Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Rok 2045, przemytnicy serii taniej książki zatrzymani na granicy w brawurowej akcji celników i oddziału komandosów urzędu skarbowego. Pozycje naukowe szmuglowane z innego kraju miały wzmocnić podupadający blok polskiej inteligencji. Pakiet książek został jednak przechwycony i spalony publicznie. Polakom zostaje pożywka z papy serwisów internetowych, skrócone wersje dzieł przesyłane przez komunikatory i wspomnienia tych, którzy mieli do czynienia z przyjemnością czytania na papierze. Tak, zdecydowanie demonizuję wizję przyszłości, ale właśnie w tym kierunku podążają moje wyobrażenia związane z tragicznym obecnie poziomem czytelnictwem, sprawą podwyżki podatku VAT i strategią książkową rządu. A może raczej: brakiem strategii.

Dobrze wspominam akcję, którą zorganizowałem niegdyś ze znajomą malarką z Olsztyna. Podobało nam się, że w stolicy często widywaliśmy ludzi z książkami. W tramwajach, autobusach, w metrze, na ławkach w parku. W naszym Olsztynie było to widok rzadki, wielu ludzi nie było stać na nowości. Zebraliśmy wtedy w Warszawie kolekcję starych książek - wiele znaleźliśmy w kartonach przy śmietnikach, choć były w całkiem dobrym stanie. Te skarby zawieźliśmy do Olsztyna i kładliśmy je na wycieraczkach pod drzwiami. Aby obdarowany miał pewność, że ta niespodzianka jest dla niego, na karcie tytułowej książki pisaliśmy jego adres. Na niektórych książkach umieszczaliśmy prośby - np. by zanieść je do biblioteki czy zostawić w kawiarni.

Kto wie, może dzięki tym książkom nawiązała się wówczas jakaś znajomość, która istnieje do dziś? A może ktoś wciągnął się w jakąś powieść i potem szukał w księgarniach podobnych? Nie wiem. Jestem jednak przekonany, że wojna z czytelnictwem w Polsce nie wniesie nic dobrego. Pokolenie bez książki będzie po prostu trwać, przyjmując kolejne zastrzyki konsumpcjonizmu.

Takim komentarzem dołączyłem do apelu dotyczącego VAT-u w dzienniku "Metro". W tymże temacie Jacek Dehnel wspomniał o "bezrefleksyjnym życiu" i podsumował, że "niższa cena książek nikogo nie zmusi do sięgnięcia po nie, ale cena wyższa z pewnością jeszcze pogorszy sytuację". Inny nominowany do Nagrody Nike 2010 - Janusz Rudnicki - stwierdził, że gdyby książki leżały na ulicy, za darmo, poziom czytelnictwa nie podskoczyłby wcale ze szczęścia". Akcja, w którą kiedyś zaangażowałem się w Olsztynie miała na celu sprawdzenie tej teorii. Książki nie leżały na ulicach, lecz na wycieraczkach, przed drzwiami przypadkowych osób. Wyniki badań nie zostały zebrane w sposób precyzyjny, oparte były bowiem jedynie na obserwacjach. I rzeczywiście sprawdziło się - tylu spacerowiczów z książkami nie widziałem od dawna. Osiedle książkowe na drugi dzień wróciło do swojej pierwotnej formy. Poprzez ten dziwny rodzaj popularyzacji literatury wielce prawdopodobne jest, że kilka osób zaraziło się czytaniem. Podatek VAT na książki to społeczne szczepienie przeciwko pewnej infekcji. Infekcją w tym przypadku jest czytelnictwo. Pamiętajmy jednak, że eliminując tę infekcję pozbawimy się przeciwciał, które potwierdzają nasz status istot myślących.

__________________
mechanizmsekundy.blogspot.com
petycje.pl/5749

Opublikowano

Ale ja nie wiem, o co chodzi... tzn wydaje mi się, że wiem ogólnie, ale nie wiem, na co narzekają przedmówcy.

Jest tylko drobna różnica pomiędzy tym, co mamy teraz w społeczeństwie, a tym co było, powiedzmy, 100 lat temu - zdemokratyzowało się, co oznacza, że chłopiec "z bloku" może pójść do jednej szkoły z dziedzicem Potockich. Więc teraz ci "uduchowieni" na własne oczy widzą to, o czym jakiś czas temu mogli tylko poczytać np w "Lalce". Rozwój technologiczny i masowość spowodowały, że czytamy i widzimy to w TV, gazetach, internecie.

Większość ludzi woli "coś łatwiejszego". Jest to bardzo ludzki mechanizm. Rzadkie są przypadki dziwaków, którzy wolą sobie życie utrudniać.

A co do tego konsumpcjonizmu - zanim człowiek będzie się zastanawiał nad swoimi potrzebami duchowymi i samorealizacją, to musi się najeść, mieć gdzie mieszkać, mieć wygody i poziom życia. Nic nie da edukacja publiczna. Ja nie wiem, dlaczego wszyscy się tak zżymają na konsumpcję, skoro to naturalne w człowieku. Może zróbmy akcję przeciw spożywaniu pokarmu, wydalaniu, o seksie nie napiszę, bo na to już jest kampania.

Są takie przypadki jak ledwo głupi, czyli ludzie, którzy nic nie muszą mieć, jadają raz dziennie i i tak im dobrze, bo są biblioteki. ;) Ale to bardzo pojedyncze przypadki, poza tym podejrzewam, że większość z nich nie spotkało na swojej drodze zdeterminowanej kobiety, która zazwyczaj potrafi przywrócić pewne kwestie na tory, że tak powiem, właściwe.

Na koniec apel do wszystkich - zajmujcie się swoimi dziećmi, bo od tego się zaczyna. Nie zostawiajmy ich samych i nie będzie źle. Największym problemem jest to, że dziecko dzisiaj jest czymś na co się łoży i nic poza tym.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



A tobie, drogi rozmówco, nigdy nie przyszło do głowy, że kwitowanie złożonej problematyki próbą skondensowania jej w paru lakonicznych w dodatku nic nowego nie wnoszących oczywistościach to metoda spłycania i wypaczania tematu w sposób absolutnie beznadziejnie płytki?

Ja tam swojej wyższości nie dostrzegam, natomiast widzę twoją uciechę, że mądrala z ciebie niebywały, bo żeś nas tym swoim wywodem wszystkich przekonał i oczarował niemożebnie. Zaprawdę, uznam, że twoja ucieszność wynika z poczucia niższości.
Być może "spłycam w sposób absolutnie beznadziejnnie płytki" (boskie!), lecz na swoje usprawiedliwienie mam fakt, że to samo larum słyszałem jako dziecko wchodzące w wiek szkolny (nie czytają! biada!), chociaż o trzecim programie tv myśleli wtedy nieliczni, a komputery Atari albo Commodore gościły u bardzo nielicznych (najczęściej mających rodziców "saksujących" za granicą). Od ponad 20 lat słyszę to samo na ten temat, tylko "preteksty", żeby nie czytać nieco się zmieniają.

Masz do czynienia z lakonicznym kwitowaniem, bo ten temat to wyważanie otwartych drzwi, to mówienie o problemie wtórnym i dość pobocznym, biorąc pod uwagę skalę i konsekwencje kwestii leżących u źródła. Zresztą sam widzisz, z jakim szalonym odzewem spotkały się twoje diagnozy.

W ogóle twoje wypowiedzi dają do zrozumienia, że rozejrzałeś się i dopiero zacząłeś zauważać, co się dookoła dzieje. Smutne jest to, że mieszasz pojęcia - informatyzację i masowość z rodzinami patologicznymi mają związek bardzo luźny. Weźmy taki alkoholizm - wydaje się, że już w czasach I RP był chorobą społeczną. A co do informatyzacji, to nie wiem, dlaczego łatwy dostęp do informacji ma być czymś złym. Mój niezwykle zinformatyzowany młodszy brat większość książek czyta w formie e-booków. Że nie czuje "magii papieru" to już jest zdegenerowany? Ja rozumiem, że osoby starsze mają problem ze zmianami technologicznymi, ale że młodzi ludzie też, to nie do końca rozumiem.

A tak na koniec to ci powiem, że nie można poważnie potraktować takiej "diagnozy" jak twoja, bo przejechałeś się bardzo po wierzchu po niektórych poważniejszych problematach współczesnej społeczności, posiłkując się przy tym subiektywną obserwacją (jak mniemam, bo brak odnośników do badań, poza nieokreślonym ekspertem wypowiadającym się w kwestii patologii rodzinnej), która niestety nie odbiega od obiegowych w pewnych sferach opinii na poruszone tematy.

Aha, i jeszcze:

Najbardziej mi się spodobało "żyjemy w świecie, który traci tożsamość" - to tak pięknie, charakterystycznie dla dzisiejszych czasów, napuszone zdanie, które nie znaczy nic. Na czym polega "tożsamość świata"? Co to w ogóle znaczy? I w jaki sposób przeszkadza tej tożsamości świata wynalazek w postaci telefonu komórkowego?

No a napomknę też, że dość zabawnie jest dostać "mądralą" od kogoś takiego jak ty... ;)
Opublikowano

Kiedyś były czasy, że wykształcone elity nie dopuszczały do siebie myśli, aby "prosty człowiek" czytał książki. Potem był druk i został on uznany za dzieło diabła. Potem atakowano prasę, a odcinkowe powieści uznane zostały za koniec literatury. Wreszcie narzekano na zalew powieści sensacyjnej, na szlachetczyznę i że nikt w Polsce nie czyta książek. Krzyczano, że uczniowie czytają "Słówka" Boya pod ławką i że propaguje on antyklerykalną pornografię :) Teraz nadszedł czas internetu i pojawiają się nowe problemy, które tak naprawdę są te same co kiedyś.
Aczkolwiek nie zgadzam się z tezą zanikania "tożsamości", bo uważam wręcz przeciwnie - że ta tożsamość wręcz robi się niebezpieczna. Bezstresowe wychowanie, kary za klapsy, nauczyciel bojący się chwycić ucznia za ucho, bo momentalnie zostają uznani za pedofila - to jest problem. W tym momencie twórca jest nieograniczony - pisze i wydaje, ma pieniądze - drukuje tomiki i wynajmuje sale za wieczory autorskie, koncertów jest bez liku, bez żadnej cenzury (ja pamiętam czasy, jak koncert był raz lub dwa w miesiącu) - czyli: żyć nie umierać.
A co do książek - ja mam ten problem, że czytam ich zbyt dużo i gdybym miał je kupować, chodziłbym bez butów. Polska "powieść współczesna" charakteryzuje się tym, że jest drukowana ogromną czcionką ładnie wyglądającą na szerokich marginesach i czyta się taką "powieść" w 2 godziny (vide sławetny "Gnój" Kurczoka, dobrze pamiętam?), a płaci jak za 2 doby czytania. Może stąd niechęć do kupowania książek i szukanie łatwiejszego źródła?

Opublikowano

"Bezstresowe wychowanie, kary za klapsy, nauczyciel bojący się chwycić ucznia za ucho, bo momentalnie zostają uznani za pedofila - to jest problem."

To jest problem bo to jest ułuda. Bezstresowe wychowanie to jest raczej utopijny społeczny program pedagogiczny który reguluje zapewne kodeks karny, ale to, że dziecko lub młody człowiek nie jest katowany fizycznie nie oznacza, że nie ma on stresów. Druga rzecz, że to iż nauczyciel nie ma prawie żadnych atrybutów aby naprostować niepokornego młodego człowieka tylko potęguję w nim poczucie bezkarności; dlatego swawoli sobie do woli, zupełnie nie bacząc na autorytet nauczyciela, którego chyba w ogóle nikt tak na serio już nie uznaje. A po lekcjach, bezstresowo wychowani, siuuup do internetu, na komunikatory...a tam...hulaj dusza; cała paleta możliwości, pokazowych pyskówek poza kontrolą i wzajemnego dokazywania. Nie jest tak? Raczej wychowani na stresie niż odwrotnie, bo ich stresy są spotęgowane ciągłym obserwowaniem wypaczonych wzorców zagnieżdżonych w internecie i ciągłą rywalizacją wewnętrzną... Młodzi ludzie w internecie aby przypodobać się bądź zaimponować kolegom eksponują wymuszaną na siobie wzajemnie coraz ostrzejszą brutalność przekazu, zainteresowań, ciekawostek...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie ma złotego środka. Ja młodość spędziłem bez internetu, bo go nie było i przyznam, że gatunkowej różnicy w zachowaniu nie widzę - i były bijatyki i były worki z klejem i były narkotyki mimo większych rygorów w szkole. Nawet teraz mam wrażenie, że część potencjalnych agresorów spędza czas właśnie przy internecie, przez co nie wychodzi na ulicę i jest spokój. A zresztą pewne mity trzeba obalać. Jak ktoś mi mówi, że kiedyś ZOMO było skuteczne, bo się nie certoliło, to muszę się śmiać wiedząc, że jeszcze w latach 1980-tych były w Hucie knajpy, gdzie Zomo wchodziło z odbezpieczoną bronią. Jak ktoś twierdzi, że internet to zło, to mam wrażenie, że należy do osób, które zamykają oczy na ulicy, a potakują temu, co usłyszą w telewizorze. Naturalnie, że pojawiła się tzw. "cyberprzemoc", aczkolwiek chciałbym wiedzieć, jaką granicę wyznaczamy dla tego "kiedyś", kiedy to było lepiej i bezpieczniej - czasy komuny, czasy II wojny światowej, a może I ?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie ma złotego środka. Ja młodość spędziłem bez internetu, bo go nie było i przyznam, że gatunkowej różnicy w zachowaniu nie widzę - i były bijatyki i były worki z klejem i były narkotyki mimo większych rygorów w szkole. Nawet teraz mam wrażenie, że część potencjalnych
agresorów spędza czas właśnie przy internecie, przez co nie wychodzi na ulicę i jest spokój. A zresztą pewne mity trzeba obalać. Jak ktoś mi mówi, że kiedyś ZOMO było skuteczne, bo się nie certoliło, to muszę się śmiać wiedząc, że jeszcze w latach 1980-tych były w Hucie knajpy, gdzie Zomo wchodziło z odbezpieczoną bronią. Jak ktoś twierdzi, że internet to zło, to mam wrażenie, że należy do osób, które zamykają oczy na ulicy, a potakują temu, co usłyszą w telewizorze. Naturalnie, że pojawiła się tzw. "cyberprzemoc", aczkolwiek chciałbym wiedzieć, jaką granicę wyznaczamy dla tego "kiedyś", kiedy to było lepiej i bezpieczniej - czasy komuny, czasy II wojny światowej, a może I ?

Grunt, to zdrowie psychiczne, a nie bezpieczeństwo jakoweś; druga czy pierwsza wojna, wskutek zagrożenia i osobistych dramatów, jeszcze cementowały relacje rodzinne, gdzie obecnie internet jest narzędziem rozprężenia tych więzi. Dzisiaj rzekomo wszystko jest cacy: demokratycznie jest, wolność jest, prawa obywatelskie, ZOMO nie lata z pukawkami... Kiedyś też zapewne widział Pan jak Pan się tak przechadzał, dzieci które grały sobie w piłkę, biegały, szukały się po kątach - tu jest, akurat gruntem, zdrowie fizyczne akurat - a teraz niezbyt to widać, bo po co się organizować w grupy podwórkowe, jak można w internetowe się organizować. Jedno co ja widzę to to, że młodość dawno macie za sobą. Nie wszystkie rodziny są perfekcyjne pod względem wychowania, a faktem oczywistym jest to, że internet sprzyja domowym seperacjom; i nawet nie byłoby w tym niczego strasznego, gdyby owe separacje nie skutkowały rozprężeniem relacji rodzinnych na rzecz relacji koleżeńsko-internetowych; zorganizowanych pod względem panujących tam uproszczonych i wygodnych wartości. Co modne jest i wymyka się spod kontroli, bo internet uzależnia, a dostęp mają do niego młodzi, nastoletni ludzie etc.etc.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie ma złotego środka. Ja młodość spędziłem bez internetu, bo go nie było i przyznam, że gatunkowej różnicy w zachowaniu nie widzę - i były bijatyki i były worki z klejem i były narkotyki mimo większych rygorów w szkole. Nawet teraz mam wrażenie, że część potencjalnych
agresorów spędza czas właśnie przy internecie, przez co nie wychodzi na ulicę i jest spokój. A zresztą pewne mity trzeba obalać. Jak ktoś mi mówi, że kiedyś ZOMO było skuteczne, bo się nie certoliło, to muszę się śmiać wiedząc, że jeszcze w latach 1980-tych były w Hucie knajpy, gdzie Zomo wchodziło z odbezpieczoną bronią. Jak ktoś twierdzi, że internet to zło, to mam wrażenie, że należy do osób, które zamykają oczy na ulicy, a potakują temu, co usłyszą w telewizorze. Naturalnie, że pojawiła się tzw. "cyberprzemoc", aczkolwiek chciałbym wiedzieć, jaką granicę wyznaczamy dla tego "kiedyś", kiedy to było lepiej i bezpieczniej - czasy komuny, czasy II wojny światowej, a może I ?

Grunt, to zdrowie psychiczne, a nie bezpieczeństwo jakoweś; druga czy pierwsza wojna, wskutek zagrożenia i osobistych dramatów, jeszcze cementowały relacje rodzinne, gdzie obecnie internet jest narzędziem rozprężenia tych więzi. Dzisiaj rzekomo wszystko jest cacy: demokratycznie jest, wolność jest, prawa obywatelskie, ZOMO nie lata z pukawkami... Kiedyś też zapewne widział Pan jak Pan się tak przechadzał, dzieci które grały sobie w piłkę, biegały, szukały się po kątach - tu jest, akurat gruntem, zdrowie fizyczne akurat - a teraz niezbyt to widać, bo po co się organizować w grupy podwórkowe, jak można w internetowe się organizować. Jedno co ja widzę to to, że młodość dawno macie za sobą. Nie wszystkie rodziny są perfekcyjne pod względem wychowania, a faktem oczywistym jest to, że internet sprzyja domowym seperacjom; i nawet nie byłoby w tym niczego strasznego, gdyby owe separacje nie skutkowały rozprężeniem relacji rodzinnych na rzecz relacji koleżeńsko-internetowych; zorganizowanych pod względem panujących tam uproszczonych i wygodnych wartości. Co modne jest i wymyka się spod kontroli, bo internet uzależnia, a dostęp mają do niego młodzi, nastoletni ludzie etc.etc.

Rodzinnej separacji sprzyja jak od dawien dawna alkohol, narkotyki, z nowszych zjawisk pracoholizm, zakupoholizm. Brak samoakceptacji wpędza dzieciaki w różne choroby - przemoc, złodziejstwo, anoreksje - i każdy psycholog odpowie, że ludzie, którzy czują się odrzucani, powinni szukać pomocy. A tam, gdzie pokutuje zaśniedziała dulszczyzna, dzieciaki szukają pomocy właśnie w internecie - możesz to traktować jako drugą stronę medalu. Zresztą separacje powoduje nie rzecz, a mentalność człowieka w związku. A przecież tak wygodnie zawsze mieć wymówkę - to nie ja, to internet...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Grunt, to zdrowie psychiczne, a nie bezpieczeństwo jakoweś; druga czy pierwsza wojna, wskutek zagrożenia i osobistych dramatów, jeszcze cementowały relacje rodzinne, gdzie obecnie internet jest narzędziem rozprężenia tych więzi. Dzisiaj rzekomo wszystko jest cacy: demokratycznie jest, wolność jest, prawa obywatelskie, ZOMO nie lata z pukawkami... Kiedyś też zapewne widział Pan jak Pan się tak przechadzał, dzieci które grały sobie w piłkę, biegały, szukały się po kątach - tu jest, akurat gruntem, zdrowie fizyczne akurat - a teraz niezbyt to widać, bo po co się organizować w grupy podwórkowe, jak można w internetowe się organizować. Jedno co ja widzę to to, że młodość dawno macie za sobą. Nie wszystkie rodziny są perfekcyjne pod względem wychowania, a faktem oczywistym jest to, że internet sprzyja domowym seperacjom; i nawet nie byłoby w tym niczego strasznego, gdyby owe separacje nie skutkowały rozprężeniem relacji rodzinnych na rzecz relacji koleżeńsko-internetowych; zorganizowanych pod względem panujących tam uproszczonych i wygodnych wartości. Co modne jest i wymyka się spod kontroli, bo internet uzależnia, a dostęp mają do niego młodzi, nastoletni ludzie etc.etc.

Rodzinnej separacji sprzyja jak od dawien dawna alkohol, narkotyki, z nowszych zjawisk pracoholizm, zakupoholizm. Brak samoakceptacji wpędza dzieciaki w różne choroby - przemoc, złodziejstwo, anoreksje - i każdy psycholog odpowie, że ludzie, którzy czują się odrzucani, powinni szukać pomocy. A tam, gdzie pokutuje zaśniedziała dulszczyzna, dzieciaki szukają pomocy właśnie w internecie - możesz to traktować jako drugą stronę medalu. Zresztą separacje powoduje nie rzecz, a mentalność człowieka w związku. A przecież tak wygodnie zawsze mieć wymówkę - to nie ja, to internet...

Nie nie, to nie tak. Pracoholizm skoro już to nawet jesli jest zjawiskiem mającym korzenie w epoce kamienia łupanego, to jednak swoje apogeum przeżywa teraz - w świecie szybkiego pędu, błyskawicznych przelotów lotniczych, prędkiej komunikacji, telefonii komórkowej, internetu, globalizacji. Poza tym nie mowa tylko o dzieciach, ale także o ludziach dorastających. Narkotyki, alkohol - to są kontreakcje na absurdalne oczekiwania społecznych wzorców i modeli "szczęścliwego życia" krzewionych za pomocą internetu chyba w sposób najprzystępniejszy jednak dla młodzieży, która to młodzież jednocześnie najłatwiej się w tym odnajduję, mają przy tym najbardziej chłonne mózgi. Rzecz jednak w tym, że w wielu rodzinach relacje są niedobre, i tam gdzie dzieciak siedzi z kapturem na głowie z nosem w monitorze od rana do wieczora nikt nie powinien zwalać winy na sieć; tylko że w sieci tworzy się kontrofensywa takich młodocianych patologicznych internautów, którzy łączą się w wirtualne grupy pokrzywdzonych, silnie utwierdzających się w przekonaniach, że nadrzędne emocje potrzebne do przetrwania to opór, gniew, bunt i siła. Internet nie integruję tylko pseudo literatów o szczytnych ambicjach, ale także, jak nie przede wszystkim, jest narzędziem i sposobem za pomocą którego przemoc rozprzestrzenia się jak wirus. W Polsce ponoć około 8% rodzin to rodziny niepatologiczne; internet jest przyczółkiem...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Rodzinnej separacji sprzyja jak od dawien dawna alkohol, narkotyki, z nowszych zjawisk pracoholizm, zakupoholizm. Brak samoakceptacji wpędza dzieciaki w różne choroby - przemoc, złodziejstwo, anoreksje - i każdy psycholog odpowie, że ludzie, którzy czują się odrzucani, powinni szukać pomocy. A tam, gdzie pokutuje zaśniedziała dulszczyzna, dzieciaki szukają pomocy właśnie w internecie - możesz to traktować jako drugą stronę medalu. Zresztą separacje powoduje nie rzecz, a mentalność człowieka w związku. A przecież tak wygodnie zawsze mieć wymówkę - to nie ja, to internet...

Nie nie, to nie tak. Pracoholizm skoro już to nawet jesli jest zjawiskiem mającym korzenie w epoce kamienia łupanego, to jednak swoje apogeum przeżywa teraz - w świecie szybkiego pędu, błyskawicznych przelotów lotniczych, prędkiej komunikacji, telefonii komórkowej, internetu, globalizacji. Poza tym nie mowa tylko o dzieciach, ale także o ludziach dorastających. Narkotyki, alkohol - to są kontreakcje na absurdalne oczekiwania społecznych wzorców i modeli "szczęścliwego życia" krzewionych za pomocą internetu chyba w sposób najprzystępniejszy jednak dla młodzieży, która to młodzież jednocześnie najłatwiej się w tym odnajduję, mają przy tym najbardziej chłonne mózgi. Rzecz jednak w tym, że w wielu rodzinach relacje są niedobre, i tam gdzie dzieciak siedzi z kapturem na głowie z nosem w monitorze od rana do wieczora nikt nie powinien zwalać winy na sieć; tylko że w sieci tworzy się kontrofensywa takich młodocianych patologicznych internautów, którzy łączą się w wirtualne grupy pokrzywdzonych, silnie utwierdzających się w przekonaniach, że nadrzędne emocje potrzebne do przetrwania to opór, gniew, bunt i siła. Internet nie integruję tylko pseudo literatów o szczytnych ambicjach, ale także, jak nie przede wszystkim, jest narzędziem i sposobem za pomocą którego przemoc rozprzestrzenia się jak wirus. W Polsce ponoć około 8% rodzin to rodziny niepatologiczne; internet jest przyczółkiem...

Na pewno jakiś procent tonie w internecie, aczkolwiek idąc tym tropem wrócimy do samobiczowania się. Znajomy ostatnio mi powiedział - "no popatrz, Zachód niby taki dziki, bandycki, bo technologia, bo cuda i dziwy, a to na Wschodzie dzieciaki ganiają z kałasznikowami a kobiety kastruje się w imię religii". Zresztą i tak Wschód to jest temat tabu, z chwilą gdy to Zachód dorósł do w miarę rozsądnej tolerancji. Nawet ewolucja Kościoła jest widoczna. Ostatnio byłem w Niepokalanowie i zapytałem księdza, jak teraz Kościół, które jeszcze 15 lat temu gromił pornografię i miłość damsko-męską, radzi sobie z miłością lesbijską, z gejostwem i wzorem rodziny: dwie matki, dwóch ojców? Kiedyś całowanie się w parku uważano za rozpustę, w tym momencie w centrum miast ogląda się cyrk (co mnie osobiście wkurza, bo ja z gołą dupą po mieście nie latam) pseudoanarchistów, feministek, feministów i kij wie, co tam jeszcze poupychali. I jak myślisz, czy te dawniejsze "pornografie" nie są poczciwsze niż te dzisiejsze? Są, szczególnie, że wrodzony homoseksualizm to 3% całości. Reszta to nuda, ciekawość, moda. Ale gdzie tutaj internet? Internet to taka szybsza gazeta, ale nie gniazdo szatana!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie nie, to nie tak. Pracoholizm skoro już to nawet jesli jest zjawiskiem mającym korzenie w epoce kamienia łupanego, to jednak swoje apogeum przeżywa teraz - w świecie szybkiego pędu, błyskawicznych przelotów lotniczych, prędkiej komunikacji, telefonii komórkowej, internetu, globalizacji. Poza tym nie mowa tylko o dzieciach, ale także o ludziach dorastających. Narkotyki, alkohol - to są kontreakcje na absurdalne oczekiwania społecznych wzorców i modeli "szczęścliwego życia" krzewionych za pomocą internetu chyba w sposób najprzystępniejszy jednak dla młodzieży, która to młodzież jednocześnie najłatwiej się w tym odnajduję, mają przy tym najbardziej chłonne mózgi. Rzecz jednak w tym, że w wielu rodzinach relacje są niedobre, i tam gdzie dzieciak siedzi z kapturem na głowie z nosem w monitorze od rana do wieczora nikt nie powinien zwalać winy na sieć; tylko że w sieci tworzy się kontrofensywa takich młodocianych patologicznych internautów, którzy łączą się w wirtualne grupy pokrzywdzonych, silnie utwierdzających się w przekonaniach, że nadrzędne emocje potrzebne do przetrwania to opór, gniew, bunt i siła. Internet nie integruję tylko pseudo literatów o szczytnych ambicjach, ale także, jak nie przede wszystkim, jest narzędziem i sposobem za pomocą którego przemoc rozprzestrzenia się jak wirus. W Polsce ponoć około 8% rodzin to rodziny niepatologiczne; internet jest przyczółkiem...

Na pewno jakiś procent tonie w internecie, aczkolwiek idąc tym tropem wrócimy do samobiczowania się. Znajomy ostatnio mi powiedział - "no popatrz, Zachód niby taki dziki, bandycki, bo technologia, bo cuda i dziwy, a to na Wschodzie dzieciaki ganiają z kałasznikowami a kobiety kastruje się w imię religii". Zresztą i tak Wschód to jest temat tabu, z chwilą gdy to Zachód dorósł do w miarę rozsądnej tolerancji. Nawet ewolucja Kościoła jest widoczna. Ostatnio byłem w Niepokalanowie i zapytałem księdza, jak teraz Kościół, które jeszcze 15 lat temu gromił pornografię i miłość damsko-męską, radzi sobie z miłością lesbijską, z gejostwem i wzorem rodziny: dwie matki, dwóch ojców? Kiedyś całowanie się w parku uważano za rozpustę, w tym momencie w centrum miast ogląda się cyrk (co mnie osobiście wkurza, bo ja z gołą dupą po mieście nie latam) pseudoanarchistów, feministek, feministów i kij wie, co tam jeszcze poupychali. I jak myślisz, czy te dawniejsze "pornografie" nie są poczciwsze niż te dzisiejsze? Są, szczególnie, że wrodzony homoseksualizm to 3% całości. Reszta to nuda, ciekawość, moda. Ale gdzie tutaj internet? Internet to taka szybsza gazeta, ale nie gniazdo szatana!

No to jest akurat ciekawe co to znaczy "rozsądna tolerancja"; niektórzy mówią że tolerancja to jest mniejsza bądź większa obojętność, a mnie się wydaję że ta obojętność wobec niektórych zachowań i praktyk w tak zwanym Zachodnim Świecie przekracza granice absurdu. Na Wschodzie tak jest jak jest, bo tam ludzie są uciśnieni politycznie albo zaszufladkowani wyznaniowo, i to bezpośrednio dotyka ich swobód obywatelskich, więc powstają organizacje zbrojnego oporu - to jest naturalne przeciwstawianie się złu w zgodzie z poczuciem niesprawiedliwości; natomiast na Zachodzie jest tak, że wszelkie granice zła są mocno rozmyte i podskórne: niby jest tolerancja i demokratyczne społeczeństwo, ale jest mnóstwo przyzwolenia na niegodziwe i zdemoralizowane treści szerzone bez najmniejszej odpowiedzialności przez autorów tych treści, a wszystko pod szyldem swobody i wolności słowa a także swobody wypowiedzi; więc rzecz jasna, nie ma się czemu przeciwstawiać, gdyż osiągnęliśmy już cywilizacyjne apogeum rozsądku, dlatego wszyscy są na tyle zobojętniali, że wpieprzają prozak garściami. A co do pornografii niegdysiejszej to rzecz jasna ona nie była aż tak ordynarna i bezecna; nie była tak bezpośrednia i chroniona w ramach bzdurnie - jako się rzekło - postrzeganej tak zwanej "godności jednostki i wolności wyrazu", hehe (i tu internet bije wszelkie rekordy obnażania cielesności i jej splugawiania). No dobra, może jestem moralnym ekstremistą który robi z igły widły, aczkolwiek nie jestem na tyle radykalny, aby internet był dla mnie jeno siedliskiem szatana - bardziej jawi mi się jako narzędzie w jego ręku - narzędzie wyjątkowo sprawne i szczególnie skuteczne.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Na pewno jakiś procent tonie w internecie, aczkolwiek idąc tym tropem wrócimy do samobiczowania się. Znajomy ostatnio mi powiedział - "no popatrz, Zachód niby taki dziki, bandycki, bo technologia, bo cuda i dziwy, a to na Wschodzie dzieciaki ganiają z kałasznikowami a kobiety kastruje się w imię religii". Zresztą i tak Wschód to jest temat tabu, z chwilą gdy to Zachód dorósł do w miarę rozsądnej tolerancji. Nawet ewolucja Kościoła jest widoczna. Ostatnio byłem w Niepokalanowie i zapytałem księdza, jak teraz Kościół, które jeszcze 15 lat temu gromił pornografię i miłość damsko-męską, radzi sobie z miłością lesbijską, z gejostwem i wzorem rodziny: dwie matki, dwóch ojców? Kiedyś całowanie się w parku uważano za rozpustę, w tym momencie w centrum miast ogląda się cyrk (co mnie osobiście wkurza, bo ja z gołą dupą po mieście nie latam) pseudoanarchistów, feministek, feministów i kij wie, co tam jeszcze poupychali. I jak myślisz, czy te dawniejsze "pornografie" nie są poczciwsze niż te dzisiejsze? Są, szczególnie, że wrodzony homoseksualizm to 3% całości. Reszta to nuda, ciekawość, moda. Ale gdzie tutaj internet? Internet to taka szybsza gazeta, ale nie gniazdo szatana!

No to jest akurat ciekawe co to znaczy "rozsądna tolerancja"; niektórzy mówią że tolerancja to jest mniejsza bądź większa obojętność, a mnie się wydaję że ta obojętność wobec niektórych zachowań i praktyk w tak zwanym Zachodnim Świecie przekracza granice absurdu. Na Wschodzie tak jest jak jest, bo tam ludzie są uciśnieni politycznie albo zaszufladkowani wyznaniowo, i to bezpośrednio dotyka ich swobód obywatelskich, więc powstają organizacje zbrojnego oporu - to jest naturalne przeciwstawianie się złu w zgodzie z poczuciem niesprawiedliwości; natomiast na Zachodzie jest tak, że wszelkie granice zła są mocno rozmyte i podskórne: niby jest tolerancja i demokratyczne społeczeństwo, ale jest mnóstwo przyzwolenia na niegodziwe i zdemoralizowane treści szerzone bez najmniejszej odpowiedzialności przez autorów tych treści, a wszystko pod szyldem swobody i wolności słowa a także swobody wypowiedzi; więc rzecz jasna, nie ma się czemu przeciwstawiać, gdyż osiągnęliśmy już cywilizacyjne apogeum rozsądku, dlatego wszyscy są na tyle zobojętniali, że wpieprzają prozak garściami. A co do pornografii niegdysiejszej to rzecz jasna ona nie była aż tak ordynarna i bezecna; nie była tak bezpośrednia i chroniona w ramach bzdurnie - jako się rzekło - postrzeganej tak zwanej "godności jednostki i wolności wyrazu", hehe (i tu internet bije wszelkie rekordy obnażania cielesności i jej splugawiania). No dobra, może jestem moralnym ekstremistą który robi z igły widły, aczkolwiek nie jestem na tyle radykalny, aby internet był dla mnie jeno siedliskiem szatana - bardziej jawi mi się jako narzędzie w jego ręku - narzędzie wyjątkowo sprawne i szczególnie skuteczne.

Nie do końca wyczuwam intencji - bo w sumie rozumuje tak, że skoro świat jest uciskany i się broni, to jest dobro walczące ze złem. Ale to jest uproszczenie i nieprawda (tak tak). Jeżeli piszemy o współczesnym Wschodzie, to musimy opierać się na tamtejszym fanatyzmie, fundamentalizmie i wojnie z niewiernymi (m. in dżihad). Jeżeli terroryzm, czyli zabijanie cywili uznamy za walkę o dobro, to ja wolę pozostać przy tym absurdalnym złu, jakie by ono nie było.
Na to "wszyscy" też się nie zgadzam, bo ja np. nigdy prozacu nie zażywałem. Kurde, nie brałem nawet dopalaczy :)
A co do pornografii dzisiejszej, przypomnijmy sobie o dawniejszej - ot, Markiz de Sade, Masoch, Kamasutra - przecież to jest dokładnie to samo. Dalsze kwestie to już moje domysły - czyli sugerujesz system totalitarny, gdzie wszelka godność ludzka będzie na równym poziomie. Był już taki - "bolszewizm" i całkowicie się nie sprawdził. Co gorsza, "splugawił" człowieka po dziś dzień. Ale przez moment wydawało się, że wszyscy będą kolektywnie równi i każdemu wg potrzeb. A tu jeb... :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



No to jest akurat ciekawe co to znaczy "rozsądna tolerancja"; niektórzy mówią że tolerancja to jest mniejsza bądź większa obojętność, a mnie się wydaję że ta obojętność wobec niektórych zachowań i praktyk w tak zwanym Zachodnim Świecie przekracza granice absurdu. Na Wschodzie tak jest jak jest, bo tam ludzie są uciśnieni politycznie albo zaszufladkowani wyznaniowo, i to bezpośrednio dotyka ich swobód obywatelskich, więc powstają organizacje zbrojnego oporu - to jest naturalne przeciwstawianie się złu w zgodzie z poczuciem niesprawiedliwości; natomiast na Zachodzie jest tak, że wszelkie granice zła są mocno rozmyte i podskórne: niby jest tolerancja i demokratyczne społeczeństwo, ale jest mnóstwo przyzwolenia na niegodziwe i zdemoralizowane treści szerzone bez najmniejszej odpowiedzialności przez autorów tych treści, a wszystko pod szyldem swobody i wolności słowa a także swobody wypowiedzi; więc rzecz jasna, nie ma się czemu przeciwstawiać, gdyż osiągnęliśmy już cywilizacyjne apogeum rozsądku, dlatego wszyscy są na tyle zobojętniali, że wpieprzają prozak garściami. A co do pornografii niegdysiejszej to rzecz jasna ona nie była aż tak ordynarna i bezecna; nie była tak bezpośrednia i chroniona w ramach bzdurnie - jako się rzekło - postrzeganej tak zwanej "godności jednostki i wolności wyrazu", hehe (i tu internet bije wszelkie rekordy obnażania cielesności i jej splugawiania). No dobra, może jestem moralnym ekstremistą który robi z igły widły, aczkolwiek nie jestem na tyle radykalny, aby internet był dla mnie jeno siedliskiem szatana - bardziej jawi mi się jako narzędzie w jego ręku - narzędzie wyjątkowo sprawne i szczególnie skuteczne.

Nie do końca wyczuwam intencji - bo w sumie rozumuje tak, że skoro świat jest uciskany i się broni, to jest dobro walczące ze złem. Ale to jest uproszczenie i nieprawda (tak tak). Jeżeli piszemy o współczesnym Wschodzie, to musimy opierać się na tamtejszym fanatyzmie, fundamentalizmie i wojnie z niewiernymi (m. in dżihad). Jeżeli terroryzm, czyli zabijanie cywili uznamy za walkę o dobro, to ja wolę pozostać przy tym absurdalnym złu, jakie by ono nie było.
Na to "wszyscy" też się nie zgadzam, bo ja np. nigdy prozacu nie zażywałem. Kurde, nie brałem nawet dopalaczy :)
A co do pornografii dzisiejszej, przypomnijmy sobie o dawniejszej - ot, Markiz de Sade, Masoch, Kamasutra - przecież to jest dokładnie to samo. Dalsze kwestie to już moje domysły - czyli sugerujesz system totalitarny, gdzie wszelka godność ludzka będzie na równym poziomie. Był już taki - "bolszewizm" i całkowicie się nie sprawdził. Co gorsza, "splugawił" człowieka po dziś dzień. Ale przez moment wydawało się, że wszyscy będą kolektywnie równi i każdemu wg potrzeb. A tu jeb... :)

No ale nie cały Wschód usiany jest fanatyzmem i ekstremizmami religijnymi, i ja bym nie zachęcał do postrzegania całego tamtejszego konglomeratu społecznego przez pryzmat skrajnych ortodoksyjnych i fanatycznych zachowań, bo to jest zacieśnianie spektrum spojrzenia do jednej zwartej grupy pseudo religijnych idiotów. Ten dżihad na przykład to jest akurat efekt wypaczonego rozumienia Koranu; a sławetny terroryzm gdybyśmy spojrzeli na to głębiej jest formą kontrreakcji wobec Zachodniego świata, który dopuszcza się wycieńczających tamtejsze społeczeństwo eksploatacji złóż naturalnych i innych dóbr występujących w tamtym regionie. Nie usprawiedliwiam terroryzmu, ale mam wrażenie, że gdyby nie krótkowzroczna filozofia cywilizacji Zachodu, nie byłoby skrajnych działań ze strony Wschodniej; bo akurat z twojego komentarza wynika mi - choć może mam krzywe spojrzenie na sens przekazu - że zjawisko terroryzmu wynika z tego, iż Koran nakazuje dżihad: a to jest sprowadzenie problemu do bardzo, za przeproszeniem, zawężonego, trywializującego sprawę oglądu.
A co do prozaku to wiadomo że nie wszyscy, ale wyliczenia statystyczne są takie, że 40% dorosłych Amerykanów. A pornografia o której wspominasz mimo wszystko wówczas zawarta była w przekazach literackich, a nie obrazkowych - dzisiaj żyjemy w epoce wizualnych doznań, które nie wymagają od odbiorcy użycia wyobraźni na takim poziomie jak podczas czytania; dlatego moim zdaniem obecna ordynarność seksualna jest groźniejsza aniżeli literackie przekazy epok minionych. A co do totalitaryzmów to nie są moje sugestie; ja wcale nie muszę być szczególnie konstruktywny jeśli chodzi o przedkładanie alternatyw, więc wcale tego nie robię, natomiast jest w tym jakaś zasadnicza ślepota, iż w regionach Bliskiego Wschodu, zachłyśnięty demokratyzmem Amerykanin czy inny Europejczyk stara się doprowadzić do ogólnego ładu społecznego, wciskając wartości demokratyczne tam, gdzie nikt takich wartości nie chce i gdzie one - jak wiemy - niespecjalnie się sprawdzają ;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie do końca wyczuwam intencji - bo w sumie rozumuje tak, że skoro świat jest uciskany i się broni, to jest dobro walczące ze złem. Ale to jest uproszczenie i nieprawda (tak tak). Jeżeli piszemy o współczesnym Wschodzie, to musimy opierać się na tamtejszym fanatyzmie, fundamentalizmie i wojnie z niewiernymi (m. in dżihad). Jeżeli terroryzm, czyli zabijanie cywili uznamy za walkę o dobro, to ja wolę pozostać przy tym absurdalnym złu, jakie by ono nie było.
Na to "wszyscy" też się nie zgadzam, bo ja np. nigdy prozacu nie zażywałem. Kurde, nie brałem nawet dopalaczy :)
A co do pornografii dzisiejszej, przypomnijmy sobie o dawniejszej - ot, Markiz de Sade, Masoch, Kamasutra - przecież to jest dokładnie to samo. Dalsze kwestie to już moje domysły - czyli sugerujesz system totalitarny, gdzie wszelka godność ludzka będzie na równym poziomie. Był już taki - "bolszewizm" i całkowicie się nie sprawdził. Co gorsza, "splugawił" człowieka po dziś dzień. Ale przez moment wydawało się, że wszyscy będą kolektywnie równi i każdemu wg potrzeb. A tu jeb... :)

No ale nie cały Wschód usiany jest fanatyzmem i ekstremizmami religijnymi, i ja bym nie zachęcał do postrzegania całego tamtejszego konglomeratu społecznego przez pryzmat skrajnych ortodoksyjnych i fanatycznych zachowań, bo to jest zacieśnianie spektrum spojrzenia do jednej zwartej grupy pseudo religijnych idiotów. Ten dżihad na przykład to jest akurat efekt wypaczonego rozumienia Koranu; a sławetny terroryzm gdybyśmy spojrzeli na to głębiej jest formą kontrreakcji wobec Zachodniego świata, który dopuszcza się wycieńczających tamtejsze społeczeństwo eksploatacji złóż naturalnych i innych dóbr występujących w tamtym regionie. Nie usprawiedliwiam terroryzmu, ale mam wrażenie, że gdyby nie krótkowzroczna filozofia cywilizacji Zachodu, nie byłoby skrajnych działań ze strony Wschodniej; bo akurat z twojego komentarza wynika mi - choć może mam krzywe spojrzenie na sens przekazu - że zjawisko terroryzmu wynika z tego, iż Koran nakazuje dżihad: a to jest sprowadzenie problemu do bardzo, za przeproszeniem, zawężonego, trywializującego sprawę oglądu.
A co do prozaku to wiadomo że nie wszyscy, ale wyliczenia statystyczne są takie, że 40% dorosłych Amerykanów. A pornografia o której wspominasz mimo wszystko wówczas zawarta była w przekazach literackich, a nie obrazkowych - dzisiaj żyjemy w epoce wizualnych doznań, które nie wymagają od odbiorcy użycia wyobraźni na takim poziomie jak podczas czytania; dlatego moim zdaniem obecna ordynarność seksualna jest groźniejsza aniżeli literackie przekazy epok minionych. A co do totalitaryzmów to nie są moje sugestie; ja wcale nie muszę być szczególnie konstruktywny jeśli chodzi o przedkładanie alternatyw, więc wcale tego nie robię, natomiast jest w tym jakaś zasadnicza ślepota, iż w regionach Bliskiego Wschodu, zachłyśnięty demokratyzmem Amerykanin czy inny Europejczyk stara się doprowadzić do ogólnego ładu społecznego, wciskając wartości demokratyczne tam, gdzie nikt takich wartości nie chce i gdzie one - jak wiemy - niespecjalnie się sprawdzają ;)

Czy ja wiem, czy zawężam? Akurat pod względem tolerancji chrześcijanizm jest bardzo do przodu - zresztą jego korzenie wywodzą się właśnie z takich, a nie innych myśli. To, że potem to wypaczono, nie powinno rzucać cienia na dzień dzisiejszy, gdzie na dobrą sprawę kultura Zachodu bardziej jednak stoi po stronie pokoju (chociaż to obrzydliwie trywialnie brzmi, ale jak już dzielimy problemy na Wschód/Zachód, niech tak zostanie. Po prostu nie podoba mi się wmuszanie w ludzi wiary, poglądów i takich tam fanaberii myślowych.
Skoro jesteśmy przy ordynarności seksualnej, proszę zapoznać się z postacią: Irma Grese - jestem na milion procent przekonany, że świat dzisiejszy, w dobie internetu, nie pozwoliłby na coś takiego.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



No ale nie cały Wschód usiany jest fanatyzmem i ekstremizmami religijnymi, i ja bym nie zachęcał do postrzegania całego tamtejszego konglomeratu społecznego przez pryzmat skrajnych ortodoksyjnych i fanatycznych zachowań, bo to jest zacieśnianie spektrum spojrzenia do jednej zwartej grupy pseudo religijnych idiotów. Ten dżihad na przykład to jest akurat efekt wypaczonego rozumienia Koranu; a sławetny terroryzm gdybyśmy spojrzeli na to głębiej jest formą kontrreakcji wobec Zachodniego świata, który dopuszcza się wycieńczających tamtejsze społeczeństwo eksploatacji złóż naturalnych i innych dóbr występujących w tamtym regionie. Nie usprawiedliwiam terroryzmu, ale mam wrażenie, że gdyby nie krótkowzroczna filozofia cywilizacji Zachodu, nie byłoby skrajnych działań ze strony Wschodniej; bo akurat z twojego komentarza wynika mi - choć może mam krzywe spojrzenie na sens przekazu - że zjawisko terroryzmu wynika z tego, iż Koran nakazuje dżihad: a to jest sprowadzenie problemu do bardzo, za przeproszeniem, zawężonego, trywializującego sprawę oglądu.
A co do prozaku to wiadomo że nie wszyscy, ale wyliczenia statystyczne są takie, że 40% dorosłych Amerykanów. A pornografia o której wspominasz mimo wszystko wówczas zawarta była w przekazach literackich, a nie obrazkowych - dzisiaj żyjemy w epoce wizualnych doznań, które nie wymagają od odbiorcy użycia wyobraźni na takim poziomie jak podczas czytania; dlatego moim zdaniem obecna ordynarność seksualna jest groźniejsza aniżeli literackie przekazy epok minionych. A co do totalitaryzmów to nie są moje sugestie; ja wcale nie muszę być szczególnie konstruktywny jeśli chodzi o przedkładanie alternatyw, więc wcale tego nie robię, natomiast jest w tym jakaś zasadnicza ślepota, iż w regionach Bliskiego Wschodu, zachłyśnięty demokratyzmem Amerykanin czy inny Europejczyk stara się doprowadzić do ogólnego ładu społecznego, wciskając wartości demokratyczne tam, gdzie nikt takich wartości nie chce i gdzie one - jak wiemy - niespecjalnie się sprawdzają ;)

Czy ja wiem, czy zawężam? Akurat pod względem tolerancji chrześcijanizm jest bardzo do przodu - zresztą jego korzenie wywodzą się właśnie z takich, a nie innych myśli. To, że potem to wypaczono, nie powinno rzucać cienia na dzień dzisiejszy, gdzie na dobrą sprawę kultura Zachodu bardziej jednak stoi po stronie pokoju (chociaż to obrzydliwie trywialnie brzmi, ale jak już dzielimy problemy na Wschód/Zachód, niech tak zostanie. Po prostu nie podoba mi się wmuszanie w ludzi wiary, poglądów i takich tam fanaberii myślowych.
Skoro jesteśmy przy ordynarności seksualnej, proszę zapoznać się z postacią: Irma Grese - jestem na milion procent przekonany, że świat dzisiejszy, w dobie internetu, nie pozwoliłby na coś takiego.

Proszę wybaczyć proszę łaskawego rozmówcę, ale generalnie niezbyt rozumiem. A ta Irma, wie Pan, ja bym tu Panu podrzucił takie linki, o takim ładunku brutalności, że można by podskoczyć i nabić sobie guza o sufit z przerażenia. Są niektóre strony tak dalece zdemoralizowane, o takim ładunku sadyzmu - który się sprzedaję - że nawet szkoda gadać o tym. Ogólnie mówi się na takie coś: "skurwysyństwo które może cię rozbawić"; w kręgach ludzi młodych, którzy sobie na to coś patrzą, i reagujących komentarzami "to jest chore", ale jednak, wie Pan, "warto to skurwysyństwo obejrzeć", bo "to jest takie chore, że aż śmieszne; hehehehe. pojeby".
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Czy ja wiem, czy zawężam? Akurat pod względem tolerancji chrześcijanizm jest bardzo do przodu - zresztą jego korzenie wywodzą się właśnie z takich, a nie innych myśli. To, że potem to wypaczono, nie powinno rzucać cienia na dzień dzisiejszy, gdzie na dobrą sprawę kultura Zachodu bardziej jednak stoi po stronie pokoju (chociaż to obrzydliwie trywialnie brzmi, ale jak już dzielimy problemy na Wschód/Zachód, niech tak zostanie. Po prostu nie podoba mi się wmuszanie w ludzi wiary, poglądów i takich tam fanaberii myślowych.
Skoro jesteśmy przy ordynarności seksualnej, proszę zapoznać się z postacią: Irma Grese - jestem na milion procent przekonany, że świat dzisiejszy, w dobie internetu, nie pozwoliłby na coś takiego.

Proszę wybaczyć proszę łaskawego rozmówcę, ale generalnie niezbyt rozumiem. A ta Irma, wie Pan, ja bym tu Panu podrzucił takie linki, o takim ładunku brutalności, że można by podskoczyć i nabić sobie guza o sufit z przerażenia. Są niektóre strony tak dalece zdemoralizowane, o takim ładunku sadyzmu - który się sprzedaję - że nawet szkoda gadać o tym. Ogólnie mówi się na takie coś: "skurwysyństwo które może cię rozbawić"; w kręgach ludzi młodych, którzy sobie na to coś patrzą, i reagujących komentarzami "to jest chore", ale jednak, wie Pan, "warto to skurwysyństwo obejrzeć", bo "to jest takie chore, że aż śmieszne; hehehehe. pojeby".

Tutaj nie rozumiesz (albo ja źle tłumaczę :) - od jakiegoś czasu mamy chyba najbardziej spokojny okres w dziejach świata (właśnie dzięki mediom, które węszą, tak wpadli owi strażnicy Guantanamo), więc Bogu dziękować za to. Poczytaj stymulacji agresji właśnie przez filmy, czy gry, czy insze takie, a z ciekawości zajrzyj, jak sobie radzi Japonia, która ma najmniej przestępstw seksualnych na świecie.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Proszę wybaczyć proszę łaskawego rozmówcę, ale generalnie niezbyt rozumiem. A ta Irma, wie Pan, ja bym tu Panu podrzucił takie linki, o takim ładunku brutalności, że można by podskoczyć i nabić sobie guza o sufit z przerażenia. Są niektóre strony tak dalece zdemoralizowane, o takim ładunku sadyzmu - który się sprzedaję - że nawet szkoda gadać o tym. Ogólnie mówi się na takie coś: "skurwysyństwo które może cię rozbawić"; w kręgach ludzi młodych, którzy sobie na to coś patrzą, i reagujących komentarzami "to jest chore", ale jednak, wie Pan, "warto to skurwysyństwo obejrzeć", bo "to jest takie chore, że aż śmieszne; hehehehe. pojeby".

Tutaj nie rozumiesz (albo ja źle tłumaczę :) - od jakiegoś czasu mamy chyba najbardziej spokojny okres w dziejach świata (właśnie dzięki mediom, które węszą, tak wpadli owi strażnicy Guantanamo), więc Bogu dziękować za to. Poczytaj stymulacji agresji właśnie przez filmy, czy gry, czy insze takie, a z ciekawości zajrzyj, jak sobie radzi Japonia, która ma najmniej przestępstw seksualnych na świecie.

Dziękuję, ale podziękuje. Nie dlatego, ażebym był przekorny, lecz dlatego, iż niekoniecznie dowierzam pańskiemu rozeznaniu czytelniczemu. Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Tutaj nie rozumiesz (albo ja źle tłumaczę :) - od jakiegoś czasu mamy chyba najbardziej spokojny okres w dziejach świata (właśnie dzięki mediom, które węszą, tak wpadli owi strażnicy Guantanamo), więc Bogu dziękować za to. Poczytaj stymulacji agresji właśnie przez filmy, czy gry, czy insze takie, a z ciekawości zajrzyj, jak sobie radzi Japonia, która ma najmniej przestępstw seksualnych na świecie.

Dziękuję, ale podziękuje. Nie dlatego, ażebym był przekorny, lecz dlatego, iż niekoniecznie dowierzam pańskiemu rozeznaniu czytelniczemu. Pozdrawiam.

No nic nie poradzę na to. Tak to jest, jak się czerpie z internetu chlapiąc w ekran wodą święconą.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dziękuję, ale podziękuje. Nie dlatego, ażebym był przekorny, lecz dlatego, iż niekoniecznie dowierzam pańskiemu rozeznaniu czytelniczemu. Pozdrawiam.

No nic nie poradzę na to. Tak to jest, jak się czerpie z internetu chlapiąc w ekran wodą święconą.

No tak, faktycznie, zapomniałem, że Pan jest Omnibusem - moja wina. Ale za to lubię Pana błyskotliwą przenikliwość i całą resztę pozy orgowego karierowicza: od siedmiu lat dzień w dzień na orgu, a tak mało w internecie...

Hehehehehehehe
/niezmiennie zawsze uzasadniony/

Miłego
psze Krzywak

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Ciepło u Ciebie, można się ogrzać:) Lepiej mieć Wróbla w garści:)
    • Naprzeciw mnie stała sztaluga  z gotowym płótnem. Obok niej Wild miał swój,  mały stolik na kółkach. Był cały pobrudzony pozostałościami farb, których słoiczki stały na nim  wraz z paletą oraz zestawem pędzli. Patrzyłem jak Wild krząta się jeszcze  przez chwilę po drugiej stronie izby. Szukał czegoś pod stołem. Po chwili to znalazł. W jego dłoni, odzianej o dziwo w wełnianą rękawiczkę  spoczywały dwa cynowe,  pojedyncze świeczniki. Zabrał je ze sobą. Ustawił na stoliku  pomiędzy mną a swoim stanowiskiem. Wziął z parapetu okna  dwie świeże świece o krótkich knotach i umieścił je w świecznikach. Wyprostował się z trudem  i już miał odpalić świece  gdy widać przypomniał sobie o czymś, szybkim ruchem sięgnął do zamaskowanej w materiale płaszcza kieszeni  i wyjął kolejny zwitek kartki. Wręczył mi go. Odebrałem go i odczytałem treść.   Panie Scholl. W trosce o prywatność i dobre samopoczucie  zarówno Pana jak i moje, zadbam o to by żaden szczegół mający wpływ na atmosferę pracy, nie zakłócał nam porządku ani stanu nerwów. Widział Pan przecież po wejściu do domu, moje rozwieszone prace. I zdaje sobie sprawę,  że nie był to odbiór łatwy  i nie pozostawiający  uczucia ciężkiego wstrząsu psychicznego. Moje dzieła nie są z pewnością  przyjemnym dla oka pejzażem. Dlatego też pozwolę zapalić sobie  te dwie dodatkowe świece, ich ostre światło będzie barierą zasłaniającą  moje prace jak i mnie samego.  Jestem schorowanym starcem Panie Scholl a choroba która mnie dotknęła, zebrała z mego ciała  wstrząsające do głębi krwawe żniwo. Może mi Pan wierzyć,  że lepiej ślepnąć delikatnie  od blasku ognia  niż patrzeć na to co straszna choroba  potrafi zrobić z ludzkim ciałem. Nie mogę malować z twarzą pod kapturem  ani dłońmi ukrytymi pod rękawiczkami, dlatego będę musiał się odkryć i mam głęboką nadzieję, że nie dojrzy Pan zbyt wiele traumatycznych obrazów  starczej choroby. Serdecznie Pana za to przepraszam. Jeśli blask świec będzie zbyt ostry  i godzić będzie w Pana wygodę  to oczywiście gotów w każdej chwili jestem  na to by zrobić nam obu dogodną przerwę. Jeszcze raz przepraszam za tak ekscentryczne zachowania i metody.   Zanim udało mi się dobrnąć do końca notatki, Wild w tym czasie odpalił świece  i zasiadł z wyraźną ulgą na krześle przysłoniętym sztalugą. Byłem w stanie zrozumieć go. Ciężko chorował. Choroba była tajemnicza  lecz widać nad wyraz okropna  jeśli chodzi o objawy i jej ślady. Jego podejście i owszem było ekscentryczne, lecz nie szalone  czy mające znamiona zbrodnicze. Bezsprzecznie był utalentowanym malarzem i obytym człowiekiem sztuki. Fascynował mnie na tyle głęboko, że z coraz mniejszą dozą lęku, zwróciłem ku jego osobie swe oblicze.     Świece spełniały swą rolę. Widziałem tylko rozmyte, mleczne światło, mocno zaostrzone,  pozostałym z izbie mrokiem. Początkowo patrzyłem dzielnie, potem zacząłem mrużyć oczy, naleciało w nie całkiem sporo łez, więc zamykałem je, próbując się ich pozbyć. Po czasie, światło wręcz piekło, niczym bariera jakiegoś magicznego ognia. Widziałem tylko zarys postaci Wilda. Nic nie zdradzające kontury. Widziałem jak kaptur ląduję na jego karku, a rękawice na stoliku z farbami. Widać zapozowałem idealnie  bo nie widziałem żadnych ruchów jego dłoni  z prośbą o przesunięcie głowy,  wyprostowanie pleców czy osunięcie ramion. Wild nałożył kilka kolorów na paletę, na chwilę znieruchomiał zupełnie  po czym usłyszałem pierwszy rys na płótnie.     Sesja trwała. Sam nie wiem ile czasu zdołało upłynąć. Był środek nocy  czy jednak zbierało się już  ku szarówce przedświtu. Nie prosiłem o przerwę, choć zdrętwiałem zupełnie  od wymuszonej pozycji. Byłem też głodny. Żołądek co rusz sygnalizował mi to  cichym pomrukiem  a ja starałem się jedynie  skupić na wiązce ognia. Nie myślałem o zmęczeniu czy śnie. Byłem zahipnotyzowany przebiegiem sesji. Mój umysł tracił, właściwe sobie skupienie. Wild także nie prosił powstaniem o przerwę. Był całkowicie pochłonięty pracą. Bez przerwy słyszałem tylko pracę pędzli  i grzechot słoiczków z farbą. Wydawało mi się,  że z rzadka uchylał się na bok, by widzieć mnie dokładniej. Nie widziałem twarzy, lecz z pewnością ogień, zmieniał barwę jego oczu  na zupełnie nieludzką, głęboką czerwień. Innym razem poprawiał płótno w ramach i mogłem dostrzec zarys jego palców. Wydawały się śliskie, blade  i pokryte strupami czy głębokimi ranami. Im więcej ruchów wykonywał. Tym mocniej w pomieszczeniu  rozchodził się odór słodkiej duszności. Odór jego choroby i niemocy ciała. Im dłużej trwała sesja, tym Wild widocznie opadał jednak z sił. Jego oddech dało się słyszeć z daleka. Był świszczącym rzężeniem, które tu pośrodku zapomnianego cmentarza, mogło wydawać się głosem upiora.     Wreszcie gdy zapadłem się zupełnie w  halucynogennych obrazach wyobraźni i nie potrafiłem odróżnić już godziny od minuty oraz dnia od nocy. Wild przerwał pracę. Nasunął kaptur na głowę, sięgnął po rękawiczki. Założył je powoli a potem wstał  i zaprosił mnie gestem do siebie. Podniosłem się i dopiero teraz  poczułem ulgę połączoną ze zmęczeniem. Podszedłem do Wilda. Choć odór jego ciała  nie pozwolił mi podejść  tak blisko jakbym chciał. Ten widać nie urażony zupełnie. Wskazał z nieukrywaną dumą na płótno. Zajrzałem i ja.     W jednej chwili byłem gotów  odwołać to wszystko co mówiłem  o stateczności umysłu Wilda. Był szaleńcem  i jego obraz potwierdzał to zupełnie. Na obrazie a i owszem byłem ja. Lecz jakby starszy o kilkanaście lat, z zapuszczonym jasnobrązowym wąsem i cieniami pod powiekami. Nie to było jednak najgorsze. Moja cała twarz nosiła ślady ran,  trupiego opadu  i zaawansowanego rozkładu tkanek. Ja na obrazie,  zamarłem z uczuciem  całkowitego zdziwienia na twarzy i oczach. Usta sine i z pewnością martwe, były szeroko otwarte  a z pomiędzy obwodu zębów i cofniętego gdzieś w głąb krtani języka, wychynęła na powierzchnię świata postać tak dalece bluźniercza w odbiorze, że musiałem odwrócić wzrok. Był to olbrzymi i namalowany jak żywy,  trumienny czerw w złotej, królewskiej koronie. Jego pobratymcy, żerowali w moich ranach. W dziurach na policzkach i szyi. Było ich całe mrowie. Kolonia czerwi,  posilająca się moim trupem. Tego było dla mnie zbyt wiele. Uwolniłem się od uścisku ramienia Wilda  i porwałem się w rajd  przez naznaczone  mroźnym przedświtem mogiły. Próbując zapomnieć o robaku, którego ten obraz zagnieździł mi w ciele.   Minął tydzień, który nie dał mi nawet grama ukojenia. Popadłem w stan przedziwny, nazwałbym go melancholijną psychozą. Nie trwałem w delirycznym stanie agresji. Nie mówiłem o Wildzie nikomu. Ciągle jednak widziałem  trupie twarze z obrazów. Oblicze cmentarnego robaka w koronie. I ja w tym wszystkim. Starszy, zmieniony… martwy. Nie zyskałem nic  oprócz głębokiego rozstroju  umysłu i nerwów. Pieniądze pozostały w kopercie  w domu Wilda. Nie byłem w stanie  zarobić teraz nawet pensa. Nie mogłem jeść ani pić. Wszystko stawało mi w gardle, zupełnie jakby trafiało na żywą przeszkodę. Króla rozkładu.   Zupełnie niespodzianie rankiem  zapukano do moich drzwi. Wstałem z ociąganiem  i dopiero wtedy gdy  pukanie przemieniło się  w prawdziwe dudnienie  otworzyłem drzwi spodziewając się komornika lub grupy wierzycieli. Był to chłopiec od Wilda. Przywitał mnie ukłonem  i szczerym uśmiechem. W ręku trzymał kopertę. Wręczył mi ją ze słowami. Pan Wild przesyła list  i serdeczne pozdrowienia, oraz życzenia  jak najszybszego powrotu do zdrowia. Nie czekając na moją reakcję ani zapłatę ruszył w dół schodów.     Wróciłem do salonu i już miałem cisnąć kopertę w ogień kominka, ale powstrzymałem się w porę. Ciekawość zwyciężyła. Zerwałem lak. W środku oczywiście był złożony list  jak i ku mojemu zdziwieniu pieniądze, pomnożone jednak co najmniej dwukrotnie  od pierwotnie obiecanej kwoty  tamtego wieczora. Chwilowo porzuciłem zainteresowanie kwotą i sięgnąłem po list.   Panie Scholl    Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że nie żywię do Pana absolutnie żadnej, nawet najbardziej lichej urazy. Wina spoczywa tylko i wyłącznie po mojej stronie a pańska reakcja była całkowicie zrozumiała i uzasadniona. Jestem przeto człowiekiem głębokiej kultury  i nie mógłbym zostawić teraz Pana  z tymi wszystkimi pytaniami,  szczególnie w tak ciężkim stanie nerwów  jaki Pan bezsprzecznie przeżywa. Oczywiście chciałem również  rozliczyć się z Panem, podziękować za bycie moim modelem a z racji tak niespodzianych problemów, podwoić stawkę wypłaty. A teraz przejdźmy do meritum. Widzi Pan, moje dzieła. Portrety tych mężczyzn. Ich makabryczne,  zabrane przez rozkład i śmierć twarze. Oni wszyscy pozowali jak Pan i przysięgam na Boga,  że wszyscy robili to żyjąc. Nie wykradam ciał z grobów  ani nie morduje swoich klientów. Zaręczam o tym. Zapyta Pan z pewnością. Skoro pozowali za życia  to jak stali się martwi? Można powiedzieć, że widzę przyszłość każdego swojego modelu. Choć może to zbyt wiele powiedziane. Widzę tylko to  jak przyjdzie im rozstać się z życiem. Te wszystkie tragedię. Już ich dotknęły  lub dotkną w niedługim czasie. Pana niestety również. Skoczy Pan za kilkanaście lat z dachu siedziby miejskiego banku. Pieniądze nie dadzą Panu szczęścia. Żałuję. Część z moich modeli  jeszcze chodzi po świecie  i cieszy się życiem jak Pan. Ale skończą tak jak na moich obrazach. Zapyta Pan i słusznie, skąd mam pewność? Tego nie umiem wytłumaczyć. Wykształciło mi się to po moim wypadku, który odebrał mi wszystko oprócz talentu. Uzna mnie Pan za szaleńca. Groźnego obłąkanego samotnika. Mój dom, cmentarz, atmosfera  i nocne sesje. Wszystko wskazuje na szaleństwo. Ale wiem, że widział Pan pewne szczegóły  w moim wyglądzie  a także czuł słodki zapach w moim domu. A co gdybym Panu powiedział, że mój wypadek zakończył się tragicznie. Moją chorobą jest śmierć. Malując Pana byłem martwy. Jestem martwy od wielu, wielu lat.     Uwierzyłem w każde jego słowo. Tak jak w robaka w koronie, który cicho chrzęścił odrażającymi odnóżami, gdzieś opodal  mojego bijącego szaleńczo serca. A za kilkanaście lat opuści swego żywiciela przez rozwarte martwo usta.   Dedykuję Lenore Grey, z podziękowaniem za to, że jej niesamowita wyobraźnia, pobudza mnie do pisania coraz lepszych utworów.  
    • @Czarek Płatak onomatopeje trzask szum, stuk puk - nadają surowości,  surrealistycznego dotyku. A i jest tu zmysłowość.  
    • @viola arvensis epifora wdzierająca się w serce, a jednak, pomimo bólu, rozdarcia "przypadek beznadziejny"- ma nadzieję jeszcze ma pomimo wszystko, pomimo, że jest mu jeszcze dane spełnienie.  
    • @Somnia   Dziękuję! Wrzuć głosówkę to się przekonamy

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...