Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

3 część raportu będzie składać się z 2 części, pierwszej - teoretycznej i nadmuchanej i drugiej, bardziej praktycznej. Poniżej przedstawiam pierwszą, która tylko w pewnym sensie jest raportem.. Praktyczna dopiero za kilka dni..

Zastanawiałem się, co umieścić w 3 części raportu. Mógłbym rozwijać dywagacje estetyczne,
ale doszedłem do wniosku, że byłby to rodzaj meta - sztuki dla sztuki (na życzenie mogę to jeszcze kiedyś zrobić, i to dokładnie). Bardzo chętnie jednak w tym temacie popolemizuję..

Zastanawiałem się, czy nie przybliżyć tutaj tzw. „piramidy duchowej” Kandinskiego, która jest dość celną analizą odbioru sztuki w perspektywie społecznej, ale kto zainteresowany, dotrze
i się zapozna (może jest nawet jakiś PDF w sieci).

Mógłbym dalej drążyć typologię odbiorców i nadawców. Ale wydaje się to zbędne.

Wybrałem materię głównie etyczną (wiem, jak to fatalnie brzmi).

Głównym pojęciem estetyki jest piękno (jednak nadal).

Głównym pojęciem epistemologii (a szerzej poznania świata, czy też nauki) jest prawda.

Głównym pojęciem etyki zaś jest dobro.

Zatem piękno, prawda i dobro.
Dlaczego jednak mamy za nimi podążać? Kto nam każe (ewolucja, geny, społeczeństwo, moralność, religia?). Oczywiście, po części też – różnie to bywa. Ale wydaje się, że wartości te bronią się uniwersalnie w tym sensie, że prowadzą do rozwoju – człowieka – kultury – cywilizacji. Znowu - oczywiście można krytykować wartość rozwoju (który to bardzo często ma drugi zły koniec kija i kultura ogólnie psieje, nie ujmując nic pieskom), ale należałby zaproponować coś w zamian. Jeśli jedyną alternatywą ma być samobójstwo, dekadencja czy barbarzyńskie uwstecznienie, to nie jest to super zachęcająca alternatywa. Choć nutka dekadencji nigdy nie zaszkodzi..:)


Przewrotny trochę (nazywany Salvadorem Dalim nauki) filozof i fizyk Paul K. Feyerabend stwierdził kiedyś prosto:
„Celem nauki, jak i wszelkiej poznawczej refleksji nad światem jest rozszerzanie ludzkiej wolności, wspomaganie godnego życia i odkrywanie tajemnic natury”.

Zaś Dobry polski aktor, Zdzisław Maklakiewicz, znany oczywiście głównie jako inż. Mamoń, (zapił się na śmierć), mówił kiedyś tak:
- Wchodzisz na scenę i musisz coś zrobić, żeby ludziom, choć przez chwilę było lepiej. No wejdź..zrób, żeby choć przez chwilę było im lepiej (cytat z pamięci).


W kontekście pisania (tutaj, na forum) i komentowania, myślę, że warto poruszyć temat prawdy, w kontekście też wolności (swobody wypowiedzi, wolności człowieka w ogóle).
Sztuka, mimo pewnych rygorów, jest jednak przede wszystkim domeną wolności.

Co do prawdy, każdy ma jakąś prawdę.

Soren Kierkegaard napisał ładnie: „Chcę znaleźć prawdę, która jest prawdą dla mnie. I do czegóż przydałaby mi się tzw. prawda obiektywna, gdyby dla mnie i mojego życia nie miała głębokiego znaczenia”.

Choć sztuka bywa często przedstawiana jako kłamstwo (fantazja – to jednak nie to samo) – jak to powiedział chyba Picasso: sztuka to kłamstwo, które pomaga uwierzyć (czy też zobaczyć) prawdę.

Prawda jest ważniejsza od estetyki. Choć z drugiej strony Prawda przez duże P ma często blask (a więc walor estetyczny).

Oczywiście, trzeba wystrzegać się prawd banalnych.
Ale tak naprawdę krąg tematów od wieków jest ten sam: miłość, śmierć, samotność.
Sztuka jawi się wtedy, najprościej mówiąc, gdy ktoś dotyka tych odwiecznych spraw w jakiś nowy sposób. Zyskuje to wymiar uniwersalności – gdy indywidualny utwór odbija się w czytelniku.
Można by ten wątek rozwijać, ale jest to przedmiotem wielu analiz przeżycia estetycznego, pomińmy to.
Czasami zresztą czytelnik czuje, że to przed chwilą przeczytał miał, gdzieś, kiedyś – na końcu języka. Ale ktoś inny to za niego wyraził. To jeden z triumfów sztuki. Budzi się wtedy w czytelniku wdzięczność, ale niekiedy też budzi się zawiść (na zasadzie: szkoda, że ja tego pierwszy nie napisałem). Zawiści nie warto chować, bo mało ma nam do zaoferowania, patrząc z czysto egoistycznego punktu widzenia. Raczej wtrąca w neurozę albo skazuje na syndrom nieuznanego geniusza.

Inne zwycięstwa sztuki mają wymiar trochę nazbyt idealistyczny – kiedyś chciano by sztuka (poezja..) zbawiała: ludzi i narody.

Teraz głównie ma zabawiać. I też dobrze, śmiech, dobry śmiech, nigdy nikomu nie zaszkodził.

Pamiętając o tym, że każdy ma jakąś swoją prawdę, warto pamiętać o łagodności.

Prześledźmy tę łagodność na takim oto przykładzie dyskusji na temat wolności, kłamstwa i prawdy.

(Zob. zestawienie opinii na temat encykliki: R. Graczyk, Papież - wolność – dialog, Gazeta Wyborcza z 21.11.2003)

O koncepcji „wolności prawdziwej” pisze Leszek Kołakowski: „Zgodnie ze zwykłym użyciem słowa »wolność « jestem wolny przez samą możliwość wyboru, czyli jestem wolny, zarówno gdy dobro, jak i gdy zło wybieram. W tym ostatnim wypadku staję się zły, lecz jestem nadal wolny i z tego tytułu odpowiedzialny. Natomiast pozytywne, augustyńskie wyobrażenie o wolności utożsamia wolność z wyzwoleniem od grzechu, narzuca zatem mniemanie, że im mniej okazji do grzechu świat mi dostarcza, tym bardziej kwitnie wolność moja, stąd łatwy wniosek, że wszelka forma przymusu, która ogranicza moje możliwości grzeszenia, nie tylko mi na korzyść wychodzi, ale moją wolność pomnaża, dlatego augustyńska doktryna w tym punkcie jest dobrym uzasadnieniem reżimuopresywnego”.

J. Tischner odpowiada: „Rację ma Kołakowski, gdy pisze: »Jestem wolny, zarówno gdy dobro, jak i gdy zło wybieram «. Ale rację ma C H Y B A również św. Augustyn, gdy pisze, że im częściej wybieram zło, tym bardziej popadam w zależność od zła (...) O tych, którym kłamstwo »weszło w krew «, mówimy: »są zniewoleni « przez nawyk, przez strach. Gdy nas przekonują, że mimo to czują się wolni, odpowiadamy: »pozorna wolność «. Nie można jednak powiedzieć, że ci, którzy »nawyknęli « do prawdomówności, utracili wolność. Takie jest bowiem »prawo wartości «, że »im wyższa wartość, tym większa wolność «”

Tischner konkluduje, że człowiek posiada rozum i wolę, rozum kieruje ku prawdzie, wola ku dobru, a przecinając więź pomiędzy prawdą a wolnością, otrzymujemy bezwolny rozum albo oślepioną wolę. Dostrzega jednak podwójne niebezpieczeństwo niezharmonizowanej prawdy i wolności: nacisk na prawdę usuwa relatywizm, ale grozi totalizmem idei, nacisk na wolność usuwa totalizm, przynosi jednak chwiejny subiektywizm. Zdaniem Tischnera, wolność nie jest najwyższą wartością człowieka, ale jest wartością podstawową. Bez wolności nie może być mowy o odbudowie osobowej tożsamości.


W tym „chyba” Tischnera kryje się, moim zdaniem, rzecz niesłychanie istotna. Punkt balansu i harmonia pomiędzy wolnością a prawdą, pewna łagodność prawdy.

Odnosi się to w szczególności do forum.

Wydaje się, że aby człowiek dostrzegł konieczności w harmonii prawdy i wolności, musi najpierw dowiedzieć się, kim jest, a wtedy konieczność działania będzie wypływać z jego świadomej istoty. Proces taki można nazwać procesem wykształcania cnót, procesem samodoskonalenia, procesem stawania się osobą (tak np. u Tischnera, personalizmie chrześcijańskim), dążeniem ku Oświeceniu (w tradycji Wschodu), czy też w terminach psychologicznych: indywiduacją (u Carla Gustava Junga), dezintegracją pozytywną (u Kazimierza Dąbrowskiego) lub czymś w rodzaju integracji świadomego „ja” (np Georgija Gurdżijewa).

Przepraszam za to moralizowanie, co do którego, zapewne, mam najmniejsze prawo.

Pytano kiedyś Senekę, dlaczego nie żyje dokładnie wg pięknych poglądów które głosi. Odpowiadał: piszę o cnocie, nie o sobie. Gdy zdołam, będę żył jak należy.

Nie usprawiedliwiam się już jednak zbyt często powiedzeniem Owidiusza: „Widzę i pochwalam, to, co dobre, ale podążam za gorszym”.

Smrodek moralizatorski się zwiększa, więc w ewentualnych komentarzach postaram się trochę rozładować atmosferę.

Na koniec zaś, coś o prawdzie sztuki na przykładzie muzyki.
Ale spokojnie można zastosować to do prób poetyckich. Podstawy zatem pod słowo muzyka: poezja. A prozaicy podstawią: proza.

Otóż Roman Berger, teoretyk muzyki i kompozytor, pisze:

"(...) Muzyka jest ważną sprawą. To znaczy, że nie jest jakimś wymysłem, produktem chorej myśli, chimerą. Ani płodem samowoli. Pod jednym warunkiem: że chodzi o twórczość. O autentyczną twórczość. Problemem natomiast – i poważnym problemem – jest detekcja twórczości. Tu pozwolę sobie zacytować ze słynnej antologii Wolfganga Laadego kilka fragmentów tekstów narodów przyrodzonych (ludów naturalnych):


Cóż się dzieje? Lutnia nie śpiewa! Jest to tylko drzewo.
Nie może śpiewać, jeśli nie ma serca. Musisz mu dać serce!
Drzewo musi iść z tobą, na twoich plecach, do walki,
musi przesiąknąć krwią – krwią z twojej krwi, tchnieniem twego tchnienia.
Twój ból musi stać się jego bólem, twoja sława – jego sławą.
I uderzył w bęben, i śpiewał całą noc, i próbował wskrzesić dziewczynę
z martwych.

(…) A tu jeszcze usłyszałem, jak Słońce wschodząc – śpiewało."


Na koniec proponuję dla oczyszczenia atmosfery tango, które jest bardzo estetyczne, zdjęcia filmowe, które są wyjątkowo wysmakowane i sytuację, która wymaga działania w stronę..no właśnie.. wolność można różnie wykorzystać. Ale ta nutka dekadencji…
Korci ..:)

www.youtube.com/watch?v=6FOUTWbu5WM

Opublikowano

Interlokutorka /hrabina von S/ ziewa dyskretnie, potakując przy tym kształtną główką. Twarzyczce nadaje wyraz skupienia byle nie urazić adwersarza, byle nie urazić...

służąca pod nosem

I na co komu te facecje? Z andronów ni ślubu, ni dzieci nie będzie!

:))))))))))))))

Pozdrawiam.

Opublikowano

Nie dało się inaczej zrobić z tą prozą, bo inaczej tytułu nie można poprawić. Chociaż, w źródle, gdzie był i jest esej, jest tak podpisany, jak ja powtórzyłem. Bo np. już, co do eseju Kim jest człowiek estetyczny? , który teraz czytam z komentarzami, to ten jest podpisany Marat Dakunin, i tak ewentualnie bym przytaczał (nic nie zmieniając, jak i nic nie zmieniłem w O doskonałych w źle i niewydajności zła , ale proszę, jak sobie tylko Maracie życzysz, i po części rozumem Cię, ale tylko po części (niestety dla mnie), nawet jeżeli wyjątki potwierdzają regułę. Ale teraz z kolei nie wiem, czy mi samowolnie wypada zmienić to, co jest w źródle (nawet jeżeli nie podałem źródła), no i nawet jeżeli autor sam się tego domaga. Pozdrawiam, i przepraszam, za zbytnią dosłowność (w końcu brania faktów).

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


To co piszesz (przepraszam - jeśli uważasz, że powinniśmy zaPANować :-) nad sobą - po prostu napisz)
jest fantastyczne! Aż strach pomyśleć, że nie wrócisz z tej Azji, jak gdzieś napisałeś o rychłej podróży.
Zrób jakąś stronę z tymi rozważaniami o sztuce, żeby wszyscy mogli zaglądać, albo najlepiej wydaj czarno na białym.

Dziękuję za lekturę i czekam na dalsze.
Opublikowano

WiJA:

Co Ty piszesz? Tu jest źródło, tak?

www.maratdakunin.salon24.pl/72477,o-doskonalych-w-zle-i-niewydajnosci-zla

Gdzie tam jest to podpisane? Jest na moim blogu. Jest to podpisane A. Jadczyk?

W czym mnie nie rozumiesz? Że nie chcę żeby tekst mojego autorstwa był przypisany A. J?
To chyba normalne? Nawet i dlatego, że Arkadiusz nie pisze tak jak ja, mógłby się czuć On dziwne!!

W tekscie powołuję Kierkegaarda, Niemczuka i Jadczyka też (ich idee), ale opisuję je swoim językiem albo zaznaczam "cytat" - w takim razie mógłbyś przypisać tekst odpowiednio im 3 :)

Mam wrażenie, że albo inaczej coś widzimy tam na stronie, albo jakieś przekłamania na falach :)

pozdrawiam serdecznie

Opublikowano

Panie Marat wiesz Pan jak jest - dla jednych nudne, dla innych interesujące i cały urok na tym się opiera.
Faktem jest, że na forum zrobiło się poważniej (powiem dla mnie), za oknem od rana deszcz, czas na jakiś żart, trzeba wyluzować umysł :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Całe szczęście! Dla nas wszystkich. Także nieświadomych (jeszcze) co by stracili :-)
[quote]
A Dorota sugerowała, że nudnawa ta część 3
Kobiety są przekorne. Po prostu, więc nie wnikajmy w to ;-)

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Całe szczęście! Dla nas wszystkich. Także nieświadomych (jeszcze) co by stracili :-)
[quote]
A Dorota sugerowała, że nudnawa ta część 3
Kobiety są przekorne. Po prostu, więc nie wnikajmy w to ;-)

Pozdrawiam.

1) Nie umiem się ustosunkować do tak ciepłych słów, chyba otworzę okno..(popaduje..)
Obawiam się jednak, że jestem na wypaleniu, melancholia aktywna zmieni się w pasywną,
durerowskie dłuto omsknie się z ręki i przewierci mózg. Mam straszne wahania nastrojów (przepraszam, to nie forum terapeutyczne :)


2) Absolutnie nie wnikam. żebyś wiedział jaki ja jestem przekora
Opublikowano

Boskie Kalosze,

Nawiązałeś do "Pi"

www.maratdakunin.salon24.pl/122603,wieczne-powroty

Zjedź na dół i będzie obrazek, ja pan w końcu odkrywa to, że wszystko w głowie (tam - teoria Boga/wszystkiego)
i zaczyna się do niej dobierać...:)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Przepraszam, przepraszam, przepraszam, to moja wielka pomyłka, czyli mojej kurzej ślepoty, i mojego chciejstwa – najłagodniej mówiąc, a/bo mówiąc do rzeczy (normalnie) – mojej indolencji (oczywiście umysłowej) w rozpoznawaniu rzeczy do rzeczy. Jeszcze raz przepraszam i pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Powiadam wam: Tej nocy dwaj będą na jednym łożu, jeden będzie zabrany, a drugi pozostawiony. Dwie mleć będą na jednym miejscu, jedna będzie zabrana, a druga pozostawiona.
(Łk 17,34-35)

Wtedy dwóch będzie w polu: jeden będzie wzięty, drugi zostawiony. Dwie będą mleć na żarnach: jedna będzie wzięta, druga zostawiona. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie.
(Mt 24, 40 – 42)

pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Powiadam wam: Tej nocy dwaj będą na jednym łożu, jeden będzie zabrany, a drugi pozostawiony. Dwie mleć będą na jednym miejscu, jedna będzie zabrana, a druga pozostawiona.
(Łk 17,34-35)

Wtedy dwóch będzie w polu: jeden będzie wzięty, drugi zostawiony. Dwie będą mleć na żarnach: jedna będzie wzięta, druga zostawiona. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie.
(Mt 24, 40 – 42)

pozdrawiam
amen
:)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Magdalena Właśnie, dokładnie, w pewien sposób jest. 
    • @Berenika97 To  dobry wiersz — mroczny, gęsty i konsekwentny od początku do końca. Podoba mi się, że tutaj wszystko powoli gaśnie, osuwa się, rdzewieje i znika, ale dzieje się to bez histerii, tylko z jakąś chłodną godnością. Najmocniej zostają mi w głowie: ślepe okno, okuty kufer i klucz połknięty przez rdzę — świetne obrazy. Wiersz ma klimat i ciężar. Ja tak nie potrafię.  U mnie chaos -  usprawiedliwia mnie tylko  to, że jestem mężczyzną - archaicznym. 
    • Zobaczyłem dzisiaj kota W towarzystwie z kociętami Leżącego na środku drogi   Ich wnętrzności były czarne Padły na piekący asfalt A ich koniec był ubogi   Przy zapachu jajecznicy Odór smażonego truchła Przywołuje czarną dziurę   Postać jej zagina światło Jakby czernią emanuje Kiedy wzrokiem ją świdruję   Białe oczy niewzruszone Dwa to punkty w jej sylwetce Pusto patrzą na kocięta   Kiedy dusze ich wysysa Ścierwo gnije i rozkłada Lecz czerń nie jest tym przejęta   I po chwili gdy już skończy Każdy chce by sobie poszła By zniknęła każdy prosi   Lecz ta ciemność nie zanika Tylko wciąż dalej żeruje I na innych się przenosi   A ja stałem tak ciągle otępiony Gdy widziałem kolejne to demony Przyczepione do każdej tak istoty Miały ludzi, rośliny, nawet koty   Te od spodu kwiaty już wąchały Czarne byty wszystko rozkładały Gdy na głowie poczułem to ciążenie Zrozumiałem że wszystkim jest cierpienie   Śmierć - panowie rozkładu To oni nas hodują Mija krótki żywot Oni wciąż żerują   Mam nadzieję, że umrę Choć nie jestem gotowy Ot małe marzenie  Dawno ściętej głowy Nabitej na kark.
    • w mieszkaniu pachnącym rosołem i lekko przypalonym snem który ktoś próbował uratować dolewką wody stoi ona królowa klamek które same się naciskają  i drzwi które przestają należeć do was Pelagia wchodzi jak rachunek za cudze życie z odsetkami liczonymi od waszego pierwszego oddechu wchodzi z reklamówką która szeleści jak wyrok w zawieszeniu niosąc w środku mrożonki które nigdy nie zaznały wybaczenia jej włosy to tłuste kable pod napięciem gdyby je dotknąć można by zasilić pół osiedla w poczuciu winy i jeszcze zostałoby na oświetlenie waszych błędów twarz ma jak garnek po bigosie niby umyty ale zapach zostaje na zawsze wygląda jak protokół powypadkowy  każda zmarszczka to paragraf na waszą radość a usta zaciśnięte tak mocno że mogłyby prostować gwoździe. Pelagia arcykapłanka domowego porządku odprawia nabożeństwa nad waszym zlewem jakby tłuszcz był grzechem pierworodnym głosi że zbawienie przychodzi w płynie do naczyń a grzech najlepiej zeskrobać druciakiem i polać Domestosem aż zacznie skrzypieć z czystości jej głos to łyżka stukająca o zęby to odgłos żwiru sypanego do trumny waszego wolnego popołudnia suchy rytmiczny i ostateczny mówi długo jak czajnik który nie wie kiedy przestać gwizdać bo nikt go nigdy nie zdjął z ognia po trzech zdaniach nie oddychasz po pięciu przepraszasz za rzeczy których jeszcze nie zrobiłeś po siedmiu zaczynasz planować winy na przyszłość Pelagia nie pyta o zdrowie ona jest patomorfologiem waszej niedzieli w różowym fartuchu w bratki przeprowadza sekcję zwłok waszego entuzjazmu wsadza wam palec w przełyk żeby sprawdzić czy wasze sumienia mają odpowiedni odczyn ph i czy nie strawiliście przypadkiem resztek własnej godności którą podała wam w sosie na kolację w zeszły wtorek w jej obecności zegary zaczynają chodzić wstecz aż lądujecie w kącie z rękami za głową przepraszając za to że wasz ślub nie był mszą żałobną za jej młodość wypluwa waszą radość na spodeczek bo twierdzi że jest niedopieczona i ma w środku jeszcze krew waszych marzeń o ucieczce które według niej powinny być już dawno ścięte fileciarka relacji bierze wasz dzień kładzie go na desce i tnie w poprzek sensu aż zostaje tylko to co jej pasuje do obiadu i co da się łatwo przełknąć bez myślenia wasze plany lądują w misce jak odpadki a ona robi z nich "na szybko coś dobrego” co smakuje jak dożywotni obowiązek i zostaje w żołądku na zawsze wchodzi do waszej  sypialni z licznikem Geigera na grzechy; sprawdza czy wasze kołdry nie promieniują zbytnią swobodą i posypuje prześcieradła solą egzorcyzmowaną żeby namiętność nie wykiełkowała ponad normę unijną wasze łóżko traktuje jak stół do ping-ponga na którym rozgrywa mecz o waszą uległość  dezynfekuje was z intymności i przycina wasze sny sekatorem żeby nie wystawały poza krawędź jej przyzwolenia wasze "kocham” pakuje próżniowo w folię bąbelkową wyciska z niego powietrze i sens i opisuje flamastrem: do użytku po śmierci -  w razie braku innych atrakcji potem posypuje wasze ciała talkiem dla niemowląt żebyście nie mogli się do siebie przytulić bez poślizgu winy i lekkiego wstydu klienci czyli wy kiwacie głowami jak ziemniaki w gotującej się wodzie pękacie powoli od środka bo już nie macie siły się nie ugotować a ona bierze to za wdzięczność i dokłada soli aż zaczynacie smakować jak jej racja jej spojrzenie jak ręka wkładana do szuflady z nożami niby nic się nie stało a jednak krwawisz i nie wiesz skąd i zaczynasz podejrzewać siebie przesuwa talerze żeby głód miał odpowiednią hierarchię i wiedział gdzie jest jego miejsce a kiedy siada na kanapie meble jęczą w dialekcie staropolskiej męki i proszą o skrócenie wyroku jej śmiech to dźwięk widelca szorującego po dnie pustego garnka sygnał że właśnie zjadła wasze wolne popołudnie kiedy mówi "synku” powietrze gęstnieje jak sos zbyt długo gotowany robi się ciężkie tłuste i nie do odrzucenia oddychasz tym i zaczynasz smakować jak ktoś inny kto już dawno przestał mieć wybór otwiera okno i wpuszcza do środka zaduch z klatek schodowych roku osiemdziesiątego drugiego w którym każde wasze " chcę" brzmi jak zdrada stanu i powód do donosu Pelagia magazyn przeterminowanych prawd ma w torebce zamrażarkę turystyczną która buczy cicho jak wyrzut sumienia    trzyma tam wasze odcięte pępowiny z datą ważności: nigdy! żeby w każdej chwili móc was nimi poddusić gdybyście zachcieli odetchnąć bez jej zgody jej uśmiech to ekspozycja w muzeum patologii rodzinnej zwiedzanie obowiązkowe rzędy zębów jak nagrobki waszych wspólnych weekendów które osobiście zabiła ścierką do naczyń i kazaniem o wyższości firanek nad wolnością kiedy w końcu wychodzi nie zostawia pustki zostawia po sobie galaretę która tężeje na waszych twarzach to nie jest już dom to inkubator jej racji gdzie wasze kręgosłupy służą jej za szczebelki do drabiny po której wspina się by napluć Bogu w okno za zbyt małą ilość octu w waszej krwi zostajecie w tym rosole po kostki pływacie jak oka tłuszczu które nie mogą się połączyć bo ona już dawno was przesiała przez sito swoich oczekiwań wieczorami gdy próbujecie się dotknąć skóra schodzi wam płatami odsłaniając jej inicjały wypalone na waszych mięśniach jak znak jakości na mięsie armatnim Pelagia nie wraca do siebie Pelagia po prostu zmienia formę skupienia teraz jest waszą zgagą waszym bezdechem jest tym szarym nalotem na waszych językach który sprawia że każde wasze "kocham” smakuje jak stara ścierka do podłogi siedzicie cicho żeby nie zbudzić jej echa w rurach patrzycie w talerze gdzie wasze marzenia dogorywają w gęstym sosie a ona ta wielka pajęczyca w fartuchu w bratki już dawno was wypatroszyła wypchała trocinami waszych kompleksów i postawiła na meblościance swojego życia jesteście martwą naturą jej najsmaczniejszą bo podaną na żywca niedzielną ofiarą całopalną            
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...