Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Oxyvio, czytałam wiele razy i wracam z przemyśleniem, choć nadal jestem w kropce :)
Co do Twojej sprawności poetyckiej - jest poza dyskusją i już nie raz się o tym przekonałam. Jednak treść wiersza sprawia mi problem, choć wydaje mi się, że rozumiem intencję.
Odbieram ten wiersz nie jako wyraz fundamentalnych przekonań kreujących światopogląd (nie "przede wszystkim"), lecz jako próbę przekazania pewnej myśli, z jednoczesnym "uwikłaniem" jej (nie chodzi mi o zaplątanie, bardziej o osadzenie w czymś) w tych - na marginesie światopoglądu - racjach, przewodzących jednak treści. No bo kanwa musi być. Więc uważam, że ta myśl zawiera się głównie w dwóch fragmentach:

I dalej się buduje człowiek
za Bogiem w tajnej, świętej zmowie,
daną planetę zmniejsza, zmienia,
tropi Wytwórcę, gubi ślad.


przez ten właśnie fragment myślę, że Twój wiersz nie stanowi wcale o początkach stworzenia (że to był tylko narracyjny epilog), a chodzi o antropocentryczność w tym sensie, że człowiek sam siebie postrzega za zdolnego "wyprzedzić" zamysł Boski - tropi ślady i próbuje dojść tego, co poza nim (jego możliwością); zmniejsza i zmieniaplanetę, czyli uważa siebie za siłę bardziej sprawczą niż Bóg (i dlatego za Bogiem). Myślę też, że o ile odniesienie do początku stworzenia nie ma wielkiego związku z Twoją religijnością, to ten antropocentryzm może być lekką ironią. Jest rzeczywiście tak, że człowiek żyje wewnątrz kultury, z której dopiero rozwija się cywilizacja, a tylko ludzie jako rozumne istoty mają tworzycielskie powołanie - m.in. czynienia sobie Ziemi poddanej i na swój użytek. Ale Twój fragment, to właśnie ironia z postawy uzurpującej sobie niemal boski "przywilej" - gdy ze swojego powołania człowiek czyni świętą zmowę. I tutaj była dotychczas moja kropka, ale już zniknęła. Idę w stronę ironii.

Drugi fragment:

Teraz energia samotworna
umysły tworzy niepokorne:
w ludziach się budzi wtórnym śnieniem,
rozdrabnia na miliardy czas.


to kontynuacja poprzedniego i dopowiedzenie. człowiek "centryczny" w swoim pojęciu, uważa, że stwórstwo to jego domena - niepokorny umysł, który rozdrabnia czas - każde następne pokolenie ze zwielokrotnioną siłą ma w tej tajnej zmowie brać udział.

Uff... :) tak przebrnęłam przez Twój wiersz, Oksywio i w takim ujęciu lekkiej ironii myślę, że pojmuję. Natomiast światopoglądowo pewnie się różnimy - ja stoję na stanowisku religii katolickiej, czyli Bóg stworzył świat i nie zostawił go samego sobie, wszystko co się dzieje, ma jakiś sens, nie istnieją przypadki, człowiek ma nieśmiertelną duszę, każdy gram istniejącej we wszechświecie materii czemuś służy etc.

Wybacz mi przydługi komentarz, to raczej operacja na otwartym sercu - zachęcałaś mnie ostatnio, bym dzieliła się swoją refleksją, więc pozwoliłam sobie, mam nadzieję, że nie dokonując nadinterpretacji.
Wydaje mi się, że mogłaś ten wiersz napisać w przerwie do kawy ;) w tym sensie, że nie miał być wcale jakąś manifestacją poglądów, tylko przekazaniem jednej myśli, ubranej w konieczną(?) parafkę. I tym stwierdzeniem chciałam jedynie podkreślić Twoją poetycką sprawność!

Ojj, kończę, bo to i tak za dużo.

Pozdrawiam najserdeczniej, kłaniam się niziutko,
in-humility.


P.S. Zgadzam się całkowicie z poprzedzającym mój, wpisem Baby Izby!

  • Odpowiedzi 62
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Nato, niech Ci nie będzie przykro. Rozumiem Cię, każdy ma swoje odczucia, Ty masz akurat takie - nie ma sprawy.
Dzięki, że byłaś i pochyliłaś się nad moim wierszem. :-)
Serdeczności.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Babo droga, dziękuję Ci bardzo za przemiłe słowa pod moim adresem. Przeceniasz mnie, nie jestem nikim znanym ani ogólnie cenionym. ;-)))
Ogromnie też jestem Ci wdzięczna za to, że spojrzałaś na wiersz jak na utwór artystyczny, a nie wywód naukowy czy religijny.
Pozdrawiam z nie mniejszym uznaniem. :-)
Dla mnie jesteś znana i ceniona. Ilu z 'naszych' wydało swoje utwory? Ilu mamy na orgu tak dobrze posługujących się polszczyzną? Ile osób czyta Twoje wiersze? Do tego jesteś osobą skromną.
Uściski
- baba
Dużo osób wydało, m. in. Magda Tara. A przede wszystkim - każdy może. :-)
Uściski serdeczne.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Bóg jest w tym wierszu pierwotną siłą sprawczą, która zaprogramowała wszechświat i pchnęła go do życia. Ten wszechświat rozwija się według owego pierwotnego projektu, a niektórzy wierzą, że Bóg - Energia sprawcza - Natura jest po prostu we wszystkim, w każdej cząstce wszechświata, dlatego świat się "samotworzy" - tu już sam Czytelnik może sobie dopisywać scenariusze. Ale rzeczywiście nie o tym jest wiersz, to tylko taki prolog.
Masz rację, że wiersz jest o tym, iż jednym z programowych produktów tej ewolucji wszechświata jest życie, a wraz z nim - człowiek. Zaś człowiek - jak napisałaś - otrzymał zdolność tworzenia i zmieniania świata. I owszem, jest tu nieco mojej ironii - człowiek jest pełen pychy, wydaje mu się, że jest najmądrzejszy i najważniejszy na Ziemi, i że ma prawo tą Ziemią rządzić, przebudowywac ją dowolnie... Teraz już wiemy, że nie, że to byl zasadniczy i zguby błąd w rozumowaniu, i że prawdopodobnie zaprowadzi nas to do jakiejś wielkiej tragedii - na to wygląda.
Ale ironia jest tu skierowana nie tylko w człowieka - również w owego Boga, który dał nam taką a nie inną naturę (zdolność tworzenia i zmieniania Ziemi), po czym poszedł sobie "na spacer" i zostawił nas z tą zabójczą skłonnością, nieświadomych, że kiedyś zniszczymy Ziemię, przynajmniej w takiej postaci, w jakiej daje nam ona życie. Ukradliśmy Bogu jabłka dobra i zła - ale boskiego, a nie ludzkiego. My ciągle jeszcze nie wiemy, co dla nas dobre, a co złe.
Jasne, że postać Boga w tym wierszu nie ma nic wspólnego z moją religijnością. Jest symbolem, zrozumiałym dla każdego człowieka w naszej kulturze. Cały wiersz jest metaforą, a nie wywodem filozoficzno-religijnym. Masz rację. :-)
W ogóle wyśledziłaś mój zamysł doskonale.
Bardzo serdecznie dziękuję i kłaniam się nisko przed wspaniałą Poetką i Czytelniczką. :-)
(I nie przeceniajcie mnie z Babą, bo mi głupio, okrutnie się rumienię, zwłaszcza, że obie świetnie piszecie).
Opublikowano

i co mam napisać ? że narzucasz swoje poglądy , z którymi nie wszyscy się zgodzą ? Napiszę , że masz prawo uliteralniać swoje wyobrażenia . Tępy czytelnik się pogniewa , obrazi , nawet zobrazoburzy ... A ja - chociaż z treścią polemizuję ... , ;-) , uśmiecham się ... Do wiersza . Znowu przeplatane lepsze fragmenty ze słabszymi . Warto ten wiersz trochę , powiedziałbym - ścieśnić ... Serdecznie :-)

Opublikowano

Oksywio,
Ostatnio Twoje wiersze są pełne niepokoju i pełne jakiś refleksji niespokojnych. Myśl ubrana w twoją poetykę zahacza o kosmos, Boga, nieskończoność, wielkie wybuchy i pytania. Próbujesz sobie i nam podpowiedzieć lub odpowiedzieć na pytanie
o początek i koniec, bezsensy i sensy. Jednym słowem wiersze egzystencjalne królują w twojej twórczości. Skłaniasz do przemysleń i to jest najcenniejsze. Czyta się twoje wiersze z zastanowieniem i ciekawością!
Może to rzeczywiście ta wiosna powoduje twoje niepokoje ?
Pozdrawiam ciepło, stojąc nogami na ziemi i trochę dzięki Tobie w obłokach.
Lilka

Opublikowano

[quote]Cały wiersz jest metaforą, a nie wywodem filozoficzno-religijnym. Masz rację. :-)
W ogóle wyśledziłaś mój zamysł doskonale.
Bardzo serdecznie dziękuję i kłaniam się nisko przed wspaniałą Poetką i Czytelniczką. :-)
(I nie przeceniajcie mnie z Babą, bo mi głupio, okrutnie się rumienię, zwłaszcza, że obie świetnie piszecie).



Oxyvio, to przyjemność móc się czasem zmierzyć z tematyką trochę mi odległą, ale przecież nie obojętną. Sama nie mam odwagi wziąć byka za rogi, chociaż chciałam napisać coś może podobnego, tylko w troszkę inną stronę - o mikroświatach, pod wpływem rozważań teorii Alfreda Schutza (polecam "O wielości światów" lub "Don Kichot i problem rzeczywistości" - och, ten mój Don Kichot nawet tutaj ;) ). Czasem mam również takie filozoficzne usposobienie. Może kiedyś :)

I bardzo mnie cieszy, że się rozumiemy - poetycko i nie tylko. Ja oczywiście podobnie zarumieniona, za sprawą Twoich słów.
A Tobie nie może być głupio, Oxyvio - i to już jest poza dyskusją ;)

Dobrej nocy! :) Dzięki jeszcze raz, za refleksję...
in-h.
Opublikowano

Bardzo podoba mi się wiersz,
a w nim niejako gra słów,
a że sporo tu tego, naprowadziło
mnie to na myśl,
że wiersz, to też taka gra w:
zgadnij kto ma rację.
I podoba mi sie ta gra.
Pozdrawiam Autorkę.

Opublikowano

To nie jest dobry wiersz. Muszę to napisać mimo sympatii do Autorki.

Uzasadnienie - trudne, bo długie i pewnie nudne. Ale: rymów szukałaś na siłę, aby się stały. Niekoniecznie konsekwentnie. Nie znam się na tych "diabelskich" rymo-średniówkach, ani na tym, czy muszą zawsze być, czy nie. Może nie ;-)

Natomiast treść budzi moje największe wątpliwości. To jest widzenie współczesnych osiągnięć nauki oczyma niedouczonej, egzaltowanej 14-latki. I Ty mi, Oxywio, wybacz, Wiesz, że bywam ...do bólu, czego oczekuję wobec mojej "tfurczości".

Z całą sympatią - Elka.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Może i masz rację z tym "narzucaniem" poglądów, Czarek, ale ja nie mówię o polityce i nie obrażam konkretnych osób, a tylko mówię o metafizyce, o której nikt nic nie może wiedzieć - ja też nie - to tylko moja imaginacja, i to jest chyba dla każdego Czytelnika oczywiste, mam nadzieję. Piszę symbolicznie o charakterze naszego gatunku - to tyle.
A co powinnam doszlifować? Poprosze konkrety. Koniecznie. :-)
Serdeczeństwa.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Lilko, bardzo się cieszę, że moje wiersze budzą Twoją ciekawość i zaintrygowanie, jak rozumiem. :-) Tak, ostatni daję wyraz moim(wieloletnim) przemyśleniom na tematy egzystencjalne i kosmogeniczne. Ale same przemyślenia nie są nowe. Ich przyczyna nie jest więc wiosna. :-)))
Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i "ponadobłokowo". ;-)))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Oxyvio, to przyjemność móc się czasem zmierzyć z tematyką trochę mi odległą, ale przecież nie obojętną. Sama nie mam odwagi wziąć byka za rogi, chociaż chciałam napisać coś może podobnego, tylko w troszkę inną stronę - o mikroświatach, pod wpływem rozważań teorii Alfreda Schutza (polecam "O wielości światów" lub "Don Kichot i problem rzeczywistości" - och, ten mój Don Kichot nawet tutaj ;) ). Czasem mam również takie filozoficzne usposobienie. Może kiedyś :)

I bardzo mnie cieszy, że się rozumiemy - poetycko i nie tylko. Ja oczywiście podobnie zarumieniona, za sprawą Twoich słów.
A Tobie nie może być głupio, Oxyvio - i to już jest poza dyskusją ;)

Dobrej nocy! :) Dzięki jeszcze raz, za refleksję...
in-h.
Dzięki za polecenie ciekawej książki, już słyszałam o niej, mam zamiar przeczytać.
Serdeczności, Kaliope. :-)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Witam nową Czytelniczkę z ukłonem!
Bardzo się cieszę, że podoba Ci się mój wiersz. Dzięki za ciekawy komentarz. Tak, oczywiście, to jest taka troszeczkę gra w "kto ma rację", ale też myślę, że nie zaprzeczam ani religiom, ani naukom świata.
Pozdrawiam. :-)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Elko, nie uraziłaś mnie, chociaż nie zgadzam się z Tobą. :-)
Widzisz, rymów nie szukałam na siłę, w tym wierszu szło mi wyjątkowo łatwo, właściwie wprost "z rękawa", jak to mówią. Czasem biedzę się nad rymami, żeby wyszły naturalnie i fajnie, a tutaj - nic z tych rzeczy, wiersz mi "sam" popłynął.
Poza tym - i co najważniejsze - ten wiersz nie jest utworem popularnonaukowym, który mówi o osiągnięciach nauki, i to jeszcze oczami czternastolatki. Ja nie pamiętam, jak myślałam, kiedy miałam 14 lat i jaka była wtedy moja wiedza na temat Boga (ale wiem, że już wtedy nie byłam wierząca w sensie biblijnym).
Mój wiersz traktuje o charakterze ludzkiego świata, o cechach naszego gatunku, o sposobie naszego istnienia na planecie - i o niczym innym właściwie.
Ale rozumiem, że mógł nie przypaść Ci do gustu. To jest dla mnie jasne, zrozumiałe i nie obraża mnie, oczywiście.
Serdeczności, Mario. :-)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Bardzo dziękuję, Agnieszko. :-)
Tak, masz rację: jeśli uznać mnie w tym wierszu za poetkę-deistkę, to na pewno jednonocną. :-)
Bóg jest u mnie pojęciem symbolicznym, nie religijnym. Nie jestem wierząca w sensie biblijnym czy w rozumieniu jakiejkolwiek oficjalnej religii. Ale myślę, że mój wiersz nie zaprzecza ani żadnej religii, ani nauce, jeśli umie się go odczytać jako wyraz odczuć metafizycznych - tak, jak Ty go odczytałaś właśnie.
Bóg to Natura i myślę, że tych wyrazów można używać zamiennie, w zależności od tego, jak kto postrzega czy odczuwa istotę wszelkiego stworzenia. Nie ma w tych słowach sprzeczności i nie różnią się one zasadniczym znaczeniem, a tylko zawartością emocjonalną.
Pozdrawiam Cię serdecznie.

Tak, skupiłam się powiedzmy, że na doznaniach zmysłowych umysłu, nie oceniając zawartej treści. Różne teorie z utworów różnych epok, na przykład z samej Wielkiej Improwizacji, albo z Dies irae Kasprowicza, były jeszcze bardziej śmiałe w gdybaniach na temat Boga i chyba nie ma w tym nic złego. Osobiście, wierzę w Boga osobowego, nie umiem uwierzyć, że świat, a na świecie człowiek ze swoimi tęsknotami, powstali bez planu jednej Osoby.
Pozdrawiam ciepło,
AH
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Bardzo dziękuję, Agnieszko. :-)
Tak, masz rację: jeśli uznać mnie w tym wierszu za poetkę-deistkę, to na pewno jednonocną. :-)
Bóg jest u mnie pojęciem symbolicznym, nie religijnym. Nie jestem wierząca w sensie biblijnym czy w rozumieniu jakiejkolwiek oficjalnej religii. Ale myślę, że mój wiersz nie zaprzecza ani żadnej religii, ani nauce, jeśli umie się go odczytać jako wyraz odczuć metafizycznych - tak, jak Ty go odczytałaś właśnie.
Bóg to Natura i myślę, że tych wyrazów można używać zamiennie, w zależności od tego, jak kto postrzega czy odczuwa istotę wszelkiego stworzenia. Nie ma w tych słowach sprzeczności i nie różnią się one zasadniczym znaczeniem, a tylko zawartością emocjonalną.
Pozdrawiam Cię serdecznie.

Tak, skupiłam się powiedzmy, że na doznaniach zmysłowych umysłu, nie oceniając zawartej treści. Różne teorie z utworów różnych epok, na przykład z samej Wielkiej Improwizacji, albo z Dies irae Kasprowicza, były jeszcze bardziej śmiałe w gdybaniach na temat Boga i chyba nie ma w tym nic złego. Osobiście, wierzę w Boga osobowego, nie umiem uwierzyć, że świat, a na świecie człowiek ze swoimi tęsknotami, powstali bez planu jednej Osoby.
Pozdrawiam ciepło,
AH
Że powstaliśy bez planu - w to też nie wierzę. Jesteśby niezwykle skomplikowanymi "robotami", wymagającymi niesłychanej wiedzy inżynieryjnej.
Ale nie wierzę także w Boga-Osobę (czyli antropomorficznego). Nie widzę cech ludzkich w innych tworach Ziemi i Wszechświata ani w żadnych zjawiskach przyrody.
Jednak nie zapominam, że każdemu wolno odczuwać świat inaczej, a poza tym i tak nikt nie wie, jak jest naprawdę. :-)
Opublikowano

Ciekawy wiersz, dotyka jednej z najważniejszych stron ludzkiej natury. Dobra forma, treść, przekaz, ale coś mnie w nim nie przekonuje, sam nawet nie wiem, co...

Brzmi jak zastanawianie się nad porządkiem świata, nad jego zawartością itp. Peel jest niewątpliwie człowiekiem pytającym, rozważającym "kwestie podstawowe" i niespokojnym.

Zasadniczo nie wierzę w przypadek, to co się dzieje w świecie, ma zawsze swoją przyczynę, spotykamy ludzi z jakiegoś powodu, a każdy coś wnosi w nasze życie. Zawsze deklarowałem się jako wierzący, ale też dodawałem: "w ludzi, w świat, w marzenia", bo nie w idee boskie. Tu każdy musi swego "boga" szukać sam.

Cieplutko pozdrawiam :)

Opublikowano

Roklin, dziękuję za przemyślenia i komentarz.
Ja tez nie wierzę w boskie idee, właśnie ten wiersz jest także i tego wyrazem. Bóg antropomofriczny z tego wiersza zostawił świat samemu sobie... Osobiście nie wierzę, że on w ogóle istnieje, ale to już moja sprawa, Peel uważa inaczej. ;-)
A w przypadek niestety wierzę, i to często w bezsensowny przypadek. Widziałam tego wiele, a i codziennie mówią o takich tragicznych nonsensach w wiadomościach.
Ale każdemu wolno wierzyć, w co chce, i nie wierzyć też, w co chce.
Dzięki za przymiotnik "ciekawy" w odniesieniu do mojego wiersza. Cieszę się, że zainteresował i skłonił do sformułowania własnych poglądów na określonhy temat.
Pozdrawiam. :-)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • ───

      I. Moskwa – Odessa
      Który już raz lecę z Moskwy do Odessy –
      I znów złapali mnie w nie linii lot!
      Ale oto nadlatuje księżniczka-błękitka stewardesa messy,
      Niezawodna niby Wołga wszystkich flot.

      Nad Murmańskiem ni chmurki – rejs mych snów,
      I mógłbym teraz być już w Aszchabadzie,
      albo w Trieście...
      Otwarty Kijów, Charków, Kiszyniów, Lwów,
      Wszystkie otwarte, lecz ja chcę być w Odessie wreszcie...

      Mówili mi: „Nie licz na te adresy,
      Na żaden z niebios komunizmu dar”.
      A tu mi znów opóźniają mój lot do Odessy –
      Teraz jest oblodzony pas na start!

      A w Leningradzie z dachu woda kapie,
      Więc może mi pisane lecieć do Leningradu?
      Tbilisi to jedyny jasny punkt na tej podniebnej mapie,
      Tam herbata rośnie w sadzie, lecz ja Tbilisi mam w głębokim rozkładzie!

      Słyszałem, że Rostowianie idą w kurs!
      A mnie głupiemu wciąż chce się do Odessy,
      Ale mnie trzeba tam, gdzie od trzech dni nie honorują promesy,
      I dlatego opóźnili ludzkiej surówki spust!

      Ja muszę lecieć tam, gdzie chłód i lód,
      Gdzie jutro zapowiadają taaaki śnieg,
      Choć wszędzie indziej nieba czystego w bród,
      To miło, ale nie po to wrzuciłem piąty bieg!
      Nie wypuszczają mnie tu i nie wpuszczają tam,
      Niesprawiedliwe to, ale nie poradzę nic –
      Stewardesa, cudnie złudna, siódme niebo obiecuje nam,
      A z góry na nas patrzy tej całej floty widz!

      Otwarty najsłodszych smakołyków wielki tort,
      Lecz, by tam lecieć najsłodsze słodycze mnie nie skuszą.
      Otwarty nawet Władywostoku zamknięty port!
      I Paryż jest otwarty, ale tam jechać nie muszę.

      No, wreszcie! Pogoda, jak drut, dobry wiatr sprzyja skrzydłom,
      Samolot się napręża, śmigła w ruch, pełny bak,
      Lecz już nie wierzę, bo – mnie i tak tam nie przyjmą!
      Znajdą powody nawet, gdy powodów brak...

      Ja muszę lecieć tam, gdzie zamieć i mgła,
      Gdzie jutro gradobicie zapowiadają.
      Londyn, Delhi, Magadan przede mną się otwierają,
      Wszystkie stoją otworem, ale nie dla mnie ta w ciuciubabkę gra!

      Masz rację – śmiej się albo płacz: jestem znów na starych adresach,
      I masz: znowu spóźnienie, niedostępny lot –
      I smukła jak TU-104 stewardesa – panna Odessa,
      Tak przystępna, jak ten cały fłot,

      Znów mnie przestawia na ósmą zero dźwięk,
      A towarzysze pasażerowie posłusznie zasypiają w krąg,

      Mam tego dość już, psia kość,
      I lecę tam, gdzie mi pozwalają!
      Mam tego dość, już mnie całkiem zżarła złość,
      I lecę tam, gdzie mi otwierają!
      II. Polowanie na wilki
      Biegnę z całych sił, szarpię każdym ścięgnem,
      Ale dziś – jest jak jutro, i wczoraj, i potem
      Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem
      Rozwścieczają mnie do szpiku mej wilczej istoty.

      Dwururki schowały się w cień jódł
      Tam myśliwi skryli się swą sforą podłą;
      Wilki tarzają się w śniegu, co stopił się i zmókł
      Wystawiając się na łatwy strzał tych ogrów,

      Refren:
      Polowanie na wilki trwa, trwa polowanie!
      Na szare samce, matki i szczenięta.
      Gończy krzyczą, psy szczekają, a przynęta -.
      To na śniegu krew i plamy krwawych flag.

      W tej walce wilka z łowcami nie ma żadnych praw,
      Strzelającym nie zadrży ręka,
      Ogrodzili naszą wolność krwawych szmat strzępami,
      Biją bez litości, a ich kula celu sięga.

      Wilk nie może złamać tradycji czasem uświęconej;
      Widzisz te ślepe szczenięta? Ledwo od sutka matki odstawione
      Wyssały z jej mlekiem, czy to wilk czy ptak
      Prawdę jedyną: „Strzeż się ludzkich flag!”

      Refren 

      Łapy u nas i szczęki wytrwałe.
      Dlaczego, wodzu, proszę powiedz mi,
      Gonimy za szczeniakami i ubijamy je jednym strzałem,
      Łamiąc zakaz, że nie wolno ich bić!

      Wilk nie może inaczej. Sucho, to takie wilcze prawo.
      A moje dni już są policzone.
      Myśliwy już broń ujął w rękę prawą
      Z uśmiechem, i kulą, dla mnie przeznaczoną.

      Refren

      Wyszedłem ze świętego kręgu krwawych flag —
      Chęć życia jest we mnie silniejsza!
      I usłyszałem za sobą westchnienia, wrzask
      I krzyk myśliwych. Ich zdobycz będzie dziś mniejsza.

      Szarpię się z całych sił, gnam każdym strzępem ścięgna,
      Ale dziś – widzę jutro niż wczoraj jaśniejsze.
      Otoczyli mnie, otoczyli w krwawych kręgach,
      Ale gończym nic nie zostanie w rękach!

      Refren
      III. Polowanie z helikopterów
      Jak brzytwa, świt przeciął nam oczy,
      I otwarła się brama hangaru,
      A my przecieramy szlak, przez śnieg nasz tłum się toczy
      Most chrzęsci pod naszym ciężarem.

      A oni trzepotali skrzydłami tuż nad tajgą,
      A śnieg wolno spada z gałęzi świerków.
      A na naszym szlaku, nad tą krwawą bajką,
      Śmigłowca huk był jak psa warkot.

      Refren:
      Jest polowanie z helikoptera, hej na łów!!
      Na wilki szare, uparte i gniewne
      Ci, co usiedli u karabinów sterów - jest ich dwóch,
      Już zapomnieli o litości pewnie—

      A kule koszą wsio stworzenie.
      Biegnę i wdycham te mroźne opary,
      Lecz nie zdołam uciec już przed przeznaczeniem.

      Mechaniczne potwory nade mną krążą jak janczary.
      A ja biorę oddech jeszcze jeden w wilczy pysk,
      Lecz łopaty wyją coraz bliżej, wyraźniej,
      A ziemia pod mymi łapami aż kwiczy ziemi bryzg
      Śmieją się z kokpitu: „Dawaj! Raźniej!”

      I spuszczają mi na zad ołowiu deszcz.

      Refren

      Leżę pod drzewem złamanym, w mchu schroniłem się;
      Gdzieś przegapiłem ten zjazd na tyłku.
      I niech ci na górze próżno szukają mnie –
      Zostanę na dole; wpadłeś w zasadzkę, wilku!

      A ten piekielny huk rozpłynął się, znikł wtem;
      Znów śnieg na bagnach wolno pada;
      Wstałem, strząsnąłem silnika ryku mgłę,
      Żyję! Nie zabijecie mnie nigdy, gady!

      ───
       

       

      @Michał PawicaWstęp:

       

      Cień Arbacie, Cień Łubianki

       

      Bułat miał rację, mówiąc o Polsce z tym swoim melancholijnym, moskiewskim zachwytem.

       

      Widział nas przez pryzmat hejnału mariackiego, znoszonych garniturów siedemnastolatków idących na barykady i rzewnych łez Jarosławny.

       

      Dla niego byliśmy mądrzy, muzykalni, subtelni – jakbyśmy wszyscy zostali ulepieni z tej samej gliny, z której Agnieszka wycinała swoje najpiękniejsze strofy. To była miłość bezgraniczna, sygnał alarmowy czysty i wyraźny, grany na trąbce przez zamordowanego rzemieślnika historii.

       

      Ale Bułat pisał swoje eposy, gdy nad Moskwą szalała zaledwie majowa burza. Nie mógł przewidzieć, że jego ukochany, boczny cygański trakt z Arbacie skręci kiedyś gwałtownie w ponure korytarze Łubianki, a dym z płonącej planety uniesie się nad naszą ziemią jak nad gorejącym krzewem. Że jego dziesiąty, desantowy batalion – ten, który szedł w noc od Kurska i Orła – zamiast wolności przyniesie swastykę Ruskiego Mira, a zamiast bitnych pieśni rozbrzmiewać będzie tępy śmiech chłopców z Omonotworu pałujących kobiety na placach Pitera.

       

      Kiedy mit pęka, język zaczyna dychać coraz ciszej. Zamiast czułej struny akordeonu dostajemy mokry worek nadziany na dumną głowę i ślady paralizatora na dłoniach.

       

      Wujek Wołodia – ten swojski sąsiad z bloku, były szpieg i perełka z korytka KGB – zaczął dokręcać nam śruby tak mocno, że nasza wspólna, wątła nić zaczęła pić krew. Kręci je dalej, w szale, bez rozkazu, aż po sam grób.

       

      Dlatego ta opowieść nie ma dialogów. Jest jak powieść historyczna pisana przez emerytowanego porucznika w cieniu zatrutej róży, wciśniętej w oszroniony kufel po tanim, importowanym piwie. To mit, w którym człowiek pisze, co Bóg jeszcze ledwo słyszy przez ryk silników i dym Nord-Ost. Wszystko to minie, powtarzamy jak mantrę, łykając czarny, więzienny chleb.

       

      Zanim jednak bramy Lefortowa runą, a dyktator stanie się zimnym trupem w kostnicy, musimy wykrzyczeć słowa podejrzanej konduity. Nawet jeśli nasz rym już ledwo dyszy. Nawet jeśli przyjdzie nam krzyczeć z całych płuc, prosto w twarz tej bladej godzinie, która z miłości zostawiła nam tylko swąd...

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Dzięki Marku. Również pozdrawiam.       To napisz o tym...   Jeśli możesz,                                     bez wulgaryzmów.   Pozdrawiam.
    • ─── I. Moskwa – Odessa Który już raz lecę z Moskwy do Odessy – I znów złapali mnie w nie linii lot! Ale oto nadlatuje księżniczka-błękitka stewardesa messy, Niezawodna niby Wołga wszystkich flot. Nad Murmańskiem ni chmurki – rejs mych snów, I mógłbym teraz być już w Aszchabadzie, albo w Trieście... Otwarty Kijów, Charków, Kiszyniów, Lwów, Wszystkie otwarte, lecz ja chcę być w Odessie wreszcie... Mówili mi: „Nie licz na te adresy, Na żaden z niebios komunizmu dar”. A tu mi znów opóźniają mój lot do Odessy – Teraz jest oblodzony pas na start! A w Leningradzie z dachu woda kapie, Więc może mi pisane lecieć do Leningradu? Tbilisi to jedyny jasny punkt na tej podniebnej mapie, Tam herbata rośnie w sadzie, lecz ja Tbilisi mam w głębokim rozkładzie! Słyszałem, że Rostowianie idą w kurs! A mnie głupiemu wciąż chce się do Odessy, Ale mnie trzeba tam, gdzie od trzech dni nie honorują promesy, I dlatego opóźnili ludzkiej surówki spust! Ja muszę lecieć tam, gdzie chłód i lód, Gdzie jutro zapowiadają taaaki śnieg, Choć wszędzie indziej nieba czystego w bród, To miło, ale nie po to wrzuciłem piąty bieg! Nie wypuszczają mnie tu i nie wpuszczają tam, Niesprawiedliwe to, ale nie poradzę nic – Stewardesa, cudnie złudna, siódme niebo obiecuje nam, A z góry na nas patrzy tej całej floty widz! Otwarty najsłodszych smakołyków wielki tort, Lecz, by tam lecieć najsłodsze słodycze mnie nie skuszą. Otwarty nawet Władywostoku zamknięty port! I Paryż jest otwarty, ale tam jechać nie muszę. No, wreszcie! Pogoda, jak drut, dobry wiatr sprzyja skrzydłom, Samolot się napręża, śmigła w ruch, pełny bak, Lecz już nie wierzę, bo – mnie i tak tam nie przyjmą! Znajdą powody nawet, gdy powodów brak... Ja muszę lecieć tam, gdzie zamieć i mgła, Gdzie jutro gradobicie zapowiadają. Londyn, Delhi, Magadan przede mną się otwierają, Wszystkie stoją otworem, ale nie dla mnie ta w ciuciubabkę gra! Masz rację – śmiej się albo płacz: jestem znów na starych adresach, I masz: znowu spóźnienie, niedostępny lot – I smukła jak TU-104 stewardesa – panna Odessa, Tak przystępna, jak ten cały fłot, Znów mnie przestawia na ósmą zero dźwięk, A towarzysze pasażerowie posłusznie zasypiają w krąg, Mam tego dość już, psia kość, I lecę tam, gdzie mi pozwalają! Mam tego dość, już mnie całkiem zżarła złość, I lecę tam, gdzie mi otwierają! II. Polowanie na wilki Biegnę z całych sił, szarpię każdym ścięgnem, Ale dziś – jest jak jutro, i wczoraj, i potem Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem Rozwścieczają mnie do szpiku mej wilczej istoty. Dwururki schowały się w cień jódł Tam myśliwi skryli się swą sforą podłą; Wilki tarzają się w śniegu, co stopił się i zmókł Wystawiając się na łatwy strzał tych ogrów, Refren: Polowanie na wilki trwa, trwa polowanie! Na szare samce, matki i szczenięta. Gończy krzyczą, psy szczekają, a przynęta -. To na śniegu krew i plamy krwawych flag. W tej walce wilka z łowcami nie ma żadnych praw, Strzelającym nie zadrży ręka, Ogrodzili naszą wolność krwawych szmat strzępami, Biją bez litości, a ich kula celu sięga. Wilk nie może złamać tradycji czasem uświęconej; Widzisz te ślepe szczenięta? Ledwo od sutka matki odstawione Wyssały z jej mlekiem, czy to wilk czy ptak Prawdę jedyną: „Strzeż się ludzkich flag!” Refren  Łapy u nas i szczęki wytrwałe. Dlaczego, wodzu, proszę powiedz mi, Gonimy za szczeniakami i ubijamy je jednym strzałem, Łamiąc zakaz, że nie wolno ich bić! Wilk nie może inaczej. Sucho, to takie wilcze prawo. A moje dni już są policzone. Myśliwy już broń ujął w rękę prawą Z uśmiechem, i kulą, dla mnie przeznaczoną. Refren Wyszedłem ze świętego kręgu krwawych flag — Chęć życia jest we mnie silniejsza! I usłyszałem za sobą westchnienia, wrzask I krzyk myśliwych. Ich zdobycz będzie dziś mniejsza. Szarpię się z całych sił, gnam każdym strzępem ścięgna, Ale dziś – widzę jutro niż wczoraj jaśniejsze. Otoczyli mnie, otoczyli w krwawych kręgach, Ale gończym nic nie zostanie w rękach! Refren III. Polowanie z helikopterów Jak brzytwa, świt przeciął nam oczy, I otwarła się brama hangaru, A my przecieramy szlak, przez śnieg nasz tłum się toczy Most chrzęsci pod naszym ciężarem. A oni trzepotali skrzydłami tuż nad tajgą, A śnieg wolno spada z gałęzi świerków. A na naszym szlaku, nad tą krwawą bajką, Śmigłowca huk był jak psa warkot. Refren: Jest polowanie z helikoptera, hej na łów!! Na wilki szare, uparte i gniewne Ci, co usiedli u karabinów sterów - jest ich dwóch, Już zapomnieli o litości pewnie— A kule koszą wsio stworzenie. Biegnę i wdycham te mroźne opary, Lecz nie zdołam uciec już przed przeznaczeniem. Mechaniczne potwory nade mną krążą jak janczary. A ja biorę oddech jeszcze jeden w wilczy pysk, Lecz łopaty wyją coraz bliżej, wyraźniej, A ziemia pod mymi łapami aż kwiczy ziemi bryzg Śmieją się z kokpitu: „Dawaj! Raźniej!” I spuszczają mi na zad ołowiu deszcz. Refren Leżę pod drzewem złamanym, w mchu schroniłem się; Gdzieś przegapiłem ten zjazd na tyłku. I niech ci na górze próżno szukają mnie – Zostanę na dole; wpadłeś w zasadzkę, wilku! A ten piekielny huk rozpłynął się, znikł wtem; Znów śnieg na bagnach wolno pada; Wstałem, strząsnąłem silnika ryku mgłę, Żyję! Nie zabijecie mnie nigdy, gady! ───     @Michał PawicaWstęp:   Cień Arbacie, Cień Łubianki   Bułat miał rację, mówiąc o Polsce z tym swoim melancholijnym, moskiewskim zachwytem.   Widział nas przez pryzmat hejnału mariackiego, znoszonych garniturów siedemnastolatków idących na barykady i rzewnych łez Jarosławny.   Dla niego byliśmy mądrzy, muzykalni, subtelni – jakbyśmy wszyscy zostali ulepieni z tej samej gliny, z której Agnieszka wycinała swoje najpiękniejsze strofy. To była miłość bezgraniczna, sygnał alarmowy czysty i wyraźny, grany na trąbce przez zamordowanego rzemieślnika historii.   Ale Bułat pisał swoje eposy, gdy nad Moskwą szalała zaledwie majowa burza. Nie mógł przewidzieć, że jego ukochany, boczny cygański trakt z Arbacie skręci kiedyś gwałtownie w ponure korytarze Łubianki, a dym z płonącej planety uniesie się nad naszą ziemią jak nad gorejącym krzewem. Że jego dziesiąty, desantowy batalion – ten, który szedł w noc od Kurska i Orła – zamiast wolności przyniesie swastykę Ruskiego Mira, a zamiast bitnych pieśni rozbrzmiewać będzie tępy śmiech chłopców z Omonotworu pałujących kobiety na placach Pitera.   Kiedy mit pęka, język zaczyna dychać coraz ciszej. Zamiast czułej struny akordeonu dostajemy mokry worek nadziany na dumną głowę i ślady paralizatora na dłoniach.   Wujek Wołodia – ten swojski sąsiad z bloku, były szpieg i perełka z korytka KGB – zaczął dokręcać nam śruby tak mocno, że nasza wspólna, wątła nić zaczęła pić krew. Kręci je dalej, w szale, bez rozkazu, aż po sam grób.   Dlatego ta opowieść nie ma dialogów. Jest jak powieść historyczna pisana przez emerytowanego porucznika w cieniu zatrutej róży, wciśniętej w oszroniony kufel po tanim, importowanym piwie. To mit, w którym człowiek pisze, co Bóg jeszcze ledwo słyszy przez ryk silników i dym Nord-Ost. Wszystko to minie, powtarzamy jak mantrę, łykając czarny, więzienny chleb.   Zanim jednak bramy Lefortowa runą, a dyktator stanie się zimnym trupem w kostnicy, musimy wykrzyczeć słowa podejrzanej konduity. Nawet jeśli nasz rym już ledwo dyszy. Nawet jeśli przyjdzie nam krzyczeć z całych płuc, prosto w twarz tej bladej godzinie, która z miłości zostawiła nam tylko swąd...
    • ,, Eucharystia jednoczy  przyjmujących ją ,, 1 Kor.10 , 16-17    jak ocean łączy kropel wiele  tak Eucharystia  wiąże ludzi w kościele    dar wolności  Bóg nie wymusza  zaprasza    lubimy kochamy  po swojemu    świat  zamiast się radować  walczy    a jest  jest ... cudem  cudem  wartym miłości szacunku   rysy skazy rany widać z daleka  wolna wola … problemem   komunia łączy  owoc  życie w zgodzie  z sobą z Bogiem   Jezu ufam Tobie    6.2026 andrew  Czwartek, święto Bożego Ciała  
    • @hania kluseczka Peelek taki, że jednej chciałby dać miłość, a resztę nienawidzić.
    • @Alicja_Wysocka

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...