Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Mglisty jesienny poranek mego życia
Choć już brak sił tak jeszcze wiele do odkrycia
Zagubiony w odmętach mojej jaźni
Już nie ufając nawet wyobraźni
Gdy z niemocy płakałem tam
Z nienawiścią oczekiwałem nicości bram
Choć bezsilności pot spływa po mych skroniach
Rozmyślam o kolejnych podbojach
Czemu noc jest wiecznie taka długa
Czy to wyłącznie moja zasługa
Choć gniew i ból płynie w mych żyłach
To kto rozmyśla o takich pyłach
Gdyż z prochu powstałeś i w proch się obrócisz
I tego nigdy nie odwrócisz
Tak samotnie okaleczony
W swym bólu wiecznie potępiony
Kłaniając się śmierci
Nie ufając nawet swej pamięci
W grobie przewracam się
Gdyż już wiem że skończę źle
Ale na końcu świata
Może skosztuje tego pięknego kwiata
Lecz tu sam nie rozumiem siebie
Pokładając nadzieje w ciebie
Na krawędzi wciąż balansuje
I sam wiem że źle postępuje
Lecz ten ból wciąż rozrywa mnie
Lecz czy to liczy się
Obwiniając za wszystko siebie
Ograniczony niczym kropla w zlewie
Lecz podobno wiemy tyle ile powinniśmy
To czy drogę rozwoju przebyliśmy
Bo sam dochodzę do momentu w którym się poddaje
Gdyż nic innego mi nie pozostaje

Opublikowano

Jest to bardzo dawno pisane ,,dzieło'' które powstało z myślą o innym adresacie, a pierwsze które zachowało się w moich notatkach. Może dla niektórych to tylko słowotok i się z tym zgadzam, ale mam nadzieje że kolejne dzieła czekające na wysłanie przemówią do kogoś (jak ktoś czeka).

  • 3 lata później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Rrr w każdym bądź razie niepoprawne językowo, ale zgoda to wiersz więc niech Ci będzie . A tak to nawet fajna językowa pokrywką Kredens pozdrawia 
    • A co będzie potem? Bo rozumiem że to uchwycony jakiś moment z tą siekiera która spada. Klątwa nadal trwa? Jak zwykle u Ciebie ciekawie beksińsko Pozdrawiam kredens   
    • Rozchlapuję serce jakoby kto w krowie łajno bosą stopą wkroczył.   Niby ta dusza łomocę po polu niewidoczne dzwonki bydłu żałośnie rozbujam.   A w zboże rozchwiane rzęsiście się wlewam.    Ponoć największa żałość przychodzi na ludzi gdy dom rodzinny ktoś z dymem puszcza.   Gdy strąca ostatnie posłanie lub suchar stary ze zgrabiałej dłoni wydłubie.   To nic przy cudzie krzyża z dróg rozstaju co ostał się niby Pan na niebiosach dmuchnął niepełnie.   A jedna struga najmniejszej mocy miała by ten pomnik żałości obalić.    Tak tkwi na końcu lipowej alejki moje drzewo życia mój grzech popełniony co go słabym światłem miesiączek oświeca.   Jakby szkoda mu było promieni marnować na to miejsce smuty na czas zapomnienia.    Niech by i sczezło w ziemię się zapadło niech i by bór wyrósł czy chłopskich chałup tysiące na szczycie pobudował.   Nie zdoła to wymazać z głowy zakamarków radości jakie wzniecało.    O Piękna Pani wietrzyk w zatwardziałe serca zaprowadź a wybudź litość w setnym pokoleniu i wykop z mroku podziemnej krainy.   Te kolumny pękate i portyk przeczysty te dachówki karpiowe i ściany bielone w radości wykwitłe a słońcem na wiosnę umajone.    A na powrót serce wkleję w parcelacji łaty.    
    • Doskonały przekaz a i sposób narracji niebanalny. Łatwo sobie wyobrazić tą w ustach górę lody gdy temperatura na zewnątrz się obniża a chłód otoczenia to najmniejsze nasze zmartwienie. 
    • Tak bo cóż innego nam pozostało. Człowiek całe życie z piórem w dłoni teraz już częściej ze smartfonem i ten potok myśli aż żal go wypuszczać a w moim przypadku myśli stare jak świat. Ostatnio byłem na wieczorze literackim młodych poetów uczestniczyłem po deklamacjach w spontanicznej dyskusji i choć wszyscy posługiwali się językiem polskim ja nic z tego nie rozumiałem co oni mówili a i tematy były dla mnie miałkie. Oni choć nie zaprzeczę z uwagą mnie słuchali to czułem się jak zgniły owoc jak kamień przez Boga rzucony na szaniec jak starzec co przemawia jeszcze w zaangażowaniu a nie widzi że sala jest już pusta. Poza przyjętymi ramami poza teraźniejszymi nurtami. Więc twój wiersz może wcale satyrą nie jest a chęcią życia w młodszych świecie? przewrotną namiętnością bycia uniwersalnym i niezapomnianym? Rozpaczliwą próbą dokonania jeszcze czegoś wielkiego. Przeczytałem ostatnio przerażającą jak dla mnie informację. Firma wynalazła okulary które pozwalają na ulicy zidentyfikować osobę i przeczytać wszystko co ta osoba zamieściła w sieci?! Porażający wynalazek i to dopiero jest groteska.  Coraz bardziej mi się nie chce niż chce. Coraz częściej mogę powiedzieć że wiele bym jeszcze zdziałał gdyby zamienić miejscami chęci z wypaleniem. Dlatego wolę bardziej czytać niż publikować a jeśli już to w taki sposób że nikt nie będzie miał wątpliwości z kim ma do czynienia. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...