Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Czas odmierzany zmarszczkami
tynków w pokojach pamiętających
inne szepty modlitw i zwątpień.
Na pożegnanie ściany pęcznieją od łez.

Nie jest grzechem poddać się,
dać przykuć do łóżka łańcuchami
z pajęczyn, wzrok zawiesić pod sufitem
z cieniem uśmiechu nocnej lampki.

Toniesz w krochmalu pościeli
w poszukiwaniu jednego obola.
Za tym oknem, przez które ze strachem
zagląda Księżyc przepływa rzeka.

Wkrótce będziesz na drugim brzegu
zostawiając po tej stronie ból

do wynajęcia

Opublikowano

Są takie domy, ponoć niewiele. Zwykle na uboczu, jakby miały nie razić oczu, nie odrywać mysli od codziennej bieganiny za przyziemnymi potrzebami. Ten, w objęciach dwóch niewielkich dopływów Warty, w cieniu ogródków działkowych, nagle za sprawą przebudowy ciągu komunikacyjnego z powodu powstałej galerii handlowej, stał się widoczny. Odsłonił się
na wzrok pasażerow pojazdów pędzących codziennie nowowybudowaną trasą. Nigdy fizycznie nie byłem w środku, ale myślami jestem w nim zawsze ilekroć tamtędy przejeżdżam.
Dziękuje za przychylny odbiór W.R. :))

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Arsis    piękno, smutek, symbol,   forma graficzna - która mi się podoba    i tak zwane lśnienie (promyk - idąc za L.M.Montgomery)  
    • @Gra-Budzi-ka Oj,

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      jakie fajne! 
    • @Poezja to życie   oby perfekcyjnie zabijał ! I bezboleśnie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pozdrawiam !
    • Przechodzą cicho, mając przeszklone spojrzenia. W przedpokoju. W pokoju. W noc ciemną i tkliwą. W noc majową. W pełną szumiących liści, pełną drzew, gałęzi, podziemnych korzeni.   I w tę noc podążają moje złudy, widma… Te moje odwieczne i wciąż milczące od lat pięćdziesięciu chore iluminacje.   Przepoczwarzają się. To znów nieruchomieją. Ale są. I płyną naprzeciw obłokom bez-szepnie. Albo szepczą jak wiatr na przekór milczenia. Albo się stwarzają od początku. I znowu. I wiecznie…   Dręczy mnie ta struna. Zaciska się coraz ciaśniej.   W bolesnym skowycie powolnego rozpadu.   W progu uchylonych drzwi leży zakurzone truchło jakiegoś ptaka. Szkielet obsypany piórami. I ten szkielet podobny raczej do szkieletu człowieka, lecz z białą podłużną czaszką i z otwartym w jakimś zastygłym grymasie dziobem.   I z czarnymi oczodołami niewidzącej śmierci. Tej samej, która naznaczyła spojrzenia mojej matki i ojca, kiedy ich oczy wyrastały z czarnej, błotnistej, mokrej od deszczu ziemi. Wyrastały jak kiełkujące pąki jakiejś melancholii spomiędzy kwiatów białych chryzantem.   A więc rozbił się przed wiekami ten ptak, nie-ptak.   Roztrzaskał w koszącym locie. W gazetach pisano wtedy: to było samobójstwo.   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-05-05)      
    • @.KOBIETA.     dziękuję wszystkim

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      tak …spokój wewnętrzny bez czynników zewnętrznych ! Buziaczki
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...