Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
niech nikt nie opuszcza placu zabaw jesteście otoczeni

jak burza
wyślepia błyskawice
wichurą rozpędza bezduszność
wypełzłą spod kamieni
wyczesuje
kołtuny pędzące niebem

zalega na trawie
zroszonym eterem

przykuta na cztery nogi
jest wokół ciebie
blisko wiosny
rozdziela lata stąd do niedziś
post factum a jednak wciąż obmywa
troską
Opublikowano

genialna kursywa, kiedyś chętnie bym ją od ciebie pożyczył, już mam do niej kilka wersów;)
wersy wystrzeliwujesz z intensywnością karabinu maszynowego, życie pędzi, oj pędzi;)
a mimo to jest czas na troskę
pozdrawiam
r

Opublikowano

burza i wichura to nie to samo. w wierszu uzywasz ich jkaby miedzy nimi nie było rodzajowej różnicy. a może tak? "jak burza wyślepia...jak wichura rozpędza".
w jednym wersie widzę natomiast: "wyczesuje kołtuny pędzące niebem".
czepiałabym się słowa "przykuta". pewnie są tu pewne konotacje z podkuta (ale może naciągam interpretację(?)).
i koniec widzę tak:
"rozdziela lata stąd do niedziś
i wciąż obmywa troską".
to takie moje uwagi do ewentualnego rozważenia. wiersz ma potencjał i użyto w nim wiele ładnych środków wyrazu. pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Rafale, kursywa - jak najbardziej, chętnie przeczytam do niej Twoje kolejne wersy;
ślicznie to ująłeś, w tym pędzie... musi być czas na troskę;
dziękuję za czytanie, a reszty uczę się przecież od Was;
pozdrawiam, Grażyna
:)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


oczywiście, że nie to samo, ale na burzę wg mnie składa się wiele składników i tak to starałam się ująć;
uważam, że da się to tak właśnie odczytać;
no i oczywiście "przykuta" do...- nie chodzi o podkucie;
dziękuję za poświęcony czas wierszowi, a zwłaszcza za uwagi, bo zawsze można jeśli nie zaczerpnąć, to posłuchać:) no i przybliżyć Czytelnikowi co nieco
pozdrawiam
:)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pisze się  zombi - Google.com przepraszam, ale musiałem, ponieważ ząbi kojarzyć się może z zębami ;))) wiersz na plus    pozdr.     **********************************  
    • miasto wypociło strupiałą skórę wciska nam twarze w krwawiący beton. jest dziś jak otwarty brzuch, rozpruty nocą nożem koparki śliskie trzewia kanalizacji parują. zaułek oddycha parą z kanałów, neonami, które szarpią oko padaczka świata, jak nerw, którego nie da się już uspokoić. każdy zaułek jest zgrzytaniem zębów o szkło. w zaułku, gdzie śmietnik cuchnie rzeźnią, a mur pamięta więcej potu niż modlitw. stoimy blisko, za blisko aż coś trzeszczy między nami. brakuje miejsca na oddech. jej płaszcz to skóra, którą zdzieram zębami jak z padliny, pod spodem musi być wyjście albo przepaść. nasze ciała płoną w zaułku jak trupy jakby miasto oblało nas benzyną i rzuciło niedopałek neonu. moje dłonie nie pytają, wchodzą w ciebie jak łom w zardzewiały zamek rozrywamy się na pół. moje ciało w twoim jako jedyny miękki punkt w którym jeszcze nie ma betonu. wiedzą tylko, gdzie boli najbardziej. między nami zwarcie jak kabel bez izolacji, skurcz, który wykręca palce na biodrach. usta nie mówią. usta to rozszarpana rana, zszywana na brudno w bramie, zardzewiałym drutem i jej śliną, bez znieczulenia, na żywca. miasto patrzy na nas jak chirurg bez rękawic ciekawy, czy jeszcze drgniemy. jesteśmy jak dwa szczury w tętniącym kanale, które miasto przeoczyło przy dezynfekcji. oddech wpada w oddech, jakby miasto dławiło się własnym tętnem, próbowało nas wypluć i nie mogło. cegły wrzynają się w łopatki, miasto chce nas żywcem wmurować w siebie. czuję, jak pęka tynk pod twoim ciężarem, ściana nie chce być świadkiem. czas wymiotuje pod ścianą skowyczącym echem wdeptany w asfalt przez tych, co zdążyli nas przeżyć. my jeszcze nie my jeszcze w sobie. to nie jest czułość. to odruch przetrwania. to panika ciała, że za chwilę znów będzie samo, że noc trzyma nas jeszcze tylko dlatego, że miasto nie zdążyło zgasić światła, że świt zabierze wszystko, co teraz drży. dwoje ludzi przestaje się mieścić we własnej skórze w zaułku wielkiego miasta, gdzie miłość nie ma imienia, ma tylko puls temperaturę i ślady, które miasto zliże jak krew, zanim przełkniesz własny strach. ale ciało zapamięta.                  
    • Ma - wiadomo, da i wam.    
    • A kres jaj, serka.    
    • O gilu, ligo.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...