Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

naszym wspomnieniom stuknęła osiemnastka
więc jak jeden wszystkie dzieci
z piaskownicy wypuściły się w miasto

w knajpie na rogu puścili Grechutę -
- wódkę łatwiej przegryźć dniami
których jeszcze się nie zna

kiedy noc dojrzewała za oknem
do zapuszczenia się za pierwszy lepszy winkiel
znudzeni foremkami
zaczęliśmy się bawić sobą

do smaku landrynek nikt już nie wracał językiem -
- nie wypadało

Opublikowano

Z piaskownicy prosto do knajpy ? Bez etapów pośrednich, bez dojrzewania ?
Brzmi to sztucznie i nieco gadżeciarsko. Zakładając jednak, że to moment symboliczny, domagający się pewnej inicjacyjnej oprawy, afektowaną wymianę wspomnianych gadżetów, można uznać za emocjonalnie uzasadnioną. To rzecz o "osiemnastce", bez refleksyjnych pretensji, i tak niech pozostanie...
:)

Opublikowano

Wiersz, jakich mało i ciągle będzie mało, nie tylko na tym forum. Taki dobry (nawet jeżeli smak landrynek smakowałem już chyba, a nawet na pewno w innym wierszu innego poety). Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Manek   Pięknie uchwycone to uczucie, gdy cisza staje się jedynym warunkiem, żeby w ogóle coś poczuć wystarczająco głęboko, żeby to zapisać. Ostatnia strofa szczególnie zostaje z człowiekiem. "Z inkaustu wydrę czerń litery" - świetne! :) 
    • W izbie ciemnej, gdzie dym pod strzechą się snuje, Gdzie piec od dawna już ciepła nie daje, Siedziało dziecko — tak ciche, że ledwie się czuje, Jakby i ono w cień domu wsiąkało po trochu.   Nie płakało już — łzy wyschły prędzej niż siły, Nie wołało — bo któż by je słyszeć tu miał? Tylko patrzyło, jak myszy po kątach chodziły, I liczyło dni głodem, co wracał jak żal.   Matkę wynieśli — pamiętała ludzi i ciszę, I ziemię, co spadła na wieko z głuchym odgłosem, Ojciec odszedł — czy wróci, czy zginął gdzieś w świecie — Nie pytała. Zbyt wcześnie pojęła już los ten.   Chodziła potem po progu, po błocie, po śniegu, Do drzwi obcych — z rękami zbyt lekkimi, pustymi: „Dajcie chleba…” — szept cichy, jakby ze wstydu, z lęku, Lecz drzwi się zamykały. I milczano nad nimi.   A gdy przyszła noc jedna — jak wszystkie, a cięższa — Bo mróz szczypał ostrzej, a wiatr był jak nóż, Usiadła przy murze, gdzie ściana od wiatru ją strzegła, I skuliła się cicho, nie doczekała zórz.   Nazajutrz ktoś rzekł tylko: „Zmarzło biedactwo…” Ktoś inny przeżegnał się szybko i odszedł do pracy. Ktoś trzeci przykrył ją płótnem — bez słów, bez świadectwa — Bo takich jak ona nie liczy się w świecie.   I tylko ślad drobnych stóp w śniegu jeszcze został, Lecz i ten wiatr zawiał — i nie ma już nic. Tak kończą dzieci nie przez wolę Boga — Lecz przez ludzi, co patrzą — i mijają jak nic.
    • @KOBIETA no ja nie mam:) @KOBIETA mam sezamki :)
    • jesteście niepoprawni :-)(
    • @FaLcorN  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...