Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Nastał zmrok, ciemność oblała niebo, pozostawiając jasne, wypukłe iskry w czarnej otchłani. Widok z okna wydawał się zmieniać w niespokojną wegetację organizmu sprawnie funkcjonującego każdego dnia. Jedynym chaosem, jaki wprawiał mnie w zamyślenie było chaotyczne pojawianie się i znikanie kolorowych błysków lamp ulicznych, niebieskich płomieni światła wydobywanych z odbiorników telewizyjnych. Szumy samochodów przejeżdżających regularnie co trzydzieści sekund wprawiały monotonnie moje zmysły słuchowe w stan kompletnego osłupienia. Wszystko wokół było takie delikatne, aż nie chciało się tracić tego spokoju, aksamitu podwiniętego pod cały układ nerwowy, wprawiającego go w wolne dryfowanie po problemach mojej codzienności. Włączyłem gramofon, z korzennej szafy wyciągnąłem ulubioną płytę Verviniego Falochrona XII Symfonię Ciszy. Rozpłaszczyłem zmęczone kończyny na płóciennym materacu z wojskowego materiału, który podarował mi sąsiad z naprzeciwka. Materac charakteryzował się pasami na ręce i nogi, naszywkami po bokach z wielkim logo firmy i ogromnym napisem „ Z nami miękko, nawet w Wietnamie”. Każdej nocy przed snem mam zwyczaj przekładania kart z ręki do ręki, zgadując przy tym kolejne ich wizerunki. Wyciszony w rytmie XII Symfonii Ciszy kusiłem los odkrywając całą talię. Stawiałem matkę, ojca, rozdałem rodzeństwo, postawiłem na życie, widząc wygraną napawałem się pustką i bezmyślnością mojej karcianej obsesji. Obleciał mnie sen, zgasiłem silnym podmuchem świeczki, Symfonia nadal brzmiała spokojnie. Położyłem ciężką głowę na puchowej poduszce. Zamknąłem oczy, nagle wielkim następowaniem silnego dźwięku, oddechu obcości, trzask tłuczonego imadła zadudnił i wprowadził mokry strach, moją duszę nawiedził niepokój. Muzyka Ciszy zamilkła. Otworzyłem oczy, wlepiłem je starannie w ciemny kąt, gdzie leżał gramofon. Zapaliłem zapałkę, podążając za światłem, oczy błądziły w ciemności, nagle, naprzeciw mojej twarzy ukazała się głowa świni, zastygłem przerażony. Miała pocięty nos w stanie rozkładu, ze ślimaczym spojrzeniem. Rzekła wysokim zachrypłym tonem:
- Zagraj ze mną w karty.
Uśmiechnąłem się, czując przy tym niezwykły spokój. Zrozumiałem, że otworzę się światu, pokażę, że to ja potrafię wybierać, losować, przekładać, ryzykować, wygrywać. Czułem, jak patrzy cały świat, ale nie ten ludzki, który jest niepojęty, ograniczony ze strony emocjonalnej. Lecz ten, który podąża jedynie za głosem i głębią wartości bodźców w rzeczywistości nieznaczących nic poza materialnym ich skutkiem. Czułem, jak patrzy na mnie wszystko to, co jest moją nieświadomością, czułem ich wielkie rozmiary, ich liczebność nieporównywalną do rzeczywistej liczebności istot na świecie. Patrząc tej odrażającej świni w ryj, czułem w dłoniach smak życia, smak rozkoszy i ryzyka. Widziałem w odbiciu jej ślimaczących się oczu, mój błysk w oku, który rozświetlał całe pomieszczenie, które pozwalało na cząstkowe zidentyfikowanie postaci z głową świni. Świnia powtórzyła swoją propozycje:
- Zagraj ze mną w karty.
Rzucając lekceważące spojrzenie, zapytałem:
- O co chcesz grać zakuty ryju?
Świnia nie zastanawiając się ani chwili, wytrzeszczając oczy i zmieniając ton głosu na poważny, rzuciła:
- O twoje życie, niewdzięczniku !
- A jeśli się nie zgodzę?
- To zniszczę twoją przeszłość, zapomnisz o wszystkim, co robiłeś, kim byłeś, z każdą chwilą, gdy następować będzie przeszłość twego czynu, będziesz zapominał.
Zastanawiając się chwilę zgodziłem się.
- Na czym polega gra ? – zapytałem.
Świnia wyciągnęła ze swojej bursztynowej torebki wielką talię kart. Torebka przyciągnęła moją uwagę, była wysadzana marmurem nabłyszczanym oleistym specyfikiem, co robiło wrażenie małych grudek miedzi.. Zwierzę chrumknęło przeraźliwie, na jego ryju pojawił się ironiczny, parszywy uśmiech, świnia oznajmiła:
- Jest trzydzieści dziewięć kart, co trzecia karta jest niewidzialna, musisz losować je po kolei i nie patrząc na nie, odgadnąć jakie to karty – zaśmiała się szyderczo.
Poczułem dreszcze, a zarazem wielką szansę na odzyskanie swoich wartości, swojej wzniosłości, podwyższenie jakości mojej egzystencji. Wpatrywałem się w tlące błękitem karty z podobizną świni w koronie.
Świński ryj dodał, że mam prawo do jednej pomyłki i każda następna będzie kosztowała mnie utratę jednego zmysłu. Przetarłem mocno oczy i bez wahania wyciągnąłem rękę, chwytając delikatnie kartę i pocierając ją kciukiem. Czułem, jak śliska maź zawładnęła moją ręką, wiedziałem, że już nie mam odwrotu. Zamknąłem oczy, by skupić się nad tą jedyną kartą. Świnia chcąc rozproszyć moje skupienie, rżała przeraźliwie, wydawała okrzyki podniecenia. Czując panowanie nad najbardziej wyczulonym moim zmysłem, który wydawał się być odizolowany od reszty zmysłów, by nie doszło zgrzytów miedzy nimi, odpowiedziałem z zaskoczenia:
– To mój ojciec.
Odwróciłem kartę i zobaczyłem podobiznę ojca w zaszklonym pudełku, wydawał się być czymś zajęty, poczułem wielką ulgę. Zwierzę zaczęło niczym dziecko klaskać i wydawać chichot nie do zniesienia. Moje oczy były wyraźnie spocone, czułem każde koryto zmarszczki, które wypełniało się cieczą zdenerwowania. Świnia pośpieszając mnie, krzyczała:
– Szybciej, szybciej, chcę posiąść twoje marne życie – chichotała coraz okrutniej. Pociągnąłem ostrożnie drugą kartę:
– To moje oczy - powiedziałem pewny siebie.
Świnia zmarszczyła obślizgłe czoło, ja spojrzałem na kartę, rzeczywiście, były to moje oczy, zawieszone na marionetkowych nitkach, podrygujące przy tym. Miałem wrażenie, jakbym patrzył na siebie z pogardą, z ironią w źrenicach wypełniających się czarno – blednącą czernią beztonalną. Reakcja świni na moją poprawną odpowiedź, wydawała się przygnębiająca. Szarpnąłem kolejną kartę, wkładając ją między mokre dłonie. Drżałem, czułem bicie serca w nogach, głowie, w żołądku. Świnia spojrzała pytająco. Wlepiłem oczy w dłonie i odpowiedziałem ostrożnie:
– Lombard pragnień.
Zastygłem, nie chciałem odkrywać tej karty, ręce drżały mi jak opętane, świnia ponaglała mnie ze zdenerwowaniem. Odkryłem kartę. Moim oczom ukazał się neonowy szyld z napisem „lombard pragnień”. Świnia podskoczyła z radości, rzucając mi kartami w twarz. W tym samym momencie straciłem wszelkie pragnienia. Wszystko było mi obojętne, odechciało mi się żyć, spoglądać na twarze, dotykać, myśleć. Moje pragnienia utopione w talii kart upadły na obojętność wszystkiego, co było związane z moim bytem. Uwięzione pragnienia w kartach, kaszlące, dławiące się delikatnym powietrzem płaskiej przestrzeni, zamknięte w metalowych klatkach trawiły samotność, którą tak bardzo odczuwałem. Świński ryj w płonącym świetle zapałki wyszeptał podniecające go słowa:
- A teraz idź do lombardu pragnień. Odkup wszystko, czego pragniesz, a odejdę i zostawię cię w spokoju. Jeśli nie pójdziesz, nie doczekasz się przeszłości, a przyszłość nie nadejdzie.
Nie miałem najmniejszej ochoty gdziekolwiek iść. Szarość za oknem mętniała w źrenicach, świt powoli przeganiał czerń oświetloną iskrami na niebie. Dochodziła czwarta rano. Ubrałem się w szafir i wyszedłem opornym krokiem na poszukiwanie lombardu. Przygnębiająca cisza sprawiała, że słyszałem każdy stukot w żołądku, puchnięcie i kurczenie się serca, słyszałem każdy włos unoszący się pod wpływem delikatnego wiatru. Wszystkie okna były pogaszone, lampy marniały, jakby wypalały swoją ostatnią dawkę energii. Wystawy sklepowe niczym szkielety nagiego ciała usuwały się pod wpływem przyciągania ziemskiego, które znosiłem z nieświadomością i zupełną ignorancją, ponieważ czułem się, jakbym szedł po bawełnianym puchu ulepionym w pięćdziesięciu procentach z kłębiastej, puszystej pary wodnej. Dotarłem pod świetlisty szyld. Faktycznie był to lombard pragnień. Wszedłem bez wahania. Naprzeciwko drzwi stała lada i o nią wsparty człowiek z podkową zamiast ust, na głowie miał świetlistą, rudą perukę. Stał jak manekin, zupełnie nieruchomo. Z gramofonu, który wyglądał zupełnie jak mój, wydobywał się głos:
- Czego sobie życzysz, Obojętny Człowieku?
- Przyszedłem po pragnienia – odparłem.
Oczy manekina spojrzały na mnie podstępnie, gramofon znów się odezwał:
- Co proponujesz w zamian za pragnienia?
Nie wiedziałem, co powiedzieć, nie miałem przy sobie nic, co mogłoby być równie cenne jak moje pragnienia.
- Nie mam nic wartościowego – odpowiedziałem.
- Owszem masz – odparł.
- Co takiego?
- Chcę twoje usta.
Zdziwiony ugryzłem się w wargę, czując, że robię to po raz ostatni. Ale nie zależało mi na ustach. Pragnąłem jedynie pragnień.
- Umowa stoi – powiedziałem.
Odzyskałem swoje pragnienia, ale zostałem niemową, bez wyrazu, bez możliwości wypowiedzi swoich uczuć, kiedy potężne myśli kłębiły się w głowie. Dostałem w prezencie gramofon z posrebrzanym krążkiem. Wróciłem szybko do domu, na ziemi zastałem martwą z nudów świnię z rozdziawionym ryjem i ślimaczymi ślepiami wlepionymi w sufit. Nie miałem nawet jak się zaśmiać, włączyłem gramofon. To był mój śmiech.

Opublikowano

Szczerze mówiąc do mnie ten tekst nie dociera. Może moje możliwości intelektualne są niewystarczające, zaproponuję Ci zatem tylko drobne korekty:
1.jest zmysł słuchu- nie zmysły słuchowe
2.obleciał mnie sen- zaczęł mnie morzyć, lub poczułem senność. Oblatuje to chyba strach?
3.nie wiem co to jest korzenna szafa- nie mam innej propozycji.

Opublikowano

"Zamknąłem oczy, nagle wielkim następowaniem silnego dźwięku, oddechu obcości, trzask tłuczonego imadła zadudnił i wprowadził mokry strach, moją duszę nawiedził niepokój. Muzyka Ciszy zamilkła". Nic nie łapię... Czasami za dużo chcesz powiedzieć, ozdabiasz zdania, nadymasz je. Ale pisanie masz przednie. Tylko nie wiem, czy chce mi się zagłębiać w sens, bo jak sam twierdzisz, nie zawsze jest potrzebny :))

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • CZARNE ŚWIATŁO

       

      Michał spojrzał na tablicę informacyjną przed największym centrum handlowym w jego mieście.

      Miejsc parkingowych 450

      Miejsc wolnych 0.

      Idą święta!

       

      Michał z ławki ustawionej przy wejściu patrzył na tłum klientów centrum osiągający  stan wrzenia. Pełen wózek - to chwila poczucia spełnienia.

      Bo być to kupić!

       

      W te święta rodzina wyznaczyła ich spotykanie w jego domu. Tak będzie też brat z jego bliskimi. Michał rozmawiał z nim o nadchodzących świętach. Brat wspomniał, że bardzo wiele zmieniło się w jego rodzinie od poprzednich świąt. Mówił o braku porozumienia ze swoim najmłodszym synem.

       

      Michał trzyma w dłoniach kupiony w centrum 1000 elementowy zestaw puzzli. Jest to dla niego najważniejszy tegoroczny jego zakup świąteczny.

       

      Przyszedł je tu kupić po tym, gdy wczoraj przypomniał sobie już odległy czasem obraz, kiedy patrzył na swoją żonę i ich córki bawiące się latem na nadmorskiej plaży. Budowały wtedy zamek z piasku. Obok piaskowego zamku usypały wysoki kopczyk ze znalezionych tu kamyków. Zamek stał u podnóża wielkiej góry. Popatrzył wtedy na usypany przez dziewczynki kopiec kamyków. Były tam kamyki jasne i ciemne.

       

      Na wspomnienie rozmowy z bratem, powróciła do niego tamta myśl:

      Czy można podzielić ten kopiec kamyków na dwa kopce? W jednym miałyby być tylko te jasne a w drugim tylko te ciemne. Pytanie śmieszne. Oczywiście, że tak. Ale jest jeden warunek, że zaprzęgniemy do tego materię i myśl. Myśl może mieć różną postać. Może to być myśl córeczek bawiących się kamyczkami albo myśl mechaniczna, zaprogramowana w czujniku, który potrafi rozpoznać jasny lub ciemny przedmiot i zaprogramowanego, sprzężonego z nim manipulatora, który chwyci i przeniesie kamyk na właściwe miejsce. Jest to myśl mechaniczna będąca jednak owocem myśli człowieka inżyniera, konstruktora robota.

       

      A czy zadanie to można wykonać wykorzystując wszystko, co jest dostępne poza myślą? Wykorzystując na to dowolną ilość czasu, dowolną ilość i postać energii czy zmiany takich parametrów jak ciśnienie, temperatura, wilgotność i temu podobne.

       

      Tamtego dnia snuł dalej swoje rozważania.

      A teraz masz stworzyć strukturę DNA – nośnik informacji genetycznej organizmów żywych. Czy zadanie to można wykonać wykorzystując wszystko, co jest dostępne poza myślą?

       

       Michał zamierza zadać takie pytania swojemu bratankowi, studentowi renomowanej uczelni.

      Planuje tą właśnie kwestię uczynić zasadniczą osią ich świątecznego dyskursu. Dla niego samego, jego osobiste przekonania w tej kwestii, stanowią fundament jego światopoglądu.

       

      Z informacji przekazanych przez brata wie, że codzienne drogi jego syna nie wiodą go już do kościoła, dołączył do wyznawców teorii o nie istnieniu Boga, wyznawców bankructwa wiary i głosicieli potrzeby wyzwolenia się z jej pęt.

       

      Zestaw puzzli jest Michałowi niezbędny ku temu, by bratankowi pokazać przez porównanie z czymś, czego poziom trudności jest sobie w stanie wyimaginować, poziomu złożoności, jaką niósł w sobie proces powstawania na naszej planecie pierwszych struktur DNA – nośników informacji genetycznej organizmów żywych.  Zestaw puzzli jest mu potrzebny po to, by pomóc bratankowi odpowiedzieć na pytanie, czy zadanie ich ułożenia można wykonać przy wykorzystaniu wszystkiego, co jest dostępne, za wyjątkiem myśli? Tak w zamyśle Michała puzzle mają wspomóc wyobraźnię jego bratanka.

       

      Michał wie, że nie musi objaśniać mu różnicy w poziomach skomplikowania pomiędzy tworzeniem struktury DNA – nośnika informacji genetycznej
      a ułożeniem 1000 elementowych puzzli. Michał wymyślił, jak go zapytać o szansę ułożenia puzzli bez wsparcia  ze strony procesu myślenia.

       

      Michał położy je przed bratankiem, poprosi o ułożenie ich a potem wyłączy światło w pokoju. Bratanek ma to wykonać w całkowitej ciemności. W podobnych realiach prawdopodobieństwa zapewne mogły powstawać kiedyś pierwsze struktury DNA, przy uczynionym założeniu o ich powstawaniu bez udziału myśli stwórczej.

       

      Michał patrząc na nie podlegające zasadom zdrowego rozsądku reguły zachowania przedświątecznego tłumu, problemy brata z jego synem, a także zjawiska społeczne, których doświadczał w ostatnim okresie, nabiera przekonania, iż świat jest spowity w strumieniach czarnego światła.

       

      W strumieniach tego fałszywego światła , to co przez wieki było czarnym dziś staje się białym.

       

      Jego optymizmu nie budują oferowane z regałów galerii najnowszej generacji 50 calowe ekrany czarnego światła.

       

      Czeka nas jeszcze finał. A w nim dotrą do nas rachunki latarników czarnego światła, wystawione za chwile iluzji, które nieuchronnie prowadzą nas ku zgubie – pomyślał Michał.

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • CZARNE ŚWIATŁO   Michał spojrzał na tablicę informacyjną przed największym centrum handlowym w jego mieście. Miejsc parkingowych 450 Miejsc wolnych 0. Idą święta!   Michał z ławki ustawionej przy wejściu patrzył na tłum klientów centrum osiągający  stan wrzenia. Pełen wózek - to chwila poczucia spełnienia. Bo być to kupić!   W te święta rodzina wyznaczyła ich spotykanie w jego domu. Tak będzie też brat z jego bliskimi. Michał rozmawiał z nim o nadchodzących świętach. Brat wspomniał, że bardzo wiele zmieniło się w jego rodzinie od poprzednich świąt. Mówił o braku porozumienia ze swoim najmłodszym synem.   Michał trzyma w dłoniach kupiony w centrum 1000 elementowy zestaw puzzli. Jest to dla niego najważniejszy tegoroczny jego zakup świąteczny.   Przyszedł je tu kupić po tym, gdy wczoraj przypomniał sobie już odległy czasem obraz, kiedy patrzył na swoją żonę i ich córki bawiące się latem na nadmorskiej plaży. Budowały wtedy zamek z piasku. Obok piaskowego zamku usypały wysoki kopczyk ze znalezionych tu kamyków. Zamek stał u podnóża wielkiej góry. Popatrzył wtedy na usypany przez dziewczynki kopiec kamyków. Były tam kamyki jasne i ciemne.   Na wspomnienie rozmowy z bratem, powróciła do niego tamta myśl: Czy można podzielić ten kopiec kamyków na dwa kopce? W jednym miałyby być tylko te jasne a w drugim tylko te ciemne. Pytanie śmieszne. Oczywiście, że tak. Ale jest jeden warunek, że zaprzęgniemy do tego materię i myśl. Myśl może mieć różną postać. Może to być myśl córeczek bawiących się kamyczkami albo myśl mechaniczna, zaprogramowana w czujniku, który potrafi rozpoznać jasny lub ciemny przedmiot i zaprogramowanego, sprzężonego z nim manipulatora, który chwyci i przeniesie kamyk na właściwe miejsce. Jest to myśl mechaniczna będąca jednak owocem myśli człowieka inżyniera, konstruktora robota.   A czy zadanie to można wykonać wykorzystując wszystko, co jest dostępne poza myślą? Wykorzystując na to dowolną ilość czasu, dowolną ilość i postać energii czy zmiany takich parametrów jak ciśnienie, temperatura, wilgotność i temu podobne.   Tamtego dnia snuł dalej swoje rozważania. A teraz masz stworzyć strukturę DNA – nośnik informacji genetycznej organizmów żywych. Czy zadanie to można wykonać wykorzystując wszystko, co jest dostępne poza myślą?    Michał zamierza zadać takie pytania swojemu bratankowi, studentowi renomowanej uczelni. Planuje tą właśnie kwestię uczynić zasadniczą osią ich świątecznego dyskursu. Dla niego samego, jego osobiste przekonania w tej kwestii, stanowią fundament jego światopoglądu.   Z informacji przekazanych przez brata wie, że codzienne drogi jego syna nie wiodą go już do kościoła, dołączył do wyznawców teorii o nie istnieniu Boga, wyznawców bankructwa wiary i głosicieli potrzeby wyzwolenia się z jej pęt.   Zestaw puzzli jest Michałowi niezbędny ku temu, by bratankowi pokazać przez porównanie z czymś, czego poziom trudności jest sobie w stanie wyimaginować, poziomu złożoności, jaką niósł w sobie proces powstawania na naszej planecie pierwszych struktur DNA – nośników informacji genetycznej organizmów żywych.  Zestaw puzzli jest mu potrzebny po to, by pomóc bratankowi odpowiedzieć na pytanie, czy zadanie ich ułożenia można wykonać przy wykorzystaniu wszystkiego, co jest dostępne, za wyjątkiem myśli? Tak w zamyśle Michała puzzle mają wspomóc wyobraźnię jego bratanka.   Michał wie, że nie musi objaśniać mu różnicy w poziomach skomplikowania pomiędzy tworzeniem struktury DNA – nośnika informacji genetycznej a ułożeniem 1000 elementowych puzzli. Michał wymyślił, jak go zapytać o szansę ułożenia puzzli bez wsparcia  ze strony procesu myślenia.   Michał położy je przed bratankiem, poprosi o ułożenie ich a potem wyłączy światło w pokoju. Bratanek ma to wykonać w całkowitej ciemności. W podobnych realiach prawdopodobieństwa zapewne mogły powstawać kiedyś pierwsze struktury DNA, przy uczynionym założeniu o ich powstawaniu bez udziału myśli stwórczej.   Michał patrząc na nie podlegające zasadom zdrowego rozsądku reguły zachowania przedświątecznego tłumu, problemy brata z jego synem, a także zjawiska społeczne, których doświadczał w ostatnim okresie, nabiera przekonania, iż świat jest spowity w strumieniach czarnego światła.   W strumieniach tego fałszywego światła , to co przez wieki było czarnym dziś staje się białym.   Jego optymizmu nie budują oferowane z regałów galerii najnowszej generacji 50 calowe ekrany czarnego światła.   Czeka nas jeszcze finał. A w nim dotrą do nas rachunki latarników czarnego światła, wystawione za chwile iluzji, które nieuchronnie prowadzą nas ku zgubie – pomyślał Michał.  
    • @Annie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Annie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Wiechu J. K. Młodość to nie okres w życiu tylko stan umysłu. Te słowa w Polsce są najbardziej kojarzone z o. Leonem Knabitem OSB, tynieckim benedyktynem, który często powtarzał: „Młodość to nie tylko wiek. Młodość to stan ducha”. Warto jednak wiedzieć, że podobną myśl wyrażało wielu myślicieli, m.in.: Samuel Ullman (amerykański poeta i przedsiębiorca) w swoim słynnym eseju „Youth” napisał: „Młodość to nie okres w życiu, lecz stan umysłu”. Albert Schweitzer (niemiecki filozof i lekarz), który stwierdził: „Młodość to nie czas życia, ale stan ducha”. O. Leon Knabit spopularyzował tę myśl w Polsce, pisząc pod tym tytułem także książkę.
    • Cztery pory wspomnień   dom, chmury i zachód słońca  iskrzą w tęsknotach minione chwile przeszywam wzrokiem dawne czasy wciąż żywe niesenne obrazy   po mroźnym zimy trwaniu witam wiosny odrodzenie co bzami zmysły odurza a potem witam nawały letniej zieleni z błękitem nieba w przestrzeni a później w brązie jesiennym  czarowne barwy życia   witam was o każdej dnia porze wieczorem, gdy sen się zbliża  i nocą, podczas sennego odpoczywania a rankiem kawy aromatem co zmysły ożywia do południa    cieszę się życiem i każdym serca biciem z wdzięcznością i radością  rozmyślając nad tegoż kruchością     
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...