Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Nic tak gardła nie rozpieszcza
jak smażone dzwonko leszcza
a do tego piwko, frytki,
czyli kulinarne zbytki

a że człek rozkoszy łasy
więc bez względu na stan kasy
każe jeszcze raz serwować
bowiem nie ma co żałować

i leszczyka i zdróweczka
bo pod rybkę i wódeczka
tradycyjnie i z umiarem
lubi mamić nas swym czarem

gdyż my wszyscy, bez różnicy
czy miejscowi, z okolicy,
czy z najdalszej świata strony
kiedy człek jest najedzony

już nie pije dla kurażu
przez co często na wirażu
musi trzymać się siedzenia
- to już koniec, do widzenia.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


grafo...... co?
patologiczny przymus pisania utworów literackich...
e tam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


nie tak szybko nie tak prędko
kończyć sjesty wakacyjne
może będzie dziś przynętą
któraś Pani – toast przyjmie

i przytuli przed północą
siwe czółko do swej piersi
z całą siłą z pełną mocą
bym napisał dla niej wierszyk :)

pozdrawiam Panie Henryku :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Nie wszystko jest cacy
podane na tacy
gdy pana kelnera
ćwiek w pietę uwiera

i często tak bywa
gdy kelner używa
te same kamasze
więc ja nie grymaszę,

ty także łaskawco
mój ty grafo… znawco
miej też pobłażanie
na moje pisanie.


Pozdrawiam
HJ
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


nie tak szybko nie tak prędko
kończyć sjesty wakacyjne
może będzie dziś przynętą
któraś Pani – toast przyjmie

i przytuli przed północą
siwe czółko do swej piersi
z całą siłą z pełną mocą
bym napisał dla niej wierszyk :)

pozdrawiam Panie Henryku :)



Brać panienki na wierszyki
może kiedyś było w modzie
dziś z reguły nasze panie
chcą być brane w samochodzie

a wiersz owszem lecz wpleciony
w takt muzyki i piosenki
bo dziś bardziej nowoczesne
są i panie i panienki.


Pozdrawiam serdecznie :)
HJ
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.





W innej serii i w innych czasach
bo nie w wakacje i nie na wczasach
lecz w delegacji a praca w kinie
dałem się uwieść wiejskiej dziewczynie.

Piłem z nią w knajpie, do tchu utraty
a po zamknięciu, do niej, do chaty
gdzie z wielkim gestem panisko z miasta
pije i nadal pieniędzmi szasta.

Ranek mnie witał kacem podwójnym
ja zaś swój portfel spojrzeniem czujnym
chciałem prześwietlić lecz z braku lupy
nic nie dostrzegłem, jestem do dupy.


Pozdrawiam serdecznie :)
HJ
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


nie tak szybko nie tak prędko
kończyć sjesty wakacyjne
może będzie dziś przynętą
któraś Pani – toast przyjmie

i przytuli przed północą
siwe czółko do swej piersi
z całą siłą z pełną mocą
bym napisał dla niej wierszyk :)

pozdrawiam Panie Henryku :)



Brać panienki na wierszyki
może kiedyś było w modzie
dziś z reguły nasze panie
chcą być brane w samochodzie

a wiersz owszem lecz wpleciony
w takt muzyki i piosenki
bo dziś bardziej nowoczesne
są i panie i panienki.


Pozdrawiam serdecznie :)
HJ
a być może – nie zaprzeczam
nowoczesność postęp czyni
wiersz przeżytek, nawet nietakt
bez melodii – dla dziewczyny

nie zostaje nic innego
jak muzycznie kształcić ducha
i wytworzyć coś ładnego
by dziewczynę choć po-ruszać...


Miłej niedzieli :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



biwakowo. po rybce i wódeczce za kierownicę? może tylko jako pasażer, bo trzyma się siedzenia, nie kierownicy. a jak kierownicy - to fakt- koniec., ale jest jeszcze do widzenia. dzień dobry będzie też tak rymowane>? czemu nie? wolna wola.
pozdrwiam:)
Opublikowano

Heniu, ja, w odróżnienie od wielu komentujących, dalej pozostaję fanem Twojego pisania i rymowania. Uważam, że Twoje wiersze rozweselają dusze tych, których los przygiął do ziemi i poza wzdychaniem i płaczem nie potrafią o niczym innym pisać (sam ostatnio wzdycham i płaczę). Dlatego z przyjemnością czytam Twoje wesołe wiersze. Pozdrawiam serdecznie.
J.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.





Innych zwala dokumentnie
wtedy z gleby w niebo smętnie
wzrok kierując ręce wznoszą
i usilnie łaski proszą

by móc wstać i przed się ruszyć
powód, już zaczyna suszyć
w gardle a to nieprzyjemne
więc pozycje swe przyziemne

wciąż zmieniają w wielkim trudzie
i choć idzie jak po grudzie
cal po calu, pomalutku
mężnie walczą aż do skutku

pełznąc drogą, trotuarem
i gdy dotrą to przed barem
czuć i widać w nich podnietę
gdy wołają – kelner, setę.


pozdrawiam
HJ
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



biwakowo. po rybce i wódeczce za kierownicę? może tylko jako pasażer, bo trzyma się siedzenia, nie kierownicy. a jak kierownicy - to fakt- koniec., ale jest jeszcze do widzenia. dzień dobry będzie też tak rymowane>? czemu nie? wolna wola.
pozdrwiam:)




Na dzień dobry zsiadłe mleczko,
kieliszeczek plus piweczko
i po kacu ani śladu
więc od nowa do obiadu

tak jak wczoraj bez oporu
choć w człowieku mniej wigoru
bis po bisie wciąż powtórki
na a potem to już z górki

tempo wzrasta w miarę picia
aż nas ten „eliksir” życia
upokorzy i zniweczy
- taki to już los człowieczy.


Pozdrawiam serdecznie
HJ
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.





Mnie też przygina nieraz do ziemi
zbyt wybujałej fantazji brzemię
i wtedy stawiam sobie pytanie
- czy czas już pieprznąć wszystko o ziemię?

Nim na odpowiedź znajdę natchnienie
już w uszach dźwięczą słowa sąsiada
- ależ Henryku, jesteś szczęściarzem,
innym się jeszcze gorzej układa.


Pozdrawiam serdecznie
HJ
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.






Dla mnie pozdrówki, rybie buziaczki
miło należeć do takiej paczki
w której brak zgrzytów, zawiści, złości
choć jest i szkopuł bo leszcz ma ości.


Pozdrawiam serdecznie
HJ

lecz nawet "oście"
mówiąc najprościej
nie szkodzą wcale
w słów karnawale

tyż pozdrawiam!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...