Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Bóg. Honor. Ojczyzna. Coraz rzadziej, niestety, spotykam się z tą triadą, którą nasi przodkowie umieszczali na sztandarach. Dziś chcielibyśmy ją trochę ocenzurować. „Jak to! – buntują się, obnoszący się ze swoim ateizmem, światli przedstawiciele władz naszego kraju. – To lekceważenie zapisów konstytucji. Jesteśmy państwem świeckim i Bóg tę świeckość narusza. Honor i ojczyzna niech zostaną, ale Bóg? Niech idzie do kościoła. Tam jest Jego miejsce.”
I krzyczą tak głośno, i argumentują tak logicznie, że nawet niektórzy wierzący przyznają im rację.
Sięgam po „Słownik języka polskiego” i szukam definicji słowa „honor”. Dobrze jest od czasu do czasu odświeżyć znajomość znaczenia pewnych pojęć, sięgnąć do źródeł, aby nie zagubić się w chaosie interpretacji. To takie metaforyczne przeczytanie ulotki lub skonsultowanie się z lekarzem bądź farmaceutą, aby nie narazić się na konsekwencje niewłaściwego zastosowania pojęcia.
Szukam zatem hasła „honor” i czytam: „godność osobista”. Nic mi to nie mówi, więc wertuję słownik w poszukiwaniu znaczenia słowa „godność”. Znajduję wyjaśnienie: „poczucie własnej wartości”. Jest dobrze. Słowo „wartość” jest bliskie każdemu konsumentowi, którym ja również jestem. Wszechobecna reklama wypaczyła, niestety, nasze rozumienie tego słowa. Polujemy na promocje i przeceny. Nie stać nas na prawdziwą wartość. Biorę to, co jest tańsze, wierząc, że zrobiłam dobry interes. W rozmowie ze znajomą będę mogła się pochwalić: „No, widzisz! Przepłaciłaś. Mnie się udało kupić to samo za dużo mniej!” Moja rozmówczyni poczuła, że jest mnie wartościowa, bo rzeczywiście nie wykazała się sprytem. A moja wartość w jej oczach wzrasta. Tak mi się przynajmniej wydaje. Nie mogę usłyszeć tego, co pognębiona przeze mnie znajoma szepcze w duchu. Najczęściej będzie to coś w rodzaju: „Zarozumiała flądra!”
Ale czy o takim sensie wartości jest mowa w pojęciu honoru?! Zdecydowanie nie. Jeśli chcielibyśmy pójść dalej we wskazanym wcześniej kierunku, moglibyśmy dojść do miejsca, w którym znaleźli się hitlerowcy. Dla nich człowiek był wart tyle, ile jego włosy, skóra i tłuszcz.
W tym miejscu muszę wrócić do Boga. Nawet jeśli nie spodoba się to niektórym ateistom, czy liberałom. To dzięki Niemu znam swoją prawdziwą wartość. Nawet jeśli czasem zachowuję się jak flądra, dla Niego jestem kimś cennym. Odwołując się do analogii, czyli podobieństwa w niepodobieństwie, mogłabym odnieść tę sytuację do relacji matki z dzieckiem. Ona je kocha nie dlatego, że jest mądre, piękne i grzeczne. Dziecko ma dla matki wartość, bo JEST jej dzieckiem. I nic nie straci na tej wartości, która jest owocem miłości, nawet wtedy, gdy nie spełni jej oczekiwań.
Uczę się swojej wartości i godności, spoglądając w oczy osoby, która mnie kocha. A Tym, kto kocha najbardziej, bezinteresownie i do końca, jest dla mnie Bóg.
A ojczyzna? Jaki ona ma związek z moim poczuciem wartości, z moim honorem? Dla mnie ojczyzna to dziedzictwo ojców. Bliżej – to wszystko to, co ma związek z moim ojcem, z moimi rodzicami. Nie będę tutaj powtarzała wytartych frazesów o umiłowaniu języka i tradycji, o przywiązaniu do tego, co polskie. Ja kocham i otaczam szacunkiem, dostrzegam wartość tego wszystkiego, co pokochali moi rodzice, a co z kolei jest owocem miłości ich rodziców.
W kontekście beatyfikacji Jana Pawła II chciałabym nawiązać do jednego zdania, które kiedyś wypowiedział, a które, według mnie, stanowi źródło nie tylko Jego nauczania, ale także tego, kim był: „Miłość mi wszystko wyjaśniła”. W słowie „miłość” jest wszystko: Bóg, który jest Miłością; ja, która kocham i jestem kochana i moja ojczyzna, jako konkretne osoby, pojęcia, sprawy, które są efektem miłości (nawet często tej małej i egoistycznej) moich przodków.
Bóg. Honor. Ojczyzna. Tych pojęć nie można od siebie oderwać.

Opublikowano

Panie Hubercie. Może rzeczywiście moherowy beret zbytnio uciska moją głowę, ale, tak mi się przynajmniej wydaje, nie odebrałam Panu prawa do własnego boga i honoru. W tekście wyraźnie napisałam "dla mnie". Nie chcę nikomu narzucać swoich poglądów, a jedynie je wyrazić. Mój punkt widzenia raczej Naszej, tj. mojej i Pana, Ojczyźnie nie zaszkodzi. Szkoda tylko, że z rozumieniem pojęcia honoru jest w naszym społeczeństwie trochę różnie. Dlatego sięgnęłam do słownika, żeby przypadkiem nie narazić się na subiektywizm.
Uznaję i doceniam różnice światopoglądowe. Z poczucia własnej wartości wyrasta również dostrzeżenie wartości drugiego człowieka. I tę wartość dostrzegam także w Panu.
Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za lekturę. Jednym z celów tego tekstu miało być pobudzenie do refleksji.
Z poważaniem - Moherowa Babcia Zosia :)

Opublikowano

Oj, to bardzo niebezpieczny temat ostatnio. A co powiesz ateiście? Myślę, że każdy powinien mieć możliwość, aby wybrać samemu i nie możemy narzucać nikomu wiary. Dlatego nonor i ojczyzna - tak. A Bóg? Nie miejszajmy go do tego. Są jeszcze mniejszości religijne, są ludzie poszukujący, są też i tacy, którzy zwątpili. Im odmawiasz prawa do miłości Ojczyzny? Jeśli ją kochają i bronią, nie muszą wcale kryć się za sztandarem, który nie do końca musi im się podobać. Czyny się liczą, nie hasła i napisy na sztandarach.

Opublikowano

Cieszę się z tej dyskusji. Czy nie tak powinno być w życiu publicznym?
Czy z tekstu wynika, że odmawiam prawa do honoru i umiłowania Ojczyzny ateiście lub człowiekowi z innymi przekonaniami niż moje?! Każdy ma prawo do własnego zdania. To jest moje. I nie było moim zamiarem przedstawiać mojej wiary jako jedynie słusznej. W pierwszych zdaniach chodziło mi jedynie o wzajemną tolerancję. Jeżeli żyjemy w kraju demokratycznym, to każdy ma prawo do manifestowania swoich przekonań, nie tylko religijnych. Za czasów inkwizycji nasz kraj uważany był za najbardziej tolerancyjny. Takiej tolerancji,jako chrześcijanka, oczekuję dla mojej wiary także od niewierzących, poszukujących lub wierzących inaczej.
W zawołaniu: Bóg, Honor, Ojczyzna, nie jest zawarta informacja, że chodzi o Boga chrześcijan. Równie dobrze takim hasłem mogliby posługiwać się np. muzułmanie. A niewierzący? Może dobrze by było, gdyby uszanowali tradycję narodową?! Tak, jak się szanuje kościoły jako zabytki kultury, a nie tylko miejsce kultu.
Jeszcze raz chciałabym podkreślić, że dla mnie poczucie własnej wartości i godności, jak również wartości i godności drugiego człowieka, także niewierzącego, czy wyznawcy innej religii, czerpię z doświadczenia miłości Boga. Dla innych źródłem takiego odkrycia może być filozofia lub zupełnie coś innego. Ważne jest, aby tej wartości nie ograniczać jedynie do siebie, ale rozciągnąć ją także na innych ludzi.
Dziękuję za lekturę i głos.
Pozdrawiam serdecznie.

Opublikowano

...Dziś te wartości każde z osobna nie łączone ze sobą stanowią w oczach młodych ludzi pojedynczą , samą w sobie własną moc i znaczenie.. Tam gdzie jest BÓG, nie można mówić o OJCZYŹNIE.. a HONOR.. jest niejednokrotnie rozumiany jako osobisty element osobowości. Kiedyś, jak wiemy z historii te trzy "hasła" były jak grom, jak strzał i wezwanie do stania na baczność wobec całokształtu życia , działań i myślenia.. Dziś historia, jej obraz wytworzyły w umyśle zwłaszcza młodych , niedoświadczonych , wzorujących swoje poglądy na negatywnych przesłankach - pojęcia mniej ambitne a bardziej obojętne i niewrażliwe. Reasumując : - wszystkie trzy tak wielkie kiedyś wartości.. dziś.. straciły już swoją moc.. chociaż znajdą się jeszcze miejsca gdzie uzmysłowione - porwą uczucia swoja wewnętrzną siłą... Dla mnie... może przez sentyment i umiłowanie mojej oczyzny.. słowa te mają nadal magiczną moc... i wiem, że budzą we mnie swoją treścią wielkie pozytywne emocje.. :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


No właśnie, myślę i czuję tak samo. Bóg nie jest moim hasłem, bo jestem niewierząca, ale ojczyzna jest dla mnie cenną wartością, honor także (nie tylko własny, oczywiście). Dlatego nieprawdą jest, że te pojęcia są nierozerwalne. Nie dla mnie.
A skoro istnieją w narodzie ludzie, dla których te pojęcia są jak najbardziej osobne i dla których nie wszystkie one stanowią jakąś wartość, to nie powinny figurować na sztandarach, będących symbolami całego narodu. Bo to właśnie jest nietolerancja - tu akurat wobec ateistów.
Natomiast usunięcie słowa "Bóg" z narodowych sztandarów wcale nie oznacza nietolerancji wobec ludzi wierzących. Nieumieszczanie na sztandarach jakichkolwiek nazw wartości - religijnych czy świeckich, wszystko jedno - nie oznacza przecież, że nakazuje się ludziom odrzucenie tych wartości lub też milczenie o nich. Nie; one tylko nie są wspólne dla całego narodu.
Jeśli chodzi o Twoją propozycję traktowania słowa "Bóg" na sztandarach jako szacunku dla tradycji - w takim razie słuszniejsze byłoby umieszczenie bardziej ogólnego słowa: "tradycja" właśnie. "Tradycja, honor, ojczyzna" - tak mogłoby być. W końcu każdy zna i kultywuje jakieś narodowe tradycje, niekoniecznie religijne.
Piszesz, że cieszysz się z dyskusji i że każdy ma prawo do wyrażania swojego zdania. Ale jednocześnie odpisujesz swojemu pierwszemu oponentowi z przekąsem - jako "moherowa babcia Zosia". Nikt tak Cię nie nazwał ani nawet tego nie sugerował, więc przekąs niepotrzebny...
Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


No właśnie, myślę i czuję tak samo. Bóg nie jest moim hasłem, bo jestem niewierząca, ale ojczyzna jest dla mnie cenną wartością, honor także (nie tylko własny, oczywiście). Dlatego nieprawdą jest, że te pojęcia są nierozerwalne. Nie dla mnie.
A skoro istnieją w narodzie ludzie, dla których te pojęcia są jak najbardziej osobne i dla których nie wszystkie one stanowią jakąś wartość, to nie powinny figurować na sztandarach, będących symbolami całego narodu. Bo to właśnie jest nietolerancja - tu akurat wobec ateistów.
Natomiast usunięcie słowa "Bóg" z narodowych sztandarów wcale nie oznacza nietolerancji wobec ludzi wierzących. Nieumieszczanie na sztandarach jakichkolwiek nazw wartości - religijnych czy świeckich, wszystko jedno - nie oznacza przecież, że nakazuje się ludziom odrzucenie tych wartości lub też milczenie o nich. Nie; one tylko nie są wspólne dla całego narodu.
Jeśli chodzi o Twoją propozycję traktowania słowa "Bóg" na sztandarach jako szacunku dla tradycji - w takim razie słuszniejsze byłoby umieszczenie bardziej ogólnego słowa: "tradycja" właśnie. "Tradycja, honor, ojczyzna" - tak mogłoby być. W końcu każdy zna i kultywuje jakieś narodowe tradycje, niekoniecznie religijne.
Piszesz, że cieszysz się z dyskusji i że każdy ma prawo do wyrażania swojego zdania. Ale jednocześnie odpisujesz swojemu pierwszemu oponentowi z przekąsem - jako "moherowa babcia Zosia". Nikt tak Cię nie nazwał ani nawet tego nie sugerował, więc przekąs niepotrzebny...
Pozdrawiam.

Idealne dokończenie mojej myśli :)
  • 3 miesiące temu...
Opublikowano

Nasz naród Niepokalanej Maryi zawierzył Jan Kazimierz polski król. Śluby odnowił kard. Stefan Wyszyński. To wielki dowód na wielkie znaczenie Matki Bożej w życiu Ojczyzny. Jan Paweł II nieustannie do niej wołał o pomoc i zawierzał wciąż zawierzał Polskę w czasach trudnych, czasach wojny, rozrastających się macek komunistów, którzy zdołali nas chwycić za szyje. Opieramy się wciąż złu. W historii wiele razy nas grabiono, torturowano. Co w nas siedziało, że tak kopaliśmy i drapaliśmy na przekór zaborcom i zrezygnowanym 'sojusznikom', że ostatecznie szcżeśliwie wychodziliśmy z niewoli - czyści i bezgranicznie lojalni wobec Bożego Miłosierdzia. Co w nas siedziało? Do końca? - BógHonorOjczyzna. Od zawsze na zawsze nasza narodowa wolność.
Jestem wierząca, nie wiem jak mocno tolerancyjna. Rozglądam się jednak i widzę na czym świat polega. Wygodni ateiści znudzeni ciszą uciekają do swobody i wolności. Życzę im opamiętania w chwili, gdy diabeł zbuduje w was taki chaos, że już nie będziecie już nic słyszeć, czuć i widzieć. Kreślę ten opis, czerpiąc z Dobrych mądrości i własnego doświadczenia.. tęsknoty za Bożym tchnieniem. Szkoda, że niewielu zna pełne pojęcie ludzkiej samotności. Szkoda, że tłum ma oczy na materię. Materia. Pieniądze.. - czyżby nie te dzisiejsze wartości?.. Może powstanie jakaś nowa triada?
Nasi bohaterzy wyzwoleńcy nasi ukochani przodkowie święci wznieciliby powódź swoimi łzami widząc, jak mało dostrzegacie ich wartość. Ich wartość to jedno z Bóg Honor Ojczyzna.
~~Bez tego ja tylko miedź brzęcząca, albo cymbał brzmiący...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Od autora: Scena pochodzi z mojego dokumentu w Google Dokumenty. Jest on poświęcony moim ćwiczeniom w celu kształcenia warsztatu literackiego. 

      Scena z początku miała przedstawiać spotkanie po latach w kliszowej kawiarni, ale jak widać przerodziło się w trochę innego. Zapraszam do zapoznania się z tekstem :D

       

      Tego dnia Johanne Rosales była wykończona po udzielaniu wielu korepetycji z 

      dziedziny literatury. Jedyną rzeczą, o której w tej chwili mogła myśleć, była dobra kawa, dlatego wstąpiła do miejskiej kawiarni.

      Lokal był wystrojony w ciepłe odcienie żółtego i pomarańczowego. Ozdobiony w stylu dość nowoczesnym, ale z dodatkiem lat dziewięćdziesiątych. Nie było tłoczno. Nic dziwnego – była wystarczająco późna pora, że większość wróciła do domów i zajmuje się osobistymi sprawami. Przy oknie siedziała para w podeszłym wieku. Dyskutowali o czymś zagorzale. Johanne udało się usłyszeć fragment rozmowy.

      – Ja tam go lubię. Wydaje się porządnym gościem – powiedziała z pełnym przekonaniem.

      – Kochanie, ale on jest – urwał.

      – Proszę cię, co z tego, że jest z innego kraju i o innym odcieniu skóry, niż my?

      Johanne poszła dalej, minęła dwójkę osób machających do pozostałych gości. 

      – Już idziemy! Nathaniel, pośpiesz się! – wykrzyknęła dziewczyna o młodzieńczej twarzy, z piegami i zielonymi okularami na nosie.

      – Boże, Sophia. Nie dramatyzuj – odparł. 

      Korepetytorka ruszyła dalej, próbując znaleźć odpowiedni i najlepszy stolik. Wreszcie, gdy dostrzegła go poczuła jak przez jej ciało przepływa dziwna radość. Johanne nie sądziła, że widok takiej prostej rzeczy, jakim jest stół w kawiarni może wzbudzić taką emocję. 

      Usiadła przy nim i poczekała aż kelnerka przyniesie jej menu kawiarni. Kobieta rozejrzała się po sali i dostrzegła, że para która toczyła energiczną rozmowę opuściła lokal. Grupa przyjaciół zaczęli o coś się kłócić. Młoda blondynka rzuciła kawałkiem ciasta w chłopaka, siedzącego naprzeciwko ją i wybiegła z kawiarni. W całej przestrzeni zawiesiła się nieprzyjemna atmosfera. W końcu pozostali wyszli, a Johanne została sama. 

      Kelnerka wyszła zza lady i podeszła do kobiety. Przywitała ją miłym uśmiechem i regułką powtarzaną każdemu gościowi. Osoba, stojąca przy ladzie zwróciła się do kelnerki.

      – Violet, chodź! Twoja mama dzwoni – krzyknęła inna dziewczyna w fartuchu. Machała zielonym telefonem w ich kierunku.

      – Przepraszam, zaraz wrócę do pani. Proszę, oto karta. – Wręczyła jej czarną kartę, która oczywiście zawierała menu kawiarni. Kelnerka zniknęła za czarnymi drzwiami. Podeszła natomiast do niej ta druga pracownica. Wydawała się ją znać. Jej spojrzenie było badawcze, jakby szukała w odmętach pamięci skąd kojarzy Johanne.

      – Dobry wieczór, mogłabym się o coś pani spytać? – zaczęła dosyć słabo, jakby niepewnie.

      – Jasne. 

      – Czy pani nazywa się Johanne Rosales? – spytała, siadając na drewnianym krześle.

      Johanne spojrzała na dziewczynę z lekkim zaskoczeniem w oczach i wykrzywiła jedną brew. Jej wzrok podróżował na ladę, sprawdzając czy nikt nie usłyszał pytania.

      – Tak, to ja. Skąd takie pytanie? Ja pani nie znam.

      – Jejciu, Johanne! Kojarzysz Alexandra Moon?

      Johanne zdawała się odszukać go w pamięci, ale za nic nie potrafiła się go odnaleźć.

      – Niestety, ale nie.

      – W sumie nic dziwnego. Przecież chodziliście ze sobą aż kilka dni. To zaskakujące ze strony Alexa. On to co ledwo miał dziewczynę maks dwa tygodnie. – Kelnerka przyłożyła palec do ust, zdając się być głęboko pogrążona w myślach. – Jestem jego siostrą – dodała chwilę później.

      – A twój brat ma takie bujne, czarne loki?

      – Tak!

      – To chyba zaczynam go kojarzyć. Czemu o niego pytasz? Coś się stało?

      – Nie! – zaczęła wymachiwać rękoma, jakby o coś ją oskarżono – Wczoraj przeglądałam jego galerię w telefonie i natknęłam się na wasze wspólne zdjęcie z imprezy studenckiej. Podpisał je “Moja Johanne”, więc pomyślałam, że może miał poważne plany wobec ciebie.

      – To miło usłyszeć, że był mną oczarowany.

      Ktoś otworzył hukiem drzwi za ladą. Była to Violet. Podbiegła do naszego stolika i zaczęła się szybko kłaniać. 

      – Przepraszam! Nie spodziewałam się, że moja rozmowa z mamą tyle potrwa. Mam nadzieję, że pani się nie gniewa.

      – A skądże! Poproszę jedno espresso. – Szybkie spojrzenie rzuciła na dziewczynę, siedzącą z nią – Nie, poproszę jednak dwie. – Uśmiechnęła się w jej kierunku.

      – Jestem Caroline.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...