Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Gdzieś tam, coś tam, kiedyś
- zamierzchłe to czasy
a dzisiaj bez weny,
dorobku i klasy
zaczynam od nowa
lecz czy starczy chęci
tego nie dociekam
na razie mnie kręci
by jako przerywnik
wrzucić coś czasami
bo lubię przebywać
między poetami.

Witam serdecznie i pozdrawiam
HJ
Opublikowano

Każdy poeta miewa czasami
większe lub mniejsze kryzysy twórcze,
więc nie załamuj się tak przerwami,
pozbieraj kartki i nie płacz, kurczę,

bo nikt talentem Cię nie przerasta -
satyryk z Ciebie prima - i basta!

A jeśli można coś podpowiedzieć,
żeby obudzić zaspaną wenę:
wszak mamy konkurs w sam raz dla Ciebie,
skrojony jak na Twoje natchnienie!

Pisz więc satyrę na Org zielony
i wygraj Pary Zarębskiej tomik! ;-)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Na satyrę przyjdzie pora
bo okazji nadto zawsze
a niebawem się okaże,
że tematy są ciekawsze.

Ptak nie kala swego gniazda
ja Portalu nie obśmiewam
co najwyżej (patrz) w konkursie
hymn pochwalny o nim śpiewam.

Za Twoją namową wkleiłem konkursową rymowankę
Pozdrawiam serdecznie
HJ
Opublikowano

czytając Twój wierszyk oraz dodane komentarze, powiem tylko:

masz całkowitą rację. gdyby tak być miało,
że człowiek doskonały - któż by pisał z taktem?
więc w krótkiej adnotacji, chcę powiedzieć śmiało:
jest wszystko czego trzeba - prawda w słowach nadto.


natomiast skromność jest cnotą, o ile nie walczy z przekorą ;)

serdecznie pozdrawiam Poetę.
in-h.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



odnośnie słów Oxyvii, przypomniało mi się jeszcze...
kiedyś napisałam taki wierszyk, jednemu koledze po piórze, w podobnych okolicznościach:


harfa i róże, jedwabne nici
igła za igłą kłują sumienie
zamykasz w strofach kawałek życia
co jest ważniejsze - wymóg? pragnienie?

przy wtórze pieśni pamięci echa
sypią odpryski złotej podkowy
o silnym duchu, młodości, grzechach
stylem wymyślnym, zupełnie nowym?

kochasz poezję. znasz mądre słowa
skrzydlatych wersów nie potrzebujesz
głęboko w sercu, w duszy i z głową
ty wiesz najlepiej - piszesz, jak czujesz.


raz jeszcze pozdrawiam. kłaniam się,
in-h.
Opublikowano

Witaj Henryku, cieszę się, że znów mogę czytać twoje rymowanki nawet takie krótkie. Mam nadzieję, że wena szybko wróci i dalej będę się mógł cieszyć twoim piórem.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Doskonałości słów zbieżnych strofy
niejeden szuka choćby w teorii
bowiem praktyka jakby na przekór
zbacza i nie chce po trajektorii

snuć się w przestrzeni by opaść z hukiem
bo jak już spadać to bezszelestnie
gdyż nie potrzebny zgiełk oraz rozgłos
wystarczy jak ktoś cichutko westchnie.

Serdecznie pozdrawiam
HJ
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Bywają inne zakątki życia
po których biegam tam i z powrotem
nie oszczędzając sił ani czasu
a na finale oblany potem

łykam powietrze łapane z trudem
zmuszony przysiąść choćby na chwile
a potem dalej, dalej przed siebie
by to co było zostało w tyle

zaś to co nowe, co nie odkryte,
coś co zagadką jest dla ludzkości
chce się odkrywać, poznać, dotykać
jeśli ku temu są możliwości.


Jestem połykaczem czasu, nigdy nie mam go w zapasie.
Serdecznie pozdrawiam
HJ
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie prowokuj satyryka
dwuznacznością słowa
bowiem z tego powstać
bardzo wyjątkowa

sytuacja co do, której
z przymrużeniem oka
pióro może przybrać postać
walca albo tłoka.


Jest mi bardzo miło.
Pozdrawiam serdecznie
HJ
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Doskonałości słów zbieżnych strofy
niejeden szuka choćby w teorii
bowiem praktyka jakby na przekór
zbacza i nie chce po trajektorii

snuć się w przestrzeni by opaść z hukiem
bo jak już spadać to bezszelestnie
gdyż nie potrzebny zgiełk oraz rozgłos
wystarczy jak ktoś cichutko westchnie.

Serdecznie pozdrawiam
HJ



zgadzam się! :)

wystarczy tylko powiedzieć sobie
wszystko możliwe, gdy doskonałość
wybiela myśli. większą ozdobą
jeśli przez życia trud kroczysz śmiało

w tym, co nazwane jest niewzruszenie
chęcią poznania dobra i złego.
rozgłośne krzyki miną jak cienie
cisza poezji przetrwa, Kolego.


raz jeszcze pozdrawiam serdecznie,
in-h.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Doskonałości słów zbieżnych strofy
niejeden szuka choćby w teorii
bowiem praktyka jakby na przekór
zbacza i nie chce po trajektorii

snuć się w przestrzeni by opaść z hukiem
bo jak już spadać to bezszelestnie
gdyż nie potrzebny zgiełk oraz rozgłos
wystarczy jak ktoś cichutko westchnie.

Serdecznie pozdrawiam
HJ



zgadzam się! :)

wystarczy tylko powiedzieć sobie
wszystko możliwe, gdy doskonałość
wybiela myśli. większą ozdobą
jeśli przez życia trud kroczysz śmiało

w tym, co nazwane jest niewzruszenie
chęcią poznania dobra i złego.
rozgłośne krzyki miną jak cienie
cisza poezji przetrwa, Kolego.


raz jeszcze pozdrawiam serdecznie,
in-h.



Przetrwa, bo nawet ta zapomniana
o której mówią – gorszego sortu
wraz z nowym trendem dźwignięta w górę
stanie w szeregu jak do raportu

i ktoś ją weźmie ktoś o niej powie
a treści nada nowe spojrzenie
dlatego nasza lepsza czy gorsza
poezja zawsze jest w dobrej cenie.


Pozdrawiam serdecznie
HJ

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Doskonałości słów zbieżnych strofy
niejeden szuka choćby w teorii
bowiem praktyka jakby na przekór
zbacza i nie chce po trajektorii

snuć się w przestrzeni by opaść z hukiem
bo jak już spadać to bezszelestnie
gdyż nie potrzebny zgiełk oraz rozgłos
wystarczy jak ktoś cichutko westchnie.

Serdecznie pozdrawiam
HJ



zgadzam się! :)

wystarczy tylko powiedzieć sobie
wszystko możliwe, gdy doskonałość
wybiela myśli. większą ozdobą
jeśli przez życia trud kroczysz śmiało

w tym, co nazwane jest niewzruszenie
chęcią poznania dobra i złego.
rozgłośne krzyki miną jak cienie
cisza poezji przetrwa, Kolego.


raz jeszcze pozdrawiam serdecznie,
in-h.



Przetrwa, bo nawet ta zapomniana
o której mówią – gorszego sortu
wraz z nowym trendem dźwignięta w górę
stanie w szeregu jak do raportu

i ktoś ją weźmie ktoś o niej powie
a treści nada nowe spojrzenie
dlatego nasza lepsza czy gorsza
poezja zawsze jest w dobrej cenie.


Pozdrawiam serdecznie
HJ



zatem nie ważne są słabsze chwile.
czerpiąc ze słowa, zawsze masz w sobie
wielość spojrzenia. tu się nie mylę -
klucze metafor jeszcze ozdobią

niejednej strofie rytm i wrażenie,
gdy prozę życia zamkniesz w nich ładnie.
co było gorsze, stopi się z cieniem.
myśl ciągle świeża, niemoc gdzieś na dnie!


serdeczności! :)
in-h.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Doskonałości słów zbieżnych strofy
niejeden szuka choćby w teorii
bowiem praktyka jakby na przekór
zbacza i nie chce po trajektorii

snuć się w przestrzeni by opaść z hukiem
bo jak już spadać to bezszelestnie
gdyż nie potrzebny zgiełk oraz rozgłos
wystarczy jak ktoś cichutko westchnie.

Serdecznie pozdrawiam
HJ



zgadzam się! :)

wystarczy tylko powiedzieć sobie
wszystko możliwe, gdy doskonałość
wybiela myśli. większą ozdobą
jeśli przez życia trud kroczysz śmiało

w tym, co nazwane jest niewzruszenie
chęcią poznania dobra i złego.
rozgłośne krzyki miną jak cienie
cisza poezji przetrwa, Kolego.


raz jeszcze pozdrawiam serdecznie,
in-h.



Przetrwa, bo nawet ta zapomniana
o której mówią – gorszego sortu
wraz z nowym trendem dźwignięta w górę
stanie w szeregu jak do raportu

i ktoś ją weźmie ktoś o niej powie
a treści nada nowe spojrzenie
dlatego nasza lepsza czy gorsza
poezja zawsze jest w dobrej cenie.


Pozdrawiam serdecznie
HJ



zatem nie ważne są słabsze chwile.
czerpiąc ze słowa, zawsze masz w sobie
wielość spojrzenia. tu się nie mylę -
klucze metafor jeszcze ozdobią

niejednej strofie rytm i wrażenie,
gdy prozę życia zamkniesz w nich ładnie.
co było gorsze, stopi się z cieniem.
myśl ciągle świeża, niemoc gdzieś na dnie!


serdeczności! :)
in-h.

Jak łucznik trafiasz słowem do celu
a każde słowo jak strzała chyża
mimo prędkości omija fałsze
i wszelkie cnoty prawdy przybliża.

Pozdrawiam serdecznie
HJ

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Doskonałości słów zbieżnych strofy
niejeden szuka choćby w teorii
bowiem praktyka jakby na przekór
zbacza i nie chce po trajektorii

snuć się w przestrzeni by opaść z hukiem
bo jak już spadać to bezszelestnie
gdyż nie potrzebny zgiełk oraz rozgłos
wystarczy jak ktoś cichutko westchnie.

Serdecznie pozdrawiam
HJ



zgadzam się! :)

wystarczy tylko powiedzieć sobie
wszystko możliwe, gdy doskonałość
wybiela myśli. większą ozdobą
jeśli przez życia trud kroczysz śmiało

w tym, co nazwane jest niewzruszenie
chęcią poznania dobra i złego.
rozgłośne krzyki miną jak cienie
cisza poezji przetrwa, Kolego.


raz jeszcze pozdrawiam serdecznie,
in-h.



Przetrwa, bo nawet ta zapomniana
o której mówią – gorszego sortu
wraz z nowym trendem dźwignięta w górę
stanie w szeregu jak do raportu

i ktoś ją weźmie ktoś o niej powie
a treści nada nowe spojrzenie
dlatego nasza lepsza czy gorsza
poezja zawsze jest w dobrej cenie.


Pozdrawiam serdecznie
HJ



zatem nie ważne są słabsze chwile.
czerpiąc ze słowa, zawsze masz w sobie
wielość spojrzenia. tu się nie mylę -
klucze metafor jeszcze ozdobią

niejednej strofie rytm i wrażenie,
gdy prozę życia zamkniesz w nich ładnie.
co było gorsze, stopi się z cieniem.
myśl ciągle świeża, niemoc gdzieś na dnie!


serdeczności! :)
in-h.

Jak łucznik trafiasz słowem do celu
a każde słowo jak strzała chyża
mimo prędkości omija fałsze
i wszelkie cnoty prawdy przybliża.

Pozdrawiam serdecznie
HJ



miło gawędzić, wierszować miło,
o cnotach prawić zawsze z umiarem.
miejscem dla wiersza ta strona była -
dopowiedzianych naprędce parę

rymów znajduje swego autora
i dalej wiersza życiem już żyją.
dla chyżej strzały zawsze znajdź porę,
poezja nigdy nie jest niczyja.


znów serdecznie pozdrawiam,
in-h.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Doskonałości słów zbieżnych strofy
niejeden szuka choćby w teorii
bowiem praktyka jakby na przekór
zbacza i nie chce po trajektorii

snuć się w przestrzeni by opaść z hukiem
bo jak już spadać to bezszelestnie
gdyż nie potrzebny zgiełk oraz rozgłos
wystarczy jak ktoś cichutko westchnie.

Serdecznie pozdrawiam
HJ



zgadzam się! :)

wystarczy tylko powiedzieć sobie
wszystko możliwe, gdy doskonałość
wybiela myśli. większą ozdobą
jeśli przez życia trud kroczysz śmiało

w tym, co nazwane jest niewzruszenie
chęcią poznania dobra i złego.
rozgłośne krzyki miną jak cienie
cisza poezji przetrwa, Kolego.


raz jeszcze pozdrawiam serdecznie,
in-h.



Przetrwa, bo nawet ta zapomniana
o której mówią – gorszego sortu
wraz z nowym trendem dźwignięta w górę
stanie w szeregu jak do raportu

i ktoś ją weźmie ktoś o niej powie
a treści nada nowe spojrzenie
dlatego nasza lepsza czy gorsza
poezja zawsze jest w dobrej cenie.


Pozdrawiam serdecznie
HJ



zatem nie ważne są słabsze chwile.
czerpiąc ze słowa, zawsze masz w sobie
wielość spojrzenia. tu się nie mylę -
klucze metafor jeszcze ozdobią

niejednej strofie rytm i wrażenie,
gdy prozę życia zamkniesz w nich ładnie.
co było gorsze, stopi się z cieniem.
myśl ciągle świeża, niemoc gdzieś na dnie!


serdeczności! :)
in-h.

Jak łucznik trafiasz słowem do celu
a każde słowo jak strzała chyża
mimo prędkości omija fałsze
i wszelkie cnoty prawdy przybliża.

Pozdrawiam serdecznie
HJ



miło gawędzić, wierszować miło,
o cnotach prawić zawsze z umiarem.
miejscem dla wiersza ta strona była -
dopowiedzianych naprędce parę

rymów znajduje swego autora
i dalej wiersza życiem już żyją.
dla chyżej strzały zawsze znajdź porę,
poezja nigdy nie jest niczyja.


znów serdecznie pozdrawiam,
in-h.

Tak można płynąć nawet w bezwietrzną
porę bo przecież raz dwa się skleci
wiersz, który wydmie płótno a jacht nasz
jak rączy pegaz nad wodę wzleci

i poszybuje nad oceanem
lekkością rymu, sensem metafor,
by w dalszą drogę ruszyć koleją
warunek, że ją puści semafor

a kiedy postój potrwa za długo
jak nic do góry helikopterem
wzleci jak piórko, jak drobny puszek
bo ta poezja jest z charakterem.

Pozdrawiam serdecznie
HJ

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • II.
      Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!)

      Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach,
      Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie!
      Rama mnie bach, spodnie w piach,
      Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził!

      Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB,
      Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg…

      — Wujek Wołodia?
      — Wujek Wołodia!
      Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby mi!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig!
      Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi!


      Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub.
      A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób!
      Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha!
      Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha),
      kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub!

      Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić!
      Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić!

      — Wujek Wołodia?
      — Wujek Wołodia!
      Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby mi!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig!
      Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi!


      Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny!
      Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny!

      Wujku Wołodia, d dokręć śruby!
      Wujku Wołodia, d, dokręć śruby!
      Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud,
      Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi!

      Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub!
      Wujku Wołodia, kręć aż po sam....
      Grób!

      III.
      [...]
      „To minie, jak nad Moskwą majowa burza”

      Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa
      Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy,
      Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach!
      Jak korytarze ponure Łubianki,

      Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr,
      Jak niesforna sfora federalnych majorów,
      Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz,
      Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu...

      To na pewno minie,
      Minie jak zły sen!

      Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb,
      Ślady na dłoni rażonej paralizatorem,
      Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb,
      Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora!

      W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los?
      Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko
      Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb...

      Uwierz mi, to też minie!

      Jak swastyka Ruskiego Mira,
      I dym pożarów niesiony przez wiatr,
      Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera,
      I policyjna suka nabita dziećmi po dach!

      I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow,
      Paragraf 228 i kocioł o piątej,
      I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący,
      Gazując kobiety, chłopców i brzdące...

      To wszystko minie jak inne miesiące:
      Jak grudzień, styczeń, luty, maj…
      Minie, bez wątpienia minie!
      Na razie w to im graj
      Ale to ich już ostatnie pląsy!

      Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb,
      Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora,
      Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb,
      Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora!

      Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz!
      Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę;
      Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp,
      A dziś milczy jak grób:
      Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup !
      Wszystko kiedyś minie!

      I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram,
      A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu,
      Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak,
      I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg…

      W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los?
      Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę
      Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd!

      Uwierz mi, to też minie!
      To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie,
      Za godzinę, za chwilę…
      To wszystko minie!

      IV.
      Hm                                            H7
      Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:
                  Em                                  F♯7
      Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,
                 Hm                  A7               G
      Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…
                  Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm
      Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat.

      Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu,
      Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu,
      Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad.
      Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw

      Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść:
      Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu...
      Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest:
      Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu –

      Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu?
      I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu?

      Edytowane przez Michał Pawica (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • A bobra paker, że zeżre? Kapar Boba
    • @Nata_Kruk  bywa że tak coś przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie. I mierzymy się z tym- chwilą, wspomnieniem. I wzbraniamy się z nimi, choć przecież wiemy, że i tak zmierzyć się przyjdzie.
    • Dawno dawno temu, gdzieś tam w galaktyce, solidnie dysząc spłaszczonymi płucami, wypełza typ spod ciemnej gwiazdy. Strudzony wielce oraz spocony, niczym mysz w norce bez klimatyzacji, żywi wygłodniałą nadzieję, że teraz wreszcie wydostał ciało i umysł, na zawsze i na wieczność. Otrzepuje wesoło krótkie porcięta z resztek ciemnych światełek i wyrzuca je do czarnodziury, dziurawiąc niemiłosiernie, wnerwiony horyzont swoich planów i marzeń.     Dlatego też ni stąd ni zowąd, nie zauważa i nie słyszy echa, albowiem ślimaki w jego uszach, grają na bębenkach, ucztując smakowicie, pożerając ser, którym obleczone są ich rogi. Nie zauważa też wysokich ograniczeń po bokach. Dopiero po chwili dostrzega leżący wniosek. Przeto dochodzi do wniosku, że wędruje na dnie wąwozu. Z każdym krokiem, ściany są coraz bliżej, jakby wchodził do lejka. Na domiar złego, nie może przestać. Musi iść.     Wtem dostrzega piłkarza. Lekko spłaszczony, kopie też z lekka spłaszczoną piłkę. Ta rozpędzona jak absurdalny bicz, uderza typa w głowę. Ów wszczyna kłótnie, mimo wszystko pojednawczą, ale po chwili z lekka otumaniony, znowu widzi gwiazdy. Na szczęście już spod żadnej nie musi wychodzić, gdyż są leciutkie i tylko zwiewnie otrzeźwiają, gilgocząc strudzone ciało. Niestety. Piłka odbita od ciemienia, leci dalej. Trafia w kran na ścianie. Niszczy go doszczętnie, a wypływająca woda, zaczyna potop.       Tu następuje zmiana bohaterów w tekście, gdyż dotychczasowi giną w odmętach, z braku tchu. Jednak nie wszystko ginie. Szczególnie przyszłe wydarzenia, obiekty oraz nowi bohaterowie.      W powstałym oceanie, płynie sobie spokojnie, pośród pluszowych rekinów oraz pomiędzy płotkami, łódź podwodna, w kolorze słoneczka. W środku słychać mamroczące, niewyspane rżenie. Odgłosy owe, wydaje ranny koń. Wstał ze żłoba za wcześnie i teraz marudzi, nie do końca rozbudzony. Ponadto głodny, gdyż nie mógł wybrać, czy pożreć owies, czy siano, czy też truchło osła, który też nie wybrał i zdechł.      Nagle łódkę z zawartością, połyka także wygłodniały kraken. Na domiar złego, tnie na wilgotne strzępy, wbudowaną piłą mechaniczną, by po chwili strawić i wydalić niepotrzebne odpadki. Tym samym zanieczyszcza środowisko wodne, doprowadzając do szewskiej mokrej pasji, wkurzone koralowce, które budzą oceaniczną wróżkę. I bardzo dobrze. Nie przynajmniej nie przegapia randki z morskim bałwanem.       Razem odnajdują na dnie morza, strasznie zawilgocony, pokaźnych rozmiarów skarb. Nie zauważają jednak, iż kryje on w sobie, przeklęty bunkier, na którego klątwę rzucili duchy bohaterów, oficjalnie już w opowiadaniu, niewystępujący. Czyli: typ spod ciemnej gwiazdy, ślimaki, bębenki, ser, piłkarz, koń, osioł, pluszowy rekin, kraken i inni.       Dlatego po chwili, wróżka i morski bałwan, nie żyją długo i szczęśliwie.        Chociaż to wcale nie jest takie pewne, gdyż właściwe zakończenie, skradli wyżej wymienione duchy i wywlekli poza stronę. Nawet puenty z końcowych wnętrzności nie wyłuskali, by ją zostawić do przeczytania. W sumie może to i lepiej, bo na takiej okrwawionej puencie, krew mogłaby skrzepnąć, kusząc wampiry do jej obgryzania i czosnek na kołku wie, z kogo by tam jeszcze, krwinki wyciućkali.
    • w odłamkach zwierciadła łąkę zrodziłeś ziemia czarna i strumyk płonie   że niby co że to już koniec   kwiaty zwiędłe i złote kłosy białe motyle złem nieskalane trup skowronka lecz pieśń została   czy miłość powróci przez lustro całe
    • @Poet Ka   ja żyłem w Arkadii” lub „Nawet w Arkadii jestem ja. Memento mori- pamiętaj o śmierci. I Ekfraza  do obrazów  Nicolasa Poussina.   Czas przewyższa przestrzeń. Przestrzeń to to co jest, to życie- od do. Rodzimy się wszyscy, wszystkie zwierzęta też z dwoma datami: narodzin i śmierci. Czas to nieskończoność to wieczność. Non omnis moriar"- chcę w to wierzyć. Bo człowiek nie wszystek umiera.          
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...