Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Deszcz moczył ziemię całą noc,
Nawet Boskie organy zagrały nie raz!
Dzień, który spija dary nocy,
Adekwatnie w ten majowy czas.

Chmury przetoczyły swój gniew,
Ale i niezaprzeczalnie dar Boży.
Wiatru wiosenny powiew
Ziemi po burzy pogodę złoży.

Dzisiaj czas, rozum - myśl i natchnione pragnienie
Kieruje mnie tam, gdzie moje miejsce dzieciństwa.
Ptaki śpiewają na każdym drzewie,
Wiaterek liśćmi huśta i łopocze...
Dusza jak zawsze w serca porywie -
Uniosła, aż z wrażenia na czole się pocę.

Las złotymi pędami wypiękniał
I muska blaskiem w promieniach słońca.
Ja żem o miejscu urodzenia stale pomniał,
Gdzie moja matula, do której dusza jest tęskniąca.

Jednako ku Niej niesie mnie natchnienie,
Jak i 106 KM, które daje mi mój mustang.
W drodze żyją ciągle moje wspomnienia;
Wydobywając sporo różnych myślowo życiowych tang:

Dusza gra czasu pięcioma dekadami;
Smutkiem, melancholią, żalem i tęsknotą.
Czas utkwił nad "diabła widłami"
I usiłuje władać życia cnotą.

Rozum podpowiada; więcej piękna, niż ubolewań,
Więcej przyrody, niż życia brzydoty,
Więcej upodobań, niż smutno spodziewań,
Więcej pogody, niż życiowej słoty.

Czas u mnie nigdy nie gra roli,
Choć życie nie stoi jak czas.
Wypełzłszy na rewir z domowych moli
Oczom dłużej piękna, w ręku mniejszy gaz.

Las bogato dorodnie wybujał i cichy,
Lecz nie taki, jak smutno szary miasta głaz.
I przenigdy nie markotnie lichy,
Co można zobaczyć u ludzi mas.

U boku drogi po obu stronach
Mlecz w słońcu ciągle przyozdabia szosę.
Widzę motyle. Jastrzębia nad drzewem korony,
Co wzbija się pod anioły i płynie.

Wiąz do złudzeń leszczynę przypomina,
Tyle odległości, ile ciągnie się las.
Mustang mój, choć na wzniesienia się wspina,
Siłę mając, iż nigdy nie traci gaz.

I jak tu dobytku nie cenić,
Gdyby nie to, nie byłoby wiersza.
Poetą będąc - chcę się z Naturą ożenić,
By moja poezja była śmielsza:

Sokołda leniwymi zakolami płynie;
Wykąpie moje dzieciństwo wspomnieniem,
Lecz inwalidztwa nie obmyje, iż nie z tego słynie,
W tym nie pozbawi emblematu z kalekim imieniem.

Za to na widoku jaskółka przetnie niebo
I skowronek, jak piłeczka na gumce
u dziecka pion zniży i podniesie.
Mlecz na łące uroczy wydałaś glebo,
Pożeram wzrokiem, aż zapomniałem o nabytym stresie.

Bydło rogate urządza żniwo na łące -
Pierwiastkę* smacznie ścina aż do ziemi.
Smakuje, jak moje serce błądzące,
Które nigdy podziwu z Natury nie wypleni.

Nad tym wszystkim ptaki lecące
Pod pierzastymi aniołami kolorytu niebu dodając.
Oczy moje jak jawny świadek to widzące,
Jeszcze i jeszcze tego widoku błagając:

Jeszcze wyżej nad tym wszystkim
Bociany wzbiły podniebny swój lot
I mierzą się z niebem bezkreśnie wielkim -
Rysując kół mnogości splot,

Drażniąc ołowiane chmury
Płynące przez bram piekielnych do grot,
Aż zagrzmią i ogniem uderzą w mury,
Gdzie nie będzie już tam wierszowych rot.

Pola zbożami ścielą pagórki,
Od szosy do lasa -
Od rzeki do każdej górki,
Taka podlaska jest trasa:

Tutaj puszcza - oddech sosnowy,
Tam pola - pofałdowany krajobraz zielony,
Obok łąka - żółty jaskier, pędzący pyłek mleczowy
I wypogodniałych pierzastych aniołów na niebie tony.

Las przydrożny cień kładzie na szosę,
Jemioły, które drzewem się żywią,
W wybujałej zieleni tkwią aż oschną.
W głębi gałęzi ptaki się bawią.

Sokółka - miasto i powiat rodzinny,
Tylko gdzieniegdzie wygląd z dzieciństwa przypomina -
Czas, który zmienił się i stał się inny,
Przyszłość pokoleniom, a nam nie kpina.

Czas, który wokół życie zarzyna,
Jak ten rozległy krajobraz podlaski -
Raz z górki, raz pod górkę - bo wyżyna życia,
Wspomnień stale nizina, jak krajobraz płaski.

Ptaki nad niebem sokólskim wędrują -
Wyżej, niżej w powietrzu miejsca nie brakuje.
Ludzie wykwit przemian adorują,
Tu, tam chodzą i co chcą kupują.

Ulice pełne różnych mark samochodów,
Jak w bogatych osiedlach Warszawy.
Czasy, które ludziom rozmnożyły dochody
I auto ma nawet ten, który w życiu niemrawy.

Sady, kasztany, bzy kwitną ulicami,
Sklepy koloryzują się reklamami!...
Ludzie za czymś podążają chodnikami.
I promienie słoneczne błyszczą się oknami.

W jednym miejscu czas się cofnął,
W drugim nadto siebie wyprzedził.
Kto w życiu się potknął,
Ten niczego nie zwiedził?

Prawie każdy "Golfa 3" ma na podwórku -
Spełnione marzenie wieśniaka.
Do tego "hip-hop-owy" ciuch wisi na sznurku,
Na czasie moda wszędzie doszła taka.

Lecz po wsiach szkoły pozamykali,
Pustkowiem hulają wiatrów igraszki.
W tym strażackim basenie, cośmy się kąpali,
Zarosło drzewami i wiją ptaszki gniazdka.

Szkoła Podstawowa umarłszy na amen,
Przejeżdżając zawsze dzieciństwem targa.
Wzbudza wspomnienia, jak ten omen,
Co nieraz ze wzruszeń, aż zadrży warga.

Wkoło szkoły zarosło drzewami i boisko.
Nie gra w piłkę żaden Miecik,
Tylko motylom, owadom i ptakom rżysko,
Chłop idący przez nie, poprawia berecik.

Między wsią dzieciństwa i rodzinną,
Która nosi nazwę: Cimanie,
A wsią sąsiadującą, która ma nazwę inną:
Łowczyki z zarania do zwierzyny jej upolowania.

Po sąsiedzku trzecia wieś: Starowlany,
Do której chodząc do szkoły
Niejedne buty zdarłem - pytany -
Nie znając odpowiedzi - przezwany: "Mongoły".

W trójkącie tych trzech wiosek
Cichym, zdrowym i zimnym strumykiem
Rozpoczynała swój bieg rzeka: Sidra
do której do dziś mam trosk stosik.
Wracając ze szkoły łowiłem sumy,
mimo że byłem jeszcze smykiem.

Dzisiaj w tych miejscach zarosło chwastami,
Trudno rozpoznać czy to rów, czy rzeka.
Dla mnie wciąż żyje byłymi latami,
Kiedy przejeżdżam, czas miniony drgnie pod powieką.

Przy "szubienicy", gdzie chłoporobotnik ziemię uprawiał,
Dzisiaj zarosła odłogiem w złote pędy młodnika sosen,
Iż spotkał go podobny los, jak mnie,
kiedy przy murarce do życia dorabiał
Teraz boryka się z tą tragiczną przypadłością kilka wiosen.

A "szubienica" już nie spełnia tego,
Do czego ją Natura Przyroda stworzyła.
Nawet nie ma komu używać jej imienia strasznego,
Skoro nie idzie tam żaden chłopiec, dziewczynka,
Która już nawet o tym nie pomarzyła.

Bo któż miał pomarzyć o poziomkach na "szubienicy",
Kiedy we wsi od dekad dzieci jest mniej,
Niż bocianów w jednym gnieździe do wywodnicy.
Więc i las szumi od dekad samotniej.

Wrony nie krążą nad "szubienicą",
Chłopi nie tną lasu pod budowę.
Kto żyw dogorywa z samotnicą.
Ja w wierszu mam smutną mowę.

Krowy nie pasą się na żadnym pagórku,
Wszędzie zarosły brzóz lub sosen młodnikiem.
Na pustym niebie gdzieniegdzie wrona przeleci
w linii jak po sznurku,
Której nigdy nikt z ludzi nie był wspólnikiem.

Wieś samotna, cicha, jakby wyludniona -
W domu sędziwość ludzka dogorywa.
Podwórka puste w dzieci, nie krzyczą imiona,
Aż do smutku dusza się zrywa.

Dom dzieciństwa przeszłością targa,
Gdzieś mi się zapodziała matula?
Brat, którego dopadła życiowa skarga -
Mówi: - Gdzieś do rówieśniczek poszła?!

Czeremch i sadów wonie wiatr rozwiewa,
Lecz już nie to co było za dzieciństwa.
Te stare, które pozostały drzewa,
One są tylko obiektem dla różnego ptactwa.

Cmentarz na którym spoczywają pokolenia,
Byli i są przekaźnikiem życia i wiedzy.
Moja pamięć ciągle żywa i do wspomnienia -
Oto Im w wierszu ujmę szacunek żywymi - zmarłymi między.

Ojciec i stryj, którzy spoczywają trzy i pół dekady wspólnie,
Zawdzięczać godność i zasady Im mogę.
Zapalony płomyk nad Ich grobem, niechaj pali się przytulnie.
Skoro mnie żyć jeszcze dane, zatem w drogę -

Opisać miniony czas i życie ogólnie...

Objaśnienie: Pierwiastka* - pierwsza trawa do pokosu.

Opublikowano

Ech Patrioto, nie wiem kto bardziej się zmęczył, Ty pisaniem, czy ja czytaniem.

[quote]Uniosła, aż żem na czole się pocę.

- to polskiemu czy jakiemuś innemu?

[quote]Jak i 106 KM, które daje mi mój "Mustang".

[quote]Prawie każdy "Golfa III" ma na podwórku -
- jak liczby przychodzą do poezji w odwiedziny, powinny przebrać się w słowa

Rymy gramatyczne, tragiczne, bez ładu, składu, rytmu. Po prostu nawrzucałeś do garnka co było pod ręką, bez pomyślunku czy konceptu. Rozwleczony nie wiadomo dla kogo i po co.
Wiersz ma trzymać, a nie nudzić. Czytelnik nie może wymiękać przy czytaniu.

No sorry, nie do przełknięcia jeśli chodzi o mnie.

Opublikowano

Jak na Patriotę przystało:)

wiersz przepełniony miłością
do Podlasia do rodzinnych stron

przyrody i mowy


"Dzisiaj czas, rozum -
myśl i natchnione pragnienie
Kieruje mnie tam,
gdzie moje miejsce urodzenia:
Ptaki śpiewają na każdym drzewie,
Wiaterek liśćmi huśta i łopocze...
Dusza w sercu porywie -
Uniosła, aż żem na czole się pocę."(...)

do przepięknych krajobrazów podlaskich

"Lecz za to na widoku jaskółka przetnie niebo
I skowronek, jak piłeczka na gumce
u dziecka pion zniży i podniesie.
Mlecz na łące, co wydałaś glebo,
Tak pożeram widokiem,
aż zapomniałem o nabytym stresie."(...)

pisze też Pan pięknie
o tych, których najbardziej ukochał

"Ja żem stale pomniał,
Gdzie moja Matula,
do której dusza jest tęskniąca."

"Ojciec i stryj, co spoczywają trzy
i pół dekady wspólnie,
Zawdzięczać godność i zasady Im mogę.
Zapalony płomyk nad Ich grobem,
niech pali się przytulnie,"

w wierszu są też rozważania nad
upływającym czasem
nad tym co dla Autora ważne...

powiem tak:

to wartościowy wiersz
ale myślę że można z jednego
zrobić przypuszczalnie
trzy wiersze

każdy miałby swój temat
np. jeden wiersz o pięknie przyrody podlaskiej
następny o przemijaniu itp.

Ale przecież to tylko moje
może niekoniecznie trafne przemyślenia
odnośnie wiersza :)

Ta druga wersja zdecydowanie lepsza od pierwszej

Serdecznie pozdrawiam:)






Opublikowano

Nie jestem zwolennikiem pisania "pod publiczkę", jednak należy pamiętać, w jakich czasach żyjemy - ludzie są dziś zabiegani jak nigdy, nie zawsze mają czas na czytanie tekstów na kilka tysięcy znaków, u nas zwanych kobyłą (piąteczka dla osoby, która pamięta, z czego to parafraza ;) ) - ja nie narzekam na brak czasu, ale podchodziłem do utworu trzy razy, dopiero teraz miałem czas na odpowiednie jego przeczytanie. To nie jest barok, czas misternego i kunsztownego wyzyskiwania motywów do cna. Nikt nie wymaga lapidarności, ale...

--
Pozdrawiam
Michał Małysa
http://www.mojwierszownik.pl

Opublikowano

Alicji Wysockiej - Myślę, że czytelnik do końca czytając ten długi wiersz,
bardziej się zmęczył, niż ja go pisząc, ponieważ jak pisałem w ekstazie
wrażliwości, natchnienia i porywu serca oraz żalu i tęsknoty do tego co utraciłem.
Stąd ten wiersz nie sprawił mi żadnego trudu fizycznie, tylko emocjonalnie.

Urywki z wiersza
Cytat I:

Uniosła, aż żem na czole się pocę.

- to polskiemu czy jakiemuś innemu?

Odpowiedź: Jak już wiesz, że urodziłem się i wychowałem na Podlasiu.
Bez wstydu dodam, że w rodzinie chłopskiej i po dziś w istniejącej gwarze etniczno białoruskie,
stąd rozmawiam na co dzień w tym języku i przez to lubię używać niektórych słów do wierszy,
nawet za utratę narażania się na śmieszność, czy kpiny.
Przywiązanie do rodzinnego regionu warte jest każdego poświęcenia, nawet życia.

Cytat II:
Jak i 106 KM, które daje mi mój "Mustang".

Cytat III:
Prawie każdy "Golfa III" ma na podwórku -

Odpowiedź - moim zdaniem czy to w wierszu, czy to w wypracowaniu - takie symbole pisze się tak,
jak powstały od producenta.

Alicjo, ja jestem z innej gliny, czy garnka. Trudno, piszę jak piszę. Wiersze mam różne.
Jeśli byłaś na mojej innej stronie, to dostrzegłaś. Nie zmienię się - jestem patosem życia -
bólu i cierpienia - i to co robię i jak piszę trzyma mnie przy życiu.

Alinie Służewskiej - Dzięki za docenienie wiersza. Zauważyłem, że Tobie moje wiersze przypadają do gustu.
Wielkie dzięki. Też tak myślałem, że wiersz w wersji zmienionej bardziej może się spodobać.
Dlatego w czerwcu br. zmieniłem. Jeszcze może nad drugą wersją kiedy popracuję, żeby poprawić.
Wersja pierwsza jest oryginalna, więc ją pozostawię. Alicjo, proszę do mnie na ty.

Michałowi Małysa - Kochany, pod publiczkę to ja nie piszę, nawet mi to przez myśl nigdy nie przeszło.
Piszę duszą, a nie wyrachowaniem. Aż tak inteligentny jak Ty, to ja nie jestem.
[ Jak do telewizora jest pilot, aby coś nie lubiane nie oglądać, czy nie czytać,
tak i tutaj można byłoby ten wiersz puścić nie zauważając.
Podchodziłeś trzy razy do wiersza z powodu jego obszerniej treści, ale w końcu przeczytałeś.
Zatem mam nadzieję, że wiersz Ciebie zaciekawił.

Serdecznie pozdrawiam czytających i dających odpowiedź. Mietko

Opublikowano

Alinie -

Cytat:
"jestem Alina
którą kiedyś zabiła
Balladyna

ale jestem -
ożyłam"

To teraz wiem dlaczego lubisz moją poezję.

Serdecznie pozdrawiam. Życzę wszystkiego, co Ciebie raduje.
I na przyszłość polecam do poczytania dalszym moich wierszy.
Widzę, że rozumiemy się. Mietko

Opublikowano

"Aż tak inteligentny jak Ty, to ja nie jestem."
Nie wiem skąd wysnułeś przypuszczenie, jakobym był inteligentniejszy od Ciebie - od urodzenia mieszkam w malutkiej, popegeerowskiej wiosce, więc pochodzenie mamy podobne :)

"Odpowiedź - moim zdaniem czy to w wierszu, czy to w wypracowaniu - takie symbole pisze się tak,
jak powstały od producenta."
Dobra odpowiedź, ale powstaje pytanie, jak mówi się w Waszych stronach na owego Golfa. Jeśli tak jak u nas, to na luzie można by przedstawić to jako "na Golfa 'Trójkę' " :)

"Podchodziłeś trzy razy do wiersza z powodu jego obszerniej treści, ale w końcu przeczytałeś."
Bardziej z powodu pośpiechu, a nie samej długości - takie już mamy teraz czasy, że ciężko znaleźć chwilę na przeczytanie tak długiego utworu. Nawet jeśli człowiek stara się nie uczestniczyć w biegu i tak gdzieś musi lecieć - do urzędu, na zajęcia, gdziekolwiek.

"Kochany, pod publiczkę to ja nie piszę, nawet mi to przez myśl nigdy nie przeszło.
Piszę duszą, a nie wyrachowaniem."
Można pisać duszą, mając jednocześnie na uwadze dobro czytelników (bo wychodzę z założenia, że poezja jest nie tylko dla samego autora, szczególnie ta opiewająca rodzime okolice) - ja to nazywam korektą po napisaniu, a nie wyrachowaniem. Albo szacunkiem dla czytelnika :)

Mam nadzieję, że nie jesteś urażony krytyką, którą staram się przekazać w sposób - na ile to możliwe - rzeczowy i wyważony.

--
Pozdrawiam
Michał Małysa
http://www.mojwierszownik.pl

Opublikowano

Witaj Michale -

"Aż tak inteligentny jak Ty, to ja nie jestem."
Nie wiem skąd wysnułeś przypuszczenie, jakobym był inteligentniejszy od Ciebie - od urodzenia mieszkam w malutkiej, popegeerowskiej wiosce, więc pochodzenie mamy podobne :)

Moja odpowiedź - Po prostu wysnułem z Twojej opinii na mój wiersz.
Myślałem, że naśmiewałeś się z mego wiersza. Ale prawda była z goła odmienna. Wybacz.
A z drugiej strony, jeśli jesteś inteligentniejszy, to żadna ujma, tylko wyróżnienie.

"Odpowiedź - moim zdaniem czy to w wierszu, czy to w wypracowaniu - takie symbole pisze się tak,
jak powstały od producenta."
Dobra odpowiedź, ale powstaje pytanie, jak mówi się w Waszych stronach na owego Golfa. Jeśli tak jak u nas, to na luzie można by przedstawić to jako "na Golfa 'Trójkę' " :)

Moja odpowiedź - U nas na Golfa "Trójkę" - mówi się: "Marzenie wieśniaka".
Ale i także Golf "Trzy" lub nawet "Niemiec" - w zależności kto mówi.

"Podchodziłeś trzy razy do wiersza z powodu jego obszerniej treści, ale w końcu przeczytałeś."
Bardziej z powodu pośpiechu, a nie samej długości - takie już mamy teraz czasy, że ciężko znaleźć chwilę na przeczytanie tak długiego utworu. Nawet jeśli człowiek stara się nie uczestniczyć w biegu i tak gdzieś musi lecieć - do urzędu, na zajęcia, gdziekolwiek.

Moja odpowiedź - Życzę wszystkim tyle czasu, ile ja mam.
Tylko nie życzę z tego samego powodu, co mi dano ten czas.

"Kochany, pod publiczkę to ja nie piszę, nawet mi to przez myśl nigdy nie przeszło.
Piszę duszą, a nie wyrachowaniem."
Można pisać duszą, mając jednocześnie na uwadze dobro czytelników (bo wychodzę z założenia, że poezja jest nie tylko dla samego autora, szczególnie ta opiewająca rodzime okolice) - ja to nazywam korektą po napisaniu, a nie wyrachowaniem. Albo szacunkiem dla czytelnika :)

Mam nadzieję, że nie jesteś urażony krytyką, którą staram się przekazać w sposób - na ile to możliwe - rzeczowy i wyważony.

Moja odpowiedź - Myślę, że tak do końca Twojej opinii nie zrozumiałem i być może zbytnio mnie poniosło.
Teraz rozumiem, że miałeś na myśli dobro dla nas wszystkich. Największa prawda, że jeśli człowiek pisze
wiersze i zwłaszcza je publikuje, to musi myśleć nie tylko o sobie, ale i koniecznie o czytelnikach,
którzy będą się odnosić do tego wiersza.
Znam takie powiedzenie, że wiersze nie czytane nie mają żadnej wartości.
Chyba, że ktoś pisał tylko z myślą o sobie lub o najbliższej. Wtedy nie publikuje.
Ten wiersz, który jest powyżej, pisałem z porywu serca, natchnienia i tęsknoty do miejsce urodzenia.
W chwili pisania nie myślałem nad tym, że po jakimś czasie ten wiersz opublikuję tutaj.

Urażony krytyką absolutnie nie jestem. Wręcz przeciwnie, jeśli z wiersza w komentarzu nikt nie kpi,
to każda opinia jest pouczająca i uczy autora wiersza poprawności. Mam na myśli stylu pisania, nie duszy.
Duszą, porywem serca, natchnienie, wrażliwością piszący nie powinien być poprawny, wtedy jest prawdziwy.
Kiedyś za życia Miłosza, podczas jego spotkania autorskiego - dziennikarka spytała: "Co Pan by radził młodym pisarzom?"
Miłosz ze swoim wrodzonym łagodnym, miłym poety uśmiechem krótko odpowiedział: "Po prostu być nie poprawnym". - powtarzając ze trzy razy. Ja wtedy zrozumiałem, że nie chodziło mu oto, żeby być nie poprawnym w stylu pisania wierszy,
tylko być nie poprawnym w emocjach, porywach serca, duchem, wrażliwością pisać tak jak natchnienie dyktuje.

Serdeczne dzięki i serdecznie pozdrawiam. Mietko

  • 2 tygodnie później...
  • 1 rok później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Bożena Tatara - Paszko Poglądy sumienia chowają, idiotyzmy wprowadzają, idioci im klaskają, bo koryta pełne mają .   Pozdrawiam serdecznie 5 Miłego dnia 
    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...