Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jesienne targowisko, gdzie z szarą godziną
powraca brudny deszczyk rzucany w kałuże
ręką wiatru co nagle znad miasta nadpłynął
i ujrzawszy to miejsce, chce zostać na dłużej.


Tam okna starych ruder półmrok okrył lekko,
zarzygane chodniki straszą chude dzieci,
tata siedzi przy stole z mateczką- butelką.
Wódka leci do szklanki i czas z wódką leci


Niedobre tu wieczory zatruwane sadzą.
W brudnej szklance herbata słodzona oszczędnie,
głosy zrzędów po kątach - bo nic nie poradzą,
psów rozmowy z ciemnością i księżyc, gdy więdnie.


Rynny biją się z wodą mętną jak pomyje,
która spływa bełkocząc szemrane pacierze,
razem z wiatrem pijanym, co nad placem wyje.
Lepiej omiń to miejsce, jeśli je dostrzeżesz.

Opublikowano

Jesienne targowisko, gdzie z szarą godziną
powraca brudny deszczyk rzucany w kałuże
ręką wiatru co nagle znad miasta nadpłynął
i ujrzawszy to miejsce, chce zostać na dłużej.

Niedobre tu wieczory zatruwane sadzą.
W brudnej szklance herbata słodzona oszczędnie,
głosy zrzędów po kątach - bo nic nie poradzą,
psów rozmowy z ciemnością i księżyc, gdy więdnie.

Rynny biją się z wodą mętną jak pomyje,
która spływa bełkocząc szemrane pacierze,
razem z wiatrem pijanym, co nad placem wyje.
Lepiej omiń to miejsce, jeśli je dostrzeżesz.


Amputowałem całą drugą zwrotkę i po tym odbarczeniu dam z pół plusa, choć to nie powinien być koniec ingerencji. Np. dlaczego "deszczyk"?

Opublikowano

Rymowanie rzeczywiście spłyca temat, ale...niektóre fragmenty, zarysy obrazów są ujmujące i nietuzinkowe. Wyjąć by je z tego wiersza i, bez używania zbędnych dopowiedzeń, nakreślić wyrazistą kreską rzeczy i postacie. To drugi Twój wiersz, który czymś mnie zatrzymuje, choć prosi się o poprawki. Pozdrawiam i trzymam kciuki. mb.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Dość blade odbicie "Ulicy Miłej" Broniewskiego...



Ulica Miła wcale nie jest miła.

Ulicą Miłą nie chodź, moja mila.

Domy, domy, domy surowe,

trzypiętrowe, czteropiętrowe,

idą, suną, ciągną się prosto,

napęczniałe bólem i troską.

W każdym domu cuchnie podwórko,

w każdym domu jazgot i turkot,

błoto, wilgoć, zaduch, gruźlica.

Miła ulica.

Miła ulica.


Na ulicy Miłej jest zakład pogrzebowy,

obok jatka i sklepik z balonem wody sodowej,

naprzeciwko - klinika lalek, naprawa parasoli...

Perspektywa rzeźnickim nożem przecina oczy. To boli.

Jezdnią, po kocich łbach, trąbiąc pędzi pogotowie,

to pod trzynastym powiesił się fryzjer, który miał źle w głowie:

czytał powieści detektywne, chciał zostać aktorem,

wiecznie coś deklamował albo śpiewał piskliwym tenorem.

Moja mila, ty nie wiesz, jak źle

ulicą Miłą błąkać się we mgle,

niosąc bezdomne marzenie i nie napisany wiersz.

No, powiedz, miła czy wiesz?

To nie była dusza fryzjera, to był anioł prawdziwy,

jak z trampoliny wzbił się z ulicznej perspektywy,

leciał na białych skrzydłach i ponad każde podwórko

rzucał bawiącym się dzieciom jedno bialutkie piórko,

dzieci piórka anielskie rączkami chwytały, chwytały,

a wtedy z ciemnego nieba spadł śnieg anielsko biały.

Ludzie, ludzie, ludzie wieczorni gorliwie dreptali piechotą,

anioł zniknął, dzieci posmutniały, zostało błoto.

W nocy nad ulicą Miłą - gwiaździsta ospa.

W nocy na ulicy Miłej - rozpacz.

i wiele troski zobaczysz, mila, przechodząc miastem,

ale najwięcej na ulicy Miłej pod numerem trzynastym.

W suterenie pogrzeb.

Niedobrze.

Na parterze płacze wdowa po fryzjerze.

Na pierwszym piętrze - plajta, komornik. A na drugiem

służąca otruła się ługiem.

Na trzecim piętrze rewizja - mundurowi, tajniacy.

Na czwartym czytają "Kurier Warszawski" - "poszukiwanie pracy".

Na poddaszu dziewczyna dziecko dwudniowe zabiła.

Miła ulica.

Ulica Miła.


Na ulicy Miłej ani jedno drzewko nie rośnie,

na ulicy Miłej - w maju! - ludzie nie wiedzą o wiośnie,

ale cały rok hula perspektywa łysych gazowych latarni,

łbem waląc w mur cmentarny.

Moja miła, ja tą ulicą nie chodzę,

choćby mi było po drodze.

Nawet kiedy do ciebie się śpieszę,

nie idę ulicą Miłą,

bo kto wie, czy się tam nie powieszę.






Opublikowano

Szanowni Państwo!

Jestem bardzo wdzięczny za poświęcony przez Was czas temu wierszowi. Opublikowany utwór wydany jest zawsze na łaskę i niełaskę ewentualnych Czytelników. Takie ich zbójeckie prawo. Ten oczywisty fakt przyjmuję z pokorą. Bowiem wszelkie uwagi i komentarze stanowią dla mnie niezmiernie ważne źródło informacji i bardzo często skłaniają do zrewidowania dotychczasowej koncepcji utworu.
Każdy utwór jest żywy tak długo, jak długo autor uważa go za niedokończony, niegotowy i w jakiś sposób niedoskonały. Kiedy to następuje, wówczas wiersz staje się martwy jak łacina. Teraz jednak autor go opublikował i wiersz musi bronić się sam. To żyworodne stworzenia.

Z wyrazami szacunku

Michał Witold Danecki

P.S. Tego wiersza Wł. Broniewskiego nie czytałem. Przypuszczam, że podobnie jak Pan, Panie Adamie, mojego. Mimo, że mój jest znacznie krótszy.

Opublikowano

Panie Michale, to jest bardzo dobry wiersz. Powiedziałbym nawet w moim guście. Rzecz jasna, kiedy tylko takie miejsce uda mi się dostrzec, ominę je szerokim łukiem.
Pozdrawiam !

Opublikowano

Ma pan rację, podobne miejsca rzeczywiście ławo napotkać. Ja jednak, z moją przerośniętą empatią, staram się podobnych miejsc zwyczajnie unikać, bo to tylko zbędny ból wyobrażeń i doznań, przynajmiej w moim przypadku.
Pozdrawiam Pana i czekam na kolejne wiersze.

  • 2 miesiące temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Poet Ka Jakby autorka mówiła: Wiem, że idę w stronę haiku, ale nie chcę się zamknąć w tej formie.  Jakby lekki bunt wobec formy, ale pachnie haiku :)
    • Czas w parku mierzony jest powolnym pulsem fontanny. Wejścia strzeże brama z dawnej Świątyni Przebudzonych, na której widnieje napis: „Nie lękaj się przegranej”. Drugie przykazanie głosiło, że proste drogi prowadzą do zwycięstwa. Wtajemniczenie trzecie znają tylko przebudzeni.   Wokół fontanny, niczym na tarczy zegara, stoją ławki. Sekundy zmieniają się w godziny. Rozmowy nie są tu mile widziane. Park przypomina bibliotekę, lecz zamiast słów gromadzi ciszę.   Nieopodal szachiści celebrują ruchy. Pomiędzy „szach” a „mat” zapadam w drzemkę. Kiedy się budzę, odkrywam miejsce poza czasem. Myśli, jak rzeki, przestają płynąć. Trzecie wtajemniczenie: nie jesteś figurą – pionkiem na szachownicy.    Droga staje się prosta: e4.  
    • @Leszczym Myślę, że coś w tym jest. Kiedy tworzysz, stajesz się odpowiedzialny za swój mały świat - nadajesz mu kształt, sens, istnienie. Może dlatego pojawia się to porównanie do „boga w miniaturze” — nie z pychy, tylko z samego aktu tworzenia. Dziękuję za ten trop :)  Serdeczki.  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Powinna być jak gwóźdź, bo zazwyczaj puentę się pamięta.   Pozdrawiam serdecznie :)
    • Wielkie wzgórze nad starym miasteczkiem wisiało Z urwiskiem, gdzie kończyła się główna ulica; Lesiste, zielone, mrocznie w dół spoglądało  Na zakręt szosy, gdzie stała stara dzwonnica.   Od dwustu z górą lat słyszano doniesienia O tym, co się na tych bezludnych stokach dzieje - Dziwnie okaleczonych ptakach czy jeleniach I chłopcach, których krewni stracili nadzieję.   Pewnego dnia listonosz nie znalazł miasteczka, Nikt więcej nie widział domów ani ludności; Ciekawskich z Aylesbury przybyła wycieczka - Listonoszowi rzekli, że bez wątpliwości Oszalał mówiąc, że zobaczył poprzez chaszcze Wzgórza żarłoczne oczy i rozwartą paszczę.   I Howard (Fungi from Yuggoth, sonet VII): The great hill hung close over the old town, A precipice against the main street’s end; Green, tall, and wooded, looking darkly down Upon the steeple at the highway bend.   Two hundred years the whispers had been heard About what happened on the man-shunned slope— Tales of an oddly mangled deer or bird, Or of lost boys whose kin had ceased to hope.   One day the mail-man found no village there, Nor were its folk or houses seen again; People came out from Aylesbury to stare— Yet they all told the mail-man it was plain That he was mad for saying he had spied The great hill’s gluttonous eyes, and jaws stretched wide.
    • @Proszalny czego nie zrozumiałeś? @Proszalny chciałam być czytelna @Proszalny dobranoc 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...