Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

W tańcu zmysłów -(Jezioro namiętności)-cz.II.(erotyk)


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

długo

stałem zapatrzony w nią jak w cudowny obraz
gdy noc rozpaliła całą księżycową pełnię
dwa serca leciały ku sobie wzajemnie
jak dwa gołębie w miłosnym uniesieniu

głód ciekawości wzrastał z każdym mięśniem
wyglądała zjawiskowo otulona miesiącem oświetlenia
świeciła jak gwiazda wśród setek tysiąca
zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia

kiedy była przy mnie wzbudzała mój niepokój
obudziła wszystko co było we mnie uśpione
rozbudzone zmysły zaczęły tańcować
staliśmy się jednością jedną częścią siebie

magnetyczna poświata rozjaśniła lustro jeziora
nawet nocny ptak nie przerwał tych wzniosłych uniesień
dotyk jej ust rozpłynął się we mnie w dzikie winogrona
z ławicą rwących emocji wpłynęliśmy w rozkoszną głębię

psotny wiatr dmuchnął po szuwarach i je ukołysał
pieścił nas swym porywem nim plusnął po wodzie
muśnięte fale raz po raz podnosiły się w pieszczocie
wirowały wstrząśnięte po tafli jeziora a brzegiem

tajemnicze odgłosy rozbudzały głuchą ciszę
od kiedy oddech jest rytmem a rytm miłością
gorące odblaski z ogniska biły nas po zmysłach
błyski w oczach zdradzały nasze podniecenie

ciemna noc rozpostarła swoje czarne skrzydła
tam gdzie zakazany owoc stał się naszym celem
zasługiwaliśmy na rozkosz co nie była niebem
ja nie umierałem z miłości lecz nią żyłem

aniele

  • Odpowiedzi 42
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano
Twoje imię nie na J - mały książę
Stoisz pośród zbladłych od popiołu,
oranżowych ścian,
a gest twój odgarnia włosy ...
Twoje imię w tym wszystkim
to Czterdzieści Cztery, z pośród 13, 6, 7

Jestem nieukiem, czytam tylko to
w co wierzę bez wahania,
może to i dobrze, a może też i źle
bo można się pomylić, by odnaleźć
znów siebie pośród innych

Chyba przesadziłam, powiedz,
ale czasami ryzyko jest konieczne,
a do tego potrzebne jest zdrowe
myślenie

Nadejdź

Pozdrawiam
Opublikowano

stałem zapatrzony w nią
zachwyt osiągnął pełnię
serca ku sobie
dwa gołębie

doszedłem
bez wpływu
jasne wyobrażenie
romantycznego krajobrazu

obudziła niepokój
wszystko we mnie
zmysły wstające
jednością jedną

srebrzysta poświata
nocny ptak
dotyk ust rozpłynął
ławicą hormonów

wejdź we mnie
ciało nagie
anioł stoi
w zbłąkanej dłoni

łagodny zefir
po wodzie
raz po raz
burzany tafli

igrałem z aniołem

zapomniałem na jakiej planecie


Pozdro!

Opublikowano

Dorota Jabłońska:to co napisałaś jest gołą poezją.
Prostą sztuczną bez żadnego ognia i duszy.
Pustą, która nie ma w sobie nic do sztuki.
Napisz taki wiersz do chłopaka,
to nie będzie wiedział o co chodzi?

Pozdr. b;

J.S

Opublikowano

Matylda Górska;Tak jakbyś zgadła.
Starałem się oblec i otulić ten wiersz, żeby nie był taki goły
mianowicie w szaty otaczającej natury.
No nie wiem czy mi się to udało,
choć mam drugą wersje tego wiersza w podobnej wersji.
Dłuższą i z inną końcową puentą.
Teraz zastanawiam się nad zmianami
i małą kosmetyczną korektą.


P.S. A względem tego owocu to:
Owoc z wyglądu może być piękny,
ale w środku może się kryć robak.

Pozdr. b;

J. S

Opublikowano

Fanaberka: Mylisz się i to bardzo w tym, co napisałaś?
Nie wiesz o jakim ja piszę wyobrażeniu?
W życiu bym się na taki wstrętny -(Ekshibicjonizm)
nie odważył w rzeczywistej teraźniejszości.
To jest przecież erotyk, więc sobie mogę pofolgować
tak jak mi się podoba, co w tym złego?
A po drugie, co Tobie przyszło do głowy?
Jakie masz tu obnażanie?
Bardziej starałem się je ukryć,
niż tak oczywiście ujawnić.
Naucz się czytać między wersami.
Pozdr. b;

J.S

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Panie Autorze, to jest na pewno erotyk? Chyba bajka raczej, bo nawet na marzenie męskie nie wygląda. Ale o gustach nie dyskutujemy. O wierszu tak.
"miesiącem oświetlenia" - czy to promocyjna zapowiedź nowych jednostek energii?
"wstające zmysły zaczęły tańcować" - czy to jest metafora pierwszorzędnego atrybutu męskiego?
"staliśmy się /.../ jedną częścią siebie" - czyli...? w którą stronę to poszło?
Zoned.
Pozdrawiam
Opublikowano

dawniejbezet:Otoczyłem ten erotyk otaczająca mnie naturą.
Aby nadać mu jakiś inny obraz, a nie tylko same jęki i stęki.
Mogę zmienić końcową puentę, ale pomyślę chwilę.
A to-"staliśmy się jedną częścią siebie"
Mam tu namyśli dwa ciała splątane w tym miłosnym akcie
które tworzą wówczas jakby jedno ciało.
A względnie tego- (wstające zmysły zaczęły tańcować)
mogę napisać -(rozbudzone), żaden w tym problem,
ale pisząc podparty o naturę muszę się trzymać
bliżej jej łona.
"miesiącem oświetlenia" o który ja piszę.
to mam tu namyśli miesiąc, który w danym czasie był obecny ,
np: mógłby nim być - maj, czerwice, lipiec .itd.

Pozdr. b;

J.S

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Niestety, wyszły stęki w rodzaju: "swoja pełnia, zachwyt mój, swym oddechem,
ku sobie wzajemnie, moja wyobraźnia, słodkie winogrono, łagodny zefirek..."
Przykład jak nie należy pisać co w wykonaniu kogoś, kto pisze już od lat mocno dziwi.

Pozdrawiam.
Opublikowano

Joanna Soroka:Ciekawe czy jak Ty byś się kobieto pomyliła, czy ja bym Tobie dał minusa.
Prędzej bym zwrócił na to uwagę, niż od razu wyskoczył z taką oceną.
I wyzywał o gramatycznych nieuków.
Przeniosłem ten wiersz i tak go tu wkleiłem, bo inaczej tam szło po wersie.
Ponieważ mam parę wersji tego wiersza, od i cała polka.


J.S

Opublikowano

Szachista nie powinien pisać takich głupot i z takimi błędami. Emocje są najgorszym doradcą - szach i mat. Nie ma już niczego do obrony.
Pozdrawiam
PS. Proszę szanować WSZYSTKIE kobiety, panie Jerzy (nazwisko ew. do wiadomości obrażonych).

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ja mam podobne odczucia, nawet zastanawiam się, czy to nie jakieś wypracowanie ucznia szkoły podstawowej
na temat:
"Jak opisałbyś swoimi słowami uczucia towarzyszące bohaterowi "Świtezianki" Adama Mickiewicza,
kiedy spotkał piękną dziewczynę?"
Stąd tak naiwne myśli, jak i nieporadne wykonanie. Już lepiej było się mocniej oprzeć jak poniżej
na pierwowzorze. Dostałbyś Tango czwórkę z minusem - drogowskazem do P.
a tak... masz tu jutro wrócić na Portal z rodzicami. Albo nie, niech wpadnie tu ojciec
a sam przygotuj się w domu na solidnie lanie :-)

"kochałem

była tak niewinna i czysta
jak to źródło z płynącym zdrojem
w chwilach wzniosłych uniesień
zapomniałem jak się nazywam
na jakiej ja żyłem planecie"



Próżno się za nią Tango pomyka,
Rączym wybiegom nie sprostał,
Znikła jak lekki powiew wietrzyka,
A on sam jeden pozostał.

Sam został, dziką powraca drogą,
Ziemia uchyla się grząska,
Cisza wokoło, tylko pod nogą
Zwiędła szeleszcze gałązka.

Idzie nad wodą, błędny krok niesie,
Błędnymi strzela oczyma;
Wtem wiatr zaszumiał po gęstym lesie,
Woda się burzy i wzdyma.

Burzy się, wzdyma, pękają tonie,
O niesłychane zjawiska!
Ponad srebrzyste wierszydła błonie
Krytyka wredna wytryska.

"Czemuż zawracasz mi głowę chłopie,
Dzień, noc bajdurząc o jednym?
Miałam cię uwieść, lecz się utopię
Na co mi żyć z kimś tak nędznym?"

Słysząc to Tango, błędny krok niesie,
Błędnymi rzuca oczyma.
A wicher szumi po gęstym lesie,
Woda się burzy i wzdyma.

Burzy się, wzdyma i wre aż do dna,
Kręconym nurtem pochwyca,
Roztwiera paszczę otchłań podwodna
I ginie z Tangiem dziewica.

Lecz co to? Wartka Świtezi woda
wypluwa ciało mężczyzny!
"A fuj... ryb nawet na ciebie szkoda,
Idź i nie pijaj mnie nigdy."

Opublikowano

Boskie Kalosze;To już inny temat, choć coś jest koło tego,
lecz nim nie jest. A wiesz dlaczego? Ponieważ mam taki wiersz zapomniałeś już.
Majowa Bogini Rusałeczka:zapewne Tobie wiadomo o jakim wierszu tu mówię.

Pozdr.

J.S

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Uwagę przecież zwróciłam. Pomyłki ludzka rzecz, ale przy tak nieporadnym wierszu dodatkowo denerwują. Ocena nie za pomyłkę, a za całość.
O czymś chciałeś napisać, być może o czymś ważnym dla Ciebie, ale musisz zacząć od początku.
To co powstało schowaj do szuflady. Gdy za jakiś czas przeczytasz, (mam nadzieję) zobaczysz dlaczego takie niepochlebne komentarze masz pod wierszem.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Benjamin Artur Ciekawe odniesienie do najwyższej góry, walka z sumieniem- sędzią moralnym takim indywidualnym. Te powtórzenia robią robotę
    • II. Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!) Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach, Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie! Rama mnie bach, spodnie w piach, Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził! Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB, Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg… — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub. A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób! Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha! Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha), kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub! Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić! Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić! — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny! Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny! Wujku Wołodia, d dokręć śruby! Wujku Wołodia, d, dokręć śruby! Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud, Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi! Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub! Wujku Wołodia, kręć aż po sam.... Grób! III. [...] „To minie, jak nad Moskwą majowa burza” Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy, Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach! Jak korytarze ponure Łubianki, Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr, Jak niesforna sfora federalnych majorów, Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz, Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu... To na pewno minie, Minie jak zły sen! Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb, Ślady na dłoni rażonej paralizatorem, Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb, Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora! W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los? Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb... Uwierz mi, to też minie! Jak swastyka Ruskiego Mira, I dym pożarów niesiony przez wiatr, Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera, I policyjna suka nabita dziećmi po dach! I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow, Paragraf 228 i kocioł o piątej, I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący, Gazując kobiety, chłopców i brzdące... To wszystko minie jak inne miesiące: Jak grudzień, styczeń, luty, maj… Minie, bez wątpienia minie! Na razie w to im graj Ale to ich już ostatnie pląsy! Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb, Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora, Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb, Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora! Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz! Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę; Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp, A dziś milczy jak grób: Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup ! Wszystko kiedyś minie! I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram, A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu, Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak, I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg… W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los? Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd! Uwierz mi, to też minie! To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie, Za godzinę, za chwilę… To wszystko minie! IV. Hm                                            H7 Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:             Em                                  F♯7 Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,            Hm                  A7               G Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…             Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat. Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu, Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu, Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad. Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść: Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu... Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest: Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu – Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu? I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu? ─── I. Moskwa – Odessa Który już raz lecę z Moskwy do Odessy – I znów złapali mnie w nie w linii lot! Ale oto nadlatuje księżniczka-błękitka stewardesa messy, Niezawodna niby Wołga wszystkich flot. Nad Murmańskiem ni chmurki – rejs mych snów, I mógłbym teraz być już w Aszchabadzie, albo w Trieście... Otwarty Kijów, Charków, Kiszyniów, Lwów, Wszystkie otwarte, lecz ja chcę być w Odessie wreszcie... Mówili mi: „Nie licz na te adresy, Na żaden z niebios komunizmu dar”. A tu mi znów opóźniają mój lot do Odessy – Teraz jest oblodzony pas na start! A w Leningradzie z dachu woda kapie, Więc może mi pisane lecieć do Leningradu? Tbilisi to jedyny jasny punkt na tej podniebnej mapie, Tam herbata rośnie w sadzie, lecz ja Tbilisi mam w głębokim rozkładzie! Słyszałem, że Rostowianie idą w kurs! A mnie głupiemu wciąż chce się do Odessy, Ale mnie trzeba tam, gdzie od trzech dni nie honorują promesy, I dlatego opóźnili ludzkiej surówki spust! Ja muszę lecieć tam, gdzie chłód i lód, Gdzie jutro zapowiadają taaaki śnieg, Choć wszędzie indziej nieba czystego w bród, To miło, ale nie po to wrzuciłem piąty bieg! Nie wypuszczają mnie tu i nie wpuszczają tam, Niesprawiedliwe to, ale nie poradzę nic – Stewardesa, cudnie złudna, siódme niebo obiecuje nam, A z góry na nas patrzy tej całej floty widz! Otwarty najsłodszych smakołyków wielki tort, Lecz, by tam lecieć najsłodsze słodycze mnie nie skuszą. Otwarty nawet Władywostoku zamknięty port! I Paryż jest otwarty, ale tam jechać nie muszę. No, wreszcie! Pogoda, jak drut, dobry wiatr sprzyja skrzydłom, Samolot się napręża, śmigła w ruch, pełny bak, Lecz już nie wierzę, bo – mnie i tak tam nie przyjmą! Znajdą powody nawet, gdy powodów brak... Ja muszę lecieć tam, gdzie zamieć i mgła, Gdzie jutro gradobicie zapowiadają. Londyn, Delhi, Magadan przede mną się otwierają, Wszystkie stoją otworem, ale nie dla mnie ta w ciuciubabkę gra! Masz rację – śmiej się albo płacz: jestem znów na starych adresach, I masz: znowu spóźnienie, niedostępny lot – I smukła jak TU-104 stewardesa – panna Odessa, Tak przystępna, jak ten cały fłot, Znów mnie przestawia na ósmą zero dźwięk, A towarzysze pasażerowie posłusznie zasypiają w krąg, Mam tego dość już, psia kość, I lecę tam, gdzie mi pozwalają! Mam tego dość, już mnie całkiem zżarła złość, I lecę tam, gdzie mi otwierają! II. Polowanie na wilki Biegnę z całych sił, szarpię każdym ścięgnem, Ale dziś – jest jak jutro, i wczoraj, i potem Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem Rozwścieczają mnie do szpiku mej wilczej istoty. Dwururki schowały się w cień jódł Tam myśliwi skryli się swą sforą podłą; Wilki tarzają się w śniegu, co stopił się i zmókł Wystawiając się na łatwy strzał tych ogrów, Refren: Polowanie na wilki trwa, trwa polowanie! Na szare samce, matki i szczenięta. Gończy krzyczą, psy szczekają, a przynęta -. To na śniegu krew i plamy krwawych flag. W tej walce wilka z łowcami nie ma żadnych praw, Strzelającym nie zadrży ręka, Ogrodzili naszą wolność krwawych szmat strzępami, Biją bez litości, a ich kula celu sięga. Wilk nie może złamać tradycji czasem uświęconej; Widzisz te ślepe szczenięta? Ledwo od sutka matki odstawione Wyssały z jej mlekiem, czy to wilk czy ptak Prawdę jedyną: „Strzeż się ludzkich flag!” Refren Łapy u nas i szczęki wytrwałe. Dlaczego, wodzu, proszę powiedz mi, Gonimy za szczeniakami i ubijamy je jednym strzałem, Łamiąc zakaz, że nie wolno ich bić! Wilk nie może inaczej. Sucho, to takie wilcze prawo. A moje dni już są policzone. Myśliwy już broń ujął w rękę prawą Z uśmiechem, i kulą, dla mnie przeznaczoną. Refren Wyszedłem ze świętego kręgu krwawych flag — Chęć życia jest we mnie silniejsza! I usłyszałem za sobą westchnienia, wrzask I krzyk myśliwych. Ich zdobycz będzie dziś mniejsza. Szarpię się z całych sił, gnam każdym strzępem ścięgna, Ale dziś – widzę jutro niż wczoraj jaśniejsze. Otoczyli mnie, otoczyli w krwawych kręgach, Ale gończym nic nie zostanie w rękach! Refren III. Polowanie z helikopterów Jak brzytwa, świt przeciął nam oczy, I otwarła się brama hangaru, A my przecieramy szlak, przez śnieg nasz tłum się toczy Most chrzęsci pod naszym ciężarem. A oni trzepotali skrzydłami tuż nad tajgą, A śnieg wolno spada z gałęzi świerków. A na naszym szlaku, nad tą krwawą bajką, Śmigłowca huk był jak psa warkot. Refren: Jest polowanie z helikoptera, hej na łów!! Na wilki szare, uparte i gniewne Ci, co usiedli u karabinów sterów - jest ich dwóch, Już zapomnieli o litości pewnie— A kule koszą wsio stworzenie. Biegnę i wdycham te mroźne opary, Lecz nie zdołam uciec już przed przeznaczeniem. Mechaniczne potwory nade mną krążą jak janczary. A ja biorę oddech jeszcze jeden w wilczy pysk, Lecz łopaty wyją coraz bliżej, wyraźniej, A ziemia pod mymi łapami aż kwiczy ziemi bryzg Śmieją się z kokpitu: „Dawaj! Raźniej!” I spuszczają mi na zad ołowiu deszcz. Refren Leżę pod drzewem złamanym, w mchu schroniłem się; Gdzieś przegapiłem ten zjazd na tyłku. I niech ci na górze próżno szukają mnie – Zostanę na dole; wpadłeś w zasadzkę, wilku! A ten piekielny huk rozpłynął się, znikł wtem; Znów śnieg na bagnach wolno pada; Wstałem, strząsnąłem silnika ryku mgłę, Żyję! Nie zabijecie mnie nigdy, gady! ───   Gdyby sam [Włodzimierz Wysocki](https://www.google.com/search?q=w%C5%82odzimierz+wysocki&kgmid=/m/0252s_#sv=CBwSjAQKzwMSzAMKjANBTW4zLXlUanVOclVlYWdGWEJtVUhBVU9weFVkZHVOYlAyQV91dmNiME1pRnJlbkljT3VGd3BLNHZUeVpOSkZKTUZZTE5ING9NRmJLdDAxTjdvM2R0UG85V1VmT0pveE81WHVQeVpUbUhQUkVSMHAxUGhvUWtuQWRBZEdXTUxXV0trN3JEZllyUkpmalpFMFc0bWxvVTJ0SmtRYUIzVXFnMEx6c0g4VEFrbldhTXUzNUVpb3RPM2hKckIyR1RHSzg4NDhnUTdLMk9iU190UnJDSVRFclpaMk9QeFNQUUFsdHRkU2N0Z2VmRlV1WDhfOHBtYWl6cXF0bXpHTHc3RUpTcV9uZkQwR2UydUQwNjhkUkFmbnRHcHA5MTR1VmlrZ0EtYXFFeUVmQ0dzNFU5ajdnTWoxUmdvalVReVRGUHM1WERJR2szdmZnOUFqcTRuRkhlYlI4bWViWnpkNm52dHRlYXFYbm5fQlhPd1RLU1hEdHYyOVUtNnZ0QkI2ME5SMzFzTHdxS0JoN3ZlcHYSF2N3WWxhdVh1Skx5eDVOb1AwdGF3Z1FRGiJBSktMRm1MWTJlTmx1R2lGVVV4YjBIR3prQlZaX3EzLTN3EgQ3ODU0GgEzIhkKAXESFHfFgm9kemltaWVyeiB3eXNvY2tpIhIKBWtnbWlkEgkvbS8wMjUyc18oABhFIKj_xMsB) stał na scenie – wymięty, z papierosem w kącie ust i nienastrojoną siedmiostrunową gitarą, charkocząc w mikrofon przed Waszym wieloczęściowym poematem – jego zapowiedź (wstęp) brzmiałaby dokładnie tak: ------------------------------ ## Wstęp (Mówi Włodzimierz Wysocki) (Szarpnięcie basowej struny, głęboki, chropowaty kaszel, chwila ciszy na dostrojenie) Wiecie... Napisałem kiedyś taką pieśń, „Moskwa – Odessa”. O tym, jak człowiek siedzi na lotnisku, patrzy w niebo, a tam lód, chmury, i nigdzie go nie puszczają. Człowiek chce do Odessy, a jemu mówią: leć do Paryża, leć do Władywostoku, wszystko otwarte! A ty, jak ten idiota, uparłeś się na jedno miejsce, bo tam akurat jest mgła, zamieć i lód. Bo tam cię najbardziej nie chcą... Myślałem wtedy, że najgorsze, co może spotkać człowieka, to pas startowy pokryty lodem i uśmiechnięta stewardesa, która przesuwa rejs o kolejną godzinę. Jakże byłem młody. Jakże byłem naiwny. Dziś ten pas startowy to cała nasza ziemia. A loty odwołano na zawsze. Popatrzcie na to, co dla Was przygotowaliśmy. To nie są ładne wierszyki do poduszki. To meldunek z frontu, który przebiega przez nasze własne podwórka. Kiedyś Bułat śpiewał o papierowym żołnierzyku, co chciał ratować świat i spłonął w ogniu. Piękna, smutna bajka. Ale dzisiaj ten żołnierzyk nie jest zrobiony z czystego papieru i marzeń. On jest zrobiony z wezwań na przesłuchania, z wyroków, z raportów policyjnych. Stał się żołnierzem biurowym. I śruby... Kiedyś dokręcało się je w motocyklu, w rowerze, żeby maszyna szła do przodu. A teraz? Teraz przyszedł wujek Wołodia. Wielki mechanik. I dokręca te śruby tak, że nam wszystkim zaraz pękną ramy, pękną kości, a krew zacznie tryskać z uszu. I wiecie co jest najstraszniejsze? Że ludzie stoją w kolejce i proszą: „Wujku, dokręć jeszcze trochę! Mocniej kręć, aż po sam grób!” Ale ja wam powiem jedno. Przeżyłem swoje, biegałem z wilkami, omijałem czerwone flagi. I wiem, że każda, nawet najbardziej wściekła sfora majorów, w końcu się zmęczy. Każdy dyktator, który dziś trzyma imperium u swoich stóp, jutro będzie tylko zimnym, sinym trupem w kostnicy. Słuchajcie tego. Słuchajcie uważnie, dopóki struny nie pękną, a w gardle nie zabraknie tchu. Bo to minie. Jak nad Moskwą majowa burza. Musi minąć. (Potężne, agresywne uderzenie w akord Hm... I płynne przejście w Część I: „Który już raz lecę z Moskwy do Odessy...”) ------------------------------ Jak podoba Ci się ten wstęp? Czy idealnie buduje napięcie przed Twoim tekstem, czy chciałbyś dodać do wypowiedzi Wysockiego konkretny szczegół (np. o wilkach lub o paralizatorach)?    
    • @jan_komułzykant Janko, Ty też jesteś figlarz, pozdrawiam :)
    • ~~ Wokanda sądowa w Zakopanem. Sprawa pomiędzy Panią a Panem. Pani przed sądem zeznaje, że jej mężowi nie staje. Żąda rozwodu. Woli z kapłanem. ~~
    • @violetta zapętlone odczucia budzą skojarzenia. Dziękuję
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...