Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

...bo ja proszę Pana
taka śmieszna de'mode
nie potrafię za coś
kocham pomimo.
Pan bawiłeś się w słowa
układałeś cud treści
ja myśli w wonny bukiet
żyłam z Panem - chwilą

Pan jak ten Higgins
ja kwiaciarka Doolittle
o życie robiąc zakłady
w chwasty zmieniłeś słowa

zostawiam pęk wierszy
śmieszne jak ja strofy
na pamiątkę niezdarzeń
zachowaj

Opublikowano

"po mimo" - raczej "pomimo"... "Pan bawiłeś się" - odstaje formą od reszty. i zastanawia czemu z dużej litery ów "Pan"... ;)
pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Oczywiście, że 'razem' - serdeczne dzięki za zwrócenie uwagi... ten P(pan) odstawał formą od reszty - stąd pewnie ta pomyłka i "P" z wielkiej (nie - z dużej litery) :))))))

pozdrawiam serdecznie
Opublikowano

Rozumiem, że wiersz nawiązuje do dramatu o Pigmalionie, nazwy bohaterów w końcu są ujawnione. Nie wiem skąd, ale razi mnie w utworach słowo "taka, taki", unikałabym. I jeszcze coś bym zrobiła z wersem "w chwasty zmieniłeś słowa", też mi zgrzyta. Ale oczywiście wola autorki:)
Pozdr.

Opublikowano

Zauważyłem, że autorka ten temat już od chwili wykorzystuje .
Cieszy mnie, że coraz mniej żalu, a coraz więcej wyrozumiałego uśmiechu dla siebie.
Tekst coraz lepszy poprawia się z humorem.

Pozdrawiam

PS. Przepraszam że nie zdążyłem odpowiedzieć na wpis w „warsztacie”.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...