Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Topole, jak wyciągnięte ku niebu dłonie
Smukłe, wysokie, dostojne, stały wpatrzone w nieskończoność
Pomarańczowy księżyc przesuwał się powoli nad ich głowami
A tak był zamyślony, że zapomniał o gwiazdach
Uwięzionych między gałęziami.

Topole, szlachetne, spokojne, trwałe,
To nasze szczęście, sny, marzenia
To nasz świat zawarty między drzew palcami
Ten szelest liści to nasze sekrety
Najskrytsze myśli nocy powierzane
To szepty nasze Twoje i moje,
W granacie nocy zawieruszone, schowane.

Topole, chwytają w płuca wiatr, drżą w uścisku splecione
Zawsze smukłe, wysokie dostojne
Przeszywają mrok spojrzeniem różnobarwnych ogników
Tulą do kory ptaki i smutki samotników
Wysączają z żył miód słodki i karmią nim nas Ciebie i mnie

Topole, te drzewa, najdroższe, kochane
Stoją wpatrzone w dal, wyczekujące
W niesłyszalne dźwięki zasłuchane
Pomarańczowy księżyc przesuwa się nad ich głowami
A tak jest zamyślony, że zostawia gwiazdy
Uwięzione między gałęziami.

Opublikowano

...bardzo piękny wiersz...przywołujący obrazy z mojego dzieciństwa...bowiem wśród nich wzrastałem...rosły już od czasów pierwszej wojny światowej...ogromne...a i dalej stoją...jeszcze potężniejsze...potargane przez wichury...szumiące...znam je w zapachu i dotyku...codziennym widoku ich koron...setkami ptasich gniazd..pełnymi ptaków wracających do swoich piskląt...w zachodzie słońca...i gdzieś tam w tych koronach...moje dziecięce myśli....;)-pozdrawiam Henio

Opublikowano

Dziękuję za tak pozytywne oceny. Napisałam ten wiersz dość dawno i jest mi niezwykle bliski ze względu na wydarzenia jakie towarzyszyły jego powstaniu.
Bohaterkami wiersza są topole włoskie - smukłe, piękne drzewa. Podobno uważane jednak przez wielu za "chwasty".
Tak często podobnie oceniamy ludzi, odrzucamy ich i chętnie wyplenili byśmy z naszego otoczenia, nie przejmując się tym, że to żywe, czujące istoty. Dotyczy to tych niechcianych, nie pasujących, niepełnosprawnych, słabych - zawadzają, są "kłopotem" więc najlepiej byłoby "wyciąć".

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...