Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Dawno, dawno temu, trójka rodzeństwa wyprowadziła się od rodziców zostawiając ich samych na zrujnowanym gospodarstwie. Matka wówczas łzy roniła, ojciec zacięcie milczał, ale córki i syn wyjechali. Mówili, że w mieście będzie im lepiej. Ponoć tak też się stało.

Nadeszła piękna wiosna, z którą to powracały radosne wspomnienia. Matka uwielbiała się zamyślać patrząc przed siebie, na podwórko, czy łąki.
- Boguś, a pamiętasz, jak Kasia ganiała za gąskami? Oj, to dopiero była heca! – mówiła rozmarzona. Mąż jednak kiwał tylko głową i nie przerywał rąbania drewna.
- A może kupimy sobie kilka gąsek?- próbowała zaciekawić czymś pana Bogdana.
- A na co nam gęsi? – spytał lekko zasapany.
- No, jak to na co? Na zimę będzie co do garnka włożyć.
- A co to, kury Ci nie starczą?
- Oj Bogdan Ty to jesteś. Nic nie myślisz, tylko byś ciągle to samo robił, od rana do wieczora, niezmiennie. – pani Maria się zdenerwowała na odpowiedź męża. – Nic nie masz w sobie polotu, chęci przeżycia jeszcze czegoś, urozmaicenia monotonności dni.
- A idź Ty… - zasępił się pan Bogdan.

Pani Marii zrobiło się nagle tak strasznie smutno.

- No głupia baba! Przez te gęsi ryczysz?
- Eeee… - rozedrganą brodą pani Maria nic więcej nie rzekła.

Pan Bogdan odłożył w końcu siekierę i podszedł do żony.

- No Maryś, nie płacz dziecino.- objął żonę i starał się ją uspokoić - Jak chcesz to jutro pojadę na targ i kupię Ci trzy gąski. Chcesz?
- Oj tak! Boguś, trzy młode gąski. – rzekła, roziskrzonymi oczami wpatrując się w ukochanego.
- Dobrze Maryś, jutro będziesz je mieć. – ucałował ją w mokry policzek i z powrotem odszedł rąbać drewno.

Nazajutrz pan Bogdan ubrał się „na miastowo” i wyjechał „Maluszkiem” na targ do najbliższego miasta. Wrócił po blisko godzinie.

- Boguś! No jesteś. Są gąski? – pani Maria ledwo dała wysiąść mężowi z samochodu.
- Spokojnie Maryś, są. – otworzył tylne drzwiczki i wziął z fotela wiklinowy koszyk. – Proszę. – wręczył go żonie, która nie potrafiąc ukryć wzruszenia pogubiła parę łez.

Wypuścili je na podwórko. Przestraszone, dwutygodniowe ptaszęta nie wiedząc, co ze sobą zrobić, rozglądały się wkoło i niespokojnie dreptały w miejscu.

- Teraz brakuje już tylko Kasi… i Tomeczka… i Sylwuni… - pani Maria wciąż nie mogła pozbyć się wzruszenia. Oczami pełnymi radości wpatrywała się w maleństwa.
- Taś, taś, taś, maluszki. Zaraz dam wam wody. - powiedziała ufnie do gąsek, jakoby miały rozumieć, co do nich mówi. Tak też mijały dni.

Minęło lato. Nadeszły chłodniejsze dni. Pani Maria, co dzień z radością zajmowała się szczególnie gąskami. Uwielbiała poświęcać im czas, lub najzwyczajniej siadała na ganku i przyglądała się ich poczynaniom.
Na zimę mieli je ubić, ale pani Maria uznała, że choć jedną chce sobie zachować, żeby w przyszłym roku mieć znów malutkie gąski. Pan Bogdan nie był początkowo przekonany, ale z drugiej strony widział ile życia tchnęły w jego żonę te gęsi. Uratowali „Perełkę”, która miała piękne, lśniące pióra i była ulubienicą pani Marii.

Sroga zima ścięła ziemię tego roku. Postanowili wziąć gęś do domu, bo pani Maria panicznie się bała, że Perełka zamarznie w oborze. Tak mijały dni.

Parę miesięcy później słońce znów przychylniej zaglądało na ziemię. Rozgrzewając wszystko dookoła zapowiadało wiosnę. Perełka była już zadomowiona, więc niechętnie wróciła do spania w oborze. Pani Maria kolejny raz wysłała męża na targ. Tym razem po gąsiora.

Trochę trwało nim Perełka przekonała się do nowego mieszkańca podwórka. A jeszcze dłużej nim odkryła w sobie potrzebę macierzyństwa. Jednak jeszcze przed majem na świat przyszła piątka jaj gęsiej pary. Pani Maria nie posiadała się ze szczęścia. Troskliwa para świeżo upieczonych rodziców bardzo strzegła dostępu do swych maleństw. Paręnaście dni później skorupki zaczęły pękać…

- Och, zobacz Boguś, jakie one wszystkie piękne! – przyklasnęła pani Maria oczarowana pisklętami, gdy tylko te wyschły na słońcu. – Puszyste kuleczki.
- Ssssssssss – tatuś „kuleczek” bardzo przejął się swoją rolą.
- Oo, jaki wojowniczy. – rzekł rozbawiony pan Bogdan. „Ciężko będzie ubić” - pomyślał – Chodź Maryś, zostaw je na trochę.
- Taś, taś…
- Maaryyś.
- No przecież idę.

================================================================

- Mamo!
- Co się tak drzesz łamago? Nasza mama nie ma czasu na takie głupoty, jak Ty.
- A skąd Ty możesz wiedzieć, na co moja mama ma czas? – spytało butnie pisklę.
- A stąd, że to też moja mama.
- A wcale że nie!
- A wcale że tak!
- Nie!
- Mamo!
- Co tu się dzieje?! – syknął ostro ojciec.
- To ona zaczęła.
- Nie, bo on! Mówi, że mama nie ma dla mnie czasu.
- Mama poszła na spacer, niedługo wróci. No, nie kłócić mi się więcej. Proszę się przeprosić.
- Ja ją? Za co?! Tato!
- Powiedziałem.
- Przepraszam Cię siostro, za to, że jesteś głupia!
- Eeeee!! – rozdarła się gąska.
- A tu co? – spytała spokojnie Perełka.
- Maa a mo, bo o on mówiił, że nie masz dla mnie czasu.
- Kochanie, Twój braciszek żartował, oczywiście, że mam dla Was czas. Co się stało?

Tak mniej więcej wyglądały pierwsze dni nowej rodziny Perełki. Nie długo jednak miała trwać ta sielanka. Pewnej nocy zaginał jej mąż. Mimo kilkudniowych poszukiwań nie odnalazła go. Natomiast w oczach swojej pani znajdowała jedynie smutek. Czuła, że coś się stało.
Od tamtej pory musiała sobie sama radzić z małymi rozbójnikami a nie było lekko. Każdego z nich jednak kochała bardzo mocno. Milutką, Śmiałka, Śpioszka, Promyczka i Maleństwo.

- Ej. – zawołała Maleństwo.
- O, cześć Milutka.
- Cześć, przejdziemy się na spacer?
- Pewnie.
- Pięknie dziś świeci słońce.
- Aha.

Małe gąski często wychodziły sobie na spacery. Różniły się troszkę wiekiem, ponieważ jedna wykluła się wcześniej, co w rodzeństwie gęsi miało bardzo duże znaczenie. Maleństwo jednak po jakimś czasie zaczęło wymawiać się jakimiś drobnymi zajęciami i unikało siostry.
Milutkiej było z tego powodu smutno. Bardzo zależało jej na spacerach z Maleństwem, przecież tak wspaniale się bawiły!

Gąski zaczęły dorastać. Zapomniały o wspólnych spacerkach, cieszyły się swoimi piórkami, miały je coraz ładniejsze. Milutka, dla wszystkich serdeczna i uprzejma zaczęła coraz częściej bywać sama, niejako oddzieliła się od rodzeństwa, choć nadal miała z nim dobry kontakt.

„Dlaczego moje pióra wciąż są takie brzydkie?....Ech, dlaczego nie mogę mieć takich, jakie mają moi bracia i Maleństwo!? Jestem taka okropna...”

- Co jest siostra? – zaskoczył nagle z tyłu Milutką Promyczek.
- Och! A to Ty. Nie strasz mnie tak. – siląc się na uśmiech odwróciła się do brata.
- Czemu tak tu siedzisz? Sama.
- A tak sobie, pomyśleć tu przyszłam.
- O?
- Oj Promyczku, takie tam drobnostki. Spójrz jak pięknie wygląda niebo, zaraz słońce zajdzie.
- Ty mi tu nie wykręcaj kota ogonem siostra, tylko mów, co i jak, bo takie bajki to Śmiałkowi możesz opowiadać.
- Ależ to naprawdę nic Promyczku. – Milutka starała się, najlepiej jak umiała, uśmiechnąć się przekonująco do brata.
- To dobrze. – odpowiedział po namyśle.
- Chodźmy już do domu, zaraz będzie ciemno i mama będzie się niepokoić.

Milutka jednak z dnia na dzień przygasała. Nie chciała nikogo z bliskich obarczać swoimi głupimi problemami. Obwiniała się za próżność, której co noc ulegała. Zalewała piórka łzami smutnie uświadamiając sobie, jak odstaje od rodzeństwa. Pewnego dnia wyszła nad staw i nie wróciła.

Perełka nie mogła wyjść z szoku. Pozostałe gąski nic nie rozumiały. Promyczek był załamany. Maleństwo nic nie potrafiło powiedzieć.


=================================================================

Pani Maria wstała wcześnie rano. Była to idealna pora na grzybobranie. Wzięła ze sobą koszyczek oraz laskę i ruszyła do lasu. Mijając staw zauważyła coś w wodzie.
- A to co? – podeszła bliżej.
- Oooch… - pani Marii zabrakło tchu. Przysiadła na trawie i ukryła twarz w dłoniach.
- Moje kochanie, moja gąsko, dlaczego? - rozpaczliwie przeganiała ranną ciszę.
- Najpiękniejsza gąska, jej błyszczące oczka, och nie, nie… Jak to się stało? Dlaczego?

To było chyba wczoraj.

Opublikowano

Znaczy baja to jest? Zszokowałem się pierwej, jak mi narrator opcję zmienił i te gąski gadać zaczęły, ale potem pojąłem. Mnie się podoba. Fajnie, że po erze psychiatryków, mamy trochę bajek. Żywych i zabitych :)

Opublikowano

oj asher, napisałeś że gąski zaczęły gdakać - co robią kury - i główkuję gdzie błąd popełniłam?! wiem, że wczoraj to byki miałam piękne typu w trzech miejscach "pan Marian" miast Bogusław :) heh, jakoś dziwnie mi tam wchodził. No więc szukałam miejsca gdzie napisałam to niedorzeczne gdakanie. Na szczęście się zorientowałam, że to o ich rozmowach mowa,
a bajki? pewnie że nie szkodzą, tę napisałam wczoraj po przeczytaniu Twojej :)

Opublikowano

Bogdan czy Bogusław?
Zdecyduj się, bo to dwa różne imiona :)
Ja bym zmienił to na : Asher (bo mi się Bogdan jakoś tak kojarzy ;D)
No i dziwna pointa (jak na pedagoga ;) - ale ja się na prozie zupełnie, ale to zupełnie nie znam.
pzdr. b.

Opublikowano

no i kolejna bajka :)

tylko jak mam rozumieć zakończenie?? :)

poza tym:

"- Eeee… - westchnęła rozedrganą brodą pani Maria."

tutaj coś się nie zgadza

jak można westchnąć rozedrganą brodą??
bo ja próbowałem i nie potrafię tego dokonać :)

także to dookreślenia "Maluszka" troszkę mnie zdziwiło
wiem, że popularnych "Maluch" to fiat 126p - jeżeli ta bajka adresowana jest do ciut większego odbiorcy, to wtedy dookreślenie jest zbędne (chyba że jest inaczej)

i naprawdę chciałbym się dowiedzieć jak należy odczytywać to zakończenie :)

pozdrawiam: Wojtek

Opublikowano

Asher, to ja Cię bardzo przepraszam :) muszę popracować nad czytaniem... jakiś elementarz poczytam, czy coś..

Bezet, ciesz się, że już Mariana nie ma :) ech zaraz poprawię, ja po prostu mylę te imiona...

Wojtku, hmm no racja, to nie tyle westchnęła, co ...jęknęła? no nie wiem jak to określić, ale pomyślę, co do 126p to czekałam na zastrzeżenia :) nie pierwsze zresztą, że dopisek zbędny zamieściłam, ok, jeśli wydaje się zbędny to wywalam.

a co w zakończeniu jest niejasne?

Opublikowano

nie wiem... jakoś wymowa tej puenty mi umknęła
czy to najpiększniejsza gąska się zabiła?
czy najbrzydsza w końcu?

i tak naprawdę jeżeli, to ta najpiękniejsza, to co z tego na dobrą sprawę wynika??

jakoś tak... zagoniłaś natalio czytelnika w kozi róg, że się tak wyrażę

chyba, że pozwalasz czytelnikom na własne domniemania

jakoś tak hmmm...hmmm... dziwnie wyszło :)

P.S. chyba też napiszę jakąś bajkę - skoro cieszą się, aż tak wielkim zainteresowaniem :P

pozdrawiam: Wojtek

Opublikowano

tak też myślałem, ale chciałem się upewnić hehe

a co do puenty - już wiem, co mi nie pasowało

zakończenie ściągnięte i potem przerobione z "Brzydkiego kaczątka", a spodziewałem się czegoś innego w sumie

ale z pewnością tę bajkę o brzydkiej gąsce można opowiedzieć swoim dzieciom, a to już coś
bo trud nie poszedł na marne

pozdrawiam: Wojtek

Opublikowano

Uściślijmy, żeby Wojtek miał jasność. Chciałaś zabić baję, nie? Wzięłaś na wartszat Brzydkie Kaczątko, tak? I zamiast łabędzia, kaczątko-gąska se popełnila harastawokiri? I tyle. No chyba, że czegoś nie łapię. Dzieciom nie wolno :)

Opublikowano

Hmmm niezła transformacja :)
Jedyne, czego się czepnę, to dwa fragmenciki:
1) Zdanie "Nic nie masz w sobie polotu, chęci przeżycia jeszcze czegoś, urozmaicenia monotonności dni." jakoś mi nie pasuje w ustach Marysi :D
2) Podpowiedź w nawiasie "(Marii)" - po co ona? Chyba czytelnicy nie aż tacy kretyni :)

Pozdrawiam
Wuren

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dzięki

Żeby doprecyzować - zbyt długie zdanie, za dużo elokwencji, jak na Maryśkę :D
Ale to takie tam moje widzimisię jeno :)

Pozdrawiam
Wuren

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • CZARNE ŚWIATŁO

       

      Michał spojrzał na tablicę informacyjną przed największym centrum handlowym w jego mieście.

      Miejsc parkingowych 450

      Miejsc wolnych 0.

      Idą święta!

       

      Michał z ławki ustawionej przy wejściu patrzył na tłum klientów centrum osiągający  stan wrzenia. Pełen wózek - to chwila poczucia spełnienia.

      Bo być to kupić!

       

      W te święta rodzina wyznaczyła ich spotykanie w jego domu. Tak będzie też brat z jego bliskimi. Michał rozmawiał z nim o nadchodzących świętach. Brat wspomniał, że bardzo wiele zmieniło się w jego rodzinie od poprzednich świąt. Mówił o braku porozumienia ze swoim najmłodszym synem.

       

      Michał trzyma w dłoniach kupiony w centrum 1000 elementowy zestaw puzzli. Jest to dla niego najważniejszy tegoroczny jego zakup świąteczny.

       

      Przyszedł je tu kupić po tym, gdy wczoraj przypomniał sobie już odległy czasem obraz, kiedy patrzył na swoją żonę i ich córki bawiące się latem na nadmorskiej plaży. Budowały wtedy zamek z piasku. Obok piaskowego zamku usypały wysoki kopczyk ze znalezionych tu kamyków. Zamek stał u podnóża wielkiej góry. Popatrzył wtedy na usypany przez dziewczynki kopiec kamyków. Były tam kamyki jasne i ciemne.

       

      Na wspomnienie rozmowy z bratem, powróciła do niego tamta myśl:

      Czy można podzielić ten kopiec kamyków na dwa kopce? W jednym miałyby być tylko te jasne a w drugim tylko te ciemne. Pytanie śmieszne. Oczywiście, że tak. Ale jest jeden warunek, że zaprzęgniemy do tego materię i myśl. Myśl może mieć różną postać. Może to być myśl córeczek bawiących się kamyczkami albo myśl mechaniczna, zaprogramowana w czujniku, który potrafi rozpoznać jasny lub ciemny przedmiot i zaprogramowanego, sprzężonego z nim manipulatora, który chwyci i przeniesie kamyk na właściwe miejsce. Jest to myśl mechaniczna będąca jednak owocem myśli człowieka inżyniera, konstruktora robota.

       

      A czy zadanie to można wykonać wykorzystując wszystko, co jest dostępne poza myślą? Wykorzystując na to dowolną ilość czasu, dowolną ilość i postać energii czy zmiany takich parametrów jak ciśnienie, temperatura, wilgotność i temu podobne.

       

      Tamtego dnia snuł dalej swoje rozważania.

      A teraz masz stworzyć strukturę DNA – nośnik informacji genetycznej organizmów żywych. Czy zadanie to można wykonać wykorzystując wszystko, co jest dostępne poza myślą?

       

       Michał zamierza zadać takie pytania swojemu bratankowi, studentowi renomowanej uczelni.

      Planuje tą właśnie kwestię uczynić zasadniczą osią ich świątecznego dyskursu. Dla niego samego, jego osobiste przekonania w tej kwestii, stanowią fundament jego światopoglądu.

       

      Z informacji przekazanych przez brata wie, że codzienne drogi jego syna nie wiodą go już do kościoła, dołączył do wyznawców teorii o nie istnieniu Boga, wyznawców bankructwa wiary i głosicieli potrzeby wyzwolenia się z jej pęt.

       

      Zestaw puzzli jest Michałowi niezbędny ku temu, by bratankowi pokazać przez porównanie z czymś, czego poziom trudności jest sobie w stanie wyimaginować, poziomu złożoności, jaką niósł w sobie proces powstawania na naszej planecie pierwszych struktur DNA – nośników informacji genetycznej organizmów żywych.  Zestaw puzzli jest mu potrzebny po to, by pomóc bratankowi odpowiedzieć na pytanie, czy zadanie ich ułożenia można wykonać przy wykorzystaniu wszystkiego, co jest dostępne, za wyjątkiem myśli? Tak w zamyśle Michała puzzle mają wspomóc wyobraźnię jego bratanka.

       

      Michał wie, że nie musi objaśniać mu różnicy w poziomach skomplikowania pomiędzy tworzeniem struktury DNA – nośnika informacji genetycznej
      a ułożeniem 1000 elementowych puzzli. Michał wymyślił, jak go zapytać o szansę ułożenia puzzli bez wsparcia  ze strony procesu myślenia.

       

      Michał położy je przed bratankiem, poprosi o ułożenie ich a potem wyłączy światło w pokoju. Bratanek ma to wykonać w całkowitej ciemności. W podobnych realiach prawdopodobieństwa zapewne mogły powstawać kiedyś pierwsze struktury DNA, przy uczynionym założeniu o ich powstawaniu bez udziału myśli stwórczej.

       

      Michał patrząc na nie podlegające zasadom zdrowego rozsądku reguły zachowania przedświątecznego tłumu, problemy brata z jego synem, a także zjawiska społeczne, których doświadczał w ostatnim okresie, nabiera przekonania, iż świat jest spowity w strumieniach czarnego światła.

       

      W strumieniach tego fałszywego światła , to co przez wieki było czarnym dziś staje się białym.

       

      Jego optymizmu nie budują oferowane z regałów galerii najnowszej generacji 50 calowe ekrany czarnego światła.

       

      Czeka nas jeszcze finał. A w nim dotrą do nas rachunki latarników czarnego światła, wystawione za chwile iluzji, które nieuchronnie prowadzą nas ku zgubie – pomyślał Michał.

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • CZARNE ŚWIATŁO   Michał spojrzał na tablicę informacyjną przed największym centrum handlowym w jego mieście. Miejsc parkingowych 450 Miejsc wolnych 0. Idą święta!   Michał z ławki ustawionej przy wejściu patrzył na tłum klientów centrum osiągający  stan wrzenia. Pełen wózek - to chwila poczucia spełnienia. Bo być to kupić!   W te święta rodzina wyznaczyła ich spotykanie w jego domu. Tak będzie też brat z jego bliskimi. Michał rozmawiał z nim o nadchodzących świętach. Brat wspomniał, że bardzo wiele zmieniło się w jego rodzinie od poprzednich świąt. Mówił o braku porozumienia ze swoim najmłodszym synem.   Michał trzyma w dłoniach kupiony w centrum 1000 elementowy zestaw puzzli. Jest to dla niego najważniejszy tegoroczny jego zakup świąteczny.   Przyszedł je tu kupić po tym, gdy wczoraj przypomniał sobie już odległy czasem obraz, kiedy patrzył na swoją żonę i ich córki bawiące się latem na nadmorskiej plaży. Budowały wtedy zamek z piasku. Obok piaskowego zamku usypały wysoki kopczyk ze znalezionych tu kamyków. Zamek stał u podnóża wielkiej góry. Popatrzył wtedy na usypany przez dziewczynki kopiec kamyków. Były tam kamyki jasne i ciemne.   Na wspomnienie rozmowy z bratem, powróciła do niego tamta myśl: Czy można podzielić ten kopiec kamyków na dwa kopce? W jednym miałyby być tylko te jasne a w drugim tylko te ciemne. Pytanie śmieszne. Oczywiście, że tak. Ale jest jeden warunek, że zaprzęgniemy do tego materię i myśl. Myśl może mieć różną postać. Może to być myśl córeczek bawiących się kamyczkami albo myśl mechaniczna, zaprogramowana w czujniku, który potrafi rozpoznać jasny lub ciemny przedmiot i zaprogramowanego, sprzężonego z nim manipulatora, który chwyci i przeniesie kamyk na właściwe miejsce. Jest to myśl mechaniczna będąca jednak owocem myśli człowieka inżyniera, konstruktora robota.   A czy zadanie to można wykonać wykorzystując wszystko, co jest dostępne poza myślą? Wykorzystując na to dowolną ilość czasu, dowolną ilość i postać energii czy zmiany takich parametrów jak ciśnienie, temperatura, wilgotność i temu podobne.   Tamtego dnia snuł dalej swoje rozważania. A teraz masz stworzyć strukturę DNA – nośnik informacji genetycznej organizmów żywych. Czy zadanie to można wykonać wykorzystując wszystko, co jest dostępne poza myślą?    Michał zamierza zadać takie pytania swojemu bratankowi, studentowi renomowanej uczelni. Planuje tą właśnie kwestię uczynić zasadniczą osią ich świątecznego dyskursu. Dla niego samego, jego osobiste przekonania w tej kwestii, stanowią fundament jego światopoglądu.   Z informacji przekazanych przez brata wie, że codzienne drogi jego syna nie wiodą go już do kościoła, dołączył do wyznawców teorii o nie istnieniu Boga, wyznawców bankructwa wiary i głosicieli potrzeby wyzwolenia się z jej pęt.   Zestaw puzzli jest Michałowi niezbędny ku temu, by bratankowi pokazać przez porównanie z czymś, czego poziom trudności jest sobie w stanie wyimaginować, poziomu złożoności, jaką niósł w sobie proces powstawania na naszej planecie pierwszych struktur DNA – nośników informacji genetycznej organizmów żywych.  Zestaw puzzli jest mu potrzebny po to, by pomóc bratankowi odpowiedzieć na pytanie, czy zadanie ich ułożenia można wykonać przy wykorzystaniu wszystkiego, co jest dostępne, za wyjątkiem myśli? Tak w zamyśle Michała puzzle mają wspomóc wyobraźnię jego bratanka.   Michał wie, że nie musi objaśniać mu różnicy w poziomach skomplikowania pomiędzy tworzeniem struktury DNA – nośnika informacji genetycznej a ułożeniem 1000 elementowych puzzli. Michał wymyślił, jak go zapytać o szansę ułożenia puzzli bez wsparcia  ze strony procesu myślenia.   Michał położy je przed bratankiem, poprosi o ułożenie ich a potem wyłączy światło w pokoju. Bratanek ma to wykonać w całkowitej ciemności. W podobnych realiach prawdopodobieństwa zapewne mogły powstawać kiedyś pierwsze struktury DNA, przy uczynionym założeniu o ich powstawaniu bez udziału myśli stwórczej.   Michał patrząc na nie podlegające zasadom zdrowego rozsądku reguły zachowania przedświątecznego tłumu, problemy brata z jego synem, a także zjawiska społeczne, których doświadczał w ostatnim okresie, nabiera przekonania, iż świat jest spowity w strumieniach czarnego światła.   W strumieniach tego fałszywego światła , to co przez wieki było czarnym dziś staje się białym.   Jego optymizmu nie budują oferowane z regałów galerii najnowszej generacji 50 calowe ekrany czarnego światła.   Czeka nas jeszcze finał. A w nim dotrą do nas rachunki latarników czarnego światła, wystawione za chwile iluzji, które nieuchronnie prowadzą nas ku zgubie – pomyślał Michał.  
    • @Annie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Annie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Wiechu J. K. Młodość to nie okres w życiu tylko stan umysłu. Te słowa w Polsce są najbardziej kojarzone z o. Leonem Knabitem OSB, tynieckim benedyktynem, który często powtarzał: „Młodość to nie tylko wiek. Młodość to stan ducha”. Warto jednak wiedzieć, że podobną myśl wyrażało wielu myślicieli, m.in.: Samuel Ullman (amerykański poeta i przedsiębiorca) w swoim słynnym eseju „Youth” napisał: „Młodość to nie okres w życiu, lecz stan umysłu”. Albert Schweitzer (niemiecki filozof i lekarz), który stwierdził: „Młodość to nie czas życia, ale stan ducha”. O. Leon Knabit spopularyzował tę myśl w Polsce, pisząc pod tym tytułem także książkę.
    • Cztery pory wspomnień   dom, chmury i zachód słońca  iskrzą w tęsknotach minione chwile przeszywam wzrokiem dawne czasy wciąż żywe niesenne obrazy   po mroźnym zimy trwaniu witam wiosny odrodzenie co bzami zmysły odurza a potem witam nawały letniej zieleni z błękitem nieba w przestrzeni a później w brązie jesiennym  czarowne barwy życia   witam was o każdej dnia porze wieczorem, gdy sen się zbliża  i nocą, podczas sennego odpoczywania a rankiem kawy aromatem co zmysły ożywia do południa    cieszę się życiem i każdym serca biciem z wdzięcznością i radością  rozmyślając nad tegoż kruchością     
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...