głowie pustka, słów brakuje, jakich użyć argumentów? Boi się, że coś zepsuje. Nie chce spłoszyć kochaneczki, w ciszy myśli przegrzebuje i zaczyna z innej beczki: – Pogoda dziś dopisuje! Gienia bez reszty zdziwiona: – Byłam jemu taka rada, czułam się już uwiedzioną, a on o pogodzie gada! Może nie podobam mu się? Możem w seksapilu marna? Może pomyliłam tu się, że byłam nazbyt figlarna! Dla zmiany nastroju tego, pyta Jasia o wieczerzę: czy chce coś upieczonego, czy coś innego wybierze. Jaś z pytania ucieszony, odpowiada: – Wszystko jadam, będę dwukroć zaszczycony, w Pani ręce się pokładam. Myśli Gienia: – Miłam jemu, dobrze, że jest wszystkożerca, nakarmię go po staremu: „przez żołądek aż do serca”. W kuchniowanie więc się wdała, nucąc przy garach namiętnie, seksownie przytańcowała, tak dla Jasia najponętniej. – Pięknie tańcząc, podrygujesz – słodko Jasio ją zachwala. – Wszystko we mnie się gotuje, ci wyznać sobie pozwalam. Gieni mokro się zrobiło, pod fartuszkiem się zagrzała, bo od pieca żarem biło i z gorącem się zmagała. Kiedy już za stół zasiedli, oczu z siebie nie spuszczali, prawie niczego nie zjedli, wzrokiem siebie pożerali. Chleb na myśli u głodnego, jadło na bok odstawione, chcieliby czegoś innego, w pożądaniach wymarzone. Jedno czeka na drugiego, najwstydliwsze pierwsze kroki, dalej to już nic trudnego – kto złamie wstydu amoki? Czy to Gienia się ośmieli, czy to Jaś zacznie ją pieścić? Oboje o tym wiedzieli, że muszą to jakoś streścić. Siedzą na wprost, patrząc w siebie, temat jakoś się nie klei, z myślami o wspólnym niebie, w ciemnej zawstydzenia kniei. Wtem Gienia na pomysł wpada, do Jasia rzecze z czułością: – Deser z drinkiem się nakłada po kolacji kolejnością. Przeszli do kanapy z ławą, przy butelce zasiadając, brzdękli się lampkami żwawo, w oczy sobie spoglądając. Jak tu zacząć? – Jasiu duma. – A jak mnie odepchnie Gienia? Może ona nic nie kuma? Może to moje złudzenia? Gienia w myślach popatruje: „Może ja go nie pociągam? Może źle się zachowuję, że rąk do mnie nie wyciąga?”. Po kilku lampeczkach może się na krok pierwszy odważy? Alkohol mu w tym pomoże? Gienia skrycie sobie marzy. Czuła się już rozpalona, trzecią lampkę wypróżniła, coraz bardziej podniecona, Jasia za rękaw chwyciła. Jasiu z lekka zaskoczony, faworyzmu poczuł nutę, lekkim szeptem przytłumionym zaczął swoją bałamutę. – Jaśnie Pani, moja miła, radym ja Ci się przymilić, serce moje Tyś owiła, dasz się Pani uszczęśliwić? Gienia pofrunęła w nieba, anielskich skrzydeł dostała. „Niech mnie bierze, tak jak trzeba!” – nic nie mówiąc, pomyślała. Widzi Jasiu, że już prawie, więc czwartego proponuje, polewając Gieni żwawiej, w oczy lubej się wpatruje. Gienia za kieliszek łapie, jednym haustem go wypija, już nie może, ledwo sapie, wić zaczyna się jak żmija. Jasiu widzi, że już pora, w ust zbliżenie bardzo blisko, poczuł swojego fawora, śliniącego legowisko. Pani rozpływa się w oczach, nogi ściska, kręci, łamie, na ud wewnętrznych swych zboczach czuje mokre przepływanie. Do ataku Jaś przystąpił, kładąc dłoń na Gieni dłoni, lew Atlasu w niego wstąpił! Pot spływał po jego skroni. Gienia dłoń Jasia złapała, wbija mu paznokcie w skórę, ledwie biedna oddychała nagłym wezwaniem w naturę. Jasiu, zęby zaciskając, ku niewieście wiedzie głowę, usta lekko rozchylając, zbliżył się już o połowę. Czuła zapach jego ciała, testosteron tej lwiej mocy, w półomdlona pomyślała: „Oj, nie będę spać tej nocy”. Jasiu zbliżał się powoli, Gienia oczęta zamknęła, chciała być w jego niewoli, głęboki oddech już wzięła. Oddech samicy w ochocie, już bez wstydu, bez oporów, gotową już wejść po krocie w najsprośniejszych szczyt amorów. Jasia robi to zachłannym, męskość go dołem rozpiera, całkiem zbliżony do panny, ciałem na Gienię napiera. Obie głowy opuszczone, na siebie nie popatrują, całą akcją zawstydzone, pocałować się krępują. W końcu łapie Jaś dziewczynę dwoma rękoma za głowę, miał już ją polecieć w ślinę, gdy usłyszał czyjąś mowę. Odwraca się więc raptownie i dostrzega ludzi w progu, całkowicie niefortunnie weszli na wstępie prologu. Znaną z gościnnej hojności, Gienia drzwi nie zamykała, charakteru otwartością wszystkich gości przyjmowała. Siedem godzin zalecania przeszło w taką niewygodę! Tuż przed aktem przytulania przepadło jak kamień w wodę. Goście w moment zrozumieli, że wtargnęli bez pukania, szybko nogi za pas wzięli, wycofując się z mieszkania. Zalotności powracały, lecz opadło już napięcie, Gienię chęci opuszczały, a Jasia męskości wzięcie. Jej wysychać zaczynało, coraz chłodniej się robiło, w Jasiu męskością malało, nie za bardzo było miło. Ale pierwsze kroki poszły, nie wrócą już w ich początki, impulsy do mózgów doszły, więc miną grzeczności wątki. Gienia wstała, drzwi zamknęła, ewidentnie się spieszyła, wracając, sukienkę zdjęła, goła biegnąc powróciła. Skończyła na Jasia Gienia, złapał w locie Jaś dziewuchę i doszło do ukojenia, jeszcze w mokre, bo nie suche. Może goście przeszkodzili w grzecznościach podejść tym dwojgu, a może je ukrócili, dając śmiałość im obojgu. -Leszek Piotr Laskowski
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...