Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Niektórzy dalej chcieliby decydować
o Polsce bez (obecności) Polski
a więc ponad naszymi polskimi
głowami jakbyśmy już serca nie mieli –
Polacy chociaż skłóceni ze sobą
a ulegli i posłuszni jednej cholerze –
czego to człowiek nie zrobi dla pieniędzy.

Opublikowano

Proszę bardzo - kata strofa

Impro, dla WiJi:

RES PUBLICA

Czekam, aż zaciągną, przysiadam na pieńku
Polskie morze tłumu, Polaka ścinają
Nie zbawi go panna ofertą ożenku
Przywleką, przywiążą, na rogu zagrają

Praca, jak praca, jest do wytrzymania,
zwycięzcy wieszają, przegrani dyndają
Ode mnie się tylko wymaga starania
Ja nie wiem co jedni przeciw drugim mają

W zamian przywilej ciepłego zamtuza*



*Kat miał w średniowieczu przywilej prowadzenia burdelu.
A złośliwi mówią, że ostał się ino sznur

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Oprócz nagiej prawdy, istnieje jeszcze g.... prawda ;)

Szanowny Panie Lecter; g... prawda cuchnie, a ja mam wyostrzony zmysł powonienia
i nic mi tu nie przeszkadza. Moj tato mawiał; istnieje półprawda, cała prawda, i g.... prawda:))
i tak mu zostało do końca. mnie nie...:)

pozdrawiam...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Oprócz nagiej prawdy, istnieje jeszcze g.... prawda ;)

Szanowny Panie Lecter; g... prawda cuchnie, a ja mam wyostrzony zmysł powonienia
i nic mi tu nie przeszkadza. Moj tato mawiał; istnieje półprawda, cała prawda, i g.... prawda:))
i tak mu zostało do końca. mnie nie...:)

pozdrawiam...

Szkoda, że pani wyostrzony zmysł powonienia, nie reaguje na pleonazmy... ;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Szanowny Panie Lecter; g... prawda cuchnie, a ja mam wyostrzony zmysł powonienia
i nic mi tu nie przeszkadza. Moj tato mawiał; istnieje półprawda, cała prawda, i g.... prawda:))
i tak mu zostało do końca. mnie nie...:)

pozdrawiam...

Szkoda, że pani wyostrzony zmysł powonienia, nie reaguje na pleonazmy... ;)

Proszę nie strzelać, jestem pianistką:))
A co to są pleonazmy?
Idę ćwiczyć, jutro mam przesłuchanie.

Pozdrawiam. L.
Opublikowano

H. Lecter –

Nawet się nie doliczyłem minus dwunastu punktów, a wiersz już wyleciał, ale co mam powiedzieć, to Ci mówię. Jak to u Ciebie (nie nowość), Ty mówisz same półprawdy (przynajmniej co do mojej twórczości). Kiedy, owszem pleonazmy są i zawsze pewnie będą (żeby tylko) w mojej liryce. Ale już nie mówisz, że pleonazmy mogą spełniać, i najpewniej spełniają (przynajmniej w moich wierszach) pożyteczną rolę. Zapewniam Cię, że jednak trzeba mieć wyczucie literackie (po prostu talent), żeby nawet pleonazmy przybliżały i uwypuklały poruszone kwestie w wierszu, żeby po prostu wiersz słowem i tematem przyciągał czytelnika. Kwestia jest zatem w tym, jak kto (dobrze czy źle) czym się posługuje, a poza tym i tak to, co Ty uważasz za złe, wcale takim nie musi być, i najczęściej więc nie jest dla tylu czytelników, co gustów. Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Arsis    piękno, smutek, symbol,   forma graficzna - która mi się podoba    i tak zwane lśnienie (promyk - idąc za L.M.Montgomery)  
    • @Gra-Budzi-ka Oj,

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      jakie fajne! 
    • @Poezja to życie   oby perfekcyjnie zabijał ! I bezboleśnie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pozdrawiam !
    • Przechodzą cicho, mając przeszklone spojrzenia. W przedpokoju. W pokoju. W noc ciemną i tkliwą. W noc majową. W pełną szumiących liści, pełną drzew, gałęzi, podziemnych korzeni.   I w tę noc podążają moje złudy, widma… Te moje odwieczne i wciąż milczące od lat pięćdziesięciu chore iluminacje.   Przepoczwarzają się. To znów nieruchomieją. Ale są. I płyną naprzeciw obłokom bez-szepnie. Albo szepczą jak wiatr na przekór milczenia. Albo stwarzają się od początku. I znowu. I wiecznie…   Dręczy mnie ta struna. Zaciska się coraz ciaśniej.   W bolesnym skowycie powolnego rozpadu.   W progu uchylonych drzwi leży zakurzone truchło jakiegoś ptaka. Szkielet obsypany piórami. I ten szkielet podobny raczej do szkieletu człowieka, lecz z białą podłużną czaszką i z otwartym w jakimś zastygłym grymasie dziobem.   I z czarnymi oczodołami niewidzącej śmierci. Tej samej, która naznaczyła spojrzenia mojej matki i ojca, kiedy ich oczy wyrastały z czarnej, błotnistej, mokrej od deszczu ziemi. Wyrastały jak kiełkujące pąki jakiejś melancholii spomiędzy kwiatów białych chryzantem.   A więc rozbił się przed wiekami ten ptak, nie-ptak.   Roztrzaskał w koszącym locie. W gazetach pisano wtedy: to było samobójstwo.   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-05-05)      
    • @.KOBIETA.     dziękuję wszystkim

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      tak …spokój wewnętrzny bez czynników zewnętrznych ! Buziaczki
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...