Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

kociołek muzyczny


Agata_Lebek

Rekomendowane odpowiedzi

  • Odpowiedzi 125
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.






Mów do mnie jeszcze... cokolwiek lecz do mnie
by w deszczu nie zagasł namiętności płomień
choćby twoje słowa były i złowieszcze
mów do mnie jeszcze...

Mów do mnie jeszcze... o łąkach i sianie
jakbym teraz jesienią musiał pachnąć za nie
i szedłbym do ciebie przez wichry i deszcze
mów do mnie jeszcze...

Mów do mnie jeszcze... tu tylko tylko tu
baśnie prawdy straszne o nosorożcu blue
co niebo mi depcze... nic że ciarki dreszcze
mów do mnie jeszcze...

Mów do mnie jeszcze... każde słowo spiję
wargami ucieknę w odsłoniętą szyję
przepadnę na zawsze w ich cichym szeleście
a ty mów do mnie...

jeszcze



Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.






Mów do mnie jeszcze... cokolwiek lecz do mnie
by w deszczu nie zagasł namiętności płomień
choćby twoje słowa były i złowieszcze
mów do mnie jeszcze...

Mów do mnie jeszcze... o łąkach i sianie
jakbym teraz jesienią musiał pachnąć za nie
i szedłbym do ciebie przez wichry i deszcze
mów do mnie jeszcze...

Mów do mnie jeszcze... tu tylko tylko tu
baśnie prawdy straszne o nosorożcu blue
co niebo mi depcze... nic że ciarki dreszcze
mów do mnie jeszcze...

Mów do mnie jeszcze... każde słowo spiję
wargami ucieknę w odsłoniętą szyję
przepadnę na zawsze w ich cichym szeleście
a ty mów do mnie...

jeszcze





www.youtube.com/watch?v=jjIIK_rpZxM
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



piosenka zwiewna

Nie było cię i nie będzie.
Nad miastem pochyla się noc
gdy śnię cię w sennym obłędzie
łoże znów długie jak rok.
Chmury z białych powłoczek
kłębią się, więzną w gardle
w spiralnych turbanach sprężyny
wiercą się w prześcieradle.

Śnię cię, że ty śnisz mnie
gdzieś śpiąc równie samotna -
słyszysz, jak wołam w wietrze?
Raz palce raz deszcz w okna
aż szara mysz podbiegła
w pyszczek łapie kropelki?
Jak w swoim śnie krzyczałem
gdy zżarł ją kocur wielki?

Krzyczałem, aż uciekł sen
sprężyny zdjęły turbany -
jakże trafić mam teraz
do ciebie w swojej sypialni?

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




kolczyki Oriona

Jutro, ale nie dalej niż pojutrze,
podjadę nocą lśniącym Wielkim Wozem -
o, piękna będziesz w Niedźwiedzicy futrze
zdjętym dla ciebie rakietowym nożem!
W uszach kolczyki z legendy Oriona,
w warkocze wpięty Obłok Magellana -
Wszechświat dla ciebie, o Błogosławiona
złupię i rzucę pod śliczne kolana!
Jeszcze, nim dotlą się kosmiczne Troje,
miliard lat spędzę na powrót do domu,
a gdy w błękitach zostanie nas dwoje,
popędzę w diabły cząsteczki fotonu
i, byś nie wyszła nigdy z osłupienia -
czytał ci będę wiersze praDehnela.


www.youtube.com/watch?v=0t4ei1khHPI
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Śliczne technokratyczne :-)




zbytek łaski

Tam, w zeszłym roku z pewnym lebiegą,
gdzie Hańcza skręca się jak ślepa kiszka,
skonstruowaliśmy robota Zbyszka
z Bogdańca.

Miał być to w pierwszym natchnionym projekcie
robot podróżno-kuchenno-pralkowy -
jego intelekt stanowiły dziegcie,
a obiekt kultu: Krowy

Niestety (jak z nami) moi ludkowie -
coś było nie tak z robota psyche:
oddał już pierwszej spotkanej Krowie
satelitarną michę.
Drugiej dał dyski, w tym zapasowe,
ale już trzeciej: pyska.
A czwartą, zanim się spostrzegliśmy
zabrał... na letnie igrzyska!

Jakby w ogóle nie zwracał uwagi,
skąd jest na świecie i Kto go stworzył,
że Krowa miała być dlań Aniołem
a nie, by z nią cudzołożył!

Ja i Bóg wspólnik wpadliśmy w troskę
w ekran wpatrując się tępo:
- Robot ma w dupie stalowej boskie
idee!
- A gdzie interes... memento!

Wypiwszy jeszcze po dwa, trzy piwa
uradziliśmy - Wielcy Bogowie:
Zbyszka wygnamy z Naszych Pamięci
i zostawimy samemu sobie.


Tej nocy ciepły szept wiosny
rozszumiał polne drogi,
spłynęły nimi między sosny
do nieba dziewcząt nogi.

Het, w gwiazdach chłopcy śmiali
z roziskrzonymi oczami
tańczyli twista z pannami,
o świcie na ziemię wracali

a bocian za nich klecił na łąkach
kłamstewko pierwsze - ostatnie
- Podziel się ze mną sercem, kochana
bo z moim pustym... nie wstanę.


Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Zagrzebałam się dzisiaj w starych starociach.....
Może i Wam sie spodobają.
www.youtube.com/watch?v=5XhDHJNuyXw&feature=related
www.youtube.com/watch?v=8Oy5J7VoKZU&feature=related
www.youtube.com/watch?v=fO8_YuMHduo&feature=related
www.youtube.com/watch?v=GGqiwyoYUpM&feature=related
A, gdy się na to popatrzy.....
Szkoda, że nie można już tego na żywo doświadczyć.....

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Śliczne technokratyczne :-)




zbytek łaski

Tam, w zeszłym roku z pewnym lebiegą,
gdzie Hańcza skręca się jak ślepa kiszka,
skonstruowaliśmy robota Zbyszka
z Bogdańca.

Miał być to w pierwszym natchnionym projekcie
robot podróżno-kuchenno-pralkowy -
jego intelekt stanowiły dziegcie,
a obiekt kultu: Krowy

Niestety (jak z nami) moi ludkowie -
coś było nie tak z robota psyche:
oddał już pierwszej spotkanej Krowie
satelitarną michę.
Drugiej dał dyski, w tym zapasowe,
ale już trzeciej: pyska.
A czwartą, zanim się spostrzegliśmy
zabrał... na letnie igrzyska!

Jakby w ogóle nie zwracał uwagi,
skąd jest na świecie i Kto go stworzył,
że Krowa miała być dlań Aniołem
a nie, by z nią cudzołożył!

Ja i Bóg wspólnik wpadliśmy w troskę
w ekran wpatrując się tępo:
- Robot ma w dupie stalowej boskie
idee!
- A gdzie interes... memento!

Wypiwszy jeszcze po dwa, trzy piwa
uradziliśmy - Wielcy Bogowie:
Zbyszka wygnamy z Naszych Pamięci
i zostawimy samemu sobie.


Tej nocy ciepły szept wiosny
rozszumiał polne drogi,
spłynęły nimi między sosny
do nieba dziewcząt nogi.

Het, w gwiazdach chłopcy śmiali
z roziskrzonymi oczami
tańczyli twista z pannami,
o świcie na ziemię wracali

a bocian za nich klecił na łąkach
kłamstewko pierwsze - ostatnie
- Podziel się ze mną sercem, kochana
bo z moim pustym... nie wstanę.




:-)
www.youtube.com/watch?v=qxHz0W2J1H0
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Skoro tak pościelowo

Zaraz pościelowo... raczej wyjściowo :-)
W tle słychać stukot kół i pogwizdywanie, a w słowach jesień ale i nadzieję.
Śliczne! Agato, pożyczyłem sobie tego linka:

www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?pid=901984#901984

i zamawiam w ciemno miesięczny karnet na Twoje "kociołki muzyczne" ;-)
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jedna z moich ulubionych kapel :)
Na pocieszenie;
www.youtube.com/watch?v=Tiulq8Pi9hs
plus
www.youtube.com/watch?v=OrXmNWib4Bo
No tak! Trochę mnie to pociesza, ale nie do końca. Najwyraźniej wpadłam w melancholię....
Jesień...... :(
www.youtube.com/watch?v=olB7uUTwQCU
Też lubię ten Twój kociołek, Agato. Wyobraź sobie, że moja córka ma na imię Agata.
:)
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Skoro tak pościelowo

Zaraz pościelowo... raczej wyjściowo :-)
W tle słychać stukot kół i pogwizdywanie, a w słowach jesień ale i nadzieję.
Śliczne! Agato, pożyczyłem sobie tego linka:

www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?pid=901984#901984

i zamawiam w ciemno miesięczny karnet na Twoje "kociołki muzyczne" ;-)

:))))

Mówisz i masz ;)))

www.youtube.com/watch?v=dN3GbF9Bx6E
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jedna z moich ulubionych kapel :)
Na pocieszenie;
www.youtube.com/watch?v=Tiulq8Pi9hs
plus
www.youtube.com/watch?v=OrXmNWib4Bo
No tak! Trochę mnie to pociesza, ale nie do końca. Najwyraźniej wpadłam w melancholię....
Jesień...... :(
www.youtube.com/watch?v=olB7uUTwQCU
Też lubię ten Twój kociołek, Agato. Wyobraź sobie, że moja córka ma na imię Agata.
:)
Proszę Baś o podanie wieku Agusi, znajdę i dla niej jakiś smaczny kąsek ;)))
Na ten moment - sygnaturka;
www.youtube.com/watch?v=MNrOPpJXdFs

:)
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @befana_di_campi być zupełnie może, dzięki. siema!
    • @Olgierd Jaksztas @Mateusz Proszę wrzucić to do kosza, z koszem lepiej gadać niż ludźmi, większa szansa porozumienia :D Dalej Duch na FB Bajkot z Miedzyświata będzie rósł, aż osiągnie dorosłość jako Bóstwo, a dalej, dalej...   Pozdrawiam :)
    • @Olgierd Jaksztas 3.1 Bogaty to Aty bóg, Aty to możliwy do Ania jednak, A to wdech, Bogaty to bóg – dawca in spe. Czy również Bog Aty jest bogiem Aty? Ata jest wszystkim możliwym do Ania, czyli nie jest Ana. Do Ana (An) należy wszystko z końcówką Ana: kochana to Koś Ana, "jesteś kochana" naprawdę mówimy "jesteś Kosią (pocałunkiem) Ana". An to Any, ten co doznał Ania. Kochany = Koś Any, a tu z kolei "pani Ana". Nie powiemy "Kochan jesteś". Męskie należy do żeńskiego i odwrót.     4. Te A, tych ÓW. To A, tym O. O narzędnikiem od A, wszystko żyło tym O. Tym O dzielili się. Dziwili się za pomocą czego? OM. Czemu? OM. Nic innego nazywalnego i określonego nie było przecież! OM, byli OM, o M.    4.1 oraz 1.1.2 (zbiegły się gałązki) A wdech, hA właściwie, O wydech, zamknięcie ust M. Abba biblijne to również mantra... Wdech jest każdy wejściem duszy przez nozdrza lub usta, każdy wydech oddaniem duszy bogom, śmiercią, należy wydychać przez usta jako wyraz ufności i czci. Creatio continua katolików również tę samą świętą prawdę wyraża.    4.2 po M znowu wdech, razem MA, oraz M A, czyli M Uje.    4.2.1 Co znaczy MA czasownik? (raczej co mówi po prostu...) Nie, Mówi to też od Ma, co Ma to prostu pytamy co Mieje, co Miewa, czyli co Moi, czyni Moim, co Moje, należące do Moi, kto to Moja i co ona Moja czyniąc Miejszym, Mienie My itd. Po trudnym wstępie jesteśmy na równinie :D
    • Wyrasta przede mną drzewo. Ściana z kamienia. Mur… Jakiś budynek. Kamienica sprzed ponad stu lat. Zamknięte ciężkie drzwi. Drzwi z nieprzejrzystego szkła i w żelaznych, przeżartych rdzą okuciach. Próbuję wejść. Kołaczę…  Spoglądają na mnie z wysoka obojętne, czarne źrenice okien.  Doskonale niewidzące. Martwe. Porosłe pajęczyną i kurzem. Obchodzę wokół te zimne ściany. Tę spękaną skorupę nie wiadomo czego. Przedzieram się przez krzaki, korzenie, jakąś plątaninę kabli, pogiętych prętów… Napastują mnie niewidzialne zmory, tchnienia chłodnego wiatru, co przeciskają się przez szczeliny w bramach z powietrza. Ja tu kiedyś umarłem albo urodziłem się na nowo. I znowu umarłem. I znowu…   Przechodzę teraz we śnie. Idę. Błękitne nade mną niebo. Przeciskam się z uporem maniaka przez porzucone sprzęty, rozsypujące się truchła. I w oparach tej urojonej tęsknoty za nie wiadomo czym — tęsknię… Tęsknię za… Nade mną błękitne niebo. Któryś dzień późnej wiosny albo wczesnego lata. Nade mną błękitne niebo… Chłodne powiewy omiatają skronie i spierzchnięte gorączką usta. Nade mną błękitne niebo… Potykam się o kamień. Upadam, ścierając sobie wewnętrzną stronę dłoni, kolana… Zaciskam zęby. Migoczą mi przed oczami jasne punkty, gwiazdy, mikroskopijne ukłucia atomów… Zaraz przejdzie. Przechodzi… Podnoszę się. Wstaję. Dłonie są całe w ziemi i krwi. Kolana… Ale wstaję. Idę. Znowu idę. Przedzieram się przez plątaninę gałęzi. Przez pachnące krzewy jaśminu. Przez burzę brzęczących owadów i nawoływania słowików, gdyby tu rzeczywiście były. Ale nie są. Nie ma ich nigdzie. Albowiem nigdzie. Wiesz, wstaję znowu, wstając raz jeszcze. Idę dalej. Tak przed siebie. W tej otchłannej głębinie melancholii.   Dotykam ściany. Poplamionej. Z płatami odpadającego tynku. Dotykam ściany tymi dłońmi. Na ścianie smugi rozmazanej krwi. Na ścianie pajęczyna pęknięć. W tej słodkiej ciszy odosobnienia jestem. I jestem wciąż, przechodząc raz jeszcze. Podczas, gdy nade mną niebo. Wciąż błękitne niebo, któregoś dnia późnej wiosny, bądź wczesnego lata. Jeszcze nie ma zmroku. Daleko do zmroku. Bardzo daleko do wszelkiego zmroku. Do nocy. Do otuliny z szarych obłoków. Albowiem nade mną niebo. Wciąż to samo błękitne niebo. Nienaruszone. Bez najmniejszej skazy. I takie błękitne. Tak kobaltowo-błękitne aż do oślepienia. Który to już raz okrążam te ściany? Albowiem idę. i dotykam parapetów, rynien… Muskam różne występy, wgłębienia, załomy… Ciągną mnie za włosy, targają i szarpią gałęzie, gałązki… Liście szeleszczą. Liżą po twarzy. Całują, jakby pełnymi soku ustami. I całują wciąż. I jeszcze. Zdążyłem się już z nimi zaprzyjaźnić, poznać ich cierpki posmak cierpienia. Kiedy tak idę rozchylam je na boki dłońmi złączonymi jak do modlitwy. I znowu niebo nade mną. W tej przerwie w koronach kasztanów. I zalewa mnie swoim błękitem ocean nieskończoności. Nienaruszony. Wieczny…   Patrzę wysoko. Tak bardzo wysoko. w te ściany sięgające niewidzialnych gwiazd. W te ściany z popękanego tynku. W te brunatne, pionowe smugi wilgoci od dawnych deszczów. Jestem w jakiejś rzeczywistości nie do pojęcia odmiennej. I nie można tu wszystkiego zrzucać wyłącznie na senną korekturę zdarzeń, mimo że jest sama w sobie zagmatwana i pełna niejasnych znaczeń. Tu odgrywa się coś jeszcze. Być może mające swoją przyczynę w szeroko rozumianym spektrum autyzmu. Albowiem wszystko tu jest zamknięte i niedostępne. Otoczone nieprzeniknioną barierą. Choć gdyby wejść do środka, to można by się było zagubić w całym tym labiryncie korytarzy i drzwi… I dalej… W absolutnej pustce opuszczenia.   A więc idę. Wciąż idę. Przemieszczam się jak na odtwarzanej w nieskończoność starej celuloidowej taśmie filmowej. Idę wciąż tą samą ścieżką. Obok wciąż tych samych drzew, których grube pnie marszczą się pod twardą korą i pęcznieją. Tak, jakby oddychały tym błękitem gęstym od słońca, które rozświetla złotem ostre krawędzie wysokich ścian. Które jarzą się teraz jakimś wewnętrznym blaskiem. Mżą… Idę. przeciskam się w zieleni liści. Ale takiej przygaszonej, przytłumionej. Nie mającej w sobie siły rozbłysku. Za to charakterystycznej dla świata pełnego symboli i niejasnych koincydencji. Surrealistycznej znaczeniowości jak u Dalego czy de Chirico. Choć chyba bliższego temu drugiemu. Metafizycznemu. Pełnego błękitnego nieba. Z pustymi placami i ogromnymi, opuszczonymi domami. Spoza których padają jaskrawe smugi słońca, przecinając bezosobowe płaszczyzny z kamiennymi posągami milczenia. Te z kolei rzucają w ostrym kontraście (chiaroscuro) długie, przeczące prawom fizyki cienie. Tak jak moje ręce, kiedy wychodzę w światło. Tak jak moje dziwnie zmienione ciało po milionie lat sennego widzenia. . (Włodzimierz Zastawniak, 2024-05-27)    
    • @Kasia Koziorowska Dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...