Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Kruszyna złożona w Jego ramionach,
pergaminowe pomarszczone ciałko,
maleńka twarzyczka ubrana w krzyk.
Zawiniątko rozczulającej bezradności.

Poczuł muśnięcie, motyli dotyk,
kruchość delikatnego uścisku
rozchylającej się drobnej piąstki.
Wilgotne spojrzenie sarnich oczu.

Grymas uśmiechu na usteczkach,
pierwotny nieświadomy odruch.
Krew z krwi, kość z kości - Jego Dziecko.
Dzień narodzin ojcowskiej miłości.

Opublikowano

Klasyczny kadr z reklamówki ubezpieczeń na życie ;-) Troszynę przeanielone i zasłodzone. No i te sarnie oczy u nowonarodzonego? We wspomnianych reklamówkach modele tulą dziecięta już dorodnie odchowane przez parę tygodni, ze zrobionym okiem i pudrowaną twarzyczką.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Akurat jest to "kadr" ze szpitala położniczego, oddział noworodków. Tak wygląda małe dziecko a
"sarnie oczy" - oczy małego dziecka są do nich podobne gdy otworzy je szeroko w zdziwieniu, lekko wilgotne z dużymi źrenicami - proponuję popatrzeć na zdjęcie dowolnego malucha.
Co do "przesłodzenia" - w przypadku noworodka trudno użyć słowa "twarz" "pięść" "usta" - sam temat narzuca w tym przypadku zdrobnienia, które przybliżają nam obraz małej, delikatnej, wzbudzającej czułość istoty. Poza tym chodzi o podkreślenie kontrastu "mężczyzna - dziecko" i odczucia faceta w tym momencie.
Dzieci na reklamówkach raczej nie mają pomarszczonego ciała i przeważnie uśmiechają się "słodko" a nie wrzeszczą :-)
Nie mniej dziękuję za przeczytanie i komentarz.
Opublikowano

Cudowny wiersz Pani Libro,zwłaszcza dla tych czytelników,którzy nigdy nie zapomną chwili,pierwszego "dotyku",własnego dziecka i emocji z tym związanych...pozdrawiam i dziękuję:)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Właśnie "takie spotkanie" zainspirowało mnie do napisania tego wiersza. Młody rosły, silny mężczyzna trzymający w ramionach swoje dziecko. Wszystko można było wyczytać z Jego twarzy - zaskoczenie, oszołomienie, czułość, dumę. To był tak piękny i niesłychanie intymny moment.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Właśnie ostatnia zwrotka miała być z założenia kulminacją - doprowadzenie do chwili w której bohater uświadamia sobie fakt, że to Jego Dziecko, że został Ojcem.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...