Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano




Nie zapłaczą po nas ci, którzy nadejdą
w skórze roboczych ubrań, w kaloszach, z młotkami
dni i noce jak te liście drzew zrzedną
które na przemian z jesienią wycinamy.
Nie zatrzyma się słońce, nie nawrócą rzeki
skończą w końcu ptaki co w chmurach śpiewały
i tylko - gdy zamkniemy strudzone powieki
zaskrzypi nad nami żuraw budowlany

(buu... buu. bu...)

Tu, po drugiej stronie wiosna zawsze
kwiaty rodzą pola nigdy nieorane -
nie usiądą na nich stalowe żurawie
budowlanego brak wszędzie nieładu.
Pagórzy się horyzont bez słupów, bez anten
nie ma żadnych domów, w domach internetu:
Bóg jest Stworzycielem a nie Budowlańcem -
żadna więcej praca nie czeka nas tu

(buu... buu. bu...)

W głos zapłacze każdy kto po nas nadejdzie
tak jak my przejęty takim spraw obrotem
doceni, co znaczyło mieć urlop lub przerwę
dzień nieusprawiedliwiony, lecz... w pracy.
Budowlane żurawie, żurawie budowlane
będziemy śnić nocami, o ile noc będzie
wspominać, jak budził nas budzik nad ranem
i jak do kościoła nie szliśmy w niedzielę

(buu... buu. bu...)

Żurawie budowlane, budowlane żurawie
skrzypcie nam na wietrze, póki wichry są
nie zostawiajcie samych, kiedy w trawie
zeszkli groby pierwszy, jesienny szron.
Tu w Raju tylko ssaki, rośliny i ptaki
bo Stworzycielem zaledwie jest Bóg:
jakże nam stąd uciec bez was, żurawi -
przedstawicieli ludzkich nóg?

(buu... buu. bu...)


Opublikowano

:))))))))))))))

aaa, jesteś nareszcie, Ubrany w Kalosze
boskie czy diabelskie Bóg sam jeden wie
witany tęsknotą, radością i owszem - wściekłością
żeś polazł czort jeden wie gdzie!
witaj, Wstrentny Boski, ściągnęłam cię myślą
z Parnasu wywczasów, z dna piekieł - więc bądź!

żurawiem wróciłeś, kiedy wszystkie ptaki
odeszły z jesiennym podmuchem (już!) - stąd.

więc jesteś, nareszcie
grzeszny
święty
wyklęty
Poeta!

:))))

tylko Muza (już)... nie ta.

cześć, Chłopaku! lubię te Twoje Nieziemskie Buciki!
;D

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


O, te fragmenty - to samo sedno tego, co ja tak samo czuję i myślę! To jest to, co najbardziej mnie przeraża w tzw. widmie śmierci! Mam nadzieję, że tak naprawdę po śmierci nas po prostu nie będzie.

A poza tym - witaj, Marek! Fajnie, że się objawiłeś tutaj, a nie gdzie indziej! :-) I mam nadzieję, że nie tylko tutaj, bo mam oczywiście kilka rzeczy dla Ciebie. Ale to już nie tutaj. :-)

A dla przypomnienia, w ramach poetyckiej rozmowy - bo na podobny temat - wklejam coś na górze strony. Znasz to chyba?
Zresztą o śmierci i pamięci mam też coś na dalszej stronie tegoż Orgu. Zajrzysz i skrytykujesz? :-) Ale nie poczuwaj się, nie musisz. :-)
Na razie!
Opublikowano

Rzucili się łapczywie na Żurawie. Poszłam za nimi nieświadoma niczego, a ciekawa.

Widoki z okna na raj mają głębię starych obrazów malowanych spokojną, wyważoną dłonią. Malarz z refleksyjną skrupulatnością wysącza smuteczki życia, każdy po kolei z laboratoryjną dokładnością. Ale czuję się nie w muzeum, a w starej bibliotece z klasyką. Miło mi czytać po raz pierwszy Twój tekst. Potrzebny tu jest na pewno. Pozdrawiam. E.


Jak na pierwszy raz, miało być " inteligentnie" i bez egzaltacji :). Udało się?

Opublikowano

A tu coś, co powstało od razu z inspiracji Twoim wierszem:

Bogobojnia

Bóg tylko stworzył czas i miejsce,
wypchnął z zaświatów naszą przestrzeń,
w którą wybuchła praenergia
i rozpoczęła obrót spraw.

A dalej świat się samotworzy,
a Bóg już nic tu nie zuboży –
materia rodzi się z promienia,
spiralą coraz ciężej gna.

Z tego wszystkiego wstaje życie
ze swą muzyką, rytmem, gniciem,
z chucią bawienia i zbawienia,
z jabłkami dobra oraz zła.

I dalej się buduje człowiek
za Bogiem w tajnej, świętej zmowie,
daną planetę zmniejsza, zmienia,
tropi Wytwórcę, gubi ślad.

Lecz Bóg nam świata już nie tworzy,
Bóg tylko wielki wybuch zbożył,
wyrzucił z raju światłocienie -
a może nawet i nie tak.

Teraz energia samotworna
wciąż tworzy światy niepokorne:
w ludziach się budzi wtórnym śnieniem,
a każdy człowiek – to jest świat.

Dlatego, kiedy się rozsypiesz,
zostanie tylko marne gnicie;
świat się rozmiele, rozaniele
na nieskończony pyłek gwiazd.


Dziękuję i pozdrawiam serdecznie. :-)
Oxyvia.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie, tym razem po prostu zakiciałem się na amen :)

h ttp://imageshack.us/f/841/modzie.jpg/

Musiałem wychować te pięcioraczki jak swoje, żeby wstydu nie przyniosły
ojcu (czempion Europy), matce (ta poniżej, w koralach)
i swojej rasie (devon rex). Teraz wreszcie mam trochę czasu, bo poszły już na swoje,
np. Aurica do Krakowa:

h ttp://imageshack.us/f/4/aurica.jpg/

Ale żeby nie było tak dobrze, jeszcze 3 dranie mi zostały:

h ttp://imageshack.us/f/38/starszyzna.jpg/

Teraz rozumiesz, dlaczego piszę o żurawiach? Dla odmiany, bo koty piszą - mnie.

(h ttp - usunąć spację pomiędzy "h" i "t")

Pozdrawiam Cię Magda serdecznie :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Nie będzie, jeśli do tzw. Nieba pójdziemy bez tego co było tutaj.
Stąd żurawie (tak pięknie się składa, że polski język oferuje takie podwójne znaczenie żurawia),
jako podwójny symbol - te które ulatują niebem i te, które zostają bo są... nasze.
Nie byłoby ich bez nas, a nas nie będzie bez nich.

Dlatego podwójny jest też wydźwięk wiersza - pierwsza połowa jest wręcz sielankowa, druga antysielankowa.
Autor i Czytelnik? Pośrodku póki co ;)

Pozdrawiam z trzeciej strony :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



I to jak! Wystarczy przerobić Twój komentarz na wersy i mamy czystą poezję :)


widok z okna


głębia starych obłoków
malowanych spokojem
wyważonym wiatrem

jesień z refleksyjną skrupulatnością
wysącza smutek życia
każdy dzień z laboratoryjną dokładnością
jakby był pierwszym i ostatnim

ale czuję się nie w muzeum

w starej bibliotece z klasyką
czytam we własnych myślach
czyjąś nieobecność

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Cieszę się, że jestem źródłem inspiracji tego ładnego wiersza :)
Sam podchodzę do tematu umierania na luzie, czy raczej - temat podchodzi do mnie ;)


Bogdan Bojny

kiedy byłem
kiedy byłem małym chłopcem, hej
czesały mnie szczotką
babcia wespół z ukochaną ciotką

kiedy byłem
kiedy byłem kawalerem, hej
moje włosy ciągnęły się za rowerem
dłuższe niż krzyk: hipis!
hipis na rowerze!
(a ja jadę i nic mnie nie bierze)

kiedy byłem
kiedy byłem żonaty, hej
miałem łeb jak cipka kosmaty
leciały na mnie wszystkie przyjaciółki
żony jak pszczółki

kiedy jestem
kiedy jestem po rozwodzie, hej
czeszę się i cieszę z tego względu
szczoteczką do zębów

a kiedy będę
gdy będę już całkiem stary, hej
przytulę się wieczorem do gitary
(w nieparzyste dni gitarą do wieczoru)
i patrząc w lustro naprawię w nim błąd
piosnką o - tą

o tym, że mam wspaniały, urbanistyczny
wyyyyygląd (hej, a potem beatlesowskojesienne: ye ye yeee..)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dzięki za dobre słowo oraz za świetną i zabawną, acz tragikomiczną trawestację piosenki (głupawej zresztą, a więc bardzo zdatnej do parodiowania). :-) Zabrałam ją (trawestację, znaczy się) do prywatnego albumu.
A tak poważnie, to wiesz... ja też usiłowałam podchodzić na luzie do tematu śmierci i w młodości nawet mi się to udawało, a teraz po prostu nie potrafię - od kiedy straciłam prawie wszystkich, których kochałam.
Ale w takim razie specjalnie dla Ciebie cytuję mój "luzikowy" wierszyk z tamtych lat:

Ballada o człeku

Człowiek rodzi się bardzo młodo,
bo w dziewiątym miesiącu już,
i wraz z chwilą, gdy przestał być płodem,
jest człowiekiem sędziwszym co rusz.
Hej, hola, dolaż moja niedola!
Jest człowiekiem sędziwszym co rusz.

Mózg się coraz to wolniej powiększa,
jeszcze roczek z rozpędu – i stop,
i zostaje głupota – tym mniejsza,
im doświadczeń więcej i trosk.
Hej, hola, dolaż moja niedola!
Im doświadczeń więcej i trosk.

A te troski i wielkie tragedie,
i ta mądrość, co płynie z nich,
to jest ciężar, że człowiek aż blednie
i wciąż mniej kolorowe ma sny.
Hej, hola, dolaż moja niedola!
I wciąż mniej kolorowe ma sny.

Wreszcie świat go przestaje ciekawić,
wreszcie go nie zadziwi już nic,
już entuzjazm go własny nie bawi,
już i zapał – to kłamstwo i pic.
Hej, hola, dolaż moja niedola!
Już i zapał – to kłamstwo i pic.

Potem zdarza się kiedyś nad ranem,
że się nie chce wyjść z łóżka i żyć,
i udawać przed sobą barana,
i przeżywać, i śmiać się, i wyć.
Hej, hola, dolaż moja niedola!
I przeżywać, i śmiać się, i wyć.

A na końcu nadchodzą choroby,
coraz więcej umiera w nas;
nasze myśli – żałoby i groby,
i wygoda, i woda, i gaz.
Hej, hola, dolaż moja niedola!
I wygoda, i woda, i gaz.

Zauważcie, panowie i panie:
każde z istnień, od żłobka po grób,
to powolne, powolne konanie
i wciąż bardziej zmartwiały trup.
Hej, hola, dolaż moja niedola!
I wciąż bardziej zmartwiały trup.


Serdeczności. :-)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ładne, Młynarski powinien Cię wtedy zatrudnić :)

Ja nie pisałem w młodości, a potem, jeśli już zakładałem, że muszę umrzeć to buntowałem się jak Faust
przeciwko takiej kolei rzeczy. Co mi tam gdybanie, co będzie potem, kiedy mnie nie będzie? Wystarczy, że BYŁEM
jednym z wielu. A, że Peel może być dowolny... tak i mój wiersz zaczynał się wersem na kolejną literę alfabetu
symbolizując podobną, ale równą samemu Bogu, przeciwną mu Jedność:



"Na imię mi Legion, bo nas jest wielu."
(Ewangelia św. Marka)




...H,I,J,K,L,Ł,M,N,O,Q,P,R,S,Ś...

Huncwot i ladaco jest miłość dla Ciebie
Ibi patria ubi bene więc mnie w Piekle
Judaszem nie jestem nie zdradzę sam siebie
Kolor czarny kocham od bieli się strzegę

Lubię jak Ty dusze choć inaczej łowię
Łachudrów nawracać ani mi to w głowie
Mnichów świętych kocham zapiekłe dziewice
Nocą ślę im ciemną niech pożrą ich pice

Otchłań sam stworzyłeś nie mnie lecz niewieście
Órwę Ci więc oddam od Ciebie nic nie chcę
Pychę mam nie po to cierpię od lat biedę

Ręki Ci nie podam bo brzydzę się Niebem
Skruchy nie okażę nie jestem Twym synem
Świętym nie chcę zostać - już jestem Niewinien


Opublikowano

O, tu jesteś najbardziej, najwyraziściej, najdosadniej SOBĄ! O, takie Twoje wiersze uwielbiam! (Inne Twoje też). Ten gatunek - tylko Tobie właściwy: satyry pieprznej Sztarbowskiej, swoiście przedowcipnej (przepraszam za wulgaryzm) i zwalającej z foteli wszelkich świętoszkowatych idiotów - to jest to, co szaleńczo lubię w Tobie i co daje mi nieledwie jakiś orgazm sztuczny! (czyli zapłodniony sztuką)! Taki mi pisz Waść! Ubawiłam się setnie! ;-)))

Opublikowano

Witaj :-)

Te odlatują, te zostają...

Dobrze pamiętam tę Piosenkę o żurawiach.
www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=100967

Dwa lata minęły, jak jeden dzień i dziś troszeczkę inaczej popatrzyłam
i na haiku, i na Piosenkę, i na Twoje żurawie, i na moje, i na nasze.
Być może też i w świetle komentarzy i wierszy Oxywii, kojarzą mi się
dzisiaj z semaforami do nieba.

Pozdrawiam,
jasna :-))

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • SŁOWA, W KTÓRE CIĘ KOCHAM JUŻ NIE

      reż. Serge Gainsbourg

      MINITEL: 6996
      (Hier Schiphol Port)

      Kocham cię tak
      O, jak w locie ptak!
      Ja ciebie też nie

      Och, miła ma...
      W fal odwieczny cień
      Idę i wchodzę wnet
      W lędźwie twe 

      Bo ja
      Kocham cię Kocham tak
      O tak, kocham cię!
      Ja też nie
      Och, miła ma...
      Ty to fala,  ja ziemi trud 
      By, wpłynąć na  brzeg
      Mych zeschłych ud

      Więc ja
      Na spotkanie biegnę ci
      Kocham Cię Kocham Cię
      Ja też nie

      Och, miła ma...
      W fal odwieczny cień
      Idę i wchodzę wnet
      W Twój lepki mrok 

      Wstrzymuję krok 
      Ty bijesz o mój szczyt
      Czubek miłości mej 
      Idę, by hołd złożyć ci
      Złożyć perły dżdżu 
      W dolinie Twych ust
      A Ty idziesz w mój ślad 
       - Kocham Cię Kocham Cię
      O tak, kocham na wznak!
      Ja też nie

      Miłośi ciał  zamknięty pas
      Lecz ląduję i tak 
      Gdzie twego  łona port
      Chcę orczyk ściągnąć, poziom zerr
      Lecz to Ty trzymasz ster 
      Nachodzi, ziemi fort...
      Nie! Terra... terr!
      Terrain ahead, pull up!
      Przyziemienia spaz..

      Je t'aime de pluie
      Moi non plus
      Je te kiffe 
      Même diff...

      RICHARD 1004
      (Tu i tu, i tam)

      Kochał  pałac tak
      (Boga palec mniej)
      Że porwał go żelazny ptak, 
      W las antycznych ciał...
      I w ostry historii cień
      Wbił dziób swój, w ziemi krew

      Więc wzbił się w dech małpiej mgły
      W pagonów, tóg werbli rytm 
      Stary wilk wciąż dzierżył ster, 
      Lecz w dziobie niósł Elbrusu cień

      O konia dam na sławy żer!
      My też nie
      Och, ziemio ma...
      To tylko zakłócenia fal, przecie wciąż kochasz mnie

      Chcę wpłynąć znów w Victorii dal
      Więc zlecę tu, gdzie tylko chcesz,
      By Vox Populi skrył mnie deszcz
      Osiodłam znów mit krwistych burz...
      Czy wyjdziesz na spotkanie  mi?
      Wciąż kocham tak Twój blado-krwawy róż,
      Dam kres swym dniom, by być miłym ci..

      Och, miła ma...
      Na fali twej
      Ulecieć chcę nawet tam,
      Gdzie Aerofłot 
      Wstrzymuje lot

      Biję w wąwozu szczyt,
      Lodowej góry Twej 
      Idę, by hołd złożyć Im
      I łożyć perły  ciał 
      Na ołtarz tronu łez

      O miła ma, zetnę tysiąc brzóz
      By wpiąć je w dolinę Twych ust
      Jeśli Ty też nie trafisz w pas
      W mój kurs i szlak

      "Nie zostawiaj mnie
      Nie zostawiaj w tym tu
      Nie zostawiaj, chcę...
      Nie zostawiaj: Mu

      Obiecuję ci
      Wyssać perły krwi 
      Z ciebie l ziemi tej,
      Gdzie pada żelaza deszcz
      I z najkrwawszej z ziem
      Wycisnąć choć metr 
      Stopę... Stop tlen,
      Skryłem ciało swe
      W całun błót,w martwy liść

      Kocham Cię Kocham Cię
      O daj mi znak
      Kocham je
      Leżę tam, gdzie znak...
      My przez chwilę też tak

      Miłości ciał zamknięty pas
      Lecz ląduję i tak
      Jak te jedwabne drzwi
      Gdzie mój ostatni port
      Orczyk ściągam, poziom sto 
      Lecz ster trzyma On;
      "Pо правильной дороге.
      Na верном пути"
      Sixty , fifty, fort...
      Nie! Ziemia...ziem!
      Kur!!!
      Uniżenia dno (w dur)
      Wniebowzięcia dreszcz...
      Pравильнa дорогa.
      Na верно
       Pути..."

      Wiary dochowałem, ukończyłem lot
      Wzbiłem się w Majestatat Flot
      Wstrzymałem dech
      Wbiłem w wąwozu szczyt
      Zdradzony świt
      Góry Kości tej
      Kur piał (X3)

      Я люблю тебя, туман.
      И я.
      Я сошёл с ума,
      Я сошёл c телa
      Я, туман.

      YFD: 0-911
      (Sullied van)

      Kochał  tak przygody smak
      (I inshallah też)
      Że porwał go żelazny ptak
      W tumult szklanych wież  ...

      "Yes;  the book and orders were onboard,
      Quite quiet men, and riot squads 
      His cutting edge was not stored
      And  came quite handy down the road;
      Tak; księgę i przekaz na pokład wziął,
      Ludy niemyte, i ICE w gorącej krwi,
      I ostry wzrok, co niejeden róg ściął
      I był poręczny w zręcznym locie tym;

      His learning did not go as far
      As safely getting to the quai: 
      He only sought to know how to start;
      The rest, he'll discover on the fly"

      Nauka ma nie zaszła dalej, niż w ten las,
      Nie porywa go, jak znaleźć bezpieczny port
      Chciałem tylko wiedzieć, jak zerwać  czas:
      Nocy nie zrywałem, by wejść w ten lot

      I w szklany sufit  historii się wbić 
      I wyspy podbrzusze spowić w 2x piał Kur
      I Ziemię Zer  zatopić  we krwi 
      I paszczę przymknąć Ul. Mur

      By betonu konkret wspiął się w poezji mgłę 
      Epoletów belki wzniosły w rytm oddechu serc
      Morskiemu wilkowi odebrać ster,
      A rufę mu wszedł  morza Hudson cień

      Wlatuję w dolinę wąwozu wrażych wież
      Tej Sodomy muru, co niesie śmierć.
      Złożę je, jak ściany, gdzie Rzece w paradę wchodzi Brzeg
      Złożę perłę ciała, gdzie króluje Wieprz

      Daj skrzydlatego konia, by los  pożywił się!
      W zero ziemii, jedność z tym co jeden jest

      To tylko wzburzenie fal, jak w majowy dzień
      Uleciałem zburzyć płaczu mur 
      Rozciałem, gdzie On wezwał mnie  
      Żeby Vox Dei deszcz ognia spuścił z chmur

      Czy wyjdzie, by spotkać nas, gdzie seraju próg? Wciąż tak bardzo kocham Twą zieleń i biel,
      Oddam chętnie życie, jeśli tak chce Bóg…

      Panie zielonooki mój spełniłem Twój cel
      Lecz na mych kompanów wciąż czeka Air Virgin 95
      ...


      Na ołtarzu tronu łez. Brzeg
      O, mój drogi, powalę tysiąc wież,
      Aby przywiązać je do doliny twoich ust,
      Na mojej ścieżce i za mną,

      „Nie zostawiaj mnie,
      Nie zostawiaj mnie tutaj,
      Nie zostawiaj mnie, chcę…
      Nie zostawiaj mnie,

      Obiecuję ci,
      Wyssać perły krwi,
      Z ciebie i z tej ziemi,
      Gdzie pada żelazny deszcz,

      I z najkrwawszych krain,
      Utrzymać choćby metr,
      Stopę… Zatrzymać tlen,
      Ukryłem moje ciało,

      W całunie z błota, w martwym liściu.
      Kocham cię, kocham cię
      Och, daj mi znak
      Kocham je


      CHAR 0:  ELEB 1997
      (Paparazzo a Pariggio)

      Tak bardzo kochała blichtr 
      (I Charlie'go dryg)
      Że wyniósł ją żelaza cykl 
      Ciężkiego niby Mig...

      Tak dobrze kreślili śmiech
      (Przecież to nie grzech)
      Że poniosło ich chyba trzech
      W pieca miech

      Tak mocno śpiewali śmierć
      Że śmierć wniosła eich skład Zejść 
      I w ich metalu śmieć 
      Doniosła -126

      Wynieśli się w rytm diesla mgły,
      W Staccato AK-33
      Solingen  ostateczny sztych
      Jak kiedyś ja i ty

      Czy w szykach togi od chez Dior
      Czy w czerni Crayon d'Or
      Czy w logo Revenge of Thor
      Peu importe: ils sont morts;

      Wpadł im z rąk życia ster,
      Kierownica w odcień camembert, 
      Podkład dla wrażliwych cer,
      Kredka  marki 0.0 

      Same diff, they have deferred bardzo kochała blichtr 
      (I Charlie'go dryg)
      Że wyniósł ją żelaza cykl 
      Ciężkiego niby Mig...

      Tak dobrze kreślili śmiech
      (Przecież to nie grzech)
      Że poniosło ich chyba trzech
      W pieca miech

      Tak mocno śpiewali śmierć
      Że śmierć wniosła eich skład Zejść 
      I w ich metalu śmieć 
      Doniosła -126

      Wynieśli się w rytm diesla mgły,
      W Staccato AK-33
      Solingen  ostateczny sztych
      Jak kiedyś ja i ty

      Czy w szykach togi od chez Dior
      Czy w czerni Crayon d'Or
      Czy w logo Revenge of Thor
      Peu importe: ils sont morts;

      Wpadł im z rąk życia ster,
      Kierownica w odcień camembert, 
      Podkład dla wrażliwych cer,
      Kredka  marki 0.0 

      Same diff, they have deferred
      Czy dosiedli Rossiniego niższych sfer
      Czy Rossinanta La Manche
      Czy Rossinskiego plansz 

      Liczy się, że są jak Edam ser
      Ziemia, tu planeta Metal Mars 
      Tu patria Allah en marche
      Tu księstwo  Mówisz i Masz

      Gdziekolwiek, trzy muchomory w barszcz
      Czy podburzone karykatury szkło
      Czy wzburzenie a la Monroe 
      Czy mur zburzony Behemotha czcią

      Non importa, sono senza brio...
      Czy krwawego bata klan 
      Czy czarno-biały ilustracji plan
      Czy arabski z drugiej ręki flan

      Egal, alle sind raus aus dem Lebens Autobahn  
      Ech, życie, kocham cię, kocham cię życie nad
      Och, wskaż mi szlak.
      Kładę się tam, gdzie jest znak…

      Ciała miłości zamknięte są
      Ale i tak ląduję, gdzie jest mój dom
      Jak te  bramy w jedwabny ton
      Gdzie mój ostateczny port?

      Wyciągam kabel pogłębiarki, poziom sto
      Ale to On trzyma ster, poker la pobiera cło
      „Na właściwej drodze. „Wierną Ścieżką swą”
      Sześćdziesiąt, pięćdziesiąt, od i do…

      Nie! Ląd… ląd! Kogut!!! Na dach
      Głębia pokory (durowych shal)
      Dreszcz Wniebowzięcia…i strach
      Ścieżka sprawiedliwości wiedzie w dal 

      Na wiernej ścieżce jak bezpański kot
      Dotrzymałem wiary, ukończyłem lot
      Wzniosłem się w majestacie flot


       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...