Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Zaprawdę powiadam ci: nie, wcale nie, ale wiem, że tobie też nie. To nie jest poezja, tylko blubry starego zacietrzewieńca.
Czy to jest czy nie jest poezja (a choćby to były i same blubry, nawet starego zacietrzewieńca), jest to sto razy wartościowsze od tego, co Ty sam stworzyłeś i kiedykolwiek stworzysz. A wiesz dlaczego, bo (po najważniejsze) ja się wywyższam (rozliczam) pokonywaniem własnych nieznajomości, słabości, ułomności, przywar, win i grzechów. A nie poluję, w gruncie rzeczy na czarownice, jak właśnie Ty to robisz z zajadłością najprzykładniejszych inkwizytorów. Pozdrawiam

Tyle lat masz Panie, a zachowujesz się i oburzasz jak zwykły szczyl. Twoje wróżby być może i są wartościowe dla kogoś, bo napisane rzecz jasna nieskładnie aż smutno, tak więc dla miłośników twojego talentu jesteś konsekwentny w wyłuszczaniu własnych atrybutów pisarskich; ale daj sobie na wstrzymanie Panie, bo mnie to nic nie obchodzi co sobie zaferujesz osobiście, i co mi wypowiesz ad persona w ramach mojego stwierdzenia, że dla mnie to poezja nie jest, tylko blubry zwykłego zacietrzewieńca do kwadratu. Mnie wartości własnej taki uparciuch nie nauczy, i nic mi mądrego nie powie, bo najpierw to on by musiał się zdystansować nieco, a później jeszcze do tego nauczyć się składnie pisać; bo bazgrolić i mniemać iż takowe bazgrolenie jest zaczynem oryginalności, to tylko, Panie, niemożebnie zacietrzewiony pismak mniema, Panie.

Ja tu prowadzić żadnej emocjonalnej dyskusji nie mam zamiaru, ale skoro nie mogę wyrazić swojego zdania, bo zaraz jestem piętnowany i zwymyślany, ponieważ poprawność polityczna nakazuję inny rodzaj podniety; to ja akurat odpowiem na takie gargantuiczne brednie, mimo iż napisane są w stylu iście przezabawnym, doprawdy.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




ale popatrz moja wersja powstała w 5 sekund pewnie tyle co ten tekst
więc następnym razem może coś się zmieni i zobaczę coś ciekawego, bo w tym wykonaniu to jest słabiutkie
takie moje subiektywne odczucie
pozdr
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Czy to jest czy nie jest poezja (a choćby to były i same blubry, nawet starego zacietrzewieńca), jest to sto razy wartościowsze od tego, co Ty sam stworzyłeś i kiedykolwiek stworzysz. A wiesz dlaczego, bo (po najważniejsze) ja się wywyższam (rozliczam) pokonywaniem własnych nieznajomości, słabości, ułomności, przywar, win i grzechów. A nie poluję, w gruncie rzeczy na czarownice, jak właśnie Ty to robisz z zajadłością najprzykładniejszych inkwizytorów. Pozdrawiam

Tyle lat masz Panie, a zachowujesz się i oburzasz jak zwykły szczyl. Twoje wróżby być może i są wartościowe dla kogoś, bo napisane rzecz jasna nieskładnie aż smutno, tak więc dla miłośników twojego talentu jesteś konsekwentny w wyłuszczaniu własnych atrybutów pisarskich; ale daj sobie na wstrzymanie Panie, bo mnie to nic nie obchodzi co sobie zaferujesz osobiście, i co mi wypowiesz ad persona w ramach mojego stwierdzenia, że dla mnie to poezja nie jest, tylko blubry zwykłego zacietrzewieńca do kwadratu. Mnie wartości własnej taki uparciuch nie nauczy, i nic mi mądrego nie powie, bo najpierw to on by musiał się zdystansować nieco, a później jeszcze do tego nauczyć się składnie pisać; bo bazgrolić i mniemać iż takowe bazgrolenie jest zaczynem oryginalności, to tylko, Panie, niemożebnie zacietrzewiony pismak mniema, Panie.

Ja tu prowadzić żadnej emocjonalnej dyskusji nie mam zamiaru, ale skoro nie mogę wyrazić swojego zdania, bo zaraz jestem piętnowany i zwymyślany, ponieważ poprawność polityczna nakazuję inny rodzaj podniety; to ja akurat odpowiem na takie gargantuiczne brednie, mimo iż napisane są w stylu iście przezabawnym, doprawdy.
Odpowiem Ci tylko tyle, to, co Ty uważasz za moją słabość i nieudolność (głównie mój styl), jest moją siłą i zaletą. I wcale nie musisz mi wierzyć. Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




ale popatrz moja wersja powstała w 5 sekund pewnie tyle co ten tekst
więc następnym razem może coś się zmieni i zobaczę coś ciekawego, bo w tym wykonaniu to jest słabiutkie
takie moje subiektywne odczucie
pozdr
Nie tworzę na wyścigi i nie wszystko w twórczości mnie bawi. Twoje zdanie (i nie tylko Twoje) jeszcze niczego nie przesądza, chyba, że dla Ciebie samego (no i może jeszcze zawsze dla kogoś). A przynajmniej ja sam nie bawię się w ograniczanie tego, co jest nieograniczone. Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Tyle lat masz Panie, a zachowujesz się i oburzasz jak zwykły szczyl. Twoje wróżby być może i są wartościowe dla kogoś, bo napisane rzecz jasna nieskładnie aż smutno, tak więc dla miłośników twojego talentu jesteś konsekwentny w wyłuszczaniu własnych atrybutów pisarskich; ale daj sobie na wstrzymanie Panie, bo mnie to nic nie obchodzi co sobie zaferujesz osobiście, i co mi wypowiesz ad persona w ramach mojego stwierdzenia, że dla mnie to poezja nie jest, tylko blubry zwykłego zacietrzewieńca do kwadratu. Mnie wartości własnej taki uparciuch nie nauczy, i nic mi mądrego nie powie, bo najpierw to on by musiał się zdystansować nieco, a później jeszcze do tego nauczyć się składnie pisać; bo bazgrolić i mniemać iż takowe bazgrolenie jest zaczynem oryginalności, to tylko, Panie, niemożebnie zacietrzewiony pismak mniema, Panie.

Ja tu prowadzić żadnej emocjonalnej dyskusji nie mam zamiaru, ale skoro nie mogę wyrazić swojego zdania, bo zaraz jestem piętnowany i zwymyślany, ponieważ poprawność polityczna nakazuję inny rodzaj podniety; to ja akurat odpowiem na takie gargantuiczne brednie, mimo iż napisane są w stylu iście przezabawnym, doprawdy.
Odpowiem Ci tylko tyle, to, co Ty uważasz za moją słabość i nieudolność (głównie mój styl), jest moją siłą i zaletą. I wcale nie musisz mi wierzyć. Pozdrawiam

No wiem że nie muszę, i przecież nie wierzę, a nawet uważam, że to bzdura. Nie odbieraj mi prawa do oceny.
Opublikowano

Wiem czym się różni
moje życie
od życia którym żyłem.
Teraz nie mam
niczego na rozkurz –
tylko to co wezmę
ze sobą do grobu.
Co po mnie
na szczęście (żeby tylko)
nie pokryje nawet
kosztów mojego pogrzebu.

ja bym tak sobie bez tych kilku słów... żeby nie powtarzać...
ale tak, czy siak życiowo i nawet na czasie - ostatni tydzień był jak jedno pożegnanie (odeszsły dwie znajone twarze)
myślałam... nie mam nawet na pokrycie kosztów... więc nie umieram...

WiJa, żyjmy :)))

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Tych kilka słów więcej, czy mniej, to są może i detale (które zasadniczo nie zmieniają wymowy wiersza); ale jeżeli więcej ich, tzn. że bardziej to jest wiersz w moim stylu, a jeżeli mniej, to może i bardziej jest przystępny, tylko że wtedy dla mnie (przynajmniej dla mnie) jest pozbawiony mojego charakteru, mojej specyfiki, moich manier. Pewnie więc te moje przywary i naleciałości denerwują wiele osób, jeżeli wręcz nie wkurwiają. Ale bez nich w wierszu nie jestem w pełni, a przynajmniej w miarę sobą, tylko jakiś taki ogołocony, zunifikowany (wypośrodkowany), kiedy człowiek jest tylko człowiekiem i każdy ma swoje wady i zalety, które świadczą o nim, czyli odsłaniają człowieka, że tak powiem, do szpiku kości nawet.
Ale dwa ostatnie wersy Twojego komentarza, to dla mnie kapitalne, a nawet rewelacyjne podsumowanie mojego wiersza, ale przede wszystkim życia naszego, jakoż w ogóle życia ludzkiego. Bo po prostu (jakby nie było) trzeba żyć (najlepiej czymś), póki się żyje. Pozdrawiam
Opublikowano

islamic
Gdzieżbym śmiał. Nie odbieram Ci niczego. W ogóle nie odbieram niczego nikomu (przynajmniej już /nauczony życiem/). W końcu każdy ma (oprócz jednego prawa dla wszystkich) swoje prawa i preferencje. I to jest piękne. Pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Zaskoczyłeś mnie niesłychanie. Zgadzam się. Ale wracając do twojego jednego z pierwszych komentarzy: nie, nie ulżyło mi - powiedziałem jedynie, co o tym wszystkim uważam. Pozdro.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Możesz być pewna, że nigdy tego (i tym podobnych przywar i naleciałości) nie zrobię, że więc zawsze będę pisał po swojemu i tylko po swojemu, choćby to nikomu nie odpowiadało… Ale mnie wyraża bez ogródek i bez pięknoduchostwa. Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Tych kilka słów więcej, czy mniej, to są może i detale (które zasadniczo nie zmieniają wymowy wiersza); ale jeżeli więcej ich, tzn. że bardziej to jest wiersz w moim stylu, a jeżeli mniej, to może i bardziej jest przystępny, tylko że wtedy dla mnie (przynajmniej dla mnie) jest pozbawiony mojego charakteru, mojej specyfiki, moich manier. Pewnie więc te moje przywary i naleciałości denerwują wiele osób, jeżeli wręcz nie wkurwiają. Ale bez nich w wierszu nie jestem w pełni, a przynajmniej w miarę sobą, tylko jakiś taki ogołocony, zunifikowany (wypośrodkowany), kiedy człowiek jest tylko człowiekiem i każdy ma swoje wady i zalety, które świadczą o nim, czyli odsłaniają człowieka, że tak powiem, do szpiku kości nawet.
Ale dwa ostatnie wersy Twojego komentarza, to dla mnie kapitalne, a nawet rewelacyjne podsumowanie mojego wiersza, ale przede wszystkim życia naszego, jakoż w ogóle życia ludzkiego. Bo po prostu (jakby nie było) trzeba żyć (najlepiej czymś), póki się żyje. Pozdrawiam
tak, tak dla mnie te dwa ostatnie wersy są nagą prawdą,
cztery pogrzeby w tak krótkim czasie dały do myślenia i zadałam sobie pytanie "kiedy ja" a potem się okazało, że koszty pochówku nie mieszczą się w zusowskiej kwocie (stypa to już inna beczka) więc żyjmy...
pasuje do Twojego wiersza jak ulał... a jak pisałam wyżej "życiowo i nawet na czasie" sama prawda, mnie tylko zastanawia jak na to wpadłeś, bo chciałam coś o tym napisać, ale się nie kleiło i dałam sobie spokój... "odwaliłeś za mnie" kawał dobrej roboty :)

serdecznie i melancholijnie - Jola.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




tak zgadzam sie, ale z drugiej strony jak zapraszasz kogos na obiad, a ta osoba sugeruje ci ze niestety schabowy byl spalony ziemniaki niedogotowane i przesolone, to co wtedy robisz???

nastepny obiad jeszcze bardziej przypalasz schabowego i przesalasz ziemniaki bo taki masz styl gotowania????
nie rozumiem tego , nikt nie mowi zebys nie gotowal, tylko jak juz to robisz niech to bedzie smakowite
pozdr
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




tak zgadzam sie, ale z drugiej strony jak zapraszasz kogos na obiad, a ta osoba sugeruje ci ze niestety schabowy byl spalony ziemniaki niedogotowane i przesolone, to co wtedy robisz???

nastepny obiad jeszcze bardziej przypalasz schabowego i przesalasz ziemniaki bo taki masz styl gotowania????
nie rozumiem tego , nikt nie mowi zebys nie gotowal, tylko jak juz to robisz niech to bedzie smakowite
pozdr
Nadajemy na innych falach, nie bardzo więc się rozumiemy, a właściwie słyszymy. Moja kuchnia wcale nie jest przypalona (przynajmniej dla mnie i dla pewnego środowiska w którym żyję), tylko jest cholernie regionalna, a nawet diametralnie odmienna od wszystkich innych (i największych i najmniejszych). Już kiedyś pisałem, że nawet posługuję się pewnym robotniczo-knajackim slangiem. I więc tylko takim posiłkiem mogę poczęstować każdego, ale też nikt nie musi niczego ode mnie (tak czy inaczej takiego specyficznego) kosztować. Zresztą, na co innego mnie nie stać, ani mam (przekonywujący) powód zmieniać swoją kuchnię, i to nawet jeżeli niektórzy uważają że jest niesmaczna, czy wręcz przypalona, czy przesolona; kiedyż ja po prostu tak (doprawione żarcie) jadam (jakoż się więc wyrażam) i już. Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Tych kilka słów więcej, czy mniej, to są może i detale (które zasadniczo nie zmieniają wymowy wiersza); ale jeżeli więcej ich, tzn. że bardziej to jest wiersz w moim stylu, a jeżeli mniej, to może i bardziej jest przystępny, tylko że wtedy dla mnie (przynajmniej dla mnie) jest pozbawiony mojego charakteru, mojej specyfiki, moich manier. Pewnie więc te moje przywary i naleciałości denerwują wiele osób, jeżeli wręcz nie wkurwiają. Ale bez nich w wierszu nie jestem w pełni, a przynajmniej w miarę sobą, tylko jakiś taki ogołocony, zunifikowany (wypośrodkowany), kiedy człowiek jest tylko człowiekiem i każdy ma swoje wady i zalety, które świadczą o nim, czyli odsłaniają człowieka, że tak powiem, do szpiku kości nawet.
Ale dwa ostatnie wersy Twojego komentarza, to dla mnie kapitalne, a nawet rewelacyjne podsumowanie mojego wiersza, ale przede wszystkim życia naszego, jakoż w ogóle życia ludzkiego. Bo po prostu (jakby nie było) trzeba żyć (najlepiej czymś), póki się żyje. Pozdrawiam
tak, tak dla mnie te dwa ostatnie wersy są nagą prawdą,
cztery pogrzeby w tak krótkim czasie dały do myślenia i zadałam sobie pytanie "kiedy ja" a potem się okazało, że koszty pochówku nie mieszczą się w zusowskiej kwocie (stypa to już inna beczka) więc żyjmy...
pasuje do Twojego wiersza jak ulał... a jak pisałam wyżej "życiowo i nawet na czasie" sama prawda, mnie tylko zastanawia jak na to wpadłeś, bo chciałam coś o tym napisać, ale się nie kleiło i dałam sobie spokój... "odwaliłeś za mnie" kawał dobrej roboty :)

serdecznie i melancholijnie - Jola.
Na nic bez przyczyny nikt nie wpada, tylko że bardziej już coś samo się przyplątuje do człowieka, pewnie jak choroba jakaś (niby nie wiadomo skąd i dlaczego). Po prostu takie jest życie, czyli naga rzeczywistość. I wtedy nie trzeba sobie wyobrażać niestworzonych rzeczy (zarazem sięgając kresu i bezkresu). Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię. Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem. Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.
    • @Charismafilos  wiersz nie jest o tym:)) .Zaskakujące skojarzenie ;) Dziękuję  @Marek.zak1

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Dziękuję, nie znałam tego. Sprawdziłam i rozumiem aluzję . Spokojnej nocki;))  @Mel666 Bardzo trafne odczytanie.  Serdecznie dziękuję.  Uściski.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @wiedźma nie wiem czy się nie mylę, ale dla mnie jest to wiersz o przemocy. Psychicznej, fizycznej....ale ukrytej. Tak o nim mysle po pierwszym czytaniu. Jest świetny!
    • ?trwałość pamięci*   upłynnij wymowę cz chupa chups w kwiatek czy chmurkę   od lat podnosi  poziom serotoniny staś dla nel zdobyłby chupsa zamiast chininy    logo zbyt  późno powstało avida słodycz salvadora dolar   galowe logo którego nie czupiają się zegary co zostało  osiemdziesiąt dziewięć    przełom zabrał malarza cukierek poszedł do kosza  papierek pozostał  w dłoni   * Nawiązanie do tytułu jednego z obrazów S.Dalego.
    • @Poet Ka i dziękuję za wszystkie lajki i komentarze. Wiele dla mnie znacza
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...