Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

"Cud obecności".

Płuca przenika łagodny chłód,
Idę powolnie nie patrząc za siebie.
A zapach powietrza - słodki miód,
łagodzi podróży cielesny trud.

Jak liście w parach tańczące na wietrze,
tętniące mądrością ufności poddania,
wolno, taktownie i bezszelestnie,
skradają się litery, myśli, zdania.

Obserwuję przyrodę, w zachwyt wpadam,
siedzę, stoję, biegnę, latam, padam.
Serce się śmieje, lecz podskórnie czuję,
że własną radość z uporem filtruję.

Jak ptak co ciepłe gniazdo wygody,
porzucił dla wrodzonej chęci swobody.
Między błogim trwaniem, a rozłąki żalem
spekulacji zawiłej otulam się szalem.

Ciężkość słowa, pośród "dzikiej" głuszy,
co zmysły na baczność stawia, ogień prószy.
Jak chleb "proroczy" fascynację budzi:
"Czy jestem w stanie ją ostudzić" ?

Jestem jak fascynat własnego projektu,
żyjący akceptacją przyszłości efektu.
Jestem zjawą wewnętrznej malwersacji,
zagubioną w stosie powierzchownych racji.

I choćbym bez nakreślonego schematu,
w świecie wewnętrznego dylematu,
zapragnął, pomimo miałkości opisów ,
pośród milionów słownych zgrzytów,

etykietą opatrzyć obrazy zmienne,
co gamą kolorów służą jasności,
rozświetlając mrok stale bezwzględny,
W tle znajdę ład - Cud obecności.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • kilka świateł dalej jest inna noc odwracamy się od siebie mój cień gaśnie po drugiej stronie ulicy   biały księżyc i bezsenność zapita gwiazdami   w farmakologicznym śnie gasną żarówki czarnym flamastrem rysowany pies urywa się ze smyczy  
    • Wszystkie szyby są mokre od łez Takich szczerych, tak szczodrych i czystych Jakie przelać mógł jedynie deszcz Deszcz niewinny, odwieczny, przejrzysty. Szyby płaczą ni z żalu ni z bólu O tym chyba samo niebo wie My też czasem płaczemy do wtóru Gdy zbyt dobrze nam jest lub zbyt źle. Płacz kołyską jest dłoni przyjaznych Mimowolną, najszczerszą i własną Płacz jest nagłym rozlaniem się żalu Jak deszcz skrycie stuka o parasol.   Wszystkie szyby są mokre od łez Takich szczerych ,tak szczodrych i czystych Jakie przelać mógł jedynie deszcz Deszcz niewinny, odwieczny, przejrzysty. Szyby płaczą ni z żalu ni z bólu O tym chyba samo niebo wie My też czasem płaczemy do wtóru Gdy zbyt dobrze nam jest lub zbyt źle. Płacz kołyską jest dłoni przyjaznych Mimowolną, najszczerszą i własną Płacz jest nagłym rozlaniem się żalu Jak deszcz skrycie stuka o parasol.   O parasol ,o dachy ,o szyby Znowu pluszcze potok moich łez Ciągle z deszczem się miesza prawdziwym Pachnie tak jak najprawdziwszy deszcz. Oczu żadnych mój płacz nie zamoczył Bo podobny do wrześniowych mgieł Przenikliwy i taki bezgłośny Wsiąka cicho w niespokojny sen. Nie pamiętam dlaczego tak płaczę Nie wiem nawet czy płacz to ,czy deszcz Który przecież bez żadnej przyczyny pada. Choć kto go tam wie.  
    • @Witalisa skoro Elżbieta, to kto to Isabel?

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      ooo fajnie, że charmedulskie powiewy zrevampowanej przeszłości wchodzą na salony Fajna ta trylogia!! I kształcąca
    • @Gra-Budzi-ka serdecznie dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @Gra-Budzi-ka dzięki serdeczne

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...