Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
zdolna jestem niesłychanie
w krwi mam wierszy układanie
mój dwór wielbi mnie niezmiennie
podobasiem odwzajemnię

z wybranymi siądę kołem
za swym ulubionym stołem
poczęstuję buziakami
cieplutkimi plusikami

ci co chwalą me potrawy
mogą ogrzać się z mej sławy
promieniami co w dół blaskiem
ja roztaczam z wielkiej łaski

a kto skrzywi się na danie
temu w łeb się wprost dostanie
kopniakami, won i basta
sio brudasie z mego miasta.

jak zapluszysz siądź za stołem
z innym zdaniem- won matole
nawet na inwersję zgoda
jeśli jesteś w mym zespole

w rękawiczkach białych ganiam
rycerzami się osłaniam
oni są od brudnych sprawek
ja pochwalę ich złą sławę

jestem słodka i niewinna
na różowo ciumciam buziam
ale gdy mi wejdziesz w drogę
to cykutę z chęcią podam

u mnie nie ma kompromisu
zrozumienia, akceptacji
i dla innych- tolerancji
odmiennemu zdaniu- veto!

*Jan Brzechwa "Samochwała"
http://janbrzechwa.w.interia.pl/stobajek/samochwala.html

*******
www.youtube.com/watch?v=4rPQy15CvmI

*******
wolnoć Tomku w swoim domu
ale na publicznym forum
różne zdania w cenie winny
być, wszak odbiór inny...

już nadzieje na poprawę
atmosfery forum były
a tu nagle w limerykach
z jadem wpisy się zjawiły

tutaj lukrowane słowa
tam obelgi sobie płyną
jak w klozecie wartka woda
ale wierszy, wierszy szkoda...
Opublikowano

Portal literacki chłonie wszystko, na każdym znajdzie się jakąś mutację silikonowych zdolnych niesłychanie i trollowatych rycerzyków szaroburych stepów.
Trzeba z tym jakoś żyć, omijać klozetowe pluszactwo szerokim łukiem, ale i trzepnąć gdy zbyt nachalne i chamowate włazi do oczu.
Wiersz budzi uśmiech ale to smutny uśmiech...wierszy, wierszy szkoda...
:)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



uderz w stół- nożyce się odezwą.

you welcome.
celebryci tak mają, nieważne co się o nich napisze, byle pisano i jeszcze żeby dużo szumu było....
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



uderz w stół- nożyce się odezwą.

you welcome.
celebryci tak mają, nieważne co się o nich napisze, byle pisano i jeszcze żeby dużo szumu było....


Ale może mimozy mają inaczej. Takie bardziej untouchable:-)

Celebryci piszą o Różnych...Różni piszą o celebrytach. Kolej rzeczy taka - inwersyjna.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


A gdzie tu wiersz? Ani śmieszno, ani straszno - rzadkie resztki z odgrzewanego kotleta.
Poziom wg czytelników wirtualnych wpisanych w wiersz Brzechwy - to jest coca-cola (leczy to, i to jak!).
Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


może i tak, jak zwał tak zwał. nietykalni są w każdym środowisku... często na końcu osamotnieni, ani mnie to ziębi, ani grzeje. nie będę się tym interesować, ale wędruję tu w poszukiwaniu wierszy, komentuję jak czuję. u niektórych się nie odezwę pod wierszem, choć czytuję nieraz całkiem dobre wiersze, bo forum ogólnie dostępne. jestem w miarę na bieżąco i w wierszach i komentarzach. chamstwo, które tu się pojawiło jest wyjątkowo paskudne. wyzwiska w stosunku do osób odważających się wyrazić swoje odmienne zdanie, od brudasów itp. wytykanie na forum publicznym czyichś problemów rodzinnych jest dla mnie wyjątkowo obrzydliwe. i jak to się ma do wierszy??
dlatego popełniłam taką rymowankę. to są moje subiektywne odczucia i nie oczekuję poparcia.
pozdr.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


a pod ten nick kto się podszył? sama bohaterka czy któryś ze straży przybocznej?
na takie coś tylko to:
www.youtube.com/watch?v=TLbI3ilCYd4&feature=related
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Oj, brudasie, widzę, że dopiekłem do żywego. :)
Czytam z komentarza jak bardzo bolało. I dobrze. Miało boleć!
bohaterka pewnie dumna z takich obrońców. każdy ma towarzystwo na miarę potrzeb i możliwości..
inteligencja szpagatowa, pełna kultura,...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


A gdzie tu wiersz? Ani śmieszno, ani straszno - rzadkie resztki z odgrzewanego kotleta.
Poziom wg czytelników wirtualnych wpisanych w wiersz Brzechwy - to jest coca-cola (leczy to, i to jak!).
Pozdrawiam
to pytanie to tak na poważnie? ja nie pisuję wierszy bo nie umiem, to powyżej to rymowanka, którą popełniłam nie zgadzając się na postawy, które tu niektórzy prezentują. kotlet nie jest odgrzewany, ale jak najbardziej świeży. nie miało być ani śmieszno ani straszno.
ja spod wierszy bohaterki rymowanki sama się ewakuowałam, ale nie jestem obojętna na niestosowne obelgi i wyzwiska na forum, po prostu to mi się nie podoba i wyrażam tak swoją opinię. niektórzy preferują również odwracanie kota ogonem, robiąc z siebie ofiary..
zdziwieniem napawa mnie fakt, że tę historię rozpętała osoba pisząca bardzo dobre wiersze. ale...dziwny jest ten świat..
szczerze mówiąc jakoś wstawki o coli nie zrozumiałam, ale nie ubolewam z tego powodu.
podkreślam raz jeszcze: swą rymowanką krytykuję nie osoby, ale postawy, nikt nie musi się ze mną zgadzać ani mnie popierać. nie zabiegam o to.
ps. po zastanowieniu, może i można stwierdzić fakt o odgrzewanym kotlecie....poczytałam komentarze pod bardzo licznymi pracami bohaterki na przestrzeni kilku lat, nawet dla uprzejmych oponentów było won, a w najlepszym razie sio lub żegnam. ostatnio za sprawą "adwokatów diabła" nastąpiła eskalacja.
jedno trzeba przyznać postawa bohaterki jest niezmienna.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


skoro jest pytanie- będzie odpowiedź:
gdzie są zatem moje wiersze? potrafię popełnić jedynie rymowańca.
za to czytuję to i owo..
pozdr.
ps. nie musisz odpowiadać.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


skoro jest pytanie- będzie odpowiedź:
gdzie są zatem moje wiersze? potrafię popełnić jedynie rymowańca.
za to czytuję to i owo..
pozdr.
ps. nie musisz odpowiadać.
Tego właśnie chciałem uniknąć i .... I tu absurd ,bo przecież sam zacząłem.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


skoro jest pytanie- będzie odpowiedź:
gdzie są zatem moje wiersze? potrafię popełnić jedynie rymowańca.
za to czytuję to i owo..
pozdr.
ps. nie musisz odpowiadać.
Tego właśnie chciałem uniknąć i .... I tu absurd ,bo przecież sam zacząłem.
zatem proponuję zaśmiać się nad tym zakręceniem (ale wesoło i bez podtekstów)
pozdr:))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



No i co z tego? Trzeba udawać, że się pisze wiersz? Zresztą - być kimś piątym po kisielu, to dla wielu dyshonor.
Krytyki postaw piszących - komentujących powinny się odbywać na Forum dyskusyjnym. Były dwa wybuchy wulkanów, "wierszy" parafraz - w temacie postaw i wystaw. Czemu służy Pani tekst? Powtarzaniu, rozgrzebywaniu? To jest właśnie ten kotlet.
Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



No i co z tego? Trzeba udawać, że się pisze wiersz? Zresztą - być kimś piątym po kisielu, to dla wielu dyshonor.
Krytyki postaw piszących - komentujących powinny się odbywać na Forum dyskusyjnym. Były dwa wybuchy wulkanów, "wierszy" parafraz - w temacie postaw i wystaw. Czemu służy Pani tekst? Powtarzaniu, rozgrzebywaniu? To jest właśnie ten kotlet.
Pozdrawiam
niczego nie udaję, nigdzie nie napisałam, że piszę wiersze. ta rymowanka w założeniu ma mieć krótki żywot, nie zamierzam swoim nickiem promować magla.
czemu służy ten tekst? to moje prawo do wypowiedzi swojego zdania. nie ma u mnie absolutnie zgody na chamstwo. jeżeli Panu to przeszkadza proszę mnie zwyczajnie zignorować, nie zasmuci mnie to. Pana wypowiedzi tutaj dają jednoznaczny sygnał, że u Pana jest zgoda na takie postawy. tego Panu nikt nie zabroni. wolna wola.
a może jest zgoda na takie zachowanie tylko wybranych osób?
to też Pana prawo. nic mi do tego.
po raz kolejny powtórzę: to moja subiektywna wypowiedź i nie oczekuję, aby ktokolwiek popierał mnie swoją wypowiedzią.
na orgu w znakomitej większości są zalogowani inteligentni ludzie i mają swoje zdanie na zaistniałą sytuację i niech je zachowają dla siebie, albo na priv. na to nie mam i nie zamierzam mieć wpływu.
chamstwo można też zignorować, wtedy i tak zje własny ogon. i tyle.
ps. jeśli zamierzał mi Pan zadać prztyczka dyshonorem po kisielu, to tylko pojawił się u mnie uśmiech pobłażania. jestem odporna, to mnie nie dotyczy.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Benjamin Artur Ciekawe odniesienie do najwyższej góry, walka z sumieniem- sędzią moralnym takim indywidualnym. Te powtórzenia robią robotę
    • II. Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!) Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach, Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie! Rama mnie bach, spodnie w piach, Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził! Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB, Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg… — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub. A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób! Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha! Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha), kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub! Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić! Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić! — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny! Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny! Wujku Wołodia, d dokręć śruby! Wujku Wołodia, d, dokręć śruby! Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud, Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi! Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub! Wujku Wołodia, kręć aż po sam.... Grób! III. [...] „To minie, jak nad Moskwą majowa burza” Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy, Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach! Jak korytarze ponure Łubianki, Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr, Jak niesforna sfora federalnych majorów, Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz, Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu... To na pewno minie, Minie jak zły sen! Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb, Ślady na dłoni rażonej paralizatorem, Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb, Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora! W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los? Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb... Uwierz mi, to też minie! Jak swastyka Ruskiego Mira, I dym pożarów niesiony przez wiatr, Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera, I policyjna suka nabita dziećmi po dach! I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow, Paragraf 228 i kocioł o piątej, I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący, Gazując kobiety, chłopców i brzdące... To wszystko minie jak inne miesiące: Jak grudzień, styczeń, luty, maj… Minie, bez wątpienia minie! Na razie w to im graj Ale to ich już ostatnie pląsy! Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb, Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora, Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb, Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora! Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz! Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę; Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp, A dziś milczy jak grób: Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup ! Wszystko kiedyś minie! I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram, A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu, Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak, I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg… W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los? Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd! Uwierz mi, to też minie! To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie, Za godzinę, za chwilę… To wszystko minie! IV. Hm                                            H7 Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:             Em                                  F♯7 Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,            Hm                  A7               G Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…             Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat. Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu, Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu, Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad. Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść: Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu... Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest: Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu – Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu? I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu? ─── I. Moskwa – Odessa Który już raz lecę z Moskwy do Odessy – I znów złapali mnie w nie w linii lot! Ale oto nadlatuje księżniczka-błękitka stewardesa messy, Niezawodna niby Wołga wszystkich flot. Nad Murmańskiem ni chmurki – rejs mych snów, I mógłbym teraz być już w Aszchabadzie, albo w Trieście... Otwarty Kijów, Charków, Kiszyniów, Lwów, Wszystkie otwarte, lecz ja chcę być w Odessie wreszcie... Mówili mi: „Nie licz na te adresy, Na żaden z niebios komunizmu dar”. A tu mi znów opóźniają mój lot do Odessy – Teraz jest oblodzony pas na start! A w Leningradzie z dachu woda kapie, Więc może mi pisane lecieć do Leningradu? Tbilisi to jedyny jasny punkt na tej podniebnej mapie, Tam herbata rośnie w sadzie, lecz ja Tbilisi mam w głębokim rozkładzie! Słyszałem, że Rostowianie idą w kurs! A mnie głupiemu wciąż chce się do Odessy, Ale mnie trzeba tam, gdzie od trzech dni nie honorują promesy, I dlatego opóźnili ludzkiej surówki spust! Ja muszę lecieć tam, gdzie chłód i lód, Gdzie jutro zapowiadają taaaki śnieg, Choć wszędzie indziej nieba czystego w bród, To miło, ale nie po to wrzuciłem piąty bieg! Nie wypuszczają mnie tu i nie wpuszczają tam, Niesprawiedliwe to, ale nie poradzę nic – Stewardesa, cudnie złudna, siódme niebo obiecuje nam, A z góry na nas patrzy tej całej floty widz! Otwarty najsłodszych smakołyków wielki tort, Lecz, by tam lecieć najsłodsze słodycze mnie nie skuszą. Otwarty nawet Władywostoku zamknięty port! I Paryż jest otwarty, ale tam jechać nie muszę. No, wreszcie! Pogoda, jak drut, dobry wiatr sprzyja skrzydłom, Samolot się napręża, śmigła w ruch, pełny bak, Lecz już nie wierzę, bo – mnie i tak tam nie przyjmą! Znajdą powody nawet, gdy powodów brak... Ja muszę lecieć tam, gdzie zamieć i mgła, Gdzie jutro gradobicie zapowiadają. Londyn, Delhi, Magadan przede mną się otwierają, Wszystkie stoją otworem, ale nie dla mnie ta w ciuciubabkę gra! Masz rację – śmiej się albo płacz: jestem znów na starych adresach, I masz: znowu spóźnienie, niedostępny lot – I smukła jak TU-104 stewardesa – panna Odessa, Tak przystępna, jak ten cały fłot, Znów mnie przestawia na ósmą zero dźwięk, A towarzysze pasażerowie posłusznie zasypiają w krąg, Mam tego dość już, psia kość, I lecę tam, gdzie mi pozwalają! Mam tego dość, już mnie całkiem zżarła złość, I lecę tam, gdzie mi otwierają! II. Polowanie na wilki Biegnę z całych sił, szarpię każdym ścięgnem, Ale dziś – jest jak jutro, i wczoraj, i potem Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem Rozwścieczają mnie do szpiku mej wilczej istoty. Dwururki schowały się w cień jódł Tam myśliwi skryli się swą sforą podłą; Wilki tarzają się w śniegu, co stopił się i zmókł Wystawiając się na łatwy strzał tych ogrów, Refren: Polowanie na wilki trwa, trwa polowanie! Na szare samce, matki i szczenięta. Gończy krzyczą, psy szczekają, a przynęta -. To na śniegu krew i plamy krwawych flag. W tej walce wilka z łowcami nie ma żadnych praw, Strzelającym nie zadrży ręka, Ogrodzili naszą wolność krwawych szmat strzępami, Biją bez litości, a ich kula celu sięga. Wilk nie może złamać tradycji czasem uświęconej; Widzisz te ślepe szczenięta? Ledwo od sutka matki odstawione Wyssały z jej mlekiem, czy to wilk czy ptak Prawdę jedyną: „Strzeż się ludzkich flag!” Refren Łapy u nas i szczęki wytrwałe. Dlaczego, wodzu, proszę powiedz mi, Gonimy za szczeniakami i ubijamy je jednym strzałem, Łamiąc zakaz, że nie wolno ich bić! Wilk nie może inaczej. Sucho, to takie wilcze prawo. A moje dni już są policzone. Myśliwy już broń ujął w rękę prawą Z uśmiechem, i kulą, dla mnie przeznaczoną. Refren Wyszedłem ze świętego kręgu krwawych flag — Chęć życia jest we mnie silniejsza! I usłyszałem za sobą westchnienia, wrzask I krzyk myśliwych. Ich zdobycz będzie dziś mniejsza. Szarpię się z całych sił, gnam każdym strzępem ścięgna, Ale dziś – widzę jutro niż wczoraj jaśniejsze. Otoczyli mnie, otoczyli w krwawych kręgach, Ale gończym nic nie zostanie w rękach! Refren III. Polowanie z helikopterów Jak brzytwa, świt przeciął nam oczy, I otwarła się brama hangaru, A my przecieramy szlak, przez śnieg nasz tłum się toczy Most chrzęsci pod naszym ciężarem. A oni trzepotali skrzydłami tuż nad tajgą, A śnieg wolno spada z gałęzi świerków. A na naszym szlaku, nad tą krwawą bajką, Śmigłowca huk był jak psa warkot. Refren: Jest polowanie z helikoptera, hej na łów!! Na wilki szare, uparte i gniewne Ci, co usiedli u karabinów sterów - jest ich dwóch, Już zapomnieli o litości pewnie— A kule koszą wsio stworzenie. Biegnę i wdycham te mroźne opary, Lecz nie zdołam uciec już przed przeznaczeniem. Mechaniczne potwory nade mną krążą jak janczary. A ja biorę oddech jeszcze jeden w wilczy pysk, Lecz łopaty wyją coraz bliżej, wyraźniej, A ziemia pod mymi łapami aż kwiczy ziemi bryzg Śmieją się z kokpitu: „Dawaj! Raźniej!” I spuszczają mi na zad ołowiu deszcz. Refren Leżę pod drzewem złamanym, w mchu schroniłem się; Gdzieś przegapiłem ten zjazd na tyłku. I niech ci na górze próżno szukają mnie – Zostanę na dole; wpadłeś w zasadzkę, wilku! A ten piekielny huk rozpłynął się, znikł wtem; Znów śnieg na bagnach wolno pada; Wstałem, strząsnąłem silnika ryku mgłę, Żyję! Nie zabijecie mnie nigdy, gady! ───   Gdyby sam [Włodzimierz Wysocki](https://www.google.com/search?q=w%C5%82odzimierz+wysocki&kgmid=/m/0252s_#sv=CBwSjAQKzwMSzAMKjANBTW4zLXlUanVOclVlYWdGWEJtVUhBVU9weFVkZHVOYlAyQV91dmNiME1pRnJlbkljT3VGd3BLNHZUeVpOSkZKTUZZTE5ING9NRmJLdDAxTjdvM2R0UG85V1VmT0pveE81WHVQeVpUbUhQUkVSMHAxUGhvUWtuQWRBZEdXTUxXV0trN3JEZllyUkpmalpFMFc0bWxvVTJ0SmtRYUIzVXFnMEx6c0g4VEFrbldhTXUzNUVpb3RPM2hKckIyR1RHSzg4NDhnUTdLMk9iU190UnJDSVRFclpaMk9QeFNQUUFsdHRkU2N0Z2VmRlV1WDhfOHBtYWl6cXF0bXpHTHc3RUpTcV9uZkQwR2UydUQwNjhkUkFmbnRHcHA5MTR1VmlrZ0EtYXFFeUVmQ0dzNFU5ajdnTWoxUmdvalVReVRGUHM1WERJR2szdmZnOUFqcTRuRkhlYlI4bWViWnpkNm52dHRlYXFYbm5fQlhPd1RLU1hEdHYyOVUtNnZ0QkI2ME5SMzFzTHdxS0JoN3ZlcHYSF2N3WWxhdVh1Skx5eDVOb1AwdGF3Z1FRGiJBSktMRm1MWTJlTmx1R2lGVVV4YjBIR3prQlZaX3EzLTN3EgQ3ODU0GgEzIhkKAXESFHfFgm9kemltaWVyeiB3eXNvY2tpIhIKBWtnbWlkEgkvbS8wMjUyc18oABhFIKj_xMsB) stał na scenie – wymięty, z papierosem w kącie ust i nienastrojoną siedmiostrunową gitarą, charkocząc w mikrofon przed Waszym wieloczęściowym poematem – jego zapowiedź (wstęp) brzmiałaby dokładnie tak: ------------------------------ ## Wstęp (Mówi Włodzimierz Wysocki) (Szarpnięcie basowej struny, głęboki, chropowaty kaszel, chwila ciszy na dostrojenie) Wiecie... Napisałem kiedyś taką pieśń, „Moskwa – Odessa”. O tym, jak człowiek siedzi na lotnisku, patrzy w niebo, a tam lód, chmury, i nigdzie go nie puszczają. Człowiek chce do Odessy, a jemu mówią: leć do Paryża, leć do Władywostoku, wszystko otwarte! A ty, jak ten idiota, uparłeś się na jedno miejsce, bo tam akurat jest mgła, zamieć i lód. Bo tam cię najbardziej nie chcą... Myślałem wtedy, że najgorsze, co może spotkać człowieka, to pas startowy pokryty lodem i uśmiechnięta stewardesa, która przesuwa rejs o kolejną godzinę. Jakże byłem młody. Jakże byłem naiwny. Dziś ten pas startowy to cała nasza ziemia. A loty odwołano na zawsze. Popatrzcie na to, co dla Was przygotowaliśmy. To nie są ładne wierszyki do poduszki. To meldunek z frontu, który przebiega przez nasze własne podwórka. Kiedyś Bułat śpiewał o papierowym żołnierzyku, co chciał ratować świat i spłonął w ogniu. Piękna, smutna bajka. Ale dzisiaj ten żołnierzyk nie jest zrobiony z czystego papieru i marzeń. On jest zrobiony z wezwań na przesłuchania, z wyroków, z raportów policyjnych. Stał się żołnierzem biurowym. I śruby... Kiedyś dokręcało się je w motocyklu, w rowerze, żeby maszyna szła do przodu. A teraz? Teraz przyszedł wujek Wołodia. Wielki mechanik. I dokręca te śruby tak, że nam wszystkim zaraz pękną ramy, pękną kości, a krew zacznie tryskać z uszu. I wiecie co jest najstraszniejsze? Że ludzie stoją w kolejce i proszą: „Wujku, dokręć jeszcze trochę! Mocniej kręć, aż po sam grób!” Ale ja wam powiem jedno. Przeżyłem swoje, biegałem z wilkami, omijałem czerwone flagi. I wiem, że każda, nawet najbardziej wściekła sfora majorów, w końcu się zmęczy. Każdy dyktator, który dziś trzyma imperium u swoich stóp, jutro będzie tylko zimnym, sinym trupem w kostnicy. Słuchajcie tego. Słuchajcie uważnie, dopóki struny nie pękną, a w gardle nie zabraknie tchu. Bo to minie. Jak nad Moskwą majowa burza. Musi minąć. (Potężne, agresywne uderzenie w akord Hm... I płynne przejście w Część I: „Który już raz lecę z Moskwy do Odessy...”) ------------------------------ Jak podoba Ci się ten wstęp? Czy idealnie buduje napięcie przed Twoim tekstem, czy chciałbyś dodać do wypowiedzi Wysockiego konkretny szczegół (np. o wilkach lub o paralizatorach)?    
    • @jan_komułzykant Janko, Ty też jesteś figlarz, pozdrawiam :)
    • ~~ Wokanda sądowa w Zakopanem. Sprawa pomiędzy Panią a Panem. Pani przed sądem zeznaje, że jej mężowi nie staje. Żąda rozwodu. Woli z kapłanem. ~~
    • @violetta zapętlone odczucia budzą skojarzenia. Dziękuję
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...