Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

na środku pokoju krzesło
siedzi bezusty człowiek. obok poeta
intrygant

człowiek wstaje
przeciąga się w milczeniu. poeta
krzyczy

musisz wyjść
poza fakty. załamać się
i odrodzić


człowiek nie staje się twórcą
z dnia na dzień
twórca też był kiedyś człowiekiem

na elektronicznych wysypiskach
serce to zabobon

Opublikowano

W Twoim wierszu poeta i twórca - to nie człowiek, to jakby ponad-ludzie. A serce jest zabobonem w epoce elektronizacji. Ale do stanu twórcy można dorosnąć - wszak nikt się nim nie rodzi. To jest optymistyczne w Twoim wierszu. I tak jest w rzeczy samej.
Niestety większość ludzi nigdy nie dojrzewa do bycia twórcami (poetami). Ale tak było akurat zawsze.
Podoba mi się wiersz.

Opublikowano

Są twórcy mający serce i zwykli ludzie bez serca. Bywa i odwrotnie.
Niektórzy lubią górować nad innymi okazując im swoją wyższość.
Walczą o uznanie " już, teraz, natychmiast", środkami niezupełnie szlachetnymi,
a przecież: "człowiek nie staje się twórcą
z dnia na dzień
twórca też był kiedyś człowiekiem"[\b]
Piękne, mądre słowa, ważny, dobry wiersz! Dobrze się dzieje, jeśli w każdym człowieku
dochodzi czasem do głosu serce i działają wspólnie z rozumem.
Niestety, we współczesnym świecie, coraz bardziej stosowane jest rozpychanie się łokciami,
dążenie do celu choćby "po trupach"
Bardzo mi się podoba Twój wiersz.
Serdecznie pozdrawiam
- baqba

Opublikowano

Bez analizy treści. Forma dobra, a myślałem, że nie lubisz interpunkcji...
właściwie im bliżej końca, tym ciekawiej, " serce to zabobon ", " twórca też był kiedyś człowiekiem " mocne akcenty wiersza, od których podejrzewam wyszła myśl ;)
pozdr. Grażyno

Opublikowano

poeta... jakby istniała "definicja" poety, skąd bierze początek a gdzie spotyka swój koniec i co (kogo) spotyka na swojej drodze... do czego...? do tego końca... gdzie on jest... może już był...
pytań można więcej mnożyć, nawarstwiać, tylko po co.
"serce to zabobon" - oby peel mylił się w ostatnim wersie ale obawiam się ze jednak nie.
pozdrawiam Grażynko.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dziękuję, Oxy, że zgadzasz się ze mną w wierszu,
Bo czym jest to serce, jeśli nie traktować go jako narządu wewnętrznego człowieka. Jest narządem uczuć, emocji. A skąd wziął się piękny kształt serduszek malowanych przez zakochanych? Ten kształt, to też zabobon. Ale czy nie było chwil, kiedy je rysowaliśmy?

Pozdrawiam serdecznie, Grażyna.
:)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Chyba nie można przeskoczyć do tworzenia siebie, bez - poznania siebie. A tworzymy siebie na różne sposoby, czasami kreujemy własne życie przez „zabobony” i robimy to nieświadomie. To taka magiczna zależność. W niektórych przypadkach nie jesteśmy w stanie rozstrzygnąć, czy nasze przekonania są racjonalne.
Izo, piękne i ważne słowa zostawiłaś pod wierszem, dziękuję.
Pozdrawiam serdecznie, Grażyna,
:)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Słuszna uwaga, Dawidzie. Nie przepadam za interpunkcją. Tu też nie stosuję jej nawet konsekwentnie, bo kropki, które użyłam, mają pewne znaczenie.
Co do myśli wyjściowej, jesteś bardzo blisko. Nawet bardzo.
Dziękuję, że byłeś.
Pozdrawiam serdecznie, Grażyna.
:)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wszyscy jesteśmy w pewnym stopniu poetami (twórcami)
A potwierdzają to Twoje rozważania, Popsutku:

skąd bierze początek a gdzie spotyka swój koniec i co (kogo) spotyka na swojej drodze... do czego...? do tego końca... gdzie on jest... może już był..

To jest chyba szukanie tej definicji – którą, chyba każdy ma własną… do znalezienia.

Dziękuję, że byłeś z ciekawymi rozważaniami.
Pozdrawiam ciepło, Grażyna.
:)
Opublikowano

bardzo trafiona dobra obserwacja. Nieco inaczej czytam ten wiersz..nie wyłącznie przez pryzmat tworzenia poezji, bo za "maluczka" jestem w tym względzie..., ale tworzenia, kreowania własnego życia w ogólnym pojęciu przez każdego z nas. To my jesteśmy niemal od urodzenia twórcami swojej codzienności i albo wtłoczymy się w szare ramy tłumu jak jeden i miliardów trybików świata, albo znajdziemy swoją drogę do wybitności "musisz wyjść poza fakty. załamać się i odrodzić" i to niezależnie w jakiej dziedzinie, a serce...jest najważniejsze, żadne dzieło stworzone bez serca nie ma racji bytu..pozdrawiam:)

Opublikowano

Oj, dobre, dobre to jest!

Taaak, twórcą się staje - etapami. Najlepiej, kiedy straci się serce na starcie, bo w akcie tworzenia - boli:)

Wiem, ciutkę sobie przeinterpretowałam, przez przekorę, bo ... A, nie powiem...

Cieplutko,

Para:)

Opublikowano

Poeta nie jest człowiekiem, no, załóżmy. Wiersz jest dobry, ja nie zaprzeczę, aczkolwiek ciężko mi wierzyć w tzw. "serce", gdyż im człowiek starszy, to, niestety, coraz więcej się uczy i coraz gorzej z pewnymi faktami się czuje. Można wierzyć, że rezygnując z "elektroniki" wrócimy do tej "russowskiej" natury (pomijając cały komizm i absurdalność sentymentalizmu), tylko co wtedy? Odkąd twórcy tworzą, czerpią z tego, co dookoła i póki człowiek się nie zmieni - poeta tym bardziej (tak nawiązując do wiersza).

Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Nieco inaczej czytam ten wiersz..nie wyłącznie przez pryzmat tworzenia poezji, bo za "maluczka" jestem w tym względzie..., ale tworzenia, kreowania własnego życia w ogólnym pojęciu przez każdego z nas. To my jesteśmy niemal od urodzenia twórcami swojej codzienności i albo wtłoczymy się w szare ramy tłumu jak jeden i miliardów trybików świata, albo znajdziemy swoją drogę (do wybitności)

Wybitność może nie jest aż tak ważna, ważna jest właśnie - droga.

Emm, o tym samym pisałam pod komentarzem Baby Izby! Jeśli tego wpisu nie czytałaś, to po prostu weszłaś w mój umysł!!!
Obrazek, jaki starałam się umieścić w wierszu, zobaczyłam po obejrzeniu filmu „Pan Nikt”
W „moim” pokoju jest w zasadzie tylko krzesło, reszta – to „reżyserka”
Krzesło jest po to, żeby każdy mógł na nim na chwilę zasiąść…
Bo, idąc za naszymi rozważaniami, wszyscy zaczynamy jako Nobody, .

Podziękowania ogromne i pozdrowienia zostawiam, Grażyna.
:)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Wolność

       

      Nie ma drugiego takiego słowa, które zrobiłoby tak oszałamiającą „karierę” w XXI wieku jak słowo wolność. Odmienia się je przez wszystkie przypadki. Manipuluje się nim na prawo i lewo. Wywraca się na drugą stronę tak aby znaczyło coś zupełnie przeciwnego, choć brzmi swojsko i krzepiąco. Propaguje się wolność wyboru i wolność od wyboru. Wmawia się, że można wybrać różne barwy wolności ale jednocześnie dodaje, że powinna to być barwa o określonej z góry nazwie. Można postawić pytanie: wolny wybór czy wolność wyboru? A co to jest wolność? Niektórzy „myśliciele” wmawiali, że wolność to uświadomiona konieczność. Wolność bywa mylona ze swawolą. Ale czy tak jest w istocie? Inaczej rozumie słowo wolność więzień w celi, a inaczej człowiek „wolny”. Dla więźnia w celi wolność oznacza rzeczywistość poza murami więzienia. Taki delikwent o tym marzy co to będzie robił, jak opuści mury więzienia: upije się alkoholem, napali się tytoniu, „trawki”, odwiedzi prostytutki..., no po prostu „zabawi się”. Taki człowiek jest podwójnym więźniem. Ma zniewolony umysł błędami moralnymi, które traktuje jako przejaw wolności. Kim zatem jest człowiek naprawdę wolny? To człowiek, który zna Prawdę. Prawdę, która wyzwala, a nie zniewala. Wyzwala z nałogów: alkoholizmu, narkomanii, seksoholizmu, etc. Wielu takich, którzy rozumieli wolność negatywnie zakończyło swoje życie przedwcześnie. Jaka to Prawda, która wyzwala człowieka? To Prawda Objawiona, którą możemy znaleźć w konserwatywnych kręgach Kościoła Powszechnego. Każdy, kto przyjmuje Prawdę, rozumie ją i wprowadza w życie, staje się wolnym człowiekiem, choćby był zamknięty w celi więziennej. Każdy, kto ma dobrze ukształtowane sumienie, uczy się siebie w kontekście nauk moralnych, doznaje czegoś więcej niż tylko doraźnej przyjemności. Doznaje wszechogarniającej radości, radości wewnętrznej, wewnętrznego poczucia szczęścia. Szczęścia, które polega na tym, iż udało się zrealizować w praktyce nauki moralne Mistrza z Nazaretu. Większość z nas zna obraz artysty malarza Delacroix „Wolność prowadząca lud na barykady”. Czy o taką wolność idzie? Czyżby rewolucja społeczna kiedykolwiek i komukolwiek przyniosła prawdziwą wolność? Czy raczej zniewolenie? Zwolennicy myśli rewolucyjnej uważają, że uczniowie Mistrza z Nazaretu są ograniczeni: tego nie wolno, tamtego nie wolno... . Tymczasem „my”, ojcowie i córki rewolucji, dajemy ludziom wolność totalną. Możesz robić co tylko zechcesz, co tylko przyjdzie ci do głowy. A to nie tak... . Granicą naszej wolności jest wolność innych ludzi. Prócz tego wszystkiego, wszyscy jesteśmy ograniczeni formą ludzkiej egzystencji (jako naturalną konsekwencję grzechu pierworodnego), a co za tym idzie tzw. „prawem naturalnym”. Doznawać wewnętrznej wolności, wewnętrznego szczęścia może tylko człowiek prawy, „dobry”. Czyż nie jest prawdą stwierdzenie, że gdy znajdzie się ktoś naprawdę dobry, to prędzej czy później takiego otrują (Sokrates) lub ukrzyżują (Jezus z Nazaretu). Cóż to za wolność dzięki której Mistrz kończy otruty lub ukrzyżowany? Otóż taka „wewnętrzna wolność” wedle niektórych jest wątpliwego dobra choć jest godna naśladowania i jest piękna. Tak w rzeczywistości nie jest; nie jest to wątpliwe dobro. Mistrz z Nazaretu zmartwychwstał (vide „Całun Turyński”) i cieszy się absolutną wolnością. I ci, którzy w całej pełni naśladują Mistrza z Nazaretu już tu na ziemi mają poczucie wolności absolutnej, która na nich czeka po śmierci. Więc wybór należy do ciebie, Czytelniku, albo wolność totalna albo wolność absolutna.

       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @violetta ... i oświetlasz sobą kwiaty przyrody będą o tobie pisać poeci Ody ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia   
    • Wolność   Nie ma drugiego takiego słowa, które zrobiłoby tak oszałamiającą „karierę” w XXI wieku jak słowo wolność. Odmienia się je przez wszystkie przypadki. Manipuluje się nim na prawo i lewo. Wywraca się na drugą stronę tak aby znaczyło coś zupełnie przeciwnego, choć brzmi swojsko i krzepiąco. Propaguje się wolność wyboru i wolność od wyboru. Wmawia się, że można wybrać różne barwy wolności ale jednocześnie dodaje, że powinna to być barwa o określonej z góry nazwie. Można postawić pytanie: wolny wybór czy wolność wyboru? A co to jest wolność? Niektórzy „myśliciele” wmawiali, że wolność to uświadomiona konieczność. Wolność bywa mylona ze swawolą. Ale czy tak jest w istocie? Inaczej rozumie słowo wolność więzień w celi, a inaczej człowiek „wolny”. Dla więźnia w celi wolność oznacza rzeczywistość poza murami więzienia. Taki delikwent o tym marzy co to będzie robił, jak opuści mury więzienia: upije się alkoholem, napali się tytoniu, „trawki”, odwiedzi prostytutki..., no po prostu „zabawi się”. Taki człowiek jest podwójnym więźniem. Ma zniewolony umysł błędami moralnymi, które traktuje jako przejaw wolności. Kim zatem jest człowiek naprawdę wolny? To człowiek, który zna Prawdę. Prawdę, która wyzwala, a nie zniewala. Wyzwala z nałogów: alkoholizmu, narkomanii, seksoholizmu, etc. Wielu takich, którzy rozumieli wolność negatywnie zakończyło swoje życie przedwcześnie. Jaka to Prawda, która wyzwala człowieka? To Prawda Objawiona, którą możemy znaleźć w konserwatywnych kręgach Kościoła Powszechnego. Każdy, kto przyjmuje Prawdę, rozumie ją i wprowadza w życie, staje się wolnym człowiekiem, choćby był zamknięty w celi więziennej. Każdy, kto ma dobrze ukształtowane sumienie, uczy się siebie w kontekście nauk moralnych, doznaje czegoś więcej niż tylko doraźnej przyjemności. Doznaje wszechogarniającej radości, radości wewnętrznej, wewnętrznego poczucia szczęścia. Szczęścia, które polega na tym, iż udało się zrealizować w praktyce nauki moralne Mistrza z Nazaretu. Większość z nas zna obraz artysty malarza Delacroix „Wolność prowadząca lud na barykady”. Czy o taką wolność idzie? Czyżby rewolucja społeczna kiedykolwiek i komukolwiek przyniosła prawdziwą wolność? Czy raczej zniewolenie? Zwolennicy myśli rewolucyjnej uważają, że uczniowie Mistrza z Nazaretu są ograniczeni: tego nie wolno, tamtego nie wolno... . Tymczasem „my”, ojcowie i córki rewolucji, dajemy ludziom wolność totalną. Możesz robić co tylko zechcesz, co tylko przyjdzie ci do głowy. A to nie tak... . Granicą naszej wolności jest wolność innych ludzi. Prócz tego wszystkiego, wszyscy jesteśmy ograniczeni formą ludzkiej egzystencji (jako naturalną konsekwencję grzechu pierworodnego), a co za tym idzie tzw. „prawem naturalnym”. Doznawać wewnętrznej wolności, wewnętrznego szczęścia może tylko człowiek prawy, „dobry”. Czyż nie jest prawdą stwierdzenie, że gdy znajdzie się ktoś naprawdę dobry, to prędzej czy później takiego otrują (Sokrates) lub ukrzyżują (Jezus z Nazaretu). Cóż to za wolność dzięki której Mistrz kończy otruty lub ukrzyżowany? Otóż taka „wewnętrzna wolność” wedle niektórych jest wątpliwego dobra choć jest godna naśladowania i jest piękna. Tak w rzeczywistości nie jest; nie jest to wątpliwe dobro. Mistrz z Nazaretu zmartwychwstał (vide „Całun Turyński”) i cieszy się absolutną wolnością. I ci, którzy w całej pełni naśladują Mistrza z Nazaretu już tu na ziemi mają poczucie wolności absolutnej, która na nich czeka po śmierci. Więc wybór należy do ciebie, Czytelniku, albo wolność totalna albo wolność absolutna.    
    • @Poet Ka Nie jedna Berenika była. Jedna się u nas zadomowiła Nie tylko poetów wspiera  swoją poezją do nich dociera  I komentarze solidne daje  każdy w tym w tyle za Nią zostaje .   Pozdrawiam serdecznie  Miłego dnia 
    • -Opowiadanie-   Promienie słońca poczęły zalewać świat wokół swoim bursztynowym blaskiem. Godzinowa wskazówka zegara chyżo zbliżała się do ósemki, a niebo pokryte już było licznymi, szarawymi obłokami.    Do parku wybierała się pewna dziewczynka. Mocno trzymając w dłoni małą, miedzianą monetę, radośnie wędrowała brzegiem ulicy. Jej ubrania były niechlujne i ubłocone a włosy splecione w zaskakująco staranne warkocze, przewiązane czerwoną wstążeczką. Jej twarz promieniała szczęściem.    Idąc krętymi uliczkami, jej uwagę przykuł chłopiec siedzący na dębowej ławce pod drzewem, którego cień był ratunkiem przed letnimi upałami. Mimo szelestu liści, śpiewu ptaków i szmeru pobliskiego strumyka, można było usłyszeć ciche szlochanie.    Zaniepokojona dziewczynka podeszła bliżej. - Odejdź - rzekł, pociągając nosem, gdy usłyszał zbliżające się kroki. - Nie odejdę, póki nie upewnię się, czy wszystko dobrze - odpowiedziała z troską w głosie. - A więc co cię trapi? - wbiła w niego przenikliwy wzrok.    Chłopiec delikatnie otworzył usta, jakby miał coś powiedzieć, lecz szybko je zamknął i obrócił głowę ku górze. - Jesteś nieszczęśliwy? - spytała ostrożnie wcale nie oczekując odpowiedzi, bo było to oczywiste. - A ty nie? - Dlaczego tak sądzisz? - skrzywiła się. - Przecież jesteś biedna, pewnie ledwo stać cię na kromkę chleba. Nie masz pieniędzy, za które mogłabyś kupić sobie chociaż zabawkę. Jak tu być szczęśliwym?    Spojrzeli na siebie bez zrozumienia. - A ty jesteś bogaty, wszystko masz na wyciągnięcie ręki. Mógłbyś za kawałek majątku wykupić najdroższą chatkę w mieście oraz kupić całe stosy zabawek. Dlaczego więc jesteś nieszczęśliwy? Czyż pieniądze nie dały ci szczęścia? Czego ci brakuje, chłopcze? - Ja… - umilkł. Myśli w jego głowie krzyczały i plątały się - jednak nawet w nich nie znalazł odpowiedzi.    Pokazując monetę, znów zabrała głos: - Może i to jest jedyna rzecz, którą mam, ale i ona nie daje mi szczęścia. Pieniądze są jak woda - nie utrzymasz ich w miejscu. Za to będąc dobrym człowiekiem, utrzymasz przy sobie rodzinę, przyjaciół i rzeczy niematerialne, które dadzą ci szczęście, o którym nawet nie śniłeś - powiedziała, po czym poklepała go po ramieniu.    Chłopiec objął ją mocno, szlochając jeszcze głośniej.    Toteż i oni, po całym dniu rozmów, wrócili do swoich domów, ciesząc się i radując każdą chwilą. Jak się okazuje, szczęścia nie należy szukać w pieniądzach; nawet mając ich w nadmiarze, możemy go nie znaleźć.
    • Uśmiechasz się.   Ile razy oberwiesz tyle razy wstaniesz.   Czemu się uśmiechasz? Przecież przegrałeś.   Padłeś na deski.   Nie odklepałeś.   Znowu wstajesz.   Znowu chcesz oberwać?   Czemu się uśmiechasz…   Przecież przegrałeś.   Uśmiechasz się...
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...