Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

ani powojenna cytrynówka własnego wyrobu
w kryształowej karafce,
a na stole imieninowym prawdziwa szynka w plasterkach,
śledź z Bałtyku, w śmietanie jak się patrzy, chrzan tarty przez solenizanta,
sałatki jarzynowe, ogórki w domu kiszone,
chleb zwykły ale za to jaki!!!!!
i ta atmosfera,
a wróg był jeden - komuch złowrogi i podstępny,
a dzisiaj?
wszystko zlazło na psy!
nawet kobitki jakieś wyleniałe i bez apetytów na prawdziwych gości,
źle jest kurwa mać,
ot co!!!!

Opublikowano

a dla takich gości z awansu społecznego
co liznęli akademie ku czci /obojętne czego/,
solenizant wyciągał z barku Budafok lub Ararat,
i jak się już ci nuworysze napili się zdrowo to wywyższali
się nad pozostałym towarzystwem tak:
a wiesz Basiu co oni mogą mi zrobić?
no wiesz?
nic mi nie mogą zrobić bo ja tam rządzę!
a na drugi dzień wystraszeni pytali:
jacek, nie gadałem ja tam głupot?
nie, wszystko Jasiu w porządku,
o, kamień z serca,

a dzisiaj gdzie ta atmosfera?
nie ma,
klops.

Opublikowano

ten akurat wątek gustuje w poszukiwaniu
pozaustrojowych selektywnych inhibitorów zwrotnego wychwytu serotoniny,
inhibitorem jest miętówka wspomagana historycznymi zaszłościami,
jeżeli doszukiwać się tu depresji to tylko
z poziomu lęku uogólnionego,
w innych dyskusjach bywa, że są bardzo czytelne wątki
ciężkich nerwic depresyjno maniakalnych
bez wychwytu zwrotnego /np. przez przekaźnik presynaptyczny/,
stan ten bywa dla twórców przeżywaniem kreatywnym
chociaż po Zetce tego akurat nie widać,
wszędzie tam gdzie jest klimat cygarowo-whiskowy jest wspaniale,
przy przedawkowaniach bywa rzadko uroczo,
zasadniczo.

Opublikowano

Madziu,
WZIĄŁEM CIĘ więc na dopaminę!!!!!!!!!!!!!!!
przypomnę tylko, że jest ona odpowiedzialna za
napęd ruchowy i napięcie mięśni,
żadna miętówka tego nie dokona co zwyczajny neuroprzekaźnik
o bajkowej nazwie dopamina,
gdybyś kiedyś miała chwilkę możemy jeszcze poeksperymentować z serotoniną,
ta bestia, chociaż jest odpowiedzialna za sen ma jedną niezwykle ponętną
cechę twórczą /w uproszczeniu rzecz ujmując/,
idzie mianowicie o to, że ta cała serotonina jest produkowana - uwaga!!! -
w szwach jąder /chociaż w rzeczywistości w jadrach szwu/,
sam ten szmer: szwy jądra, brzmi uwodzicielsko jak cholera,

Madziu - to tylko alternatywa,
jak będziesz kiedyś miała chwilkę,
dobrze?

rozmarzony - jacek.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...