Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

no ale są i tacy którzy dla odmiany zaświadczają na katafalku żeby im żadnym sposobem Boga do trumny nie wkładać - pomimo wcześniejszego teizmu. w sumie to człowiek skazany jest na wiarę zawsze i od samego początku, bo mieszka w Bulerbyn, mimo że wysyła wymyślne rakiety w przestrzeń międzygwiezdną, ciężko jest dowieść chociażby tego, że Ziemia jest kulista/ eliptyczna ;)

Opublikowano

Tomku, jak to dostrzegasz, ludzie to duże dzieci, ale na pewno kiedyś dorosną :) Póki co to co wydziwiają tzw. teiści wynika głównie z lekceważenia a także z interpretacji (nadawanie wypowiedziom sensu, jaki komuś pasuje) wybranym wersetom lub fragmentom Pisma Świętego. Korzystając z książki dostępnej pod adresem: http://www.jw.org/index.html?option=QrYQZRQVNlBBX możesz ŚAM poznać czego naprawdę uczy Biblia :) Życzę radości i pożytku z tego... wiecznego :)

Opublikowano

ludzie to duże lub nieduże ale dzieci po sam kres - ziemski - to akurat kwestia obserwacji, jakichś tam doświadczeń, no i wiary; wiary we własne obserwacje - ale kwestia jest na tyle umowna, że nie sposób z nią dyskutować, bo brak dowodów, brak empirii w tej materii;
ja wiem że ludzie (głównie ateusze którzy WIEDZĄ że Boga nie ma - nauka w niepowołanych rękach wywołuje skutek odwrotny) lubują się w nadinterpretowaniu zarówno Tory jak i Nowego Testamentu, ale w szczególności Koranu, który dla odmiany ja polecam Tobie ;)
pozro

Opublikowano

Tomku Przekonania są najbardziej osobistą sprawę, wręcz nie dają się wyabstrahować z nas, ani ukazać komuś w całości, a fragmentarycznie przejawiane, bywają odbierane przez innych nie zawsze właściwie. Każdy z nas na własny użytek i odpowiedzialność je kształtuje I NIE MOŻE BYĆ INACZEJ. Mądrzy dysputnicy wpierw uzgadniają definicje pojęć z dziedziny jakiej będzie dotyczyć dysputa, aby myśli ich i wypowiedzi nie rozmijały się :) Przekonywać każdy MUSI SIĘ sam, bo indoktrynacja (sprytne przekonywanie to manipulacja, to terror duchowy). Patologie jednak wszędzie bywają i dysfunkcyjne jednostki :)

Tak, Koran zawiera interesujące miejsca. Oto coś, o czym być może nie wiesz. Odważam się z tobą podzielić tym co wiem, bo przypuszczam, że będzie cię to interesować.

Otóż Koran wspomina o człowieku, który "posiadał wiedzę z Księgi" (27:40, Bielawski). W komentarzu znanym jako Tafsir Jalalayn powiedziano na temat tego wersetu: "Asaf, syn Barchija, był mężem sprawiedliwym. Znał najwznioślejsze imię Boga, toteż ilekroć je wezwał, był wysłuchiwany". Przywodzi to na myśl biblijnego pisarza Asafa, który w Psalmie 83:18 (83:19, BT) oświadczył: "Aby się dowiedziano, że Ty, który masz na imię Jehowa, Ty sam jesteś Najwyższym nad całą ziemią". W Koranie 17:2 czytamy: "Daliśmy Mojżeszowi Księgę i uczyniliśmy ją drogą prostą dla synów Izraela" (Bielawski). W Księdze tej Mojżesz zwraca się do Boga słowami: "Przypuśćmy, że przychodzę teraz do synów Izraela i faktycznie mówię im: "Przysyła mnie do was Bóg waszych praojców", a oni powiadają do mnie: "Jakie jest jego imię?" Cóż im odpowiem?" Bóg odrzekł Mojżeszowi: "Oto, co masz powiedzieć synom Izraela: "Jehowa, Bóg waszych praojców, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba posłał mnie do was". To jest moje imię po czas niezmierzony" (Wyjścia [2 Mojżeszowa] 3:13, 15). Starożytni Izraelici znali to wielkie imię Boga. Wykorzystywali je nawet do tworzenia własnych imion. Jak obecnie nadaje się komuś imię Abdullach, które znaczy "sługa Boży", tak niegdyś Izraelita mógł otrzymać imię Abdiasz, oznaczające "sługę Jehowy". Matkę proroka Mojżesza nazwano Jochebed, co może się wykładać "Jehowa jest chwałą". Imię Jan znaczy "Jehowa okazał się łaskawy", a imię innego proroka, Eliasza - "moim Bogiem jest Jehowa". Prorocy znali to wielkie imię i posługiwali się nim w sposób nacechowany głębokim szacunkiem. W Piśmie Świętym występuje ono ponad 7000 razy. Jezus Chrystus, syn Marii, zwrócił na nie uwagę, gdy powiedział w modlitwie do Boga: "Objawiłem imię twoje ludziom, których mi dałeś (...) Objawiłem im imię twoje, i objawię, aby miłość, którą mnie umiłowałeś, w nich była" (Jana 17:6, 26). Omawiając słowa z Koranu 2:87, Bayḍāwī w znanym komentarzu do tej księgi napisał, iż Jezus "przywracał życie zmarłym za pośrednictwem najwznioślejszego imienia Boga". Jak więc doszło do tego, że owo imię spowiła tajemnica? Co ono ma wspólnego z przyszłością każdego człowieka? Niektórzy sądzą, że hebrajskie "Jehowa" znaczy tyle samo, co "Allach" (Bóg). Ale słowo "Allach" jest odpowiednikiem hebrajskiego "Elo·him", będącego liczbą mnogą wyrazu "elo'ah" (bóg), wyrażającą majestat. Pod wpływem przesądu Żydzi przestali wymawiać Boże imię Jehowa. A kiedy napotykali je w trakcie czytania świętych pism, tradycyjnym zwyczajem wypowiadali słowo "Ado·nai", czyli "Pan". Co więcej, w niektórych miejscach oryginału hebrajskego zastąpili imię Jehowa wyrazem "Ado·nai". Podobnie uczynili przywódcy religijni chrześcijaństwa. Imię Jehowa zamienili na słowa "Bóg" (po arabsku "Allach") i "Pan". Przyczyniło się to do rozwoju fałszywej doktryny o Trójcy, nie mającej żadnego oparcia w Piśmie Świętym. Wskutek tego miliony ludzi niesłusznie oddaje cześć Jezusowi i duchowi świętemu, uważając ich za równych Bogu. Tak więc przywódcy judaizmu oraz chrześcijaństwa wspólnie ponoszą winę za to, że ogromne rzesze ludzi nie znają najwznioślejszego z imion. Niemniej Bóg zapowiedział: "Stanowczo uświęcę swoje wielkie imię, (...) i narody będą zmuszone poznać, że ja jestem Jehowa". Istotnie, Jehowa sprawi, że wszystkie narody poznają Jego imię. Dlaczego? Ponieważ nie jest On jedynie Bogiem Żydów czy jakiegoś innego ludu. Jehowa to Bóg całego rodzaju ludzkiego - Ezechiela 36:23; 1 Mojżeszowa 22:18; Psalm 145:21; Malachiasza 1:11, BT. W Piśmie Świętym powiedziano: "Każdy, kto wzywa imienia Jehowy, będzie wybawiony" - Rzymian 10:13. Nasze wybawienie w dniu sądu będzie zależeć od tego, czy znamy imię Boga. Poznanie go obejmuje zaznajomienie się z przymiotami, dziełami oraz zamierzeniami Boga, a także kierowanie się w życiu Jego wzniosłymi zasadami. Na przykład Abraham znał imię Boże i go wzywał. Dzięki temu cieszył się zażyłą więzią z Bogiem, wierzył w Niego, polegał na Nim oraz był Mu posłuszny. W ten sposób stał się przyjacielem Boga. Tak samo my, jeśli poznamy Jego imię, to przybliżymy się do Boga, zadzierzgniemy z Nim osobistą więź i ze wszech sił będziemy strzec Jego miłości (1 Mojżeszowa 12:8; Psalm 9:10,[9:11]; Przypowieści 18:10; Jakuba 2:23). Biblia donosi również: "Jehowa zwracał na to uwagę i słuchał. I zaczęto spisywać przed nim księgę pamięci dla bojących się Jehowy i dla myślących o Jego imieniu" (Malachiasza 3:16). Dlaczego mamy "myśleć" o najwznioślejszym imieniu? Imię Jehowa dosłownie znaczy "On powoduje, że się staje". Wyjawia ono, iż Jehowa osobiście dopilnowuje spełnienia swych obietnic. Zawsze realizuje swoje zamierzenia. Jest Bogiem Wszechmocnym, jedynym Stwórcą, odznaczającym się wszelkimi szlachetnymi cechami. Nie da się w jednym słowie ująć pełni Jego boskości. Jednakże Bóg wybrał sobie niezrównane imię - Jehowa - które przywodzi na myśl wszystkie Jego przymioty i zamierzenia. O swych zamysłach wobec ludzkości Bóg informuje na kartach Pisma Świętego. Jehowa Bóg stworzył człowieka, żeby ten cieszył się bezkresnym, szczęśliwym życiem w raju. Jego wolą jest, aby wszyscy ludzie stanowili jedną rodzinę, zespoloną miłością i pokojem. Już wkrótce Bóg miłości zrealizuje to zamierzenie (Mateusza 24:3-14, 32-42; 1 Jana 4:14-21). Bóg wyjaśnia, dlaczego ludzie doznają cierpień, i wskazuje, iż mogą zostać od nich uwolnieni (Objawienie 21:4). W Psalmie 37:10, 11 czytamy: "Jeszcze trochę, a nie będzie bezbożnego; spojrzysz na miejsce jego, a już go nie będzie. Lecz pokorni odziedziczą ziemię i rozkoszować się będą obfitym pokojem" (zobacz też Koran 21:105). Owo doniosłe imię Boże faktycznie stanie się znane. Narody będą musiały się dowiedzieć, że brzmi ono Jehowa. Cudownym przywilejem jest poznanie tego najwznioślejszego imienia, świadczenie o nim oraz związanie się z nim. Kto tak czyni, odczuje na sobie urzeczywistnienie się wspaniałej obietnicy Bożej: "Ponieważ mnie umiłował, wyratuję go, wywyższę, bo zna imię moje. Wzywać mnie będzie, a Ja go wysłucham (...) Długim życiem nasycę go i ukażę mu zbawienie moje" (Psalm 91:14-16).

Tak więc bynajmniej cię nie przekonując, lec zjedynie dięląc sie z tobą, tym, o czym wiem, zaprezentowałem ci pod rozwagę i uważną analizę (stąd prócz cytatów podaję skąd cytowałem). Życzę tobei, tego co sobie w myśl mojej wypowiedzi :)

Choć nie dorośniemy szybko do wymiarów pełni Chrystusowej, to jednak dorastajmy, każdy z nas INDYWIDUALNIE :)

Opublikowano

No tak, zgadzam się, przekonania są indywidualne, światopoglądy różne, egzegezy Świętych Ksiąg również; poza tym powiem ci że miło było przeczytać przytoczony przez ciebie fragment, jedynie utwierdził mnie we własnym przekonaniu. Jestem osobą wierzącą ale uważam się za człowieka bezwyznaniowego, nie identyfikuję się z konkretną religią, lecz z wszystkich monoteistycznych i nie tylko monoteistycznych religii (chociaż z nich głównie), tworzę własną, chronologiczną kompilację moralnych i etycznych wskazań, które w moim mniemaniu nakładają się na siebie zarówno w Biblii jak i Koranie, mimo iż są przedstawiane za pomocą różnych alegorii, co jest oczywistą konsekwencją różnorodności kultur i różności miejsca i czasu powstania każdej z nich. Podobnych stanowisk jak moje i twoje jest mnóstwo i jest to podwójne szczęście; po pierwsze potwierdza niezupełną irracjonalność takowych rozmyślań, po drugie krzepi ;) Natomiast samo dorastanie jest aktem koniecznym aczkolwiek zawsze niekompletny i nieskończonym - próba upodobnienia się do Boga jest drogą bez ziemskiego, namacalnego celu ;)
pozdro

Opublikowano

Oj dla mnie to jest chyba niedelikatne nadużycie semantyczne z twojej strony albo dla odmiany rodzaj przeświadczenia które ma niespecjalnie uzasadnione podstawy. Nie każdy bowiem człowiek ma poglądy bądź wierzenia i to jest sprawa z której wynika reszta. Otóż wiem bo widziałem z bliska i nieraz kogoś takiego, kto nie ma poglądów żadnych, nie wie czy wierzy w Boga, nie jest lewicowy ani prawicowy; święta narodowe i religijne odbywa w sposób automatyczny, a najbardziej lubi spokój i jakieś niewybredne przyjemnostki. Wspominam o tym dlatego że ludzie podobnego pokroju nie odpowiadają za to, że nie są zdolni wyrobić sobie jakichś poglądów i nie jest to ich wina, że poza silnikami wysokoprężnymi niewiele ich interesuję ze świata religii, wiary czy zgoła filozofii. Rzecz jasna dla człowieka wierzącego i rozczytanego w Biblii oczywistym jest fakt, że każdy za swoje grzechy i słabostki odpowie osobiście, jednak od tego że każdy osobiście odpowie, do tego, że jest to osobista odpowiedzialność każdego, jest moim zdaniem długa wąska ścieżka. To jest przecież tak, że aby za coś odpowiadać, najpierw trzeba być świadomym tego, wokół czego ma się obudować owa odpowiedzialność. Ja myślę że zbędne jest przypominanie komuś że tak a siak Biblia mówi i tego i owego Bóg wymaga, dlatego że przede wszystkim On wymaga od ciebie. To jest wzór wiary zaczerpnięty z klasycznej literatury romantycznej; ściślej mówiąc rodzaj mistycznego indywidualizmu. I tak jak czytałem zarówno Stary jak i Nowy Testament, Bóg w nich wyraźnie mówi, że nie wszyscy zostaną obłaskawieni; mówi (w Torze), że ludzie są głównie źli (Księga Przysłów chyba), i jest szereg bardzo podobnych stwierdzeń, wobec których ciężko przejść obojętnie nie zadając pytania: czy aby każdy człowiek jest na tyle uświadomiony ażeby rozumował lub podzielał emocjonalnie prawdy o dążeniu do metafizycznego szczęścia i wyswobodzenia z okowów grzechu? Otóż nie. Człowiek który nie jest czegoś świadomy nie może z oczywistych powodów brać za to odpowiedzialności, ponieważ to wykracza poza jego kompetencje. Jestem zdania że wiarę należy przeżywać w zaciszu własnego sumienia miast epatować ogólnymi prawdami i zrębami jej założeń. Wybacz Rihtiku. Ja wiarę rozumuję w wybitnie indywidualistyczny sposób, czasem mam wrażenie że aż ją przeinaczam w rodzaj dowolności, jednakowoż głównie rozchodzi mi się w tej mojej wersji o to, że istnienie Absolutu poprzedzało wielki wybuch; że moralność więcej waży niż analityczna umiejętność kojarzenia wierzchnich faktów, i że miłość stanowi fundament humanizmu i najbardziej górnolotny cel dążenia... Z drugiej strony w każdej religii głównej monoteistycznej, czyli w judaizmie, chrześcijaństwie i islamie zawsze jest mowa o roli przeznaczenia; i tu jest ciekawostka otóż takiego rodzaju, że niektórym ludziom Pan okazuję dostąpienia łask, innych zaś obmyśla na wichrzycieli, i smaga ich wyboistymi ścieżkami życiowymi - w nieuświadomieniu! Każdy człowiek bez mała odpowiada przed prawem karnym i innymi odmianami ziemskiego prawa za nadużycia różnego rodzaju które godzą w suwerenności i wolność innych, ale czy każdy, bez wyjątku, jest ZDOLNY odpowiadać za poglądy religijne (polityczne czy gospodarcze) - to chyba przesadne założenie ;). W niemałej części społeczeństwa wiara i religia mają charakter jedynie życzeniowy - nie towarzyszy temu żadna refleksja, ale wyłącznie z banalnego powodu innych predyspozycji takiego kogoś. To jedynie ty możesz wiedzieć i grono nielicznych, że Bóg czuwa nad każdym, i to może cię krzepić, ale sądzę także że Bóg czuwa najbliżej nad tymi, których wiara jest najbardziej uświadomiona, takoż inny jest rodzaj twojej odpowiedzialności przed Nim, aniżeli przypadkowej osoby, która nie zapuszcza się na wędrówki i uczty metafizyczne po bezdrożach Biblii. Czyż nie? Jest też tak, że Bóg niektórych opuszcza, celowo, fiksuje im rzeczywistość, przeinacza krajobraz, wpycha w niewygodną rzeczywistość, narzuca brak świadomości w tym aspekcie; innych przeznacza na rozpustników, podaje im dzbany z winem i bażanty za życia ażeby utworzyć z nich moralne kreatury; powoduje bezecników, furiatów, frustratów i ludzi o prostym sposobie przeżywania świata. Czy odpowiedzialność osoby krzewiącej religijność i noszącej Jezusa na ustach konsekwentnie jest równorzędna z tymi, dla których Biblia nie stanowi aż tak silnego odniesienia i obiektu studiowania jak w twoim przypadku, to śmiem wątpić. Uważam wszelako że skoro twoja identyfikacja z prawdami Nowego Testamentu jest tak duża jak piszesz, to też i twoja odpowiedzialność jest o tyle większa, o ile znaczniejsze jest twoje zaangażowanie w tym względzie ;)

Opublikowano

Tomku...
Zanim podzielę się z tobą tym, co mi wiadomo, o czym jestem przekonany, pragnę uzgodnić z tobą kwestię zdaje się zasadniczą, dla tak wrażliwych ludzi, jakimi jest w pewien sposób i stopniu, wysublimowana część społeczeństwa polskiego, która poetyzuje i odwiedza to forum, nie wyłączając ciebie :) Chodzi o szacunek, poważanie, respekt z francuskiego zwany też estymą. Przyznasz,że to dość szerokie pojęcie :) Nie wykluczone, że ta okoliczność sprawia, że narażam się (np. Oxyvii) na urabianie mi opinii, że dla nikogo na tym forum jej nie mam - patrz na strofy i komentarze dostępne pod adresem: http://www.poezja.org/wiersz,1,134657.html . Przeciwdziałając temu, by z twojej strony spotkało mnie coś takiego, przed zamieszczeniem moich wypowiedzi stosownie uwzględniających problematykę której dotykasz w swoim komentarzu, znamiennie zamieszczonym pod utworem genezis wg ateisty (niewątpliwie jest on moją reakcją na wiersz Oxyvii), pozwolę sobie określić jak pojmuję szacunek (respekt) i jak go przejawiałem i nadal będę przejawiał, także w tym, mam nadzieję zajmującym dla nas obu wątku. Oczywiste jest, że publikowane na tym forum, nasze wypowiedzi będą czytane i oceniane też przez innych, co tym bardziej przyczynia się do tego, bym zdefiniował (określił), jak nadal będę przestrzegał nie tylko regulaminu tego forum. Liczę też na to, że dzięki temu uda mi się jakoś odzyskać szacunek Oxyvii i tych osób, które pod wpływem jej wypowiedzi postanowili mnie nie szanować. Wybacz więc, że się nieco rozpiszę najpierw w tej kwestii.

[u]Jeżeli twoja reakcja na ten komentarz będzie świadczyć, że mnie rozumiesz i zgadzasz się iż tak jak napiszę, będę cię szanował wypowiadając się, to dopiero wówczas, w kolejnym komentarzu wypowiem się stosownie do tego, o czym pisałeś. (To z mojej strony właśnie przejaw szacunku dla ciebie.) Dobrze?[/u] :)

Otóż.. prócz tego, o co o estymie mówią słowniki, moje pojmowanie szacunku ukształtowała taka oto wiedza, bazująca m.in. na najstarszej definicji (nie brak przesłanek, że język starohebrajski jest językiem Adama i Ewy) tego pojęcia. Hebrajski odpowiednik wyrazu "szacunek" to słowo kawod, które w bezpośrednim tłumaczeniu na j. polski znaczy dosłownie "ciężar". Z zachowanych tekstów, nie tylko biblijnych wynika, że od najdawniejszych czasów szacunek okazywano osobie uważanej za prawą, znaczącą, ważną, a przede wszystkim szanującej Boga i przestrzegającej Jego praw. Ponieważ wiele starożytnych tekstów (nie wyłączając obszernych partii tekstów wchodzących obecnie w skład Pisma Świętego), więc biorę pod uwagę również greckie znaczenie wyraz time, gdyż kryje on w sobie myśl o "szacunku", "poważaniu", ale też o "wartości" i "drogocenności". Dlatego też pochodzący od niego czasownik timao można przetłumaczyć na "wyznaczyć cenę", tak własnie został on przetłumaczony w Ew. wg Mateusza 27:9. Rzeczownik time, występujący w oryginalnym zapisach Ew. wg Mat. 27:6 i Dz. 4:34, został przetłumaczony zaś na "zapłata" lub "równowartość", a przymiotnik tímios, w Dz. 5:34; 20:24 o 1 Kor. 3:12 na "poważany", "drogi" (wartościowy) czy "drogocenny".

Jak dla mnie, niewątpliwie osobami zasługującymi na szacunek tak pojmowany zasługują Jehowa Bóg i Jego Syn.

Jehowa Bóg jako Stwórca i Pan Wszechwładny zasługuje na najgłębszy szacunek i cześć (1Tm 1:17; Heb 3:3, 4; Obj 4:9-11). Ludzie wyrażają taki szacunek, gdy za przykładem Jezusa czynią to, co się Bogu podoba - Jn 8:29, 49.

Dopóki obowiązywało Prawo Mojżeszowe, Izraelici mogli okazywać Jehowie szacunek, składając Mu w ofierze to, co mieli najlepszego (Prz 3:9; Mal 1:6-8) - właśnie dlatego tzw. Prawo Mojżeszowe zawierało postanowienia określające szczegółowo wyrażanie szacunku w ten szczególny sposób.

Darzenie Wszechmocnego rzeczywistym szacunkiem nie polega na przestrzeganiu jakichś form. Konieczne jest prawdziwe umiłowanie zasad Jehowy i szczere pragnienie spełniania Jego woli. Niewątpliwie brakowało tego żydowskim przywódcom religijnym w czasach ziemskiej służby Jezusa (Iz 29:13; Mk 7:6), którzy jedynie wargami (pozornie) okazywali Mu szacunek.

Jak dla mnie, niewątpliwe jest to, że Jezus Chrystus dał doskonały wzór okazywania szacunku Bogu, gdyż sumiennie i z radością spełnił Jego wolę, składając nawet w ofierze własne życie (Mt 26:39; Jn 10:17, 18). Dlatego Ojciec również okazał mu szacunek, potwierdzając, że uważa Go za umiłowanego Syna (Mt 17:5; 2Pt 1:17). Kiedy Jezus zakończył ziemskie życie, otrzymał od Boga jeszcze zaszczytniejsze stanowisko, niż miał przedtem (Flp 2:9-11). Na przykładzie Jezusa Chrystusa widać, jak Najwyższy uszanuje tych, którzy Jego szanują - wyrazi swą aprobatę i szczodrze im pobłogosławi (1Sm 2:30).

Ponieważ to Jehowa Bóg wywyższył swego Syna, każdy, kto nie chce uznać Jezusa Chrystusa za nieśmiertelnego Króla królów i Pana panów, lekceważy jego Ojca. Syn zasługuje na szacunek i lojalne poparcie ze względu na swą pozycję i dokonania (Jn 5:23; 1Tm 6:15, 16; Obj 5:11-13). Wszyscy, którzy pragną, by ich uszanował jako swych uczniów, muszą ściśle trzymać się jego wzoru i nauk (Rz 2:7, 10).

Oczywiście oprócz Jehowy Boga i Jezusa Chrystusa także inne osoby są godne szacunku, m.in. z racji stanowiska. Bezdyskusyjnie (jak dla mnie) dzieci mają szanować rodziców i w związku z tym być im posłuszne (Pwt 5:16; Ef 6:1, 2). Jeżeli rodzice znajdą się w potrzebie, dorosłe dzieci mogą dowieść szacunku przez chętne udzielenie pomocy pod względem materialnym (Mt 15:4-6; 1Tm 5:3, 4). Również mąż ma szanować żonę i czyni to wówczas, gdy ją kocha i ceni, natomiast żona szanuje męża, gdy jest mu podporządkowana i odnosi się do niego z głębokim respektem (1Pt 3:1-7). Stosowny szacunek należy się również władzom i innym osobom piastującym odpowiedzialne stanowiska (Rz 13:7). Ale nie tylko im, gdyż bez względu na sytuację życiową (materialną w szczególności) ludzie wszelkiego pokroju zasługują na szacunek, ponieważ są stworzeniami Bożymi (1Pt 2:17). Świadom tego (jak czytasz) staram się stosownie okazywać szacunek, w szczególny sposób przede wszystkim osobom podzielającym moje przekonania (Rz 12:10), bo przecież niestosowne wręcz byłoby IDENTYCZNIE szanować KAŻDEGO. Przejawem mojego szacunku dla ciebie i uczestników tego forum jest przede wszystkim to, że szukam korzyści nie tyle swojej własnej, lecz właśnie twojej i innych, którzy czytają moje utwory i komentarze, zazwyczaj dawane niejako na czyjeś życzenie, a to po myśli 1 Kor. 10:24.

Ale estyma to też respekt.
W moim pojęciu polega na poważaniu kogoś; na darzeniu go szacunkiem i szczególnymi względami; liczenie się z czymś, a przede wszystkim z kimś - jego przymiotami, osiągnięciami, urzędem, pozycją lub władzą.

Mam go przede wszystkim wobec Jehowy i Jego przedstawicieli. Jehowa Bóg jako Stwórca jest godzien, by wszystkie stworzenia rozumne darzyły Go najwyższym szacunkiem - Obj 4:11 - i jak czytać część stworzeń Go nie zawodzi. Szacunku wraz z nimi dowodzę wiernością i posłuszeństwem, do czego skłania mnie miłość do Boga i wdzięczność za to, co dla mnie uczynił (Mal 1:6; 1Jn 5:3). Świadomy jestem, że właściwie przywłaszczenie sobie, lub przypisywanie komuś lub czemuś (np. przypadkowi) czegoś należącego do Stwórcy (jak m.in. uznanie dla Jego stwórczych dokonań) wg mojego pojęcia świadczy o braku respektu i szacunku. Istnieje biblijny, jaskrawy precedens takiego braku respektu - przejawili go Chofni i Pinechas, synowie arcykapłana Helego, gdy z każdej ofiary składanej Bogu Jehowie najlepsze części zabierali dla siebie. Ponieważ Heli nie podjął przeciw nim zdecydowanych działań, można było powiedzieć, że darzy ich większym szacunkiem niż Jehowę - 1Sm 2:12-17, 27-29.

Jestem świadomy, że okazuję szacunek Jehowie Bogu przez wierność i posłuszeństwo oraz popieranie Jego wielbienia, natomiast gdy On chce uszanować jakiegoś człowieka, błogosławi mu i go nagradza - 1Sm 2:30. Na przykład swego wiernego sługę, króla Dawida, który pragnął zbudować świątynię dla Arki Przymierza, Jehowa nagrodził, zawierając z nim przymierze co do Królestwa - 2Sm 7:1-16; 1Kn 17:1-14. Na respekt zasługiwali ci, którzy występowali w imieniu Jehowy - prorocy, a zwłaszcza Syn Boży, Jezus Chrystus. Tymczasem Izraelici znieważali ich słowem i czynem, a niektórych nawet zabili. Swoje lekceważenie dla przedstawicieli Jehowy ujawnili w najbardziej rażący sposób, kiedy zamordowali Jego Syna. Dlatego w 70 r. n.e. Jehowa za pośrednictwem wojsk rzymskich wywarł pomstę na niewiernej Jerozolimie - Mt 21:33-44; Mk 12:1-9; Łk 20:9-16; por. Jn 5:23.

Apostoł Paweł radził: "Przodujcie w okazywaniu sobie nawzajem szacunku" (Rz 12:10). Pomaga mi w tym okoliczność, że znam swoje słabości i uchybienia lepiej niż inni, więc słusznie uważam ich za wyższych od siebie i cenię, czyli szanuję innych, szczególnie gdy pełnią dla Boga wierną służbę - Filipian 2:1-4. Przekonany o słuszności nauk Pisma Świętego (Jana 17:17), okazuję stosowny respekt wobec osób (w tym wobec Oxyvii i ciebie, Tomku), którzy jakkolwiek domagają się (proszą lub zdają się chcieć) uzasadnienia dla żywionych przeze mnie nadziei i przekonań. Dlatego też, w łagodnym usposobieniu i z głębokim respektem wypowiadam się, jednak bez rozwadniania świętych dla mnie prawd. Kiedy czynione są mi zarzuty (niekiedy przybierają obraźliwy ton), usilnie staram się nie odpowiadać z irytacją, gniewem czy oburzeniem, lecz argumentuję spokojnie.

Jednak nic co mi jest dotąd znane nie wskazuje, że głęboki respekt ma oznaczać strach przed człowiekiem!

Żywię i nadal będę żywił (umacniał) zdrową bojaźń wobec Jehowy Boga i Pana Jezusa Chrystusa - 1Pt 3:14, 15.
Dobry przykład pod tym względem dają mi aniołowie, którzy chociaż są więksi od ludzi pod względem siły i mocy, nie wnoszą oskarżeń w sposób obelżywy - 2Pt 2:11.

Ja też nigdy i nigdzie oraz nikogo nie potraktowałem i nie potraktuję obelżywie (ad personam); jednak wzorem CKN nadal będę dawał odpowiednie rzeczom słowo :)

ZA WSTĘP (OGÓLNIKI)

1
Gdy z wiosną życia duch Artysta
Poi się jej tchem jak motyle,
Wolno mu mówić tylko tyle:
"Ziemia jest krągła -- jest kulista!"

2
Lecz gdy późniejszych chłodów dreszcze
Drzewem wzruszą -- i kwiatki zlecą --
Wtedy dodawać trzeba jeszcze:
"U biegunów -- spłaszczona nieco..."

3
Ponad wszystkie wasze uroki --
Ty! poezjo, i ty, wymowo --
Jeden wiecznie będzie wysoki:

* * * * * * * * * * * * * * * *

Odpowiednie dać rzeczy słowo!

Opublikowano

Przepraszam, mam wrażenie że w ogóle mnie nie słuchasz i w ogóle nie dotykasz sprawy o którą mi chodziło. Obawiam się że z twojej odpowiedzi wynika jasno, że nie dyskutujesz, ale monologujesz - piszesz automatycznie i wchodzisz w rolę wykładowcy zamiast zastanawiać się nad tym co odpisujesz w reakcji na konkretne pytania. Nie czytałem wpisów pod linkiem który mi zasugerowałeś, bo nie uważam aby to było konieczne: moja opinia o tobie jest wynikiem mojej relacji z tobą, i to jest jednak chyba trzeźwe podejście. W każdym bądź razie pozdrawiam i dzięki za aktywność.

Opublikowano

No.. widzę, że miałem rację już we stępie mojego komentarza, gdzie wyraźnie pisałem, iż dopiero wówczas się wypowiem, gdy twoja reakcja nie będzie taka jaka właśnie jest. Nie czytasz uważnie i ze zrozumieniem. Niech się dzieje twoja wola i nich ci będzie że masz racje :) Szkoda :(

Opublikowano

To nie tak że mnie chodzi o którąś rację i nie jest tak że nie czytam ze zrozumieniem tego co napisałeś, a że napisałeś według mnie kilkadziesiąt zbędnych i nazbyt okrągłych zdań w odpowiedzi na moją wypowiedź to już inna sprawa aniżeli jakowyś brak szacunku, który jak sam przyznajesz, założyłeś a priori, co chyba nie jest eleganckie i stosowne. To co piszesz ma znaczenie, lecz niemałe znaczenie ma to jak piszesz. A piszesz jak Oświecony, szafujesz cytatami z Biblii, zachowujesz się jak egzegeta, a całkowicie pomijasz te wątpliwości, które wystosowałem ja. Jest kilka zasadniczych sprzeczności w twoim i moim postrzeganiu wiary a także odczytywaniu Biblii, dlatego, przyznam, nieco mnie zniechęciłeś, delikatnie rozczarowałeś i lekko zanudziłeś. To wcale nie oznacza że nie szanuje twojego zdania i że nie szanuje ciebie. Wybacz, ale wolałbym abyś mówił głównie własnymi słowami a nie wywlekał na światło dzienne cytaty które wg ciebie potwierdzają twoje hipotezy - to byłoby dla mnie bardziej wiarygodne. Pozdrawiam!

Opublikowano

Tomku
Strach mnie zbiera, cokolwiek pisać... Twoja wsobność mnie poraża. Rezygnuję z wypowiadania się wobec ciebie, bo zanosi się na to, że im bardziej będę cię szanował, tym bardziej będzie jak czytam w kolejnym twoim komentarzu. Na koniec krótko i dobitnie. WSTRZYMAŁEM SIĘ OD WYPOWIADANIA SIĘ ADEKWATNIE DO PORUSZONYCH PRZEZ CIEBIE ZAGADNIEŃ - jak czytać, słusznie, podejrzewając (inni mi dali ku temu podstawy, a teraz jak czytam i ty do nich dołączyłeś), że nie będziesz zasowolony z tego COKOLWIEK I JAKKOLWIEK BYM NAPISAŁ z należytą estymą, jaką dla ciebie zachowuję. Bywaj zdrów.

Opublikowano

O ironio!
Lecz skoro przeszedłeś na grunt psychologizowania w odniesieniu do mnie, a to doskonale widać, bo nie odnosisz się do tego co mówię, lecz wzbraniasz się przed wypowiedziami, ponieważ przewidujesz moje zachowania, i rysujesz kształt niedoszłych wypowiedzi; to ja także powiem dosadniej aniżeli wcześniej to czyniłem: z mojej analizy rodzaju twoich wypowiedzi wynika jasno, że w głównej mierze dążysz do zobrazowania własnych poglądów, niekoniecznie mając zamiar je zrewidować lub choćby z atencją podnieść te sprawy, o których nadmienia adwersarz. To chyba nie jest wcale dziwne że taka maniera mniej lub bardziej zniechęca hipotetycznego dyskutanta. Nie znasz mnie, nie wiesz jak i co napisałbym gdybym uznał, że masz ochotę podjąć dialog, dlatego wybacz ale nie podobają mi się twoje imperatywy, i odnoszenie się nie do treści, lecz do domniemanych reakcji na nie. Cześć no i Bóg z tobą.

Opublikowano

Stempelku uwierz osłupiałam,osłupiałam z wrażenia ,,,,,ije posiadasz wiedzy , ile poświęcasz czasu na pisanie , zęby wyjaśnić, wyświetlić,,,,,!
Pięcio zwrotkowy wiersz!!!
Jasny jak słońce na niebie!
Podziwiam!
Pluskająco!

Opublikowano

Aluno.. to zasługa Oxyvi :) Jej wiersz (http://www.poezja.org/wiersz,1,134657.html), a potem niezbyt miła wymiana komentarzy (niestety, polemika się nie udała - z mojej winy) zaowocowała tym tekstem. Pokrzepiłaś mnie.. i z serdecznością dziękuję. Życzę (samolubnie :)) tobie dalej pięknego tworzenia, bym mógł się raczyć twoją liryką :)

  • 5 lat później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
    • @Radosław   wiem Radosław …niestety to takie silne oddziaływanie jest …międzygalaktyczne ;)))) nie wiem jak mogę Tobie pomóc…? ;) 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...