Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Siadł na balu miś kudłaty
bo miś lubi siadać
i ni z tego ni z owego
miś zaczyna biadać

a to że mu miód podjadły
dwa przebiegłe trutnie
a to że choć się uśmiecha
to wygląda smutnie

i tak przez pół dnia z nawiązką
miś na balu siedzi
i jak zaczął tak bez końca
jak biedził tak biedzi.

Kiedy słońce popołudniem
kryło się za rzekę
miś raptownie poweselał
bo zwietrzył pasiekę

więc poderwał jak dzierlatka
swój kudłaty zadek
i popędził ku pasiece
gdzie czekał obiadek

po obiadku legł na trawie
jak Polak prawdziwy
bo wiadomo zły gdy głodny
gdy syty leniwy.

Opublikowano

cudny wiersz o misiu i nie o misiu
a najbardziej mnie urzekło to:

Siadł na balu miś kudłaty
bo miś lubi siadać


:))))))))))

powiedz, Heniu
misiu temu
że go strasznie lubię
kiedy siada puszcza oko
cicho mruczy w uszko
zjada miodek
spać się kładzie
pochrapując lekko
miś - podusia
miś - kołderka
taki miś - ciepełko

buziak, Heniu!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


„Misiek” to jest wdzięczna fucha
na rodzinnym żerowisku.
On przytuli i wysłucha,
choć dostanie też po pysku
gdy usiądzie wredna mucha
na Jej nosie w legowisku...

Słowem bieda „Miśkom” wszędzie
I inaczej już nie będzie...


Pozdrawiam Henryku :)
Opublikowano

kudłaty ma sen

zły dziś miś
potrząsa pustym brzuszkiem
aż burczenie słychać
bo żona obiadku nie podała

o podaje a to chwała
miś po obiedzie strasznie syty
zaczął ziewać
no już chrapie na kanapie

śni o słodkim podwieczorku

serdecznie - Jola.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


i znów chyba kombinuje
w swym misiowym łepku
zgrabną miśkę chyba zwęszył
w lasku po sąsiedzku

tłusty brzuszek lekko uniósł
a wraz z brzuszkiem cosik
lecz posmutniał nieboraczek
bo ma tylko grosik

no i zaklął dość siarczyście
"a niech to cholera
gdym był młody miałem darmo
płacić muszę teraz"

pozdrawiam Jacek
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.





Na zimowe mrozy
dobry taki miś
lecz jak nam wiadomo
miś śpi nie od dziś

a ten leśny wykrot
bez adresu, gdzieś
bo to ani miasto
ani nawet wieś

więc nam pozostaje
na wiosenny czas
czekać aż letargu
znów się zbudzi las

i zwróci nam misia
wraz z wiosennym dniem
by usiadł na balu
i zaryczał zjem

konia z kopytami
albo kobyłę
bom wyposzczony
a chcę mieć siłę.


Madziu pozdrawiam Cię serdecznie
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


„Misiek” to jest wdzięczna fucha
na rodzinnym żerowisku.
On przytuli i wysłucha,
choć dostanie też po pysku
gdy usiądzie wredna mucha
na Jej nosie w legowisku...

Słowem bieda „Miśkom” wszędzie
I inaczej już nie będzie...


Pozdrawiam Henryku :)



Niekoniecznie gdyż niedźwiadki
Mają labę póki młode
A gdy już wydorośleją
To ruszają po przygodę

I nie ważne że nadwaga
Że na boki spływa cielsko
Idą w świat a gdy Misiową
Znajdą wtedy marzycielsko

Mruczą coś po niedźwiedziemu
Czasem nawet i zaryczą
Lecz do swego legowiska
Powracają ze zdobyczą

Co tam potem między nimi
Było jest a także będzie
W to nie wnikam lecz wiadomo
Nowych misiów nam przybędzie.


Pozdrawiam serdecznie
HJ
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.





ja tez w sobie mam coś z misia
choć nie lubię tortu
i za miodem nie przepadam
ale tak dla sportu
chętnie w półmrok kawiarenki
cielsko swe zanurzę
i przy piwie w komitywie
cicho pobajdurzę
niekoniecznie o szyneczce
kaloriach i diecie
bo ciekawiej jest gdy zimą
gada się o lecie.


Pozdrawiam serdecznie :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.





Z tym się zgadzam co do joty
słychać było pomruk trzaski
a to znaczy że u misiów
też są kłótnie i niesnaski

bo to zupa przesolona
ziemniak jest na wpół surowy
na talerzu jakiś ochłap
chełpi się że jest schabowy

zaś misiowi też się zdarza
(autor na to nacisk kładzie)
nieraz prawie przed północą
wracać z lasu po naradzie

linią nie zupełnie prostą
chyba raczej już zygzakiem
a pod drzwiami puścić pawia
co niepodważalnym znakiem

jest gdzie mężuś spędzał wieczór
i czym raczył się niecnota
a wymówka że zebranie
to przeżytek i głupota.

My tu sobie tak o misiach
lecz my ludzie też nie w tyle
o czym także tu oznajmiam
choć nie czuję się z tym mile.


Jolu, pozdrawiam Cię serdecznie :)))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.





Jednak nasz bal trochę inny
bo nie skacze się, nie tupie
u nas można co najwyżej
opaść czyli siąść na dupie.

W przeciwieństwie do tych skocznych
gdzie zmęczenie z nóg powala
nas jedynie może zwalić
silny cios siekiery drwala.


Pozdrawiam serdecznie :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


i znów chyba kombinuje
w swym misiowym łepku
zgrabną miśkę chyba zwęszył
w lasku po sąsiedzku

tłusty brzuszek lekko uniósł
a wraz z brzuszkiem cosik
lecz posmutniał nieboraczek
bo ma tylko grosik

no i zaklął dość siarczyście
"a niech to cholera
gdym był młody miałem darmo
płacić muszę teraz"

pozdrawiam Jacek



lecz od czego są koledzy
czyli inne misie bure
wnet zrobili małą zrzutkę
tylko ma im miś fakturę

po wizycie u tej Misi
jako dowód namacalny
dać bo chcą koniecznie wiedzieć
czy to nie był sex oralny

oraz ile ma im zwrócić
plastrów miodu bo miłości
za złotówki miś nie kupi
tutaj liczą się słodkości

więc nie dziwcie się ludziska
że niedźwiadka już za młodu
zew natury tak nastraja
że go ciągnie jak do miodu.

Pozdrawiam serdecznie:)
HJ
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


i znów chyba kombinuje
w swym misiowym łepku
zgrabną miśkę chyba zwęszył
w lasku po sąsiedzku

tłusty brzuszek lekko uniósł
a wraz z brzuszkiem cosik
lecz posmutniał nieboraczek
bo ma tylko grosik

no i zaklął dość siarczyście
"a niech to cholera
gdym był młody miałem darmo
płacić muszę teraz"

pozdrawiam Jacek



lecz od czego są koledzy
czyli inne misie bure
wnet zrobili małą zrzutkę
tylko ma im miś fakturę

po wizycie u tej Misi
jako dowód namacalny
dać bo chcą koniecznie wiedzieć
czy to nie był sex oralny

oraz ile ma im zwrócić
plastrów miodu bo miłości
za złotówki miś nie kupi
tutaj liczą się słodkości

więc nie dziwcie się ludziska
że niedźwiadka już za młodu
zew natury tak nastraja
że go ciągnie jak do miodu.

Pozdrawiam serdecznie:)
HJ


Jak ty Henio o "miśkach"
delikatnie się wyraziłeś.
Mam kilka wierszyków
o legendach i ich prawdziwości
i także o fałszu co z Misiem robiono
jednak nie powiem, kiedy milczeć wolą

Brak uwagi jak i rozstroje,
bolą bardzo dziewczynę,
co Panną się zowie.
Nie chce spocząć jej myśl
na barkach plugastwa i niezgody,
a brak poszanowania znów
zaczyna nas trapić.

Nie mniej serdeczności dla Ciebie
oraz pozdrowienia wyrażam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.





lecz od czego są koledzy
czyli inne misie bure
wnet zrobili małą zrzutkę
tylko ma im miś fakturę

po wizycie u tej Misi
jako dowód namacalny
dać bo chcą koniecznie wiedzieć
czy to nie był sex oralny

oraz ile ma im zwrócić
plastrów miodu bo miłości
za złotówki miś nie kupi
tutaj liczą się słodkości

więc nie dziwcie się ludziska
że niedźwiadka już za młodu
zew natury tak nastraja
że go ciągnie jak do miodu.

Pozdrawiam serdecznie:)
HJ


Jak ty Henio o "miśkach"
delikatnie się wyraziłeś.
Mam kilka wierszyków
o legendach i ich prawdziwości
i także o fałszu co z Misiem robiono
jednak nie powiem, kiedy milczeć wolą

Brak uwagi jak i rozstroje,
bolą bardzo dziewczynę,
co Panną się zowie.
Nie chce spocząć jej myśl
na barkach plugastwa i niezgody,
a brak poszanowania znów
zaczyna nas trapić.

Nie mniej serdeczności dla Ciebie
oraz pozdrowienia wyrażam.



Wchodzić w sfery charakteru
i w zachowań różnych stany
może chyba pan psycholog
bo do tego przyuczany

ja tam jako obserwator
nie chcę wgłębiać się w materię
więc nie wnikam w leśne ZOO
i misiową menażerię .

Mój wiersz nie jest dokumentem
więc go faktem nie podpieram
i dla moich odpowiedzi
tez „uczonych” nie dobieram

piszę żeby mieć rozrywkę
a wesołej nutki brzmienie
po dniu ciężkim także dla mnie
niesie miłe ukojenie.


Pozdrawiam serdecznie:
HJ

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • RONDO ALLA POLACA

      Jeśli Twój majestat żąda, bym
      Zamilkł jak po zachodzie ptak,
      Ciemności nie skalam głosem mym,
      Nie ubliżę nim urodzie dnia.

      Nic nie powiem już,
      Będę tylko trwał, aż
      Policzony będzie każdy oddech mój,
      Jeśli taka wola Twa.

      By głos nie zadrżał mi,
      Gdy z kurhanu złych sław
      Będę śpiewał Ci

      Z tego kurhanu lat,
      Śpiewał Chwałę Twą,
      Jeśli tylko dasz
      Wciąż śpiewać ją 

      Z tego kurhanu dni
      Twa chwała będzie grzmieć,
      Jeśli pozwolisz mi
      Mą śpiewać pieśń

      Na sam rozkaz Twój,
      Lub gdy wybór dasz,
      Rzekom daj nabrać wód,
      Wzgórzom radość wskaż.

      Niech łaska Twa udzieli się
      Sercom zgorzałym w piekielny czas
      Jeśli tak Pan chce -
      Chce uzdrowić nas

      I zgarnąć do rąk,
      Na rękach zacieśnić więź,
      Twym dziatkom tu,
      Jeśli Ty tak chcesz.

      W tych z lumpexu snach,
      Wszystkie w na zabój sznyt
      I dać, by śpiew pokonał strach,
      Jeśli zechcesz Ty.

      W Twych w szmaciankę grach
      I w strzelankach, gdzie każdy to wróg,
      I dać by odszedł strach,
      (Jeśli tak zechce Bóg...).

      Jeśli Twój majestat chce,
      bym nie mówił nic,
      Mój głos skryje się
      Jak w ciemnościach widz

      Nic nie powiem już
      Będę tylko trwał, aż
      Policzone będą me dni
      Jeśli taka wola Twa

      Jak pan Władza chce,
      Żebym zamknął ryj,
      Z chęcią zamknę się
      Jak w komórce stryj

      Jak tak, to tak
      Jak mam być twój błękitny ptak,
      Jak chcesz, zamknę się
      W klatce, jak papug ten

      To co?
      Stul pysk, bo....
      Z tulipana ci....
      Ci, ci, ciuciubabko,
      Won

      Casino Royale

      Wciąż pamiętam, w Chelsea Hotel, jak ty 
       Mężnie i słodko piałaś jak grecki chór 
      Na rozebranym łóżku dobrze robiąc mi
       A na ulicy czekał limuzyn sznur...

      To był powód, to był Nowy Jork
      W kolejce po szmal i po szał ciał
      To zwali miłością do mas śpiewających ten song
      Pewnie wciąż ją tak zwą, dla tych, co  jeszcze są...

      Lecz ty  uciekłaś jej, więc po co ten szum? 
      Po prostu poszłaś w drugą stronę, niż tłum,
      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Potrzebuję cię: nie, nie potrzebuję. Cię
      Nie potrzebuję; nie: jednak potrzebuję."
      Wiesz, całe to paplanie mnie denerwuje

      Pamiętam cię z  Chelsea Hotel wciąż:
      Podawano  z ust do ust twe serce wiecznieżyjące...
      I mówisz, że wolisz, jak przystojni są,
      Ale, że dla mnie zrobisz wyjątek...

      I twardo bierzesz w dłoń takich jak ja,
      Co jęczą pod jarzmem piękna,
      Po wszystkim ogarniasz się, i mówisz: „No tak:Urody nam brak, ale mamy pieśni dźwięki”...

      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Nie potrzebuję cię: nie, potrzebuję. Cię
      Potrzebuję; nie, nie potrzebuję."
      Twoje paplanie mnie wciąż denerwuje...

      Nie mówię, że kochałem najbardziej cię 
      Nie  zliczę ile razy wróbli trup padał gęsto 
      Dobrze cię pamiętam, z Chelsea Hotel 
      To wszystko, nawet nie myślę o tobie zbyt często...

      Pamiętam cię, z Chelsea Hotel, lecz jak przez mgłę,
      Brałaś wszystko, co leci, do ust, twoje wdzięki już gasnące...

      Wciąż biorą do ust twój biust więdnący...
      Wciąż mówisz, że wolisz, by przystojny był,
      Ale ten jeden raz zrobisz wyjątek... 

      "Potrzebujesz mnie: ja nie potrzebuję Cię
      Nie, potrzebuję; nie: nie potrzebuję."

      Ja też miałem w ustach smak 
      Na życie pieśnią tętniące..
      Też wolę, jak ładne są pół tak 
      Lecz dla ciebie zrobiłem wyjątek... 

      "Wcale nie żałuję: nie, jednak żałuję. 
      Trochę żałuję; nie: mi cię nie brakuje.
      Tango Anus

       

      TANGO ANUS 


      Tańcz mnie, poprzez strach,  po schronienia próg
      Wznieś mnie, gdzie mirtu gałązkę będę nieść,
      Gdy będę gołąbkiem, co leci, gdzie chce Bóg,
      Stańcz mnie w piękna płonących skrzypiec piec
      Stańcz mnie, gdzie miłość nie wytrzyma prób,
      Wtańcz mnie, gdzie miłości s grób..

      Pokaż mi swe piękno,
      Gdy świadczyć miał nie będzie kto
      Daj  poczuć, jak tętni
      W tobie Babilonu noc 
      Pokaż to, czego tylko granice znam, chodź,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość traci swą moc..

      Tańcz mnie tam, gdzie nasz ślub, wciąż i wciąż
      Wytańcz mnie czule, zatańcz mnie po krag,
      Jesteśmy oboje mniejsi niż ta miłość, lecz też ponad nią 
      Wtańcz mnie, gdzie miłość ma granicę swą,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość wie że koniec to...

      Dotańcz do tych dzieci, którym rodzić się nie dał czas,
      Przetańcz przez zasłony, które  starł pożegnań żar,
      Wznieś namiot azylu, choć pękła ich nić,
      Odtańcz  mnie tam, gdzie miłość nie znaczy już nic...

      Tańcz mnie poprzez strach,  po schronienia próg
      Wtańcz mnie w płonących skrzypiec piec
      Dotknij nagą dłonią lub łachmanem choć
      Tańcz mnie tam, gdzie miłości kres


      Tańcz mnie, gdzie miłość wchodzi w noc
      Wtańcz, gdzie zechce Bóg
      ""Tańcz mnie, po miłości kres..."


      z POPULARNE


      Wszyscy wiemy, że kości tu chrzczone
      Lecz rzucamy, zaciskając kciuk
      Wiemy, że wojna jest skończona;
      Wszystko świetnie: wygrał wróg...

      Wszyscy wiemy, że ta walka to sztos
      Biedni bez grosza, bogatym pęcznieje trzos
      Już taki los. Tak chce populi Vox...

      [Zwrotka 2]
      Wszyscy wiedzą, że łajba bierze wodę
      I myślą, że kapitan to łgarz
      Lecz w tych okolicznościach przyrody
      Zawsze tak, jakby ojciec lub pies ci zmarł....

      Wszyscy zapatrzen są w konta stan:
      Każdy na bombonierkę z dyskontu ma smak 
      I bukiet że stu róż
      Tak tu jest już...

      [Zwrotka 3]
      I wiedzą, że mnie kochasz niezmienne
      Wszyscy wiedzą, że tak dokładne jest
      Wiedzą wszyscy, że mi byłaś wierna
      Wyjąwszy tysiąc nocy +/- dwie

      Wiedzą, że Święty ci małżeński próg
      Lecz tak monitują do Twych ud
      Że przyjmujesx jak cię stworzył Bóg
      Taki masz drobny druk

      [Refren]
      Wszyscy wiemy, że taki klimat jest tu
      Taki razem ciągniemy drut
      Tak czytamy z nut
      Maestra Ubu
      Taki hołd składamy mu
      Nie licz więc na cud

      [Zwrotka 4]
      Oboje wiemy, że nigdy, jak nie teraz
      Wiemy, że na dwoje: albo ja, albo ty
      I wiemy, że jak żyć, to nie umierać
      Gdy wciągnąć kreskę Biała Śmierć, czarny film..

      Wszyscy wiedzą, że układ jest zamknięty
      Że murzynek Bambo zrobił swoje, jak z Nel Staś
      Nawet Kali ma nieswoje momenty
      I wszyscy odkładają wszystko na zaś

      [Zwrotka 5]
      I wszyscy wiedzą, że nadchodzi pandemia
      Wiemy, że po kościach rozeszła się, lecz...
      A nadzy on i ona na planecie Ziemia
      To dziś niezwykle niezwykła rzecz

      Wszyscy wiemy, jaki rozkład ról
      Lecz przy twoim łóżku będzie siedział mól,
      Który zaksięguje jak wół
      To, co wiemy już

      [Zwrotka 6]
      I wszyscy znają ten twój zapaszek
      I się zakładają, jak wcielasz im cel,
      Od krwawego krzyża na Górze Czaszek
      Do plaży na półwyspie Hel

      Wszyscy wiedzą, że przemija ten świat, 
      A Najświętsze Serce jest pełne łat
      Zaraz pęknie jak Albert brat,
      Totus Eium już od lat..

      [Refren]
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Och, wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą

      ŚNIEŻYNKA I STRACH
      (Dialog na cztery kopyta)


      [STRACH]
      Przyszłaś do mnie dziś rano
      I obrobiłaś jak sztukę mięs.
      Tylko facet ci powie, jaki to
      Delikatny, jaki czuły gest.


      Tyś w lustrze jest odbiciem mym,
      Krwią z mojej krwi, poznam cię we स्नेह,
      Bo kto inny by mnie zechciał wziąć
      W tysiąca swych pocałunków toń?


      (Dla tych, którzy przywitali mnie)
      Nieważne, że droga nam dłuży się,
      Nieważne, że pod górę wciąż,
      Nieważne, że księżyc już zszedł
      I zapanował mrok.


      Nieważne, że gubimy szlak,
      Spisane jest, że spotkasz mnie.
      Na pewno mi mówiłaś tak
      Na pocałunków dnie.


      I kocham cię, gdy na słońca blask
      Jak lilia otwierasz płatki swe,
      A ja – to na wróble strach,
      Którego smaga deszcz.


      Strach, co strachliwie kocha cię,
      Choć ma z lumpeksu twarz,
      Ciało i wszystko, czym był i jest,
      Aż do pocałunków dna.


      Wiem, że znasz ten kłamstwa smak
      I oszustw bez zbędnych słów:
      Nauczyłaś się operować tak
      Na kolanach ojca i u matki stóp...


      Ale czy musiałaś się bić,
      By ulicę w ogniu przejść,
      Jeśli całe to nasze mieć i być
      Wisi u pocałunków tajnych miejsc.


      Numerki, odwyk i jasna rzecz:
      Wracam na Square du Blues.
      Chciałbym rzucić już tę robotę, lecz
      Podchodzi mi już do ust.


      Lecz o tobie myśl daje mi nabrać tchu,
      A akta sprawy twej kompletne są,
      Brak tylko w nich tego, czego nie zdziałałem tu
      Płynąc w pocałunków głąb.


      Nieważne, czy masz moc sił i dóbr,
      Czy opuściła cię moc,
      Czy napiszesz te kilka słów,
      Które słowiki cytują co noc.


      Nieważne, czy masz zaszczyt robić w HR,
      Czy nieregulowany czas,
      Rzucasz życie w kąt, bo masz
      Przeżyć pocałunków tysiąc pięć.


      Biegną poszły, a dziewczyny młode są,
      Bieg ten jest szansy wart.
      Los bierze stronę twą,
      Lecz szybko kończy się fart.


      Wezwanie: masz być jak widz
      W kinie, co twą pyrrusową klęskę gra,
      Lecz żyjesz, jak gdyby nigdy nic,
      Odbijasz się od pocałunków dna.


      Słyszę głosy ich na kufla dnie,
      Co czasem tak woła mnie.
      Jak ta orkiestra, co cover gra – czyżby to moja pieśń?


      Lecz gwardia nie cofa się;
      Gdy woła to, co kochasz, serce odpowie na zew,
      Choćbyś oddał tu swój życia skok,
      Tak świadczą nasz czas, nasza krew
      I tysiąca pocałunków twych mrok.


      Tak wiem: musiałaś kłamać
      I oszukiwać bez słów:
      Tak jak gdy ojciec na kolana cię brał,
      A matka tuliła do stóp...


      Wiem, że musisz tak kłamać im,
      By system ograć, zamiast się położyć na wznak,
      Lecz majątek nic nie gwarantuje ci,
      Gdy Cnota i Podstęp zerwą pakt.


      Prawdę wpędzili w szok, piękno wypędzili na bruk,
      Styl dawny ma dziś naftaliny woń,
      Bo Duch przeszedł przez próg
      W tysiąca pocałunków toń.


      A Wewnętrzne Światło twe, co
      Nie ma równych i ma gest?
      Garbię się w kolejną noc,
      Po tysiąca pocałunków kres


      Zaklinam los, nastrajam głos,
      I wracam na Avenue du Blues.
      Chciałbym rzucić to, lecz nie mogę, bo
      Jestem za cienki tchórz.


      Lecz czasem, gdy noc grzeczna jest,
      A my potulnie zapijamy żal,
      Burzymy się, zbieramy zabawki serc
      I odchodzimy w pocałunków dal.


      Tym pachnie ta o tobie myśl,
      Mam o tobie komplet akt –
      Poza tym, co mi nie umknęło dziś
      W pocałunków niski takt.


      Grałem z Dizem raz i z Dantem też –
      Brak mi było tego ich „coś”,
      Lecz raz czy dwa przygarnęli mnie,
      Wciągnęli w pocałunków blues.


      Odstawić wino chcę, jak Bóg chciał,
      Wchodzę w parkietu tłum gęsty jak w dym.
      Zespół wpadł już w weny twórczy szał,
      Serce nie cofnie się przed morzem win.


      Może musiałem jechać drogi szmat
      I obietnic tysiąc złamać, lecz
      Rzuca się wszystko, ot tak,
      By przeżyć twych pocałunków treść.


      Teraz jesteś jak Anioł Śmierć,
      Potem jak Parakleta szał,
      Czasem jak Zbawiciela Dech,
      Potem – w Belsen stos ciał.


      Nie ma odwrotu już od miłości gróźb,
      Czy meta to skoku w bok –
      Jak zaświadczono czasem i krwią
      W pocałunków równy krok.


      Przyszłaś do mnie tu skoro świt,
      Przyniosłaś słowo jak ciała strzęp.
      Tylko człowiek powie ci, że to nie wstyd,
      Tak delikatnie, czule zrobić wstęp.


      Tak delikatnie, czule w materię wejść.
      Tylko mężczyzna wie, nawet bez przejść,
      Że przynieść miłość jak kwiatu pąk –
      To przyjść bez pustych rąk.


      [ŚNIEŻYNKA]
      Tyś mój brat z lustra, krewny mój
      Z najczarniejszych snów.
      Kto, jak nie ty, by dał mi znój
      Podróży w tysiąc pocałunków znów?


      Czekałam, aż otworzysz się
      Na ulic skwar. Jeden z wielu tak...
      A ja jestem jak kula śnieżna łez,
      Tocząca deszczu z deszczem ślad.


      Topniejącą miłością wciąż kocham cię
      I fizis tą z drugiej ręki –
      Całą sobą, wszystkim, czym chcesz,
      Tysiącem pocałunków namiętnych.


      Cała ja, aż do granicy mórz,
      Przeniknięta przez seks,
      Widzę, że oceany tu wyschły już
      Modliszce, co we mnie jest...


      Docieramy na dziób,
      Syreną daję znak, że twej floty wrak
      Ma mi się rozbić tu
      Na tysiąc pocałunków. Odzewu brak.


      Przychodzisz do mnie co noc
      I ubijasz jak stek,
      Lecz baba powie ci, że większą moc
      Ma czułych obelg stek.


      Tyś mój w krzywym lustrze wizerunek jest,
      Jesteś jak koszmar śniony dzień w dzień,
      Jak zapomniany chrześniak, co już wchodząc w sień,
      Woła na ratunek i składa ci
      Na czole obśliniony pocałunek.


      (Dla tych, którzy mnie powitali w tym...)
      Weszliśmy tu nie do siebie jak w dym,
      Wgryźliśmy się w seks jak w steak tartare.
      Sami, choć dwoje nas jest, bo chce nam się wbić
      W ten słodko-kwaśny smaku czar...


      Mój bliźniaku z lustra, mój bliski krewny,
      Poznałbym cię przez sen.
      Kto, jeśli nie ty, przyjąłby mnie
      W tysiąc pocałunków namiętnych?


      Wzdychamy na los; poprawiamy włos
      I wjeżdżamy na Autoroute du Blues.
      Próbowaliśmy rzucić to nasze coś –
      Cóż, na inny rejs sił nie mamy już.


      Lecz śnieżynka i strach wciąż mają to... cóż,
      Miast miłości – z wyprzedaży twarz,
      Miast szału ciał – goryczy czar,
      A pocałunków czar dna dosięgł już.


      Lecz gonitwa trwa, wieczór młody wciąż,
      Śnieżynka i Strach wciąż nie są bez szans.
      Za chwilę wygramy, a potem raut –
      Dzisiaj zacznie się nasza passa pass!


      A kiedy wezwą nas, byśmy zdali rzecz,
      Jaką im odpowiedź dasz?
      Jakie życie? Życie poszło precz.
      Pocałunki? Ważne, co w kieszeni masz...


      A kiedy mnie wezwie On, bym spowiadała się
      Ze stanu, w jakim jest cały ten kram,
      Odpowiem: życie? Życie przeszło w cień,
      Lecz tysiąc pocałunków w kieszeni mam.


      Przyszliśmy tu w ostatnie dni,
      Podtarliśmy się o Twego Słowa strzęp.
      Skalaliśmy wszystko, to co dałeś Ty,
      Na Twą czułość ogarniał nas śmiech.


      Lecz delikatnie chcemy wciąż w tę materię wejść.
      Wiemy, przeszedłszy przez ucho Twych przejść,
      Że miłość trzeba nieść jak kwiatu pąk –
      I do Ciebie przyjść bez pustych rąk.

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @andrew   duży plus.   wiersz bardzo dojrzały.   ukłony:)  
    • @Poet Ka   Poe.   zamykasz świat w formach bo tak łatwiej go uniesć   ale ta ostatnia kropka milczenie to nie jest ucieczka to jest najwyższa forma obecnosci   tam gdzie słowa stają się za ciasne zaczyna się wolnosć     Twój wiersz to nie tylko poezja to zapis dotykania esencji byto wania   dobrze że jesteś i że masz w sobie tę odwagę by nie   krzyczeć kiedy świat wokół oślepia hałasem    Twoja cisza leczy i karmi.    
    • miasto wypociło strupiałą skórę na wierzch - wciska nam twarze w beton który jeszcze krwawi dzisiaj jest otwartym brzuchem rozprutym nożem koparki śliskie trzewia kanalizacji parują fetorem zaułek oddycha parą z kanałów neony tną siatkówkę na cienkie plastry świat ma tężec - wygina chodniki w łuk konwulsji każdy zaułek to zgrzytanie zębów o szkło polifon krztusi się metalem tu gdzie śmietnik rzyga krwią z ubojni a mur pamięta więcej potu niż modlitw stoimy za blisko coś między nami zaczyna trzeszczeć zamykasz oczy liczę  uderzenia serca - raz dwa trzy miasto czeka beton już patrzy wierci nas od środka - bez znieczulenia twój płaszcz - skóra którą zdzieram zębami ciepła jeszcze po ubiciu jesteśmy zgliszczami w konwulsjach powietrze klinuje się między żebrami jak nóż rozsuwam cię jak szczelinę którą ktoś źle zalał i pękła moje ciało w twoim to jedyna szczelina w żelbecie puls jak kabel pod napięciem jest przebicie płoniemy na stykach skurcz wykręca palce na biodrach twoje piersi - żywe ogniska pod tkanką betonu kładę na nich pękniętą twarz pachną słońcem którego ten zaułek nigdy nie wypluł twój pocałunek na mojej szyi modlitwa która ma tylko smak kiedy wchodzę w ciebie nie szukam walki tylko  ocalenia nagle pustka pod powiekami tylko krew tłucze się w uszach jak ciężki agregat w podziemiach ten zaułek to pęknięta monstrancja z której uciekł Bóg nie ma żadnego świata poza tą szczeliną łom wchodzi w ścianę bez oporu skóra o skórę zdziera naskórek z nocy pękają naczynka pod naporem krwi tłoczymy ciepło w martwy kamień nasz strach ma anatomię szkła po rozbiciu noc spija nas z kałuży jak bezpański pies łapczywie bezwstydnie tło twojego ciała lśni jasnością pieprzyk na piersi przykrywam kciukiem blizna na brzuchu drży pod moim językiem smakujesz potem i żelazem smak twojego strachu ma posmak żelbetu i wapna paruje nam z gardeł chce się wyć do betonu usta nie mówią - są rozszarpaną raną zszywaną na brudno w bramie zardzewiałym drutem tłumiona twoją śliną korozja na żywca miasto patrzy na nas jak chirurg bez rękawic ciekawy czy jeszcze drgniemy oddech wpada w oddech miasto dławi się własnym tętnem próbuje nas wypluć i nie może cegły wrzynają się w łopatki miasto chce nas żywcem wmurować w siebie pęka tynk pod twoim ciężarem ściana nie chce być świadkiem my jeszcze nie my jeszcze w sobie to nie jest czułość to odruch przetrwania panika ciała że za chwilę znów będzie samo noc trzyma nas tylko dlatego że miasto zapomniało zgasić światła świt zabierze wszystko co teraz drży nie mieścimy się we własnej skórze zostaje tylko mechanika przetrwania zwarcie bioder nasz śluz tężeje w strup zanim zdążysz krzyknąć miasto zliże nas z asfaltu chropowatym językiem jak rozlaną krew zanim przełkniemy własny strach ale tynk zapamięta tatuaż z tego jęku jak serce wżarte w żelbet        
    • @wiedźma @andrew @Leszek Piotr Laskowski @hehehehe dziękuję Wam

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • A Łada biaława? Dalila dawała i badała   A i Noela Łada i biała? I biadała Leonia
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...