Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

teraz to Pan chyba przesadzil -obraża Pan ludzi
--------------------------------------------------------------------------------

Dnia: Dzisiaj 09:05:26, napisał(a): Bernadetta

- ten gość potrafi obrażać wszystkich, nasze matki, córki, żony... ma szczególną łatwość mieszania z błotem wszystkich dookoła;
dowód?

www.truml.com/profiles/3731/poetry/4282



J.S

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



- wiem, to przekorne twierdzenie;
ale jakie w tym wyzwanie! - choćby dla sprzeciwu...
musi być tak jak jest - poezja zrodziła się z niewymowności, aby ją pokonać, i to zadanie rozpisane na wiele pokoleń -

:)
jesteś łobuz Piotrze, porządny -
J.S
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




smutny chyba nie, raczej z lekka nostalgiczny - w jakimś sensie jest wyrazem bezsilności, w sytuacji, w której tylko jesteśmy niemymi obserwatorami;
ale jeśli czujesz jego prawdziwość - to dla autora bardzo dużo...

pozdrawiam
:)
J.S
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jesteś na dobrej drodze - Jacku.
Cz.


będąc pustym - powiadasz Czarku, można wygrywać dopiero melodie, jak na bustej butli?
nie trzymam się jednej drogi - lubię zbaczać, chodzić bez szlaku;
jednym słowem, chodzenie bez drogowskazów jest artystycznym wyzwaniem, by wytyczyć własną drogę...

pozdrawiam
:)
J.S
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




- poeta z dużej litery i jego godność...
na dużą literę poeta musi zapracować sam ( jesli o mnie chodzi chyba jeszcze nie teraz, choć może będę się długo łudzić że kiedyś...);
a o jego godność muszą także zadbać inni bo to rzecz nie tylko w jego gestii - my, Polacy mamy z tym kłopoty, nie tylko w polityce, także na co dzień...

dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam -
:)
J.S,

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...