Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

niektórzy ludzie
zmuszają do przemyślenia na nowo
raz ustalonych reguł
czasem niepokój przenika do szpiku kości

i pytanie
czy potrafię wychować dzieci tak
by były szczęśliwe w tym świecie
czy wystarczy odwagi
czy dobro nie odbierze im umiejętności walki
czy wrodzona życzliwość nie zabije w nich sprytu
czy napotkani kłamcy nie odbiorą im siły
a cwaniactwo współbraci hartu ducha

niełatwo być wrażliwym
Opublikowano

Astronomko, wyczuwam tu inspirację naszą rozmową na privie, czy tak? Cieszę się, że natchnęła Cię ona do napisania wiersza!
Niełatwo być wrażliwym, a mimo wszystko nigdy nie zamieniałabym się głowami z nieczułym idiotą. :)
I niełatwo być rodzicem czy w ogóle wychowawcą. Ale nie wyobrażam sobie życia bez dzieci (własnych i cudzych, na przykład w szkole, gdzie pracuję).
W ogóle niełatwe jest życie. Ale im jest trudniejsze, tym pełniejsze i ciekawsze. Osobiście lubię wyzwania.
Życzę Ci samych sukcesów i radości w Nowym Roku 2013! :)

Opublikowano

Oxyvio, owszem, w dużej mierze zainspirowałam się naszą rozmową. Życzę Ci dużo sukcesów wychowawczych, zwłaszcza w szkole, gdzie pracujesz. Pozdrawiam, Ada.
ps. Jak powiedział kiedyś Adam Małysz - skakanie nie jest łatwe. Życie! w ogóle nie jest łatwe.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


No dokładnie, o to chodzi.
To miłe, że nasza rozmowa była dla Ciebie inspiracja do napisania wiersza.
Dlaczego przedtem napisałaś, że nasze wypowiedzi są bez sensu?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


No dokładnie, o to chodzi.
To miłe, że nasza rozmowa była dla Ciebie inspiracja do napisania wiersza.
Dlaczego przedtem napisałaś, że nasze wypowiedzi są bez sensu?
Bo tak
  • 2 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...